Visconti Van Gogh — idealne pióro dla grubej ryby

Omne trinum perfectum, jako mawiali starożytni Rzymianie — aczkolwiek od nadmiaru głowa nie boli (rzecze słowiańskie porzekadło). Nie ma się zatem co dziwić, że po opublikowanych dotąd testach trzech piór wiecznych nadszedł dobry czas na test czwarty (i już naprawdę ostatni…) — czyli na tapetę bierzemy szatańsko eleganckie, czarne pióro Visconti Van Gogh.

(I krótki disklajmer: takiego pióra już nie kupicie, mój egzemplarz ma przynajmniej kilka lat, nieużywany przeleżał ten czas w pewnej szufladzie, z której dość przypadkowo trafił do mnie — nie prezent, nie łapówka, ale fakt, że gratis. Obecnie oferowane pióra Visconti Van Gogh charakteryzują się bardziej impresjonistyczną szatą.)


Visconti Van Gogh test

Pióro Visconti Van Gogh prezentuje się bardzo elegancko: korpus i skuwka wykonane z czarnego celuloidu, srebrzysty pierścień i klips. Wrażenie psuje nieco śrubka pozwalająca na regulację naprężenia klipsa (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Pióro Visconti Van Gogh rzuca się w oczy. Ten grubaśny, wykonany z błyszczącego czarnego celuloidu korpus w kształcie cygara niewątpliwie ma z założenia wywierać wrażenie; to nie jest przaśny wół roboczy jak Lamy Al-Star czy Parker Sonnet, to nie jest kieszonkowe gryzipiórko jak sportowe Kaweco Classic. Dodajmy do tego srebrzysty, grawerowany pierścień i klips (z nieco pretensjonalnym napisem VISCONTI)… od razu widać, że z kwitami podpisanymi takim piórem nie ma żartów. Może i da się nim robić szybkie notatki, może i da się podpisać pismo procesowe — ale najlepiej pasuje do dostojnika składającego podpis pod ważnym dokumentem.


Visconti Van Gogh vs. Kaweco Ice Sport

Pióro Visconti Van Gogh przy Kaweco Ice Sport prezentuje się jak Dawid przy Goliacie. Dla objaśnienia: Ice Sport to seria dwu-kolorowych piórek produkowanych przez Kaweco (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dzięki sporym rozmiarom pióro wyśmienicie leży w dłoni, celuloid jest nie tylko ciepły w dotyku ale zapewnia odpowiedni chwyt. W ten sposób nawet długotrwałe pisanie nie męczy — ba, powiedziałbym, że z każdą linijką tekstu Visconti staje się coraz wygodniejsze (tak, to przytyk pod adresem Sonneta, który cały czas chce się wyślizgnąć).


Visconti Van Gogh test

Pióro Visconti Van Gogh ma bardzo wygodny konwerter, dzięki któremu można szybko i sprawnie napełnić pióro atramentem (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Doskonałe sprawdza się zakręcana skuwka. Cóż, jakoś się przyjęło, że skuwki na wcisk mają pióra tańsze i gorszej jakości (przypominam, że Kaweco, które jest tanie, także jest piórem zakręcanym) — producent może nie ma wielkich tradycji (firma działa zaledwie od 1988 roku — czyli wystartowała 105 lat po KaWeCo, 99 lat po Parker Pen Company i 36 lat po Lamy) — ale niewątpliwie braki w dziedzictwie nadrabia jakością wyrobów.

W moim egzemplarzu zamontowana jest masywna stalowa stalówka w rozmiarze F (fine, cienka), o której najprościej powiedzieć, że można nią pisać i pisać, i nawet się nad nią nie zastanawiać. Stalówka podaje inkaust w sposób pewny, lecz nie marnując go — a także bez irytujących przestojów. Niezależnie od tego czy piszecie szybko czy powoli, zamaszyście czy drobnym ściegiem, Visconti Van Gogh wyśmienicie radzi sobie z każdym alfabetem (a nawet z nieco mniej wyraźnym charakterem pisma, jak mój).


Visconti Van Gogh test

Stalowa stalówka w rozmiarze F daje silną i wyraźną linę, podając atrament w sposób pewny i wyraźny — bez zbytecznego nadmiaru, ale i bez denerwujących „dziur” (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Gdyby zabrakło atramentu w sukurs przychodzi bardzo wygodny system napełniania: pojemny tłoczek chodzi bardzo lekko, zasysając ciecz z kałamarza. Na oko w zbiorniku mieszczą się 2 mililitry inkaustu, co wystarcza na naprawdę długo (zwłaszcza komuś, kto pisze odręcznie mniej niżby naprawdę chciał…).

Pióro zalane jest brązowym atramentem Visconti (zbieżność przypadkowa, najpierw kupiłem atrament, a później pióro stało się moją własnością); niezależnie od tego, że z perspektywy czasu eksperyment z brązem oceniam negatywnie, sam w sobie inkaust jest naprawdę bardzo wysokiej jakości: szybko zasycha na papierze, nieźle trzyma przeciągnięty palcem już po kilku sekundach — no i nie ma tendencji do zapychania stalówki nawet po kilkunastu dniach nieużywania. Wrażenie psuje nieco sam kałamarz, który kształt ma dość fantazyjny (taka klepsydra z większą częścią górną), ale wykonany jest z plastiku (co znów jest może wygodniejsze niż szkło) i ponoć sprzyja wykorzystaniu atramentu do ostatniej kropli — ale jakoś używa mi się go średnio, być może głównie przez otwór, który ma niewielką średnicę.


Lamy Al-Star vs. Visconti Van Gogh vs. Kaweco Classic Sport vs. Parker Sonnet

Pamiątkowa fotografia piór recenzowanych na łamach Czasopisma Lege Artis — można zerknąć na gabaryty (dla porównania Victorinox Picknicker) oraz ogólną estetykę (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


A skoro to ostatni test piór wiecznych, to godzi się chyba kilka słów podpowiedzi jak żyć — i na które pióro się zdecydować? (wszakże zbliżają się Święta Prezentów, a pióro to naturalny wybór) — czyli wszystkie moje subiektywne za-i-przeciwy:

  • najwyższy stopień na podium zajmuje pióro Lamy Al-Star: bardzo tanie, bardzo wygodne w użyciu, bardzo dobrze piszące, ciekawa estetyka (dla niektórych może być zbyt nowoczesne, ale bez przesady). Korpus z aluminium spisuje się rewelacyjnie. Jedyny minus za estetykę stalówki, która… no właśnie, która wygląda jak przystało na pióro za stówkę z haczykiem (podkreślam: za estetykę stalówki, która chociaż wygląda dość topornie, pracuje rewelacyjnie);
  • drugie miejsce to recenzowane dziś pióro Visconti Van Gogh: właściwie mogę napisać o nim prawie to samo co o Lamy, z tym, że doskonały produkt zamknięty jest w bardziej klasycznej formie. Trzeba jednak pamiętać, że za jednego Van Gogha można sobie kupić prawie całą gamę piór Al-Star — no i że dziś w sklepie znajdziecie Van Gogha w kakofonicznej kolorystyce (lubię śmiałe kolory, ale chyba jednak kolory — nie jajecznicę…);
  • trzecie miejsce dla Kaweco Classic Sport: jednak uwierzcie mi, że ten maluszek przegrywa naprawdę o włos, a przegrywa wyłącznie przez wadę, która jest największą zaletą piórka — rozmiar. Malutkie Kaweco jest piórem idealnym — do kieszeni, na podróż, do robienia szybkich notatek, Kaweco jest piórkiem niezobowiązującym (przy okazji bardzo ładnie pisze, a estetyka stalówki bije na głowę Lamy) — ale nie polecałbym go dla osoby, która potrzebuje pióra do częstego pisania dłuższych tekstów. Sportowe Kaweco będzie jednak doskonałą propozycją dla kogoś, kto z pióra korzysta i to lubi — i uważa, że może przydałoby mu się coś mniej zobowiązującego. (Na marginesie przypominam, że za jedno tanie Lamy można kupić prawie dwa Kaweco!);
  • ostatnie miejsce dla niewątpliwego faworyta czyli pióra Parker Sonnet — oto dowód, że wyrób popularny może cieszyć się popularnością z całkowicie nieuzasadnionych powodów: wąski, śliski i zimny w dotyku korpus, „twarda”, pozbawiona plastyczności stalówka, fatalny konwerter (już go zastąpiłem zwykłym nabojem, który napełniam igłą i strzykawką) — słowem: nie wszystko złoto co się świeci… Z perspektywy czasu (a przecież długi czas jakiś Parker był moim jedynym piórem…) mogę powiedzieć, że wybierając Sonneta można się zniechęcić do pisania tak wspaniałym narzędziem jakim jest pióro wieczne…
  • Gregory

    Polecasz pióro za stówę i zestawiasz z piórem za tysiąc? Żart?

  • Nie żart — nic na to nie poradzę, że subiektywnie rzecz ujmując najlepiej pisze mi się takim właśnie piórem. Nie mam kompleksów związanych z ceną produktów, które używam — mogę wydać dużo kasy jeśli uważam, że towar jest tego wart (mam już szkic innego testu, ale to pójdzie wiosną), ale jeśli najbardziej pasuje mi produkt tani — to po co przepłacać?

  • Waldemar Bulkowski

    Bardzo dobre podsumowanie… Czasem wkurzają mnie osoby, które mówią, że wolą kupić coś droższego, bo wystarczy im na wiele lat i patrzą z politowaniem na osoby kupujące coś tańszego. Ale jeśli to tanie spełnia moje wymogi i w dodatku w ciągu tych kilku lat będę sobie kupował coraz to nowsze modele tego tańszego produktu i nadal nie zapłacę łącznie tyle co za produkt z wyższej półki to kto jest wygrany? Oczywiście nie do końca dotyczy to pióra, bo to sprzęt, który „uczy się” ręki piszącego. Ale np. takie t-sherty, skarpetki, bielizna…

  • W takich przypadkach mógłby mnie przekonać np. surowiec, z jakiego wykonana jest odzież. Niestety ale stosowane w nich syntetyki zwykle są bardzo niskiej jakości, a bawełna czasem wygląda jakby pochodziła ze szmatek.

    A później kończy się to pewnymi niedomówieniami: odzież syntetyczna miewa w Polsce kiepską opinię, ale wystarczy sprawdzić jakość (i cenę ;-) porządnych wyrobów — od razu można zmienić zdanie :)

  • b52t

    Taki sam patent na Pakery stosowałem w podstawówce.
    U Włochów kupiłem/dostałem, Renzetti 1909, ino model, którego nie mogę znaleźć na ich stronie – pocket pen.

  • W ogólności niestety jak patrzę na włoskie pióra — i porównuję do niemieckich — to przychodzą mi na myśl włoskie samochody, które mogą się podobać, ale szkoda, że nie mnie :)

    Realnie rzecz ujmując takiego Visconti nie kupiłbym za żadne pieniądze. A ofertę Lamy przeglądam z przyjemnością.

  • b52t

    Tak się złożyło. Nie miałem pomysłu większego na to co chcę dostać, a, że miałem ochotę na pióro, a przechodziliśmy obok sklepu z artykułami piśmienniczymi, to tak wypadło
    Faktem jest, że do pracy, go nie zabieram, piszę tylko w domu, więc nawet nie mogę się porządnie wypowiedzieć o nim. Generalnie ok, nie zacina się.

  • Cóż, ja kupuję tanie skarpetki do biegania, bo nie czuję wystarczającej różnicy z tymi droższymi. Buty do biegania kupuje jednak renomowane i bardzo dobrej jakości. Jednak kupuje je tak, że nie przepłacam, tylko trzeba wiedzieć jak :)

  • Nie wiem jak to jest z bieganiem, ale np. jedne z najlepszych skarpet w góry jakie spotkałem to średnia półka z Dekatlonu (model Forclaz 500) — 50 zł za 2 pary.

    Niestety jak to zwykle bywa z takimi markami (Ikea, H&M) „kiedyś to była jakość” — skarpety kupowane 6-10 lat temu były świetne i nadal się trzymają (!), wyroby obecnie leżące na półkach to już nieco inna bajka.

  • http://esklep.intersport.pl/…/skarpety-jjw-trekking…
    Polecone przez dwie osoby łażące po górach. Za wiele razy
    ich nie miałem na nogach, ledwie kilka razy. No ale u mnie to i tak jest
    z ponad 100km :) i do tej pory jestem zadowolony :)
    Te z deca też sprawdzę :)
    I niestety racja – kiedyś była jakość.
    Co do skarpetek biegowych to jestem zadowolony z m.in. Brugi. Kupuję u nich jakieś tanie stopki do biegania. Zużyją się owszem, ale nie czuję i takiej różnicy i potrzeby inwestowania w jakieś droższe i wypasione. Skarpetki to skarpetki.
    Zresztą mam spodenki Atlantica, których używam jako podstawowych do biegania. Wcześniej używane w domu w czasach nastoletnich. I co? Nadal ich używam.

  • Z tym, że z tymi Forclaz 500 jesteś nieco spóźniony — jeszcze raz podkreślam, że wysoką jakość oferowały kilka lat temu, ostatnio jest niestety gorzej (pogorszyło się od momentu kiedy zaczęli się bawić w lewą/prawą).

  • b52t

    Miałem dzisiaj w dłoni Lamy; wydaje się wygodniejszy do pisania i trzymania niż mój Renzetti za 40€. I do tego mają go w krzykliwym pomarańczowym. Chyba będzie na liście bzdurnych zakupów bez, których mógłbym się obyć.

  • Z tym pomarańczowym Al-Starem lepiej się spieszyć, bo to była seria limitowana bodajże z 2015 r. — na ten rok była limonkowa, teraz znów są jakieś takie „pozłacane”.

  • b52t

    Aha, widziałem go – w takim kolorze – w sklepie internetowym sklepu papierniczego z Krupniczej. ;-)
    A tak, swoją drogą, Reznetti korzysta ze stalówek dostarczanych przez Niemców.

  • Przyznam, że to orążowe Lamy jest przednie :) aż żałuję, że nie było takiego jak nabywałem swoje.

  • b52t

    To jeszcze muszę sprawdzić czy rzeczywiście jest oranż tego modelu, a najlepiej w wersji dla urodzonych lewaków i chyba sobie zrobię prezent na saturnalia. ;-)

  • b52t

    Mieli update zasobu i pióro jest, ale na stronie, ale nie da się kupić. Cóż, będzie trzeba się przejść do skryby.

  • Skryba chyba już nie ma — przynajmniej na stronie nie widziałem, na wystawie też nie ma.

  • b52t

    niby jest na stronie. No cóż. W takim razie odłożę sobie tę przyjemność na później.

  • A, jeśli jest na stronie (może słabo sprawdzałem), to być może ma u siebie. Chociaż wiem, że czasem na stronie jest coś, czego w sklepie nie ma — Skryba to ściąga dla klienta (i być może czasem nie ściąga).

    Można przedzwonić albo przejść się. Lubię ten sklep chociaż często w nim nie bywam :)

  • BTW ten sklep ma chyba dwie strony internetowe, przy czym słuszna jest bodajże ta:

    http://sklep-scryba.pl/lamy-c-28_46.html

  • b52t

    też to zauważyłem, jedna jest nie tylko w html we mocno starej wersji, to jeszcze oferowane towary jakby skromne.

  • b52t

    Ten w kolorze Charged Green też może być. Choć pomarańczowym czy też, jak chce producent, copper orange, byłby idealny.

  • b52t

    I jeszcze mały paradoks:

    allegro.pl/pioro-lamy-al-star-charged-green-2016-tloczk-i6623100820.html

    allegro.pl/pioro-lamy-al-star-charged-green-2016-naboje-i6622712843.html

    allegro.pl/pioro-lamy-al-star-charged-green-2016-naboje-i6631899794.html
    Ciekawe czy można się umówić na odbiór osobisty ;-)

  • Można :) jest nawet w opcjach.

    W ten sposób kupowałem do tłoczek Lamy (którego największą wadą jest dość niewielka pojemność).

  • b52t

    Z tłoczkiem widzę sensy, tylko po to, żeby wybierać „własny” atrament, a naboje, jak widać na zdjęciach, mają całkiem sporą pojemność. Ale, dla informacji, jeśli dobrze LAMY nie ma wymaga jakiś patentowanych naboi, prawda?

  • Obawiam się, że nabój Lamy ma większą średnicę otworu (nie wcisnę do pióra Lamy naboju, który mam w Kaweco, a mam tam nabój Faber Castell).

    Nabój też można napełniać takim atramentem jak się lubi. Te od Lamy mają dużą pojemność (czuję, że 2 ml).

  • b52t

    czyli metoda jak z Parkera. Można się i tak bawić.
    Podziękował.