Rioja Cepa Lebrel Crianza 2013 – czyli jak szybko stracić 19,99 i zrazić się do niesmacznego wina

A więc zapowiadany eksperyment czas zacząć. Na pierwszy rzut idzie wino Rioja Cepa Lebrel Crianza 2013, które kupiłem w Lidlu za jedyne 19,99 złotych. Dlaczego wybrałem ten trunek? Bo wydaje mi się, że Lidl chętnie je sprzedaje: chociaż widziałem je w co czwartym koszyku, butelki wręcz wysypują się z półek dyskontów, przeto muszą mieć tego pełne magazyny — produkt schodzi, ale go nie ubywa.

No dobra, zobaczmy w czym lepsze jest wytrawne wino z Hiszpanii od jakiegoś wytrawnego wina z Moraw (którego i tak w Polsce praktycznie nie uświadczysz).


Rioja Cepa Lebrel Crianza lidl

Rioja Cepa Lebrel Crianza z Lidla pachnie i smakuje — czysto subiektywnie — jak perfumowana nalewka z wiśni zaprawiana wódką (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Pierwsze wrażenie bardzo dobre: korek z korka, poradniki dla początkujących mówią, że po tym można rozpoznać wartościowe wino. Victorinox poradził sobie z nim bardzo sprawnie.
Chwilę później… chyba mało które wino tak bardzo zażądało świeżego powietrza zaraz po otwarciu; niestety nawet dwa kwadranse później z butelki dobywa się coś pomiędzy fetorem psujących się węgierek, aromatem owocowej herbaty — a zbyt mocno zaprawioną nalewką.

Pierwszy łyk… Cóż, talentów poetyckich we mnie co kot napłakał, ale to wino nie wymaga sonetów — śmiało można przy nim puszczać rapsody żałosne, może nie będzie weselej, ale przynajmniej odwróci uwagę od absmaku. Czysto subiektywnie odbieram to wino jako melanż kompotu z wiśni i wódki, ciąg procentów aż w duszy pali. W smaku średnie, nieprzyjemnie kwaśne, niekoniecznie ciężkie (ale też i nie lekkie) — po prostu nieciekawe.

Znaczy się — może się podobać? Ponoć statystyczny Polak wina nie lubi, ale jeśli już, to raczej to słodsze, lżejsze, bardziej owocowe. Testowane wino Rioja Cepa Lebrel Crianza nie do końca wpisuje się w ten schemat — z owoców czuję głównie sok z wiśni, ale posmak alkoholu jest na tyle wyraźny, że może zachęcić ludzi w potrzebie.

To wino kupiłem w lokalnym Lidlu za 19,99 złotych, co ponoć jest ceną adekwatną do oczekiwań większości polskich konsumentów. Niestety wydaje mi się, że przepłaciłem: wszakże Habańskie czy Templarskie kosztowały mnie (w przeliczeniu) ok. 13 złotych za butelkę — i nie da się ukryć, że gdybym w ten sposób miał pracować nad moim cholesterolem HDL, to nie wiem jak by to wyglądało…

PS Słówko wyjaśnienia co to za eksperyment: niestety recenzje win morawskich klikają się słabo, to oczywiście efekt braku popytu (nie ma podaży, nie ma popytu) — postanowiłem sprawdzić jak to będzie z 3-4 wyrobami dostępnymi w polskich sklepach.

  • wojakrob

    Jako, że wina ze szczepu Tempranillo z rejonu Rioja to moje ulubione wina podaję dla równowagi inną recenzję wina tego producenta. Tylko wtedy (w 2014 roku) to jeszcze nie była Crianza.

  • Swego czasu pijałem inne Tempranillo z Lidla (znacznie tańsze). Wówczas mi nawet smakowało, a że widziałem je znów na półkach — za jakiś czas obadam i tamto.

    Dziś otworzyłem coś madziarskiego, niezłe.

  • Daniel Jesus González Jiménez

    a gdzie te morawskie bys kupil ? bo i bym sprobwal, owszem
    Wino ma jakies wlasciwosci zdrowotne – apropos cholestorlu ?
    Rozumiem, ze miales na mysli LDL ? I tak licza sie proporcje obu, a nie liczebność. LDL wogole nawet nie jest mierzony tylko szacowany z formuły matematycznej. Nie sprawdza się ona zupełnie jeślibyś żywił się np samym tłuszczem.

  • Morawskie chyba można najłatwiej kupić w Czechach i na Morawach — w polskich sklepach kiedyś chyba bywały, ale to już się skończyło. A szkoda, chociaż rozumiem, że z punktu widzenia globalnych korporacji to pryszcz, a mało który drobny importer zaryzykuje (także w modnych „niszowych” sieciach winiarskich sklepów).

    Mam na myśli (powtarzam za innymi) cholesterol HDL — ten „dobry cholesterol” — natomiast z tego co już wyczytałem to „cholesterol ogółem” jest wyliczany, na podstawie wyników LDL i HDL.

    http://czasopismo.legeartis.org/2016/11/habanske-sklepy-frankovka-2015.html

  • b52t

    A wygląda tak dobrze, i rocznik też nie 2015 r.

  • Mnie coś mówi, że rocznik w przypadku tak tanich win nie ma znaczenia — ale jako amator (w obu słowach tego znaczenia) zastrzegam sobie prawo do amatorszczyzny :)

    Butelka (tłoczona etykieta, korek) rzeczywiście wygląda fajnie.

  • b52t

    Inna sprawa, że sam w sobie rocznik nie znaczy też nic nawet w winach droższych niż 19,99 zł.

  • Zapewne miałby sens gdybyśmy mieli informacje, że „tamtego roku mieli dużo szczurów” albo „nie umyli butelek przed napełnieniem”.

    Nieprzypadkowo chyba mawiają, że ten sam produkt — nazwa, szczep, rocznik, kropka-w-kropkę — potrafi trafić na różne półki cenowe…

  • b52t

    Wszystko to prawda najprawdziwsza. Nie zmienia to faktu, że fanatycy soku ze skisłych winogron potrafią się zadziwić, że w Lidlu można trafić prawdziwą okazje z dobrym winem.