Ubuntu w pracy prawnika (już od 10 lat!)

To wcale nie zabawne jak ten czas leci — ale skoro zbliża się czas okrągłych rocznic, to nie sposób nie wspomnieć o jednej z nich.

Otóż mam na imię Olgierd i od 10 lat na moich komputerach — w pracy, w domu — jest zainstalowany wyłącznie system operacyjny Ubuntu. I chciałbym napisać, że nie zamieniłbym mojego Linuksa na żaden inny system — zwłaszcza, że nikt mi za to nie dopłaci, a Ubuntu mam (jak każdy) za friko.


Ubuntu praca prawnik linux

Ostatnia inkarnacja Ubuntu na moim komputerze: wersja 16.04 LTS na Dellu Vostro V3360. To jest właśnie centrum dowodzenia Czasopismem Lege Artis


O moich przygodach z Ubuntu pisałem dwukrotnie: najpierw był to opis ciężkiej pracy prawnika w tekście „Linux w miejscu pracy„, a później skromny tekścik „Ubuntu 8.04 LTS — łatwiej być nie może„.
W dużym skrócie: tak wyszło, że w listopadzie 2006 r. Arek Osiak dał mi pracę w Money.pl, gdzie miałem pełną swobodę w doborze narzędzi pracy. A że od bodajże roku korzystałem z Linuksa w domu (przez krótki czas OpenSuSE, później Ubuntu od wersji 6.06), to nie ma się co dziwić, że także w pracy zainstalowałem sobie Ubuntu.

Do dziś nic się nie zmieniło jeśli chodzi o moja admirację do tego systemu operacyjnego — na szczęście też nie zmieniło się nic jeśli chodzi o możliwość używania Ubuntu w pracy. Dzięki temu przez ową dekadę mój kontakt z produktami Microsoft był bardziej niż symboliczny (przez kilkanaście tygodni używałem komórki z Windows Phone i to właściwie wszystko).

Pewne modyfikacje stały się natomiast udziałem samego Ubuntu, zarówno pod maską jak i na zewnątrz. Szczegółami technicznymi nie będę P.T. Czytelników zasypywał, bo i słabo się na tym znam, a jak nawet mi się wydaje, że się znam, to i tak poprzekręcam.


Ubuntu praca prawnik linux

W styczniu 2008 r. nie było jeszcze przepisów umożliwiających ściganie za mniej lub bardziej niewinną promocję hazardu. Dziś przywołanie tego zrzutu ekranu Ubuntu 7.10 może mnie kosztować krocie


Z własnej perspektywy mogę zwrócić uwagę przede wszystkim na nieprawdopodobny rozwój Linuksa jako oprogramowania dla każdego: w przypadku dystrybucji nastawionej na masową popularność (chłe, chłe…) nie ma już mowy o przeklepywaniu w terminalu magicznych formułek, kombinowaniu, żeby wszystko jakoś pozbierać do kupy (co skądinąd nigdy nie było do końca prawdą). Twórcy oprogramowania pomyśleli o laikach, którzy lubią kawę na ławę, ot co.

To co na pewno muszę odnotować to zmianę domyślnego środowiska graficznego — stare dobre Gnome zostało zastąpione nowomodnym Unity, które początkowo troszkę mnie denerwowało, ale… przyzwyczaiłem się (chociaż najwięcej sentymentu mam chyba do XFCE). Oraz tempo zmian jeśli chodzi o rynek przeglądarek — przecież kiedyś dałbym się pokroić za Firefoksa, obecnie moją podstawową przeglądarką jest Chromium (nie mylić z Chrome!) — ale gdzieś z boczku czai się już Vivaldi (no dobra, to właściwie nie ma związku z Ubuntu ;-)


Ubuntu praca prawnik linux

Ubuntu — każdy Linux — ma pewną cechę szczególną, za którą nie można go nie lubić: jeśli Wasz komputer zwalnia, można zainstalować „lżejsze” środowisko graficzne. Tutaj dobrą robotę robi sympatyczne XFCE.


Jeśli miałbym wskazać podstawowe cechy Ubuntu, które trzymają mnie jako użytkownika przy tym systemie, to zwrócił bym uwagę przede wszystkim na:

  • wirtualne pulpity, dzięki którym udaje mi się utrzymywać jako taki porządek w pracy (skróty CTRL+ALT-strzałka oraz SHIFT-CTRL+ALT-strzałka należą do moich ulubionych) — przy pracy na 2-3 plikach tekstowych równocześnie (plus klient poczty, plus przeglądarka) możliwości przerzucenia otwartych aplikacji na „osobne ekrany” nie da się nie docenić (IMHO lepsze niż otaczanie się barierą monitorów — ja od zawsze pracuję po prostu na pojedynczym 13-calowym wyświetlaczu);
  • stabilność systemu oraz bardzo duże bezpieczeństwo danych — nie wiem nic i nie interesują mnie różnice w budowie kernela Linux i Windows, nie wiem nic o założeniach polityki bezpieczeństwa danych — ale cieszy mnie, że właściwie przez abnegację twórców tego oprogramowania nie muszę się specjalnie interesować wirusami i innym paskudztwem;
  • łatwość obsługi i praktycznie nieograniczona możliwość przystosowania do indywidualnych nawyków — długo wyliczać wszystkie plusy Ubuntu, z mojej strony zwróciłbym uwagę na łatwość w aktualizacji wszystkich aplikacji paroma pyknięciami klawiatury (sudo apt-get update & sudo apt-get dist-upgrade), zyliony opcji ustawienia wyglądu, kolorów, skrótów klawiszowych, miejsc położenia wszystkich przycisków, etc., a dla znudzonych — dodatkowe środowiska graficzne.

Ubuntu praca prawnik linux

To już Ubuntu 8.04 LTS czyli wiosna 2008 r. Boże jak fajnie wyglądały kiedyś strony by internetowe! ;-)


Czy prawnikowi, który zdecydowałby się zainstalowanie na komputerze Linuksa, mogłoby czegoś zabraknąć? Pamiętam początki, kiedy Lex był dostępny tylko w postaci programu do instalacji na komputerze (wersja sieciowa była bodajże tylko „końcówką” tego, co na serwerze). Poza ofertą, jako totalna alfa, była wersja przeglądarkowa, ale… przeznaczona wyłącznie na MS Internet Explorer. Dla mnie oznaczało to kombinowanie z WINE, dogrywanie jakichś bibliotek czy innych Active X (brrr…), ale na szczęście ten etap dość szybko się zakończył.
Poza tym wszystkiego jest pod dostatkiem, a czasem nawet w nadmiarze, no ale mieć wybór i nie mieć wyboru to zawsze różnica.

Podsumowując: moje 10 lat z systemem Linux oceniam bardzo ale to bardzo pozytywnie. Czego sobie i Państwu z całego serca gorąco życzę.

PS Dla jasności: każdy z opublikowanych tu (i tam) tekstów został napisany pod Ubuntu.

PPS Dla tych, którzy zaraz sarkną „w mordę kopany! w życiu bym do Linuksa nie podszedł!” mam uprzejmą informację — otóż Android, który odpowiada za 9/10 komórek w naszych rękach, to właściwie nic innego jak mocno wykastrowany Linux.

  • ajax

    Mam takie samo zdanie. I też (choć prawnikiem nie jestem) wolę linucha od „małego miękkiego” ;-) – używam od 11 lat. Tyle, że używam miętówki. Unity jakoś mi nie leży. Wolę starego gnoma. Wystarcza do wszystkiego, co potrzebne większości urzyszkodników ;-) a ewentualna reinstalacja jest banalna. Tak, w czasie tych 11 lat przeinstalowywałem 3 razy. 1 raz gdy namieszałem, 1 raz przy przesiadce na Ubuntu z Unity (nie spasowała i zadekretowałem do koszalina) i 1 raz z Ubuntu na Minta. Do „małego-miękkiego” nie mam zamiaru wracać, a zwłaszcza nie mam zamiaru płacić

  • kjonca

    To znaczy jak teraz lexa używasz?

  • Tervueren

    „W styczniu 2008 r. nie było jeszcze przepisów umożliwiających ściganie
    za mniej lub bardziej niewinną promocję hazardu. Dziś przywołanie tego
    zrzutu ekranu Ubuntu 7.10 może mnie kosztować krocie”

    Gorzej… promocja pornografii pod przykrywką hazardu :)

  • Wersja przeglądarkowa — dostęp, login, hasło, kropka. Interfejs sprzed 10-13 lat przypominam sobie mgliście.

  • Mnie od Gnome odstręczyły problemy wieku szczenięcego wersji 3. Nie wiem co było dalej, bo nie próbowałem.

    Przyznam, że w trakcie pisania tego tekstu zainstalowałem XFCE i chyba tak już zostanie.

  • Bardzo lubię Ubuntu, chociaż jakoś przestałem mieć styczność z linuchem od jakiegoś czasu. Co nie zmienia faktu, że kocham całym sercem i cieszy mnie fakt, że są tacy lojalni użytkownicy :P

  • Nie pamiętałem, że przeszedłeś na Linuksa.
    Cieszę się, że udało się zmigrować, jak również przetrwać 10 lat z nim na desktopie :-)

  • 10 lat na wyłączność; w domowych pieleszach już 11 lat (przez pierwsze pół roku OpenSuSE, dla jasności).

  • ajax

    W miętówce masz nadal możliwość używania klasycznego gnoma, bez żadnych hiperbajerów. Po prostu działa. Mnie wystarcza.

  • Ubuntu mam na swoim lapku od 5 lat. Początkowo lekko zdezorientowany byłem – no bo? nie windows? -, ale to szybko minęło.
    Wirtualne pulpity itd. -też mi się to bardzo podoba :)

  • b52t

    Jedynym problemem pozostaje wspomniane w komentarzach pod innym artykułem rozjeżdżanie się tekstów plików obrabianych/przygotowanych w LO/OO i MS Office. I jest miejsce na zapytanie: jak bardzo jest to upierdliwe?

  • sjs

    Koledzy kiedyś pół dnia nie mogli się dogadać z klientem przy aktualizacji jego serwisu internetowego. Okazało, że OO nie wyświetlał czegoś na czym klientowi zależało.

  • Przy otwieraniu w LibreOffice plików utworzonych w MS Word najwięcej problemów jest chyba z trybem zmian — tj. zwykle finalny plik pokazuje to, co miał pokazać, ale czasem nie pokazuje wszystkich pokreśleń (tj. nie do końca wiadomo kto co skasował).

    Bywały też uciążliwości w używaniu tego samego pliku RTF, ale w pewnym momencie porzuciłem ten format, więc nie wiem jak to dziś wygląda.

    No i nie wiem czy to przez LO czy po prostu górę bierze moja niechęć, ale nie cierpię „komentarzy”, i to niezależnie czy są uczynione w Wordzie czy w czymkolwiek innym. 100 razy bardziej wolę uwagi w tekście, jakoś wyodrębnione, ale jednak w tekście.

  • b52t

    To inny temat z tymi komentarzami – ogólnie są użyteczne, ale irytujące jeśli chodzi o formę. Czyli jednak to może być bardziej upierdliwe niż mi się wydawało. Nawet do celów domowych to może być problem, gdy chce się zrobić coś co ma iść do ludzi.

  • No nie, jakby na to nie patrzeć od tych 10 lat radzę sobie z tym wszystkim — komentarze czytam, a widząc tekst poszatkowany w trybie zmian (paskudnie się robi dopiero po ping-pongu, gdzie 3-4 użytkowników przewala ten sam tekst) po prostu wiem co chciałem i co chcę mieć ;-)

    W celach domowych nie ma lepszego systemu: wybór fajnych przeglądarek, brak konieczności stosowania antywirusów, bardzo fajny wbudowany firewall.

  • b52t

    Generalnie do domowego zgadzam się. Jak kiedyś wspomniałem mam potrzebę, noszę się z zamiarem i to zrobię – będą miał laptoka z Linuxem.
    Ale weźmy takiego studenta, czy innego podnoszącego kwalifikacje – ma do przygotowania jakąś pracę zaliczeniową, dyplomową, etc. – przesyła do sprawdzenia, ba! daje do wydrukowania i pojawia się mały problem. (Przyznaję, ten ostatni przypadek można teoretycznie łatwo ominąć – konwersja na PDF).

  • PiotrK

    Gratuluję właściwej drogi! :)
    Osobiście Xubuntu od wielu lat i wszystkim polecam.
    Robiłem podejście do nowego KDE tj Plasmy. Poprzednie wydanie Plasmy było pełne błędów. Natomiast najnowszy Mint KDE na Plasmie 5.6 z tego co testowałem działa nieźle – polecam też przetestować :)

  • Niegdysiejsze KDE niespecjalnie mi podpasowało, później było już w ogóle za dużo wodotrysków i kolorków. Mam też wrażenie, że najbardziej obciążało system, a niezależnie od tego jaki mam komputer, nie przepadam za migotliwymi upiększeniami (stąd np. zaraz po pojawieniu się Compiza robiłem sudo apt-get remove compiz)

  • To studenci już przesyłają pliki w ramach zaliczeń?! Fiu fiu, jak ten świat leci.

    No nie, tekst nie znika, zresztą jeśli już to nie byłby problem Linuksa lecz konkretnego edytora. Natomiast PDF jest zawsze dobry na wszystko.

  • b52t

    Nie wiem, ja musiałem sam drukować – gdybam.
    Wiadomo, że tekst nie znika, ale formaty się mogą rozjechać.

  • PiotrK

    remove compiz – dobre posunięcie ;)
    Tak, dlatego siedzę na XFCE od lat ale coś jest w tej Plazmie tak pięknego, no o gustach się nie dyskutuje :) Poza tym KDE ma miliard opcji konfiguracyjnych, których XFCE czasami brakuje.

  • Tomasz Bednarczyk

    A to ciekawe :)

    Gratuluję swoją drogą wytrwałości! Mnie niestety nie udało się „wytrwać w Linuksie” i po chwilowej przesiadce na Windowsa w domu (wciąż mam, używam jako platforma do gier, ale granie na Linuksie ma coraz lepszą przyszłość np. RPG i cała platforma Steam) osiadłem w końcu na macu, który jakimś tam Unixem jest ;)

    Niestety dla mnie trudne do przezwyciężenia było pokonanie wymiany dokumentów trybie recenzji, tu tylko Word daje radę. Dodatkowo, pisanie pozwu/sprzeciwu na formularzu pod LO to istna udręka.

    Mimo to, wciąż lubię odpalić Fedorę (jakoś Ubuntu zawsze słabo trawiłem, ale sprawdzę z czystej ciekawości 16.10) z uwagi na sentyment i czystego GNOME (aktualnie 3 jest jak najbardziej używalna, dociągnąć jedynie trzeba kilka rozszerzeń), który od 3 mocno przypomina OS X (czy teraz mac OS).

    Każdy system ma swoje wady i zalety. Osobiście uważam, że ani pod Windowsem, ani jakimkolwiek Linuksie nie ma tyle dobrego oprogramowania, co na maku.

  • Może sprostuję: tu nie ma mowy o wytrwałości. Są pewne kompromisy, ale ZTCW używanie Windowsa też jest kompromisem (Makintosza także ;-)

    Formularze „P” i „WD” chodzą nieźle (sprzeciwu nigdy nie pisałem ;-) — pod LibreOffice rzeczywiście fatalnie korzysta się z formularzy KRS.

    Ale to jest zatem problem nie tyle Linuksa — i nawet nie tyle edytorów tekstu — ile twórców tych formularzy, że nawet nie sprawdzą. Sami mają MS Word i zakładają, że każdy ma. (W dodatku to oznacza, że trzeba kupić i Windowsa, i MS Word).

    Co do Makintosza, to polecam (było na Fejsbóku ;-)

    http://qz.com/797928/apple-fans-have-click-signed-more-than-100000-words-of-legal-contracts/

  • Dobry Linuks nie jest zły.

  • Tomasz Bednarczyk

    „Tech giants, like Google and Microsoft have contracts that are significantly more wordy and hard to understand. And unlike Amazon, AirBnb, Adobe, Buzzfeed, Microsoft, Instagram, Slack, Tinder and WeChat, Apple does not include a consumer-hostile “binding arbitration” clause, which would block their customers from ever taking them to court.”

    Także nie jest źle, bo mogło być gorzej (MS).

    Wątpię też, by każdy linuksiarz czytał umowy licencyjne, choć wiadomo czego po GPL/CPL/MIT/BSD/etc. można się spodziewać ;-)

    Dobrze, skoro nie wytrwałość, to kompromisów wiążących się z używaniem Linuksa – czyli przede wszystkim brak MS Worda. Na szczęście MS wydaje odmianę tego pakietu biurowego na Maca, więc nie jestem zmuszony korzystać z Windowsa :) W pracy zawodowej, niestety nie obejdę się bez Worda, próbowałem. W pewnych branżach nie da się wypalić nawet gorącym żelazem używania Worda do opiniowania umów. Próbowałem. Próbowałem też radzić sobie z LO, wściekłość klientów/kontrahentów nie miała końca :(

    Kupiłem MB Air i… zapomniałem o problemach. Też nie ma wirusów, też ma dobrego firewalla, też ma większość zalet wynikających z UNIXowego jądra systemu. Moim kompromisem był tylko trochę większy wydatek, choć różnica w cenie ultrabooków z Windowsem i macbooków air jest niewielka.

  • GPL może być problematyczna dla koderów, ale dla użytkowników — w życiu ;-) można korzystać bez czytania.

    MIT/BSD/Apache to w ogóle miód-malina.

    Nie wiem czy giganci stosują metodę na „zmianę w locie” wobec licencji na oprogramowanie instalowanego na sprzęcie (bo w odniesieniu do usług i serwisów wiemy jak to wygląda; np. w Allegro nie ma chyba tygodnia bez modyfikacji regulaminu).

    Bym się bał, że gdzieś — choćby dla dowcipu — ktoś dopisze klauzulę o bezzwłocznym przekazaniu nerki ;-)

  • Tomasz Bednarczyk

    Touché! :)

  • olo

    Też używam, ale obawiam się, że idzie w złą stronę (windowsuje się). Za ogromny plus uważa, że jeszcze nie udało mi sie go zajechać, chociaż różne dziwne rzeczy instalowałem i wprowadzałem mnóstwo dzikich zmian. Minusem jest to że sporo softu żeby zainstalować to trzeba mieć naprawdę dużo samozaparcia i wiedzy.

    A przy okazji licencji to też ostatnio zauważyłem, że sporo serwisów wprowadziło „ciekawe udogodnienie”. Za każdym razem jak sie loguję to jednocześnie akceptuję regulamin w obecnym kształcie. Czyli tak naprawdę za każdym razem muszę czytać regulamin (często dziesiątki stron) żeby nie otrzymać np. faktury na określoną kwotę :D