Vinselekt Michlovský Rulandské modré 2015 — autentyczna recenzja wina, które naprawdę wypiłem

A skoro mam swoje małe jubileusze — 10 lat z Ubuntu w pracy, 10 lat… (to za momencik) — to proszę mi wybaczyć małą odmianę. Otóż będąc niedawno w Górach Stołowych szarpnąłem się na morawskie wino za aż 160 koron (w przeliczeniu daje to oszałamiającą kwotę ok. 25 złotych) — co oznacza, że za Vinselekt Michlovský Rulandské modré 2015 zapłaciłem dwa razy tyle, co za recenzowane wcześniej wina z Moraw.


Vinselekt Michlovsky Rulandske modre 2015

Vinselekt Michlovský Rulandské modré rocznik 2015 to bardzo ciekawe wino z Moraw. Kliknij w fotkę aby poczytać więcej o różnych rocznikach (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zdjęcie ilustrujące recenzję nie kłamie: butelka zapozowała w pozycji horyzontalnej, ergo tego wina już nie mam — ale przecież to właśnie dzięki temu moje recenzje stają się autentyczne i wiarygodne (bardziej niż Donald Trump i Hillary Clinton razem wzięci; oni wydawali się tak wiarygodni jak recenzja napisana na podstawie notki PR).

A skoro to kolejne wino morawskie czerwone wytrawne — to oczywiście recenzja będzie  tych entuzjastycznych. Na pewno Vinselekt Michlovský Rulandské modré 2015 jest wyrobem nieco poważniejszym niż Modrý Portugal od Templariuszy, może trudniej będzie znieść jego wyraźnie wytrawny smak debiutantom — ale czy to z niezłym jadłem, czy to z dobrą knížkou, prezentuje się wybornie i pozostawia świetne wrażenie.

W końcówce czas na tradycyjne narzekanie — ale i na próbę analizy: nadal nie wiem jakim cudem oni tak potrafią, a u nas (kilkanaście dni temu będąc przechodem w Miękini minąłem włości znane jako Winnice Jaworek) potrafią jakby mniej…?
Odpowiedzi nie znam, ale być może sugestii doszukiwać się należy w statystykach niniejszego blogaska: chociaż już w paru ładnych felietonikach chwalę wina z Moraw, to nie chyba wszystkie te teksty łącznie nie mają tylu odwiedzin co recenzja biedronkowego wina Marques de Borba

Czyżbyśmy zatem odczuwali skutki klasycznego błędnego koła: skoro sieci hipermarketowe nie zamawiają, to producenci nie produkują? Partia polskich win przemknęła przez Lidla bodajże na jakiś czas przed klonem termomiksa (szukałem, kupić się nie udało, ponoć ludziska od razu wykupili) — więc może rację miał Lenin, że byt kształtuje świadomość? Czyli dopóki klient nie ujrzy w sklepie, dopóty nie kupi — więc jakże producent ma produkować, skoro sklepy nie biorą?