Korzystanie z oprogramowania po wygaśnięciu licencji stanowi naruszenie praw autorskich licencjodawcy

Gdzie te czasy kiedy spierano się czy oprogramowanie komputerowe w ogóle może być traktowane jak utwór? (Pytanie wcale nie takie durne, przypominam, że przed 1994 r. programy nie były chronione polskim prawem autorskim.) Dziś takich wątpliwości raczej nikt już nie ma, natomiast nadal budzą wątpliwości inne kwestie, m.in. czy prawa do napisanego kodu mogą przysługiwać wykonawcy modyfikacji wprowadzonych na zlecenie uprawnionego? Czy w ogóle modyfikacja oprogramowania jest utworem samym w sobie? No i co z tym podpisem licencjobiorcy pod dokumentem udzielenia licencji niewyłącznej? (wyrok Sąd Apelacyjny w Warszawie z 8 października 2014 r., sygn. akt VI ACa 1845/13).


wygaśnięcie licencji oprogramowanie

Po wygaśnięciu licencji na oprogramowanie licencjobiorca nie może z niego dłużej korzystać (zrzut ekranu fragmentu kodu bodajże jakiejś biblioteki użytej w przeglądarce Vivaldi)


Powodowa spółka w 2002 r. zawarła z MSWiA umowę na rozbudowę systemu komputerów centralnych IBM obsługujących rejestry państwowe (meldunkowe). Umowa obejmowała m.in. instalację i konfigurację oprogramowania systemu bazy danych, przeniesienia baz danych z wcześniejszego systemu oraz uruchomienia całości. Zgodnie z umową w przypadku nieprawidłowego działania systemu spółka miała obowiązek dokonać korekty, a następnie nieodpłatnie udostępnić kod źródłowy oraz udzielić licencji na korzystanie z oprogramowania (przy zachowaniu pełni praw autorskich).

W toku prac okazało się, że takie poprawki są niezbędne, zatem spółka wykonała stosowne prace i udzieliła ministerstwu niewyłącznej licencji na ową modyfikację na lata 2003-2005. Jednak pomimo wygaśnięcia licencji ministerstwo nadal korzystało z oprogramowania w 2006-2007 r., zatem spółka zażądała zapłaty odszkodowania w wysokości trzykrotności opłaty licencyjnej, którą wyceniono na 10 tys. złotych miesięcznie.

Zdaniem ministerstwa powództwo powinno być oddalone: umowa nie przewidywała tworzenia nowego oprogramowania oprócz niewielkich modyfikacji, a drobne zmiany techniczne nie podlegają ochronie prawnoautorskiej. Poza tym prawa do systemu przysługiwały stronie pozwanej, zatem firmie programistycznej nie mogły przysługiwać roszczenia o zapłatę należności z tytułu naruszenia przysługujących jej praw autorskich.

art. 74 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
1. Programy komputerowe podlegają ochronie jak utwory literackie, o ile przepisy niniejszego rozdziału nie stanowią inaczej.
2. Ochrona przyznana programowi komputerowemu obejmuje wszystkie formy jego wyrażenia. Idee i zasady będące podstawą jakiegokolwiek elementu programu komputerowego, w tym podstawą łączy, nie podlegają ochronie.

Sąd prawomocnie zasądził od MSWiA kwotę 720 tys. złotych tytułem odszkodowania: owszem, programiści zmodyfikowali kilka elementów systemu, ale skoro zmieniono koncepcję zarządzania bazą, to powstały nowe elementy twórcze o indywidualnym charakterze (art. 1 pr.aut.) — zatem zmodyfikowane oprogramowanie stanowi nowy utwór.

Na ochronę twórczości programistycznej nie miał wpływu fakt, że prawa pierwotne przysługiwały stronie pozwanej — opracowanie jako twórcza ingerencja w cudzy utwór także jest utworem i także podlega rygorom wynikającym z ustawy o prawie autorskim (art. 2 pr.aut.). Nie są to bowiem wyłącznie „techniczne modyfikacje”, ale całkowicie nowe koncepcje, które okazały się twórcze i dostatecznie zindywidualizowane. (Warto dodać, że sąd II instancji stwierdził, że modyfikacja zlecona przez podmiot, któremu przysługiwały autorskie prawa majątkowe, nie stanowi opracowania utworu pierwotnego — jednak na rozstrzygnięcie sporu nie miało to wpływu.)

Co więcej postawa zamawiającego była niekonsekwentna — przecież wcześniej zawarto umowę licencyjną i przyjęto odpowiedni certyfikat, aby następnie w ogóle podważać istnienie jakiegokolwiek zobowiązania. Nietrafne były także zarzuty odnoszące się do naruszenia art. 41 ust. 2 pr.aut. przy zawieraniu umowy o korzystanie z systemu (umowa nie była podpisana przez przedstawiciela MSP): po pierwsze licencja może być udzielona w formie jednostronnego oświadczenia twórcy utworu, a złożenie oświadczenia o jej przyjęciu być złożone w sposób dorozumiany, a po drugie przecież MSWiA pisemną umowę o korzystanie z oprogramowania zawarło.

Skoro więc MSWiA korzystało z oprogramowania przez dwa kolejne lata po wygaśnięciu licencji, nie budziło wątpliwości, że spółka wykazała zawinione — w dodatku umyślne — naruszenie praw autorskich. W takim przypadku (w ówczesnym stanie prawnym) podmiot, którego prawa autorskie zostały naruszone uprawniony był do dochodzenia odszkodowania w wysokości stanowiącej trzykrotność przysługującego mu wynagrodzenia.

Wnioski nasuwają się same: zawierając umowę „o poprawki” w oprogramowaniu, do którego przysługują nam prawo, warto zadbać o to, by przysługiwały nam też prawa do nowego kodu. W tym przypadku podstawowym i rażącym błędem ze strony urzędników była zgoda na zawarcie umowy licencyjnej będącej „nakładką” na system, do którego ministerstwo miało pełne prawa. Takie „zygzaki” prędzej czy później odbijają się czkawką…