O tym jak bezpośrednio stosować Konstytucję w sporze z ZUS

Poniedziałek na ostro, a pytanie krótkie, bo tekst dłuższy: czy Konstytucja RP może stać na przeszkodzie rzekomemu prawu ZUS do zmiany kwalifikacji umowy o dzieło na umowę zlecenia? Czy też jednak — właśnie dzięki bezpośredniemu stosowaniu konstytucji — może się okazać, że to jedno wielkie bezprawie?


Czy ZUS ma prawo zmiany kwalifikacji umowy o dzieło na zlecenie?

Niezależnie od tego, że w potocznym obiegu umowa o dzieło i zlecenie to synonimy, różnice są wyraźne — niemniej dobrze, że ktoś wreszcie odważył się powiedzieć, że ZUS niekoniecznie jest uprawniony do orzekania czy filiżanka jest w połowie pusta czy w połowie pełna (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Okręgowego w Częstochowie z 21 października 2016 r. (sygn. akt IV U 1577/15)
ZUS nie ma uprawnień do zmiany kwalifikacji umowy o dzieło na umowę zlecenia wbrew woli stron w zgodzie z Konstytucją RP.

Sprawy potoczyły się następująco: w wydanej przez ZUS decyzji stwierdzono, że dwóch ubezpieczonych wykonujących pracę na podstawie umowy o świadczenie usług podlegało obowiązkowo ubezpieczeniu emerytalnemu, rentowemu i wypadkowemu. Zdaniem ZUS ich pracodawca (spółka cywilna) zawierał umowy o dzieło, które w rzeczywistości były umowami o świadczenie usług (przedmiot umowy obejmował montaż określonej liczby lampek choinkowych). W lakonicznie sformułowanych umowach nie określono w sposób jednoznaczny dzieła — rezultatu, którego osiągnięcie oznaczało wykonanie umowy. Skoro zatem firma płaciła za wykonanie prostych i powtarzalnych czynności, nie za rezultat, to w rzeczywistości była to umowa starannego działania.

Odwołanie pracodawcy trafiło do sądu, który (nieprawomocnie) orzekł, że pracownicy nie podlegają ubezpieczeniu obowiązkowemu. Zawartą umowę można kwalifikować dwojako, albo jako umowę o dzieło, albo jako umowę zlecenia — za dziełem przemawia autorski charakter projektu jednego z pracowników, za zleceniem masowy i ciągły charakter świadczonych usług.

Niemniej kluczowe dla rozstrzygnięcia okazało się pytanie: „czy ZUS posiada uprawnienia do weryfikacji umów i swobodnej ich kwalifikacji wbrew woli stron?”

Odwołując się przeto do zasady bezpośredniego stosowania konstytucji (!) przez sądy — albowiem:

Tego rodzaju ujęcie pozwala bowiem żywić nadzieję na szersze doprowadzenie do świadomości sędziowskiej, iż „liczy się” nie tylko „przepis” stanowiący bezpośrednią podstawę rozstrzygnięcia konkretnego sporu, ale i konstytucja jako zwornik konstrukcyjny i aksjologiczny systemu prawa.

Zatem konstytucja, która ma służyć jako „inspiracja w zakresie interpretacji prawa” — nie jako podstawa do rozstrzygania sporu (bo przecież w ustawie zasadniczej nie ma przepisów merytorycznych dot. składek na ZUS) — pozwoli na odejście od wąsko postrzeganej („pozytywistycznej”) postawy orzekania — sąd powinien mieć bowiem na uwadze, że prawo to system prawa, nie posłuszeństwo konkretnemu przepisowi (ja zwykłem wówczas mawiać o „federacji przepisów” — uwielbiam system federalny, ale jeśli nie możemy mieć u siebie Common Law, to miejmy chociaż rzeczywisty system prawa).

Skoro zatem sądy podlegają wyłącznie ustawie zasadniczej (art. 178 ust. 1 Konstytucji RP) — zatem nie wchodząc w buty Trybunału Konstytucyjnego może w jednostkowej sprawie „odmówić stosowania przepisu ustawy lub rozporządzenia, jeżeli stwierdzi jego sprzeczność z prawem hierarchicznie wyższym”.

Sąd zauważył, iż ZUS wywodzi swoją kompetencję do zmiany kwalifikacji umów z „art. 83 ust. 1 pkt 1 i 3 w związku z art. 38 ust. 1, art. 68 ust. 1 pkt 1 lit. a i c oraz art. 6 ust. 1 pkt 4, art. 12 ust. 1, art. 13 pkt 2, art. 18 ust. 1 i 3, art. 20 ust. 1, art. 36 ust. 1, 2, 4 i 11, art. 41 ust. 1 ust. 3 pkt 1, 2, 4 i 5 ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. z 2015 poz. 121 z późn. zm.), art. 66 ust. 1 pkt 1 lit. e, art. 69 ust. 1, art. 81 ust. 1 i 6 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. z 2015 roku poz. 581 z późn. zm.) oraz art. 750 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 roku Kodeks cywilny (Dz. U. z 2014 r. poz. 121)”.
Jednak tak zakreślona podstawa prawna ma na tyle ogólny charakter, że nie może stanowić podstawy do ingerencji w treść umów zawartych przez strony — lub do kwalifikacji i unieważnienia umów o dzieło. Wskazane przepisy nie odsyłają także do kodeksu cywilnego i wskazanych tam norm regulujących zasady unieważniania umów — co oznacza, że ubezpieczony jest zaskakiwany decyzją o skutkach wstecznych, zaś nawet w momencie podpisywania umowy pozostaje w niepewności prawnej co do skutków zawartej umowy w sferze ubezpieczeń społecznych.

Konkludując: przepisy regulujące sferę ubezpieczeń społecznych nie należą do sfery prawa prywatnego (nie jest to gałąź prawa cywilnego, nie jest to zobowiązanie cywilnoprawne), zatem stosowanie kodeksu cywilnego byłoby możliwe wyłącznie o tyle, o ile znajdowałby się przepis podobny do art. 300 kp (który zezwala na odpowiednie stosowanie kc w sprawach nieuregulowanych w kodeksie pracy). Oznacza to, że ZUS nie ma prawa do zmiany klasyfikacji umowy o dzieło jako umowy zlecenia — zaś próba podjęcia takich działań w oparciu o tak zakreśloną podstawę prawną jest niedopuszczalna.

Tytułem komentarza: nie będę krył, że takie orzeczenie, a zwłaszcza jego uzasadnienie — aksjologia w służbie orzecznictwa, to się rzadko zdarza — niezwykle mi się podobają. Sam mam czasem wrażenie, że organy przykrywają brak rzeczywistej kompetencji (lub niepewność co do podstawy prawnej) litanią przepisów, z których należy sobie „wykoncypować” uprawnienie — wykoncypować dosłownie, ponieważ uprawnienie to można sobie co najwyżej wywnioskować po wszechstronnej analizie norm prawnych.

Tymczasem zawsze — nie tylko dla prawników, nie tylko dla sędziów — najważniejsze powinno być myślenie, ale raczej nie myślenie jak zakręcić, tylko jak uczynić życie łatwiejszym. I jeśli nikt inny nie potrafi, to chyba właśnie powinno być rolą trzeciej władzy, by usilnie o tym przypominać. Jeszcze raz więc przypomnę, jako samozwańczy przedstawiciel czwartej władzy, o niedawnym orzeczeniu TK, w którym powiedziano, że regulacja prawna przypominająca kanapkę jest niezgodna z konstytucją — miło, że tym razem taki ZUS-sandwich nie przeszedł…

(Całkiem na marginesie: w uchwale 7 sędziów SN z 21 kwietnia 2010 r. (II UZP 1/10) stwierdzono, że ZUS co do zasady nie jest władny kwestionować kwoty zadeklarowanych składek — i to właśnie w uzasadnieniu uchwały odniesiono się właśnie do braku możliwości stosowania przepisów kc przez ZUS).

PS Temat zagaiła kilka dni temu Gazeta Prawna, warto czytać dobre serwisy internetowe.

  • b52t

    Chciałoby się widzieć więcej takich orzeczeń, bo, co by nie napisać, wręcz przyjęło się rozmyślać nad tym jak skonstruować umowę i zakres powierzonych czynności/zadań do wykonania, tak, żeby umowa została uznana za umowę o dzieło, a nie umowę zlecenia ( przynajmniej do czasu niechybnego konfliktu z ZUS na tym tle),a nie atakować jako taką podstawę do badania i oceny.
    Chciałoby się widzieć za niedługo podobny wyrok (uzasadnienie) w sprawie o klauzulę obejścia prawa, ale nie ma na to, co liczyć – inny stan prawny, inne sądy.

  • Się tylko zastanawiam czy Wysoki Sąd przepisał z pisma procesowego czy sam na to wpadł — niemniej w zalewie tego pustosłowia takie górnolotne frazy brzmią całkiem odświeżająco…
    do czego to doszło…

  • b52t

    Też przeszło mi to przez myśl, że to mogła być inspiracja pismem procesowym pozwanego – na zasadzie: tonący brzytwy się chwyta, a nuż złapie. Tak czy inaczej, mam ciekawe orzeczenie. Mimo wszystko nie liczę na to, że stanie się to linią orzeczniczą.

  • Dodałbym, że to tylko I instancja… ZUS nie takie apelacje pisał ;-)

  • b52t

    A, to znaczy, że być może będzie z tego próba kasacji.

  • załóżmy że ten wyrok się utrzyma i wejdzie do orzecznictwa. Jak w takim razie zostanie rozwiązany problem wałków na ZUSie, które się niechybnie pojawią, kiedy strony umowę nazywają umową o dzieło ale z treści wynika umowa zlecenie jak nic?

    Ja wiem że najprościej ozusować umowę o dzieło :), ale powiedzmy że do tego nie dojdzie….

  • b52t

    Ozusują wszystkie umowy, i wypłatę dywidend też.
    No i nie, linia orzecznicza się nie utrzyma. Daleko wątpię, że s. apelacyjny go utrzyma.

  • Żeby była linia to takich prawomocnych orzeczeń musiałoby być 50.

    A gdyby, to możliwości jest kilka:

    – uznać, w sposób cywilizowany, że to jednak nie wałek — bo strony tak się umówiły i już (zaraz się okaże, że prowadzenie DG lub zakładanie sp. z o.o. to wałek, bo można było przecież poszukać pracy na etacie),
    – dać ZUS-owi ustawowe prawo reklasyfikacji umów,
    – olać.

  • No to powiedzmy że ktoś w nazywa coś umową pożyczki a w rzeczywistości jest to umowa sprzedaży. Przykładów rozbieżności między tytułem umowy a jej treścią można mnożyć. Czy rzeczywiście trzeba dawać US (w tym przypadku, ale potencjalnie każdemu urzędowi albo i podmiotom prywatnym) ustawowe prawo do reklasyfikacji umów, żeby mogły zastosować stan faktyczny a nie stan deklarowany?

  • No bez podstawy prawnej raczej się nie da tego zrobić, bo w przeciwnym razie:

    – przyjdzie US i powie, że skoro piszesz mi komentarze na blogasku, to wykonujesz dzieło, więc podatek,
    – przyjdzie ZUS i powie, że skoro piszesz je często, to umowa ma charakter powtarzalny — a więc nie dzieło lecz zlecenie,
    – a na to inny P.T. Czytelnik pozwie mnie, że on też chce

    ;-)

  • b52t

    Wszystko, ostatecznie, sprowadza się do zgodnej woli stron. Nie tytuł, ale treść umowy, jej cel i zamiar stron mają wpływ na klasyfikację umowy.

  • No właśnie, a jeżeli dobrze zrozumiałem wywód sądu, to ten powołując się na konstytucję zabrania ZUSowi zaklasyfikować umowę na podstawie woli stron (którą można wywieść z treści umowy ale także z okoliczności towarzyszących).

  • b52t

    W tym przypadku takie coś zdaje się wytykać, ale to w tej szczególnej, wielopiętrowej konstrukcji – odesłaniu ustawowym. Ogólnie natomiast wykładnia umowy, to właśnie to co napisałem.

  • Albo ja pozwę P.T. Czytelnictwo, że czytają a nie płacą, a tych firmowych jeszcze podkabluję do US — że mają przychód do opodatkowania (podstawa opodatkowania to wartość porównywalnej usługi odpłatnej).

  • Tak naprawdę to jest bardzo logiczne: zgodnie z art. 7 nieszczęsnej K. (tudzież kpa) każdy organ działa w granicach i na podstawie prawa — nie ma podstawy, nie ma akcji. Kompetencji nie można domniemywać.

    Więc ZUS musi mieć wyraźne — nie dorozumiane — uprawnienie do takich działań.

  • b52t

    W nawiązaniu:

    http://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/311289910-ZUS-chce-ograniczyc-emerytom-mozliwosc-dorabiania.html#ap-1
    Choć o tylko pomysły organu rozdzielającego środki, to do niektórych pomysłów widać nie ma zastrzeżeń. Lewiatan chce walczyć o utrzymanie 30 krotności, Solidarność o możliwość dorabiania. Nic nie słychać na temat propozycji likwidacji OFE czy ozusowienia wszystkich rodzajów umów.

  • Ogólnie skandal, ale my to już znamy.

  • b52t

    W świetle walki o środki, zapowiadanych podwyżek emerytur, odwróconej „reformy” (z wielkim oszustwem dla emerytów), nie dziwota.
    ZUS desperacko przypomina, że przez dziurę w kieszeni wiąże sobie buty.

  • Nigdy nie wiem którą śpiewkę należy aktualnie traktować poważnie:
    – pracuj i pracuj, bo zbierasz na swoją emeryturę,
    – musimy ci coś zabrać, bo zbieramy na ich emerytury.

    Pierwsza jest prawdziwa tylko umownie (może w 3 filarze, chociaż przecież to też kwestia jednej inicjatywy i jednego podpisu — za środki z OFE dadzą nam obligacje o 40-letnim terminie wykupu). Druga zawsze.

    Reforma z 1999 r., mimo wielu bolączek, zakładała odejście od redystrybucji — ale to oczywiście padło….

  • b52t

    No, ale SuperMoraw (aż kusi, żeby to przekręcić), jako nadminister zapowiadał, że będą czynić kroki, by zachęcać ludziów do oszczędzania na emerytury we własnym zakresie (a jak to należy czytać, to już inna sprawa). A to przez PPE (jakby ludzie w jednym zakładzie/dla jednego pracodawcy całe życie robili), a to IKZE, a to IKE. Przy takiej polityce gospodarczej i w takim środowisku geopolitycznym (oba: na teraz), chyba tylko waluta i surowce mogą coś dać; przy czym to drugie, to nie dla płotek, więc do zrobienia przez jakieś TFI (FIO).

  • OFE to drugi filar.

    Reforma z 1999 właśnie nie zakładała odejścia od redystrybucji, jak widać, tylko jest redystrybucja + kapitałowy 2 filar, co ze względu na to że redystrybucja pochłania dużo, na filar zostaje mało … To nie miało prawa się udać.

    Ale jakbyśmy też się jakimś cudem pozbyli zobowiązań redystrybucyjnych wobec emerytów, to i tak przecież podstawą do powodzenia emerytów jest demografia. Co z tego że odłożą sobie zyliony na kontach, skoro w przypadku kiepskiej demografii ceny dóbr bedą na tyle wysokie że na jedno wyjdzie, czy janosikowo czy kapitałowo . Bida była i będzie.

  • Przejęzyczyłem się, miałem na myśli IKE oczywiście — „za środki z IKE dadzą…”

    Reforma by się udała gdyby rząd faktycznie postawił na odejście od redystrybucji, ale to się od razu zaczęło zmieniać — wyciągnięcie z systemu sędziów, prokuratorów, nie włożenie rolników, etc.

    Jeśli tego się nie ciachnie mieczem Damoklesa, to nic z tego nie będzie…

  • Za fundusze (zamknięte) bodajże też mają się wziąć, no ale to jest jeszcze inna bajka.
    Inna sprawa, że od FIZAN do FIZ do FIO dwa kroczki…

  • b52t

    Ale się wycofali z ogólnego opodatkowania FI. Teraz jest brak pewności, odnośnie tego co chcą opodatkować. Ostatecznie obrót certyfikatami wydawanymi TFI, czy zyski z TFI dla osób fizycznych, jest obelkowany.
    Tak swoją drogą, to szanowna władza nie widzi, nie chce widzieć lub zwyczajnie ignoruje, że przez takie ruchy jak niemal wycięcie OFE, zapowiadane zmiany (faktycznie: nacjonalizacja), powodują, że ludzie mogą nie mieć żadnego zaufania do władzy.
    Na dodatek, niepewność odnośnie podatków, to wraz z (częściowo idąca za tym) niepewność odnośnie sytuacji gospodarczej, główna przyczyna braku inwestycji.

  • ajax

    I mamy kolejny przykład zawiłości prawnych. A ja tak sobie marzę nocami, abym rankiem obudził się w świecie, gdzie prawo jest zrozumiałe dla lekko upośledzonego umysłowo … szympansa (Sorry Olgierdzie musiałbyś się przekwalifikować ;-D)

  • b52t

    No i właśnie, gdzie by się podziali prawnicy w takiej ilości, prawnicy – profesjonalni pełnomocnicy, znaczna liczba urzędników (część po prawie, część po administracji, gdzie uczą elementów prawa)?
    Mrzonki i marzenia, acz byłoby o wiele lepiej ludziom.