Kalita Wave Steel [test] — niech się Wam przelewa jako i mnie się przelewa

Kolejny sobotni poranek, kolejna kawa. A że nie ma większej beznadziei jak jednostajna nuda — a nic tak nie zabija jednostajnej nudy jak fajne zmiany — w dzisiejszym odcinku testuj z Czasopismem Lege Artis recenzja Kalita Wave Steel: super bajeranckiego drippera do parzenia kawy.


kalita wave test

Kalita Wave Steel 185 w pełnej krasie (motylki przyleciały z Bolesławca). Estetyka prima sort. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Metoda przelewowa parzenia kawy niejedno ma imię: bondowski Chemex i gustowne Hario V60 to początek opowieści, której kolejny rozdział nosi dźwięczne imię Kalita Wave i także pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni (zapraszam na Kalita.co.jp jeśli ktoś chce sobie poczytać materiały źródłowe). W dużym skrócie: drippery Kalita Wave to ścięty stożek z płaskim dnem, do którego zakładamy dość specyficzny filtr.


kalita wave test

A oto i tytułowe falki. Na zdjęciu stalowai Kalita Wave model 185 — czyli w wersji pozwalającej na zaparzenie do 4 filiżanek kawy (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Wave czyli fala — i takie też skojarzenia mogą być związane z wyglądem ustrojstwa: poskładane w kształcie harmonijki brzegi filtra układają się jak fale Morza Japońskiego, gdzieś tam pojawia się skojarzenie z tradycyjnym japońskim parasolem. W założeniu taki kształt filtra ma wymuszać specyficzny obieg wody — razem z płaskim dnem zakończonym trzema niewielkimi otworkami pozwala na uzyskanie równomiernie zaparzonej kawy.


kalita wave test

Tajemnica parzenia kawy w dripie Kalita odkryta: to nie jest po prostu lejek z dziurą — jego dno jest płaskie, znajdziemy w nim trzy maluśkie otworki, przez które skapuje napar (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Osobiście — po szklanym Chemeksie i ceramicznym Hario — zdecydowałem się na Kalitę w wersji wykonanej ze stali nierdzewnej. Ten drip pomyślany był jako alternatywa na wyjazdy dla Aeropressu, toteż niższa masa i większa odporność stali są dużym plusem. Dodatkowy bonus to lepsze trzymanie ciepła — przydaje się, bo akurat przelanie porównywalnej ilości kawy trwa tu nieco dłużej niż w przypadku V60. (Trzecia sprawa, sam już nie wiem czy to jakiś nawrót atawistycznych oczekiwań: bardzo podoba mi się metal, z którego wykonano dzbanuszek. Nie za ciężki, bardzo „dźwięczny” w formie — aczkolwiek naprawdę wszystko zrobione jest bardzo precyzyjnie.)


kalita wave test

Filtry Kality to kompletnie inna bajka niż te do Hario V60. Wizualnie najbliżej im do papilotek (?) służących do wypieku babeczek: harmonijkowe brzegi i płaskie dno mają za zadanie zapewnić naparowi odpowiednią cyrkulację (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jak parzyć kawę w dripie Kalita Wave Steel? Cóż, ja robię to tak: biorę mój miecz z kuźni Hattoriego Hanzo i mielę kawę dość grubawo. Filtr wciskam do „kubeczka” (nie jest to wbrew pozorom takie trudne, wydaje mi się, że porządne zwinięcie filtra do Chemeksa jest większym wyzwaniem), a następnie skraplam go pewną ilością gorącej wody. Zmieloną kawę sypię do filtra, zalewam niewielką ilością wody (wstępne zaparzanie). Po odbąbelkowaniu powolutku-pomalutku, zalewam ten zajzajer resztą wody — i voilà! — po kilku chwilach pyszna kawa zbiera się w filiżance czy co tam podstawię. A zdarza mi się nawet podstawiać… Chemeksa, który świetnie służy jako podręczny czajniczek.


kalita wave test

Kawa ślicznie zmielona, czeka na swoją porcję gorącej wody (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jaki smak ma kawa zaparzona w blaszanej Kalicie? Eksperci pewnie by podkreślili, iż wskutek wolniejszej ekstrakcji — wymuszonej kształtem dna drippera oraz stosowanych filtrów — kawa ma łagodny i pełniejszy smak. To prawda, że Chemex w porównaniu do Kality to petarda, natomiast choćbym nie wiem jak próbował, w ogólności większych różnic względem kawy zaparzonej w Hario nie widzę.
Natomiast zawsze fajnie jest pokombinować: różne odmiany kawy, różny sposób mielenia, różny sposób zaparzania — powtarzalności większej w tym wszystkim nie mam, ale przecież to nie jest fabryka Henry Forda, tu nie chodzi o taśmę produkcyjną. Kawa jest jak poezja, z tą różnicą, że obcowanie z nią jest znacznie łatwiejsze.


kalita wave test

…i już się doczekała — wbrew wszelkim plotkom i pogłoskom zaparzenie kawy w dripie Kalita Wave Steel nie zajmuje bardzo dużo czasu (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Uprzedzając krytyczne pytania i wątpliwości: oczywiście to wszystko nie zajmuje mi piętnaście sekund — być może metoda przelewowa nie jest dla tych, których będzie gryzło, że japoński automatyczny zegarek będzie gubił minutę tu czy tam — natomiast nieodmiennie zaparzanie kawy w taki cwany sposób sprawia mi bardzo dużo przyjemności.

Czego sobie i P.T. Czytelnikom życzę, zaś do życzeń przyłącza się ekipa sponsora — sklepu ze Świeżo Paloną kawą — gdzie nie takie cudeńka można kupić (i ja tę Kalitę tam za swoje kupiłem, bo warto i polecam).