Przelewowe parzenie kawy — jak zacząć? [test najtańszego Hario V60]

Całkiem zabawne signum temporis: już nie dostaję wyłącznie listeli z odwiecznymi pytaniami „jak sobie poradzić w takiej-a-takiej niekomfortowej sytuacji prawnej?” Otóż jakiś czas temu pojawiła się nowa kategoria korespondencji (po cichu nazywam ją sobie „jak żyć?”); zaczęło się jakiś czas temu od „jak fajnie wyprowadzać psa na spacer?” (co w okolicach Wrocławia, gdzie warto się zatrzymać w Górach Stołowych, etc.) — a później doszły dwa inne wątki, z których na tapetę biorę dziś ten pierwszy — czyli czy przelewowe parzenie kawy jest takie trudne jak malują?


Przelewowe parzenie kawy

Najtańszy Hario V60 może nie wygląda jak 500-złotowy banknot — ale zaparzona w nim kawa może być warta 50 mln takich banknotów (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zacznijmy od wyjaśnienia oczywistej oczywistości: cokolwiek możecie wywnioskować po moim pisaniu, nie jestem jak Hemingway: ani tego talentu, ani jego odwagi. Wszakże mija ledwie półtora roku odkąd zdecydowałem się zainwestować w Aeropress; wcześniej co najwyżej pijałem kawę zaparzoną w kawiarce lub… piłem kawę rozpuszczalnikową (tego akurat do dziś nie mogę sobie wybaczyć).

Na pewno nijak, ani w snach, ani w marzeniach, nie mógłbym uchodzić za przecierającego kawiarskie szlaki. Stąd też całkiem nieźle rozumiem potencjalne rozterki: skoro mam już swoją ulubioną kawę i wiem jak mi ona najbardziej smakuje, to po co ryzykować — pieniądze i rozczarowanie?


Przelewowe parzenie kawy

Nie ma chyba nic prostszego jak przelewowe parzenie kawy w Hario V60: założyć filtr do dripa, lekko go zmoczyć, nasypać kawy, podlać wodą żeby zabulgotało, powoli przelać ten zajzajer resztą wody (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na pewno nijak, ani w snach, ani w marzeniach, nie mógłbym uchodzić za przecierającego kawiarskie szlaki. Stąd też całkiem nieźle rozumiem potencjalne rozterki: skoro mam już swoją ulubioną kawę i wiem jak mi ona najbardziej smakuje — dlaczego miałbym cośkolwiek zmieniać?

Rozterki rozumiem, co nie oznacza, że je podzielam. Też nie gonię za nowinkami, ale nie lubię przecież też jednostajności; dwa, że akurat w zmierzeniu się z zaparzaniem kawy metodą przelewową nie ma żadnego ryzyka.


Przelewowe parzenie kawy

Plastik-fantastik? Najtańszy drip Hario V60 kosztuje tyle co butelka przyzwoitego wina, a przyjemności, śmiem twierdzić, sprawia nawet więcej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dziś, bogatszy o jakieś tam doświadczenia, w odpowiedzi na pytanie jak zacząć przelewowe parzenie kawy? odpowiedziałbym tak: weź najtańszy dripper Hario V60. Ten plastikowy lejek kosztuje tyle co butelka niezłego wina z dyskontu, nawet jak nie przypadnie do gustu, nie będzie żal (lecz upewnij się, że nie zapomniałeś o filtrach!). Zaopatrz się też w ćwierć kilo niezłej kawy — jeśli nie masz młynka, nie ma sprawy, weź mieloną, ale taką, która jest zmielona pod dripa (niestety to założenie wyklucza bodajże 99% wyrobów masowych…).

Dalej już jest prosto: filtr do dripa (dzióbkiem w dół), zagotować wodę, odczekać by nieco ostygła, zwilżyć filtr wodą (przyda się także ogrzać, tą samą wodą, filiżankę), zasypać kawy, postawić na filiżance, zalać niewielką ilość wody, odczekać pół minuty (aż zabombelkuje), pomaluśku polewać wodą — i patrzeć jak kawa przelewa się do naczynka.


Przelewowe parzenie kawy

Przelewowe parzenie kawy to kawa za kawą, każda inna, każda pyszna… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Powiem bezczelnie: nie zrażaj się niepowodzeniami, nie od razu kawę zaparzono idealnie (a i później mogą zdarzać się potknięcia!). Zresztą od czego są eksperymenty?! — przecież to nie błędy, to tylko eksperymenty, a że nie wszystkie są udane?

Jak już się wkręcisz, plastikowy Hario V60 będzie miał więcej plusów, niż się na pozór wydaje. Kubisz wyskoczyć na weekend za miasto lub na wakacje (np. do agroturystyki, bo tam najprędzej wpuszczają z psem), lecz zawsze problemem jest brak porządnej kawy, bo trudno wziąć kilkukilogramową maszynerię, a i kawiarka to pewien ambaras? — ten nieduży i bardzo lekki dripper nie wymaga niczego więcej jak gorącej wody, którą można przecież zagotować nawet na elektrycznym czajniku. Także pozbycie się zużytych filtrów z zaparzonymi fusami także jest banalnie łatwe (i ekologiczne) — a przecież dodatkową przewagą filtrów Hario jest to, że można je podsuszyć, dzięki czemu z jednego filtra można wyciągnąć nawet 5 kaw.


Przelewowe parzenie kawy

Plastikowy przezroczysty dripper Hario V60 ma też tę miłą cechę, że można sobie obejrzeć zaparzaną kawkę nie tylko z lotu ptaka, ale i ęfas (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jakieś minusy? Przyznam lojalnie: to wkręca. Dotąd myślałem, że może zacznę kolekcjonować japońskie zegarki dla nurków lub szwajcarskie scyzoryki i szwedzkie noże… — a przez te kilkanaście miesięcy dorobiłem się całkiem pokaźnej kolekcji akcesoriów do parzenia kawy.

Ot takie nieszkodliwe dziwactwo — czego sobie i P.T. Czytelnikom serdecznie życzę :-)

PS cennym sponsorem dzisiejszego poradnika jest sklep Świeżo Palona, który jest cały czas w gotowości by dostarczyć świąteczne prezenty pod Wasze choinki (ale dla zamówień złożonych do 20 grudnia!). Detale pod tym linkiem. Aczkolwiek o pysznej kawie warto pamiętać cały rok.

  • Albert Stonoga

    Czy RedNacz miał do czynienia z klasycznym zaparzaczem wietnamskim? Do nabycia w cenie podłego wina z dyskontu.

  • Coś mi świta, ale nie próbowałem :) być może jeszcze nie próbowałem…

  • rednacz niepotrzebnie podąża tropem znanego portalu od parówek z orlenu i jego artykuły sponsorowane zaczynają być coraz mniej subtelnie sponsorowane. Co prawda kuda im do braku subtelności wspomnianego portalu, ale tam też to się rozwinęło z czasem …

  • To widać? To dobrze, klient to lubi, klient to kupi ;-)