„Sully” — recenzja filmu, który mówi, że mieć wątpliwości to nie grzech

Kolejny wieczór, kolejny film, którego scenariusz napisało życie (nb. dziś w radiu słyszałem bardzo ciekawą rozmowę z Arkadiuszem Jakubikiem, z której dowiedziałem się — tak, tak, dopiero teraz — że milicjant Jerzy Gruba, tak ofiarnie prowadzący sprawę „wampira z Zagłębia” był pośrednio zaangażowany w pacyfikację kopalni „Wujek”, a jeszcze później w ukręcanie łba sprawie morderstwa Grzegorza Przemyka…) — czyli Sully” w reżyserii Clinta Eastwooda.


sully recenzja filmu

„Sully” opowiada o cudownym wodowaniu Airbusa A320 na rzece Hudson — oraz wątpliwościach pilota, który podjął to ryzyko. Warto zobaczyć!


W dużym skrócie: 15 stycznia 2009 r. nastąpiło cudowne posadowienie Airbusa A320 na rzece Hudson. Pilot Chesley Sullenberger (grany przez Toma Hanksa, który akurat najbardziej przypominał mi… Andrzeja Olechowskiego) został okrzyknięty bohaterem, któremu 155 osób zawdzięcza życie. Z filmu dowiadujemy się, że sprawa wcale a wcale nie była taka oczywista.

Czy zatem Sully niepotrzebnie ryzykował, zaś w całej akcji błąd gonił błąd, a rutyna mogła być przyczyną katastrofy? Widzimy, że wątpliwości miał pilot, wątpliwości miała komisja badająca przyczyny wypadku — dlaczego nie szukał drogi na lotnisko? czemu zdecydował się na pieruńskie ryzyko, zamiast stosunkowo bezpiecznego działania zgodnie z procedurami?
Clint Eastwood nie ma wątpliwości, wychodzący z kina widzowie także ich nie mają — więcej nie palę.

Film „Sully” powinni zobaczyć nie tylko miłośnicy aeroplanów (miłośnikiem jestem nieszczególnym, ale jest kilka niezłych scen) — natomiast do kina na pewno powinni udać się ci, którzy uważają, że rozterki i wątpliwości są zawsze nie na miejscu — oraz tacy, którym procedury opisują wszystko.

Czy na „Sully” warto iść do kina? Jeśli szukacie dzieł wielkich, możecie się rozczarować — tu nie ma znaczącego aktorstwa, emocje też nieszczególnie wielkie — ale coś mi świta, że na obecnym bezrybiu ze świecą szukać czegoś lepszego.
U mnie solidna czwóra — czyli naprawdę warto zobaczyć.