Czy prawnicy mają coś wspólnego z karpiem na stole wigilijnym?

Czy karp, zanim trafi na wigilijny stół* — albo już potem — może być przedmiotem analizy prawników, sędziów, adwokatów (i publicystów prawnych)? Przekonajmy się bazując na wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie z 21 października 2016 r., sygn. akt VIII Ga 330/16).

Sprawy miały się następująco: przed Świętami Bożego Narodzenia 2014 r. hurtownia zamówiła u hodowcy 25 ton karpia w cenie 8,20 złotych za kilogram. Niestety właściciel stawu nie wywiązał się z umowy w sposób prawidłowy — nie dostarczył 58% całkowitej zakontraktowanej ilości ryby. A że umowa stanowiła, że w takim przypadku kupująca spółka ma prawo do kary umownej w wysokości połowy wartości niedostarczonych karpi, wystąpiła przeciwko sprzedającemu o zapłatę 28 tys. złotych.
Zdaniem pozwanego roszczenie było niezasadne: w trakcie wykonywania umowy strony ustaliły, że zamiast karpia będzie mógł częściowo dostarczyć tołpygę. Ponadto kara umowna jest rażąco zawyżona, została mu jednostronnie narzucona i jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Okoliczności sprawy wyglądały następująco: strony zawarły dwie umowy dostawy, w 2013 i 2014 r. Zgodnie z kontraktem podstawą do przyjęcia dostawy ryb był pozytywny wynik kontroli jakościowej i ilościowej przeprowadzanej przez hodowcę przy dostawie, zaś wadliwa jakość ryby miała być potwierdzana przez lekarza weterynarii. W grudniu 2013 r. powodowa spółka nie przyjęła 5 ton ryb, nie podając przyczyny odmowy (oprócz wcześniejszych, niepopartych opinią weterynarza, reklamacji dotyczącej występowania pasożytów w karpiach, w związku z czym spółka jednostronnie obniżyła cenę o 50 groszy) — zatem pozwany poinformował spółkę o obciążeniu jej karą umowną w wysokości 18 tys. złotych — lecz samej należności nigdy nie dochodził.

Rok później zawarto kolejną umowę, tym razem kupujący miał przyjąć 12 ton karpi, po 8 zł za kilogram (w partiach). Tym razem postanowiono, że ryby nie mogą być zakażone pasożytami (zwłaszcza splewką), w przypadku poważnych problemów z jakością sprzedawca mógł wymagać potwierdzenia ze strony lekarza weterynarii. Zastrzeżone kary umowne to podobne 50% wartości nieprzyjętego lub niedostarczonego karpia.

art. 493 par. 1 kc
Jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które ponosi odpowiedzialność strona zobowiązana, druga strona może, według swego wyboru, albo żądać naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania, albo od umowy odstąpić.

art. 552 kc
Jeżeli kupujący dopuścił się zwłoki z zapłatą ceny za dostarczoną część rzeczy sprzedanych albo jeżeli ze względu na jego stan majątkowy jest wątpliwe, czy zapłata ceny za część rzeczy, które mają być dostarczone później, nastąpi w terminie, sprzedawca może powstrzymać się z dostarczeniem dalszych części rzeczy sprzedanych wyznaczając kupującemu odpowiedni termin do zabezpieczenia zapłaty, a po bezskutecznym upływie wyznaczonego terminu może od umowy odstąpić.

Kilkanaście dni później pozwany zarzucił spółce, że ta znów nie odebrała partii towaru, zatem złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy z winy spółki. Wyjaśnił, że czyni to w obawie przed powtórzeniem się sytuacji z poprzedniego roku, kiedy powód niezasadnie zarzucał wadliwość towaru, jednostronnie obniżył cenę, przez co poniósł straty.

Mimo to 2 dni później spółka wezwała dostawcę do wykonania umowy pod rygorem naliczenia kary umownej, zatem pozwany przywiózł 5 ton karpi — zdaniem kupującego znów złej jakości — zatem pozwany przed samymi świętami dostarczył tołpygę, za którą spółka zapłaciła.

Sąd I instancji powództwo spółki oddalił: umowa sprzedaży karpi ma charakter wyjątkowo sezonowy, działania hurtowni już w 2013 r. doprowadziły do poszkodowania pozwanego. Hodowca nie dochodził kary umownej za niewykonanie umowy przez zamawiającego w poprzednim roku, ale skoro strona powodowa zmierzała do ponownego jednostronnego obniżenia ceny, pozwany nie mógł sobie na to pozwolić — stąd odstąpienie jest skuteczne (art. 552 kc i art. 493 par. 1 kc), a zatem brak było podstawy do naliczenia kary umownej. Po odstąpieniu od umowy jej strony powinny się rozliczyć, ale umowa przestaje istnieć, zatem nie może być też podstawą do naliczenia kary umownej.

Niezależnie od tego pozwany uprawniony był do wystąpienia o miarkowanie kary umownej — skoro bowiem spółka kupiła karpie od innego dostawcy, to nie poniosła szkody (liczonej jako różnica w cenie u dostawcy a ceną zapłaconą przez finalnego odbiorcę, czyli sklep).

Od niekorzystnego wyroku apelację wniosła hurtownia, zaś sąd II instancji uwzględnił ją co do zasady — i zasądził od hodowcy karę umowną w wysokości 9 tys. złotych.
Przede wszystkim sąd I instancji nie miał podstaw do oceny relacji stron w 2013 r. (których pozew nie dotyczył), albowiem okoliczności te w żaden sposób nie przekładają się na ocenę wykonania umowy z 2014 r. Wszakże sam hodowca, mimo zastrzeżeń do wcześniejszych działań powodowej spółki i przedstawienia wezwania do zapłaty kary umownej, zawarł kolejną umowę na 2014 r. o bardzo podobnej treści.

Tymczasem problemy wynikały… z błędu dostawcy, który z niejasnych przyczyn stwierdził, że hurtownia nie przyjęła 10% towaru (do czego zresztą była, zgodnie z umową, uprawniona) — otóż wbrew jego stanowisku kupujący wprawdzie zakwestionował jakość części ryb, ale mimo to odebrał całą partię karpi.
Co więcej pozwany w sprzeciwie od nakazu zapłaty w ogóle nie powoływał się na rzekome nieodebranie karpi przez powoda — wszakże pisał w nim o tym, że zamiast karpia dostarczył tołpygę, podniósł zarzut miarkowania kary umownej oraz naruszenia zasad współżycia społecznego (uczciwości i lojalności kupieckiej, art. 5 kc) — zatem w żaden sposób nie odniósł się do wykonanego uprawnienia do odstąpienia od umowy.

Niejasne były zatem przesłanki powołania się przez sąd I instancji na art. 552 kc i art. 493 par. 1 kc — albowiem „nie wyjaśnił co ma na myśli uznając, że istniała podstawa do odstąpienia od umowy z uwagi na to, że świadczenie jest niemożliwe, ani nie wskazał jakie świadczenie powoda było niemożliwe”. Ba, dostawca karpi nie przedstawił żadnych argumentów (ani nawet dowodów), które potwierdzałyby jego stanowisko — mało tego: pozwany nie twierdził nawet, że nie otrzymał zapłaty za dostarczone ryby — nie było więc podstaw do odstąpienia od umowy sprzedaży (bo przecież towar został odebrany przez hurtownię).

art. 484 kc
§ 1. W razie niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania kara umowna należy się wierzycielowi w zastrzeżonej na ten wypadek wysokości bez względu na wysokość poniesionej szkody. Żądanie odszkodowania przenoszącego wysokość zastrzeżonej kary nie jest dopuszczalne, chyba że strony inaczej postanowiły.
§ 2. Jeżeli zobowiązanie zostało w znacznej części wykonane, dłużnik może żądać zmniejszenia kary umownej; to samo dotyczy wypadku, gdy kara umowna jest rażąco wygórowana.

Stąd też powód miał prawo żądać dostarczenia pozostałej partii karpia, a skoro pozwany tego nie wykonał — hurtownia uprawniona była do naliczenia kary umownej za częściowe niewykonanie umowy.

Sąd II instancji uwzględnił natomiast wniosek o miarkowanie kary umownej (art. 484 par. 2 kc) — kupujący miał prawo domagać się zapłacenia kary umownej w kwocie 18,3 tys. złotych, wartość tę jednak obniżono o połowę. W ocenie sądu zastrzeżona kara w wysokości 50% wartości niedostarczonych ryb, zważywszy, że kupujący nie poniósł szkody w związku z niedostarczeniem przez hodowcę karpia, jest za wysoka.

Ot i właśnie, nie tylko umowa na dostawę karpia, ale i późniejsze losy ryby spoczywają w rękach prawników :-)

* niniejszym oświadczam, iż autor niniejszego tekstu od początku br. miąs, w tym mięsa rybiego, nie jada.

  • b52t

    Coś się chyba pomieszało ;-)

    „Co więcej pozwany w sprzeciwie od nakazu zapłaty w ogóle nie powoływał się na rzekome nieodebranie karpi przez pozwanego”
    Prawnicy jeszcze więcej (za)robią jak wejdą na plac budowy. A więc zakasać rękawy, kielnie, łopaty i młoty w ręce.
    *Ale, żeby tak nawet ryb i owoców morza nie jeść?! Nawet niektóry wegetarianie nie traktują rybojedztwa jako wielkiego odstępstwa od kanonu. Choć rozumiem, że to kwestii czystości ideologicznej – jak nic żywego, to nic żywego. Choć dla owoców morza zrobiłbym wyjątek.

  • Tradycyjny mix pojęć, być może jest dla mnie problemem, że w procesie są powód i pozwany — wszystkie te „p” mi się „p!” ;-)

    PS nie wiem czy chodzi o czystość ideolo — tak mam (na razie) i już. Zobaczymy co dalej.

  • b52t

    A-ha. Mój (ewentualny) wegetarianizm nie obędzie się bez mięsa ryb, a to z uwagi na inne niż tylko białko właściwości odżywcze.

  • Tak sobie pomyślałem (nieco kąśliwie), że można wyjść od ustawy o ochronie zwierząt i dopuścić bezkręgowce — ale to mogłoby oznaczać, że zostają tylko te pasożyty ;-)

    Poza tym mi po prostu mięso nie smakuje (nigdy nie smakowało), chociaż przyznam, że w odniesieniu do ryb chyba miałem najmniej zastrzeżeń (ale nie do karpia i innych takich żyjących w mule).

  • b52t

    Tak właśnie wychodzę, skoro (póki co) uznaje się, że kręgowce mają bardziej rozwinięty układ nerwowy, to bezkręgowce jeść, to mniej „szkód”. Zawsze też pozostają robale. Co raz śmielej się o tym pisze w zachodnich mediach. A ile mnie gazów cieplarnianych by było, a ile więcej jedzenia dla wszystkich.

    Mam coś podobnego. Trudno dzisiaj trafić na dobre mięso, bo za cenę dobre mięsa wolę warzywa i owoce sobie nakupować. Karpi też nie trawię, nigdy nie trawiłem i na boże narodzenie od lat jadam inne ryby. Tak i będzie w tym roku.

  • Adam314

    Dużo prościej jest przyjąć podejście naukowe – mięso czyli wszystko, co przed zabiciem należało do królestwa zwierząt.

    Pozdrawia i powodzenia życzy wegetarianin od ćwierć wieku.

  • To zanadto upraszcza sprawę. Jako prawnik nie mogę do tego dopuścić ;-)

    PS i co, nie brakuje Ci? ;-) (uwielbiam takie pytania, nie wiem czy po ćwierci wieku takie się jeszcze mogą zdarzać).

  • Adam314

    Podejście godne mieszkańców miasta prawników z filmu Interstate 60. Gorąco polecam.

    Nigdy nie lubiłem mięsa, od dziecka miałem z nim problem. Jedyne, co jadłem to parówki, ale jeśli wierzyć dzisiejszym mięsożercom, to dziś już nie ten sam smak co parówek w PRL-owskich hot dogach. ;) Przez lata wegetarianizmu mój wewnętrzny „fuj” wobec takiego pokarmu rozwijał się bez przeszkód więc nie ma tu miejsca na jakiekolwiek brakowanie. Po prostu nie rozumiem jak można coś takiego jeść tak samo jak nie pojmuję jak można jeść np. robaki, koty, psy.