Marquês de Borba Alentejo 2014 — latka lecą, a to wino nadal takie dobre!

Jak ten czas leci! Ledwie rok mija od recenzji wina Marquês de Borba z rocznika 2012, a tu na stół trafił ten sam produkt — ale już datowany na 2014 rok. To chyba dobry moment by zadać kluczowe pytanie: jaki wpływ na wrażenia organoleptyczne przy spożyciu win niedrogich ma rocznik — czyli czy wino Marquês de Borba Alentejo 2014 jest nadal tak dobre jak poprzednie?


wino Marquês de Borba

Wino Marquês de Borba Alentejo 2014 może być dobrym wyborem na każdy stół, na każdą okazję (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dla jasności: w tym ślepym teście nie uczestniczy przedstawiciel rocznika 2012, bo go po prostu nie mam. Opisane rok temu wrażenia, jak to wrażenia — ulotne są, efemeryczne, a w dodatku przecież nie to mi się podoba, co mi się podobało kiedyś — lecz to, co mi się podoba teraz. Stąd też do zakupionej kilkanaście dni temu butelki podchodzę jak przysłowiowa tabula rasa…

…i warto było, bo po raz kolejny okazuje się, że wino Marquês de Borba Alentejo — czy to z 2012, czy to z 2014 roku — jest produktem (jak na jego cenę) nieomal wybitnym. Raczej nie tak dostojne i zaawansowane w smaku jak wzmiankowana niedawno Clos Montebuena Rioja Reserva — ale też i nie tak ciężkie jak Ribera del Duero Hachón 2014. Bardzo ciemna barwa (po nalaniu do kieliszka to wino jest prawie nieprzejrzyste), zapach przyjemny, w smaku… czuć młodość, jakiś powab porzeczek — ale na szczęście nie czuć tego nieszczęsnego alkoholu, dzięki czemu wino nadaje się do natychmiastowego spożycia (oczywiście w ilościach odpowiednich dla polepszenia cholesterolu HDL).
Po prostu bardzo przyjemne wino do picia po prostu.

Takie czerwone wytrawne, importowane aż z Portugalii wino Marquês de Borba Alentejo (kontretykieta podpowiada, że składają się na nie takie szczepy jak Alicante Bouschet, Aragonez, Trincadeira i Touriga Nacional, niezły kupaż) można kupić w Biedronce za 29,99 złotych, co biorąc pod uwagę moje wrażenia smakowe po skosztowaniu niektórych trunków sprzedawanych za porównywalne pieniądze uznać należy za cenę bardzo dobrą — zatem nie pozostało mi już nic innego dodać (to takie moje Ceterum censeo Carthaginem delendam esse), że żal ściska, iż polscy importerzy kompletnie pomijają niedrogie i smaczne wina morawskie — no i że polscy producenci nie potrafią (?) tego, co potrafią winiarze z Moraw…

…ale o tym już całkiem niedługo :-)

  • b52t

    O proszę, wczoraj uzupełniłem zapas. Znaczy się kupiłem Closa i Barabesco, ale też skusiłem się na Rieslinga Pfaff, który ma zaskakująco dobre oceny. A tego Markiza odpuściłem, bo zapamiętało mi się, że nie jest aż tak dobre. No nic, powoli, powoli, będę poznawać wina z biedry, bo chyba warto. Choć z drugiej strony mam okazję pijać wina raczej bogatsze, wyrazistsze w smaku i cięższe, przez co wiele winy jest dla mnie jak woda.

  • Tego Barbaresco będę musiał poszukać, nie kojarzę.

    Najlepszego na Nowy Rok!

  • b52t

    Barbaresco jest z tych cięższych, wytrawnych.

    Pfaff wypity, niezgorszy, nie zrobił negatywnego wrażenia, ale też nie powalił. Alzacki riesling za 30 zł może być.

    Najlepszego.

  • Lubię cięższe wytrawne, nie lubię denaturowanych :)

    Za rieslingami niestety nie przepadam — białe.

  • b52t

    białe jako przerywnik, bo jak pijam to też czerwone.