„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” — recenzja niezakłamana

Pierwsze wrażenie (aż wstyd się przyznać): po jakiemu oni mówią?! Natłok kina anglosaskiego jest tak przemożny, że słysząc włoszczyznę można pomyśleć, że to jakiś nieszczęsny dubbing… przynajmniej mnie naszła taka myśl…

Drugie wrażenie jest znacznie lepsze, a to dlatego, że film „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (polskie tłumaczenie mocno pachnie Allenem; w oryginale idzie „Perfetti sconosciuti”, co dobrze odnosi się do fabuły) to naprawdę wyśmienite kino włoskie.


Dobrze się kłamie miłym towarzystwie recenzja

„Dobrze się kłamie miłym w towarzystwie” — jeszcze nie „Rozwód po włosku”, już nie „8 1/2”


W dużym skrócie i nie paląc przyjemności: grupa długoletnich przyjaciół, ludzi dojrzałych, spotyka się na kolacji, podczas której podejmuje ryzykowną „grę” — będą sobie czytać wszystkie wiadomości, które przez tych parę godzin przyjdą na ich telefony („czarne skrzynki”). A że są to Włosi, którzy mają temperament iście włoski — afera wisi na włosku. Aż wybucha.

Uwielbiam takie filmy: technicznie prosty, żadnych zbędnych bajerów (w warstwie stylistycznej jak „Rzeź” Polańskiego; rozumiem, że te wszystkie „Łotry 1” powstają w komputerze, nie rozumiem, że bizony też w komputerze) — po prostu siedzą i gadają, a sytuacja od komedii przez farsę przechodzi do dramatu.

Osobiście ten film naprawdę zdecydowanie polecam, bo jest fajnie, mądrze i ciekawie — tak powinno być w każdym kinie.

  • Dopiszę sobie do listy filmów do obejrzenia :) Choc z moim tempem pewnie obejrzę za 10 lat :). Swoją drogą, jakbym ja brała udział w takiej zabawie, to nic ciekawego by nie wyszło, bo taki ze mnie introwertyk, że jak dostanę jednego smsa dziennie, to jest dobrze :D. A tak poza tym, to wszystkiego dobrego na kolejny rok! Czasu i materiału na ciekawe wpisy, wielu czytelników i udanego życia pozablogowego!

  • Dziękuję za życzenia :) na szczęście cały czas udaje mi się łączyć i dzielić wszystko tak jak trzeba — ot właśnie dziś 150 minut przez śniegi i lody ;-)

  • b52t

    Ciekawe, mnie też ostatnio wzięło, żeby pójść do kina. Pewnie dlatego, że znów początek, roku i polskich kinach jest coś lepszego niż blockbustery i animacje dla dzieci i dorosłych (btw. ostatnio oglądałem „Secret life of pets” – „Sekretne życie zwierząt domowych”, bardzo ciekawie, choć dla niektórych przełożono zachowania zwierzaków; idea coś jak Toy Story- gdy nie ma ludzi w domu, zwierzęta mają swoje „normalne” „ludzkie” życie). Co ciekawe też ciepło pomyślałem o filmie nie-anglojęzycznym. Ten film nie przeszedł mi przez głowę, za to inny, francuski – „Dusigrosz” – tak, ale, że recenzje ma średnie, to wybierzemy się na nie-amerykańskiego amerykańskiego „Patersona”.
    Ale, na ten trzeba dodać do listy.

  • Jacek

    Obejrzałem, warto, coś więcej byłoby spoilerem