Czy pojedyncze słowo może być utworem? (a po rejestracji jako znak towarowy?)

Stare dobre pytanie: jak krótki może być utwór, żeby to nadal był „utwór”? Jeśli haiku lub fraszka to poezja, to już wiemy, że bardzo krótki utwór to też utwór. Przyjmuje się też, że wyjątkowo kreatywny tytuł (filmu, książki) też może stanowić utwór w rozumieniu prawa autorskiego.
Ale czy jedno słowo też może być utworem? I czy ewentualne „wzmocnienie praw” może wynikać z faktu, że taki pojedynczy wyraz został zarejestrowany jako znak towarowy?


jedno słowo utwór

Znak towarowy „JOGI” (niezarejestrowany)


wyrok Sądu Najwyższego z 22 czerwca 2010 r. (IV CSK 359/09)
Krótka jednostka słowna, pełniąca rolę znaku towarowego, może być utworem w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jeżeli wykazuje autonomiczną wartość twórczą.

Stan faktyczny jest opisany dość lakonicznie, niemniej można ustalić, że z grubsza poszło o to, że spółka, której przysługiwały prawa do projektu etykiet jogurtu i opracowania słowno-graficznego znaku towarowego „JOGI”, dysponowała prawomocnym wyrokiem, w którym ustalono, że przysługują jej autorskie prawa majątkowe do utworu „JOGI” (sam znak był przygotowany na rzecz klienta, któremu nie udało się uzyskać prawa ochronnego w UPRP).

Następnie spółka pozwała innego przedsiębiorcę — który zapewne korzystał ze znaku słowno-graficznego z tą samą frazą — o odszkodowanie za naruszenie jej praw. W procesie podpierała się orzeczeniem, z którego wynikało, że jej należą się prawa do utworu — a skoro ochrona wynikająca z prawa autorskiego jest skuteczna erga omnes, to nikt inny nie może nazywać swoich produktów „JOGI”. Roszczenia zostały jednak oddalone, zatem spółka wniosła skargę kasacyjną do SN.

Sąd Najwyższy nie podzielił stanowiska spółki: prawomocność materialna wyroku oznacza związanie sądu w stosunku do stron postępowania (art. 365 par. 1 kpc) — także w kwestiach prejudycjalnych. Wyrok (wyłącznie jego sentencja, uzasadnienie nie wiąże innego sądu) wydany w innej sprawie nie może rozstrzygać o interesach strony, która nie brała udziału w tamtym postępowaniu. Stąd nietrafna jest teza o rozszerzonej prawomocności wyroku, z którego wynika ochrona praw autorskich.

art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

W przełożeniu na badaną sprawę oznacza to, że spółka nie jest uprawniona do żądania wyłączności na słowo „JOGI” — a zwłaszcza podstawą do wysuwania takich roszczeń przeciwko komukolwiek nie może być wyrok wydany w jednostkowej sprawie. Nie można wywodzić takiego uprawnienia ze sformułowania o naruszeniu praw autorskich spółki — a na pewno nie pozbawia to sądu możliwości oceny oznaczenia słownego „JOGI” pod kątem przesłanek ochrony prawnoautorskiej.

Sąd Najwyższy przypomniał, iż „oryginalność” utworu w rozumieniu art. 1 ust. 1 pr.aut. oczywiście nie może być rozumiana jako nowość w znaczeniu obiektywnym — działalność twórcza spełnia warunki do zakwalifikowania jej jako utwór jeśli istnieje subiektywnie nowy wytwór intelektu. Dzieło jest utworem jeśli to co zostało stworzone nie było uprzednio znane w takiej samej postaci — tak właśnie należy rozumieć pojęcie twórczości.

Jak przekłada się to na spór czy jedno słowo może stanowić utwór w rozumieniu prawa autorskiego? Otóż zdaniem SN

Z reguły wyklucza się uznanie pojedynczych słów za utwory, co wiąże się z brakiem cechy indywidualnego charakteru. Pojedyncze słowa, nie tylko zaczerpnięte z języka potocznego, ale także słowa nieznane lub neologizmy, z zasady nie mają cech twórczości. Tej zasadzie czasem, ale tylko wyjątkowo, wymykają się jednowyrazowe tytuły albo slogany, dotyczy to jednak szczególnych sytuacji, w których – jak to się ujmuje w piśmiennictwie — cechują się one zaskakującą wyrazistością i błyskotliwością, współtworzą poetykę utworu lub stanowią „klucz” do rozumienia utworu.

Stąd też pojęcie „granicznych kategorii twórczości” nie może negować udzielenia ochrony bardzo drobnym wytworom działalności intelektualnej człowieka, zarazem żaden przepis nie decyduje, iżby prawo autorskie dotyczyło wyłącznie utworów artystycznych (z pominięciem utworów o przeznaczeniu użytkowym, przemysłowym, handlowym) — pod warunkiem wszakże, że nawet to niewielkie dzieło ma ową „iskrę bożą”…

W odniesieniu do znaków towarowych — głównie słowno-graficznych — oznacza to, że dopuszczalna jest kumulacja praw (do utworu i do znaku towarowego lub do utworu i do wzoru przemysłowego), jednak ochronie nie podlega idea (pomysł) na wykorzystanie jakiegoś słowa w określonym celu. Jedno słowo nie stanie się utworem tylko przez to, że „twórca” wpadnie na pomysł jego wykorzystania — na przykład jako znak towarowy (ochrona prawnoautorska nie jest funkcją użycia wyrazu jako znaku towarowego) — w przeciwnym razie okazałoby się, że każde (byle jakie) słowo stałoby się chronionym prawnie utworem, gdyby tylko udało się je zarejestrować jako znak towarowy.

Użycie słowa jako znaku towarowego nie wpływa na możliwość uznania go za utwór, gdyż istnienie utworu nie może być uwarunkowane określonym jego przeznaczeniem; sposób korzystania z dzieła nie decyduje o uzyskaniu przez nie statusu utworu.

Oznacza to, że wyraz „YOGI” nie wykazuje sam w sobie wystarczającej oryginalności — nie jest wyjątkiem od zasady, że pojedyncze słowa nie mają charakteru twórczości — a na pewno nie staje się nim tylko przez to, że może być wykorzystany w obrocie jako znak towarowy.

  • Magic

    Czy „iskra boża” to termin prawny? Czy licencja poetica autora bloga?

  • Iskrą bożą skrótowo nazywam to wszystko, co musi się zadziać, by powstał utwór (a rozwlekle jest to opisane w art. 1 ust. 1 pr.aut.).