„Liżę twoje serce” w Teatrze Capitol — spektakl, że palce lizać

Niby rok nie wyrok, ale jak pomyślałem, że w całym 2016 byliśmy w teatrze tylko raz — i to na ripleju — to dokładnie w piątkowy wieczór poszliśmy do Teatru Capitol na „Liżę twoje serce”.


Liżę twoje serce Teatr Capitol recenzja

„Liżę twoje serce” w Teatrze Capitol (fot. Grzegorz Gołębiowski)


W pewnym skrócie albowiem nie chcę spalić (w sumie jaki problem? niewielka szansa by hipotetycznie więcej niż trzech P.T. Czytelników trafiło na ten spektakl…) „Liżę twoje serce” to opowieść o dwóch młodych dziewczynach — Cygance, która szuka swojego Cygana ze złotym zębem i gadzi — które wędruję przez tużpowojenny Wrocław. A że Wrocław z 1945 roku był bardzo specyficznym miejscem, to i ich wędrówka jest bardzo specyficzna. (W sumie dość zabawne, bo akurat jestem w trakcie lektury „Mikrokosmosu”, więc dodać mogę, że moje miasto było bardzo specyficznym miejscem od samego początku.)

Przyznać muszę, że jak spektakl wchodził na deski Teatru Capitol, miałem ambiwalentne uczucia (sam nie wiem dlaczego). Tymczasem Tomaszowi Manowi i Agnieszce Glińskiej udało się stworzyć bardzo dynamiczne — momentami w rytmie reggae, momentami nawet punk-rocka (ale przecież nie tylko) dzieło, w którym momenty zabawne mieszają się z poważnymi… w teatrze jak i w życiu.

Dodatkowym plusem — jak zawsze — było świetne aktorstwo całej ekipy, a role Heleny Sujeckiej i Ewy Szlempo (nb. znanej też z roli Violetty Villas w „Rat Packu”, kto nie widział, niech żałuje), palce lizać. Jeśli mielibyście okazję, przekonajcie się sami, naprawdę warto.

Co tu kryć, kino jest fajne, ale moje zdanie jest takie, że średni film to po prostu średni film — a nawet średni spektakl w teatrze (nie mam na myśli recenzowanej sztuki) to duże przeżycie.