Oddanie psa do schroniska JEST przestępstwem porzucenia zwierzęcia

Jakiś czas temu poświęciłem kilka akapitów odpowiedzialności prawnej za porzucenie psa lub kota — które jest kwalifikowane jako jedna z form znęcania się nad zwierzętami (por. „Porzucenie psa to jedna z form znęcania się nad zwierzęciem”) — natomiast wraca czasem pytanie: czy oddanie psa do schroniska jest porzuceniem zwierzęcia — czyli osoba, która odprowadza własne zwierzę do schroniska jest przestępcą? (wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z 21 sierpnia 2013 r., sygn. akt II Ka 356/13).


oddanie psa schronisko porzucenie zwierzęcia

Taki mały pies: zabrany ze schroniska, zabrany w Tatry, wdrapał się na 2000 metrów. Taki mały (jedyne 35 kg) (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Właściciel jamnika maści czarnej podpalanej, który oddał własnego psa do schroniska, został uznany winnym występku znęcania się nad psem poprzez jego porzucenie (art. 6 ust. 2 pkt 11 UOZ w zw. z art. 35 ust. 1a UOZ). Za popełnione przestępstwo sąd skazał go na 1000 złotych grzywny, orzeczono też przepadek psa na rzecz Skarbu Państwa i 500 złotych nawiązki na stowarzyszenie zajmujące się ochroną zwierząt.

art. 6 ustawy o ochronie zwierząt
2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:
11) porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje;

Apelację na korzyść oskarżonego wniósł prokurator wskazując, że oddanie psa do schroniska nie jest porzuceniem zwierzęcia — a wręcz przeciwnie.
Sąd II instancji nie zgodził się z tym poglądem — jednak uwzględnił apelację i uchylił zaskarżony wyrok, umarzając postępowanie przeciwko oskarżonemu ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

Zdaniem sądu porzucenie zwierzęcia może być rozpatrywane wyłącznie na gruncie prawa cywilnego (art. 1 ust. 2 UOZ). Kluczowy dla zdefiniowania pojęcia „porzucenia” jest art. 180 kc, zgodnie z którym właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej poprzez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci. Słownikowo natomiast „porzucać” to  nic innego jak „opuścić, zostawić kogoś, coś, rozstać się z kimś, czymś, odstąpić”.

Oznacza to, że porzuceniem zwierzęcia jest każdy przypadek wyzbycia się jego posiadania — zatem właściciel, który celowo rozstaje się z psem oddając go do schroniska oczywiście zwierzę porzuca. Doszło bowiem, czego nie zaprzeczał oskarżony, do zamierzonego podjęcia czynności zmierzających do utraty własności zwierzęcia; z punktu widzenia oceny prawnej przestępstwa porzucenia nie ma natomiast znaczenia czy do rozstania z jamnikiem doszło w warunkach zapewniających mu opiekę — okoliczność ta może mieć natomiast wpływ na ocenę stopnia szkodliwości czynu sprawcy.

Skoro zatem okoliczności sprawy wskazują, że oddanie psa do schroniska było poprzedzone kilkumiesięcznym poszukiwaniem nowego domu, a źródłem problemu była alergia na psią sierść u dziecka oskarżonego — to tego rodzaju kolizja wartości zasługuje na szczególne potraktowanie przez wymiar sprawiedliwości. Taka motywacja sprawcy oznacza, że zarzucany mu czyn miał znikomą szkodliwość społeczną, zatem zaskarżony wyrok został uchylony, a postępowanie umorzone.

Reasumując: oddanie psa do schroniska może być kwalifikowane jako porzucenie zwierzęcia — czyli przestępstwo znęcania się nad zwierzętami — o ile właściciel zwierzęcia nie ma naprawdę słusznego powodu do takiej decyzji.

  • Borek

    Czyli jeżeli mam szczenięta i rozdam je chętnym (w odpowiednim momencie oczywiście), to jako wyzbywający się ich posiadania popełniam przestępstwo… Super.

    Obym coś źle zrozumiał.

  • Raczej nie — myślę, że porzucenie (wyzbycie się posiadania) to jednak coś innego jak przeniesienie własności psa — nawet w rozważaniach mówi się o tym, że przewodnik szukał dla psa nowego domu, i to byłoby (z perspektywy sądu) OK.

  • sjs

    Przy takiej interpretacji wychodzi na to, że lepiej porzucić psa w lesie daleko od domu – może nikt nie skojarzy, niż zapewnić mu minimalną opiekę w schronisku.

  • No właśnie o tym w uzasadnieniu też jest — nie chodzi o opiekę, chodzi o ochronę więzi psa z człowiekiem. Oddając psa dorosłego, przywiązanego do swoich ludzi, zrywa się ową więź.

  • Mike

    Ciekawe jak w ogóle doszło do sprawy. Schronisko zgłosiło porzucenie zwierzęcia?

  • sjs

    Rozumiem, że dla psa nie jest jest to komfortowa sytuacja. Ze sprawy wynika, że dla właściciela również taka nie była. Jednak zdecydowanie gorszym sposobem jest porzucenie psa w lesie, przy jednocześnie mniejszym ryzyku poniesienia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Uznawanie, że oddanie zwierzęcia w inne ręce to przestępstwem jest wg. mnie co najmniej dziwne i niebezpieczne, także dla zwierząt.

    Wychodzi na to, że samotna starsza pani, która nie mogła już się opiekować swoim dorosłym psem i oddała go mojej babci popełniła przestępstwo. Dobrze, że swoich ostatnich dni nie musiała spędzić na tłumaczeniu się w sądzie i w prokuraturze.

  • Jakaś organizacja społeczna, która była w sprawie oskarżycielem posiłkowym (stowarzyszenie, które w statucie ma ochronę zwierząt).

  • A jaka kara jest za porzucenie dziecka w “Oknie Życia”?
    .
    Naprawdę, powinno się zrobić testy na inteligencję wśród sędziów, głupków jest tam zdecydowanie za dużo!

  • Ryzyko jest, niemniej imho to troszkę takie tłumaczenie — zalegalizujmy skrobanki, bo jak nie, to będzie podziemie aborcyjne. Albo jakieś zjawisko jest społecznie i prawnie nieakceptowane — więc z perspektywy prawa zasługuje na penalizację — albo nie jest.

    Motywacja to właśnie ten drugi stopień, na który zwrócił uwagę sąd (w uzasadnieniu oczywiście jest o tym napisane więcej niż u mnie). Zwróć uwagę, że w tej sprawie sąd powiedział, że szukał nowego domu dla jamnika (i to jest OK), i dopiero jak go nie znalazł, to wyzbył się własności psa (i to nie jest OK), ale skoro kierowało nim dobro dziecka (uczulenie na sierść), to sprawy nie ma.

  • OIDP kwalifikacja prawna tych „okien życia” się zmieniła — nadal istnieją, ale problem jest.

  • sjs

    Fajne „nie ma sprawy” gdy sprawa została umorzona ze względu na niską szkodliwość dopiero w drugiej instancji, a i tak oskarżony musiał ponieść koszy procesu.

  • Co nie zmienia faktu, że ewidentny głupek nie powinien sądzić ludzi…
    .
    “- Mam rację na pewno… Litość nad cierpiącym bykiem świadczy o dobrym sercu, ale byk to ostatecznie jedno zwierzę, drogi panie, gotując zaś szklankę herbaty, zadaje pan cierpienie – ba! tortury – na taką skalę, że niech się schowają przy panu wszystkie areny świata w ciągu wieków.
    – To straszne, gdy się o tym pomyśli. Ale jak temu zaradzić?
    – Bardzo prosto. Ilekroć okoliczności zmuszą pana do zagotowania wody, winien pan dodać do niej nieco kokainy. Pod wpływem kokainy mikroby nie odczuwają żadnego bólu…”

  • sjs
  • sjs

    Wg pierwotnego tekstu ustawy o ochronie zwierząt podlegały niej wszystkie zwierzęta dzikie, dopiero po 12 latach dodano ograniczenie do kręgowych. Czyli przez ten czas obowiązywało prawo wymagające udzielania pomocy np komarom, które rozbijały się na szybach reflektorów samochodowych.

  • Wydaje mi się, że skoro doszło do popełnienia czynu zabronionego, to taki rozkład kosztów nie powinien dziwić.

  • Faktycznie, nawet nie kojarzyłem, że kręgowce pojawiły się dopiero po nowelizacji.

  • sjs

    Oddał psa do schroniska dla zwierząt bo nie udało mu się znaleźć lepszego miejsca, chronił zdrowie dziecka, prokurator apelował na korzyść oskarżonego. Świetny przykład czynu zabronionego. Ciekawe, czy jakby nie oddał psa i dziecko wciąż by się męczyło z alergią to by to kogoś zainteresowało? Tak w ogóle to był to samotny ojciec, że matka również nie została oskarżona?

  • Zapewne nie została oskarżona, bo nie dopuściła się czynu zabronionego — może nie wykazano (lub nie zajęto się) np. podżeganiem lub pomocnictwem — lub tych postaci nie było.

    PS wiedziałem, że będą kontrowersje :)

  • Borek

    No to przecież oddanie zwierzęcia do schroniska jest przeniesieniem własności zwierzęcia na schronisko, prawda? Chyba że schroniska są w tej kwestii traktowane jakoś inaczej.

  • sjs

    W pierwszej instancji został orzeczony przepadek psa na rzecz skarbu państwa. Zabrali schronisku czy oskarżonemu? W sumie ciekawe, co państwo robi z takimi „przepadniętymi” zwierzętami, oddaje do schronisk?

  • Nie — schroniska nie są właścicielami zwierząt w boksach.

    Nb. nie wiemy jakie były dokładnie okoliczności pojawienia się psa w schronisku — czy został tam podrzucony czy „na legalu” przywieziony.

    Sam latem ub. roku oglądałem piękną psinkę, która któregoś weekendowego poranka trafiła do schroniska — z wyprawką, paszportem, w paszporcie nazwisko i adres…

    Na szczęście zwierzę natychmiast po odbyciu obowiązkowej kwarantanny znalazło nowy dom — nb. zauważę, że poważniejsze podejście ex-właściciela do tematu zapobiegłoby dość nieciekawym przeżyciom (2-3 tygodniowa kwarantanna, w czasie której psica musi siedzieć w kojcu).

  • sjs

    Umowa adopcyjna:

    1.1. Schronisko oddaje Adoptującemu zwierzę na własność, a Adoptujący oświadcza, że wyraża na to zgodę.

    3.3. Schronisko oświadcza, że według jego najlepszej wiedzy i przy zachowaniu należytej staranności, może stwierdzić, iż zwierzę oddawane do adopcji jest zwierzęciem bezdomnym.

    http://www.napaluchu.waw.pl/files/editor/umowa_adopcyjna.pdf

  • Anonim

    Ajeśli ktoś odprowadza do schroniska ledwo co znalezionego porzuconego przez kogo innego psa?

  • sjs
  • Rzeczywistość trudna do odróżnienia od dowcipów.

  • Borek

    Jeżeli tak, to by znaczyło że oddawanie zwierzaka do schroniska jest nielegalne. Pytanie w takim razie czemu schroniska mają procedury przyjmowania zwierząt wprost od właścicieli? Są wtedy do wypełnienia stosowne formularze, ankiety, ba – wydają nawet byłym właścicielom zaświadczenia o przekazaniu zwierzaka do schroniska.

    Nie żebym ja tu był jakimś adwokatem głupich ludzi. Po prostu dla mnie jest to kolejny przykład kuriozalnego prawa, które motywuje ludzi do zwyczajnego zostawienia zwierzaka w lesie – a przy okazji kolejny przykład organizacji „ochrony zwierząt”, która chyba nie bardzo wie co zrobić ze swoim czasem.

  • Więc skoro jest bezdomne, to nie ma właściciela.

  • Ale przecież z faktu, że ktoś robi coś nie oznacza, że ma — lub nie ma — racji, prawda? Ktoś może się mylić — albo schroniska, a może jednak sąd odwoławczy w tej sprawie.

    Przypominam, że to tylko pojedyncze orzeczenie, żeby wysnuć wnioski długoterminowe, należałoby prześledzić więcej takich spraw (czy ktoś składa, czy prok wszczyna, co na to sąd).

  • keiran

    Ludzie latami w areszcie czekają na rozprawę, a sąd zajmuje się takimi pierdołami. Litości. Taką sprawę prokuratura powinna była z miejsca umorzyć. A za zawracanie d*** takie stowarzyszenie dostać karę. Rozumiem sprawy przywiązania do drzewa czy faktycznego znęcania, należy karać z opowiednią surowością, ale oddanie zwierzęcia tam gdzie ma opiekę i szansę na nowy dom?

  • sjs

    W jaki sposób nie właściciel może przenieść prawo własności?

  • Myślisz, że każdy sklep jest właścicielem towaru, który sprzedaje? A sprzedaż komisowa? A sprzedaż przez pośrednika?

    A spraw o oszustwa nie ma — mówił, że jest właścicielem, sprzedał — a nie był? Jeśli w umowie napiszę, że „oddaję na własność” — ODDAJĘ, ale nie PRZENOSZĘ własności — to na pewno byłem właścicielem? A jeśli umowa się nazywa „adopcyjna” a nie „przeniesienia własności” — to może jednak nie jest to przeniesienie własności lecz nabycie pierwotne (art. 181 kc) — stąd właśnie schrony muszą uważać, żeby nie wywłaszczyć prawowitego właściciela?

  • Taką sprawę prokuratura powinna była z miejsca umorzyć.

    Dlaczego z miejsca umorzyć?!

  • ajax

    Albo właścicielom wietnamskich restauracji. Jak już takie absurdy to do „bulu”.

  • keiran

    Ze zdrowego rozsądku – brak przestępstwa lub znikoma szkodliwość?

  • Ale przecież takie okoliczności wymagają ustalenia — chciałbyś, by prokurator z ułożenia fusów od herbaty wnioskował jakie decyzje należy podjąć?

    Jest zawiadomienie, jest postępowanie wyjaśniające — nawet na tym etapie nie da się z miejsca umorzyć.

  • sjs

    Nawiązując do http://czasopismo.legeartis.org/2016/12/logowanie-facebook-ominiecie-zabezpieczenia.html#comment-3075824614

    Czyli jakby ktoś napisał do prokuratury, że dostał ode mnie hasło do systemu komputerowego (a robię takie coś czasem nawet kilka razy dziennie) czyli o przestępstwo z art. 269b § 1 to rozumiem, że prokurator i sąd mają to przyjąć bez względu na to, że to było hasło do konta założone przez administratora specjalnie dla tej osoby?

  • b52t

    Tyle jest spraw umarzanych na etapie prokuratorskim, tyle cięższych (vide: sprawa jednego wrocławskiego posła-ministra), a tu nagle mamy do czynienia z taką sytuacją. Połajanka na sąd (I instancji) jest moim zdaniem uzasadniona. Nie chciał zobaczyć całości sprawy i zrobił swoje po linii najmniejszego oporu. Zmarnowany się czas, nerwy i pieniądze.

  • Prokurator ma obowiązek sprawdzić okoliczności sprawy. Oczywiście jeśli z samego zawiadomienia wynika, że nie doszło do przestępstwa, powinien odmówić wszczęcia. Całą resztę wyjaśnia się w postępowaniu przygotowawczym.

  • Niezależnie od tego czy się z tym (lub tamtym) wyrokiem można zgadzać — to na pewno nie jest pójście po linii najmniejszego oporu ;-)

  • keiran

    Dla mnie cała ta sytuacja jest absurdalna. Facet, który martwił się zdrowiem dziecka i zrobił to co nakazywałby rozsądek i przyzwoitość w nagrodę ciągany jest po sądach (czas, pieniądze, stres) na dodatek w sprawie karnej (więcej stresu). Na jego miejscu zrobiłbym dużo czarnego PR tej organizacji, która go pozwała. Albo po prostu po męsku „dał w mordę”.

  • b52t

    No tak, zdroworozsądkowo Sąd I instancji mógł uwalić sprawę, ale wydał bzdurny wyrok.

  • Organizacja go nie pozwała, organizacji nie można dać w mordę.

  • Czyli jak należy — pod względem prawa — kwalifikować oddanie (oraz alternatywnie: podrzucenie) własnego psa do schroniska?

  • b52t

    Nie twierdzę, że czynu nie ma – to zawsze kwestia oceny wydawanej przez dany sąd; nie bawię się też ocenę prawnokarną. Krytykuję działanie sądu – mógł umorzyć z uwagi na niską szkodliwość, oszczędzając czas (sobie i stronom), pieniądze (tym samym) i nerwy (oskarżonemu).

  • Od strony procesowej widziałbym być może nawet stan wyższej konieczności — jeśli faktycznie nie mógł sobie inaczej poradzić z problemem — natomiast pogdyboliłbym nad samą oceną oddania // podrzucenia własnego psa do schroniska:

    – w ustawie o ochronie zwierząt nie ma o tym słowa,
    – jest natomiast o porzuceniu zwierzęcia,
    – no i mamy (być może średnio adekwatny) art. 180 kc — ale lepszego nie mamy,
    – ale znów: zgodnie z UOZ przepisy prawa rzeczowego stosuje się „w sprawach nieuregulowanych” i to „odpowiednio”,

    zatem gdzie jest przepis pozwalający na „przekazanie” własnego zwierzęcia schronisku dla zwierząt?

  • sjs

    Musi być przepis pozwalający? Ważne, że nie ma zabraniającego. Podrzucenie to jest coś innego niż przekazanie. Podrzucenie rzeczywiście można (a może nawet trzeba) traktować jako porzucenie, ale nie przekazanie/oddanie.

  • b52t

    Dziura, luka (z pewnością celowa – racjonalny ustawodawca).
    W zeszłym roku (a może to była 2015) była sprawa pewnego pana, co to lubił biegać, a, że miał bieg gdzieś tam daleko, to przywiązał psinę do płotu schroniska – to jest ewidentne porzucenie. Kołacze się po dysku jpeg. gdzie pan dosłownie przerzuca/przenosi psinę przez płot na teren schroniska – to jest ewidentne porzucenie). Ta sytuacja – szara strefa dla prawa. Ale sprawa wpłynęła, to trzeba coś zrobić. I jak jestem, co wyrażałem tutaj, za karaniem ludzi, którzy znęcają się nad zwierzakami, to ta sytuacja jest dla mnie jednoznaczna. A nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. O!

  • b52t

    Jednak to działania organizacji sprawiły, że sprawa w ogóle dostrzegły organy ścigania.

  • Nawet jeśli nie musi być przepisu zezwalającego, to nie można nie zauważać, że jest przepis zabraniający — właśnie ten o porzuceniu zwierzęcia.

    Prawo do nie federacja przepisów, lecz system prawa: skoro jest zakaz porzucenia „w szczególności psa lub kota”, skoro prawo rzeczowe stosuje się tylko posiłkowo, skoro kwestia wyzbycia się własności wydaje się być uregulowana kompleksowo (nie można wyzbyć się własności zwierzęcia) — to ocena prawna „zdania” psa do schroniska jest jasna.

    Poza tym nie wiemy jak dokładnie wyglądały okoliczności (z uzasadnienia nie wynika czy ten pies został podrzucony czy literalnie „przekazany”) — ale bardzo możliwe, że ustawa nie różnicuje tego aspektu.

  • A jak zakwalifikować „uśpienie psa na życzenie właściciela bez przesłanek medycznych”?

  • Przesłanki zabicia zwierzęcia są opisane w ustawie. Jeśli nie ma podstawy wskazanej w przepisie — przestępstwo zabijania zwierząt.

    Rozsądny weterynarz ma z tym zawsze problem — wiem, bo niedługo miną 3 lata jak byłem u weta z psem, a wróciłem bez.

  • Ewa Wesoły

    repezentuję organizacje prozwierzęcą, która się opiekuje schroniskiem. Cieszę sie z tego wyroku, bo co drugie oddanie psa lub kota do schroniska spowodowane jest „alergią” . Z reguły jest „alergia” na stare, schorowane zwierzęta, która cudownie znika jak się weźmie szczeniaczka. Mamy w Polsce ponad 100 tysięcy niechcianych psów w schroniskach, bo się znudziły, ktoś rozmnożył bezsensownie. Zapraszam do schroniska wszystkich krytykujących wyrok. Zobaczcie jak pies czy kot wpada w depresję, umiera z tęsknoty. Część tych porzuconych nigdy nie znajdzie domu tylko „zdechnie” jak smieci. Ludzie nie rozumieją, że zwierzę to koszty, obowiązek na całe jego życie. Niech w końcu to dotrze, ze to nie zabawki, tylko żywe istoty.

  • I tego chyba wiele osób nadal nie rozumie — jeśli ktoś nie ma psa i ich nie rozumie, raczej nigdy tego nie zrozumie. Nawet z lektury 1001 tekstów.

  • Sep

    Skoro jest kara za porzucenie zwierzęcia to tym bardziej powinna być kara za porzucenie człowieka. W końcu człowiek i jego cierpienie jest ważniejsze od psa. A nawiasem mówiąc kara za porzucenie zwierzęcia to głupota. Ale „dura lex sed lex”.

  • b52t

    jest kara za porzucenie człeka – narażenie na utratę zdrowia lub życia. Jeśli porzucona osoba wymaga opieki.

  • Czyli powinno być dozwolone zostawianie psów w lesie?