Czy zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego zwalnia sąd z obowiązku zbadania okoliczności sprawy?

Zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego to fundament prawa karnego — podobnie jak reguła, w myśl której każdy jest niewinny, dopóki nie udowodni się mu winy (czyli to oskarżenie ma udowadniać, obrona może nawet milczeć) — jednak zawsze dobre pytanie brzmi: czy z reguły in dubio pro reo można wnioskować, że sąd może podarować sobie inicjatywę dowodową wychodząc z założenia, że oto są wątpliwości, które należy rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego? (wyrok Sądu Najwyższego z 17 listopada 2016 r., sygn. akt IV KK 214/16).


pies biegnie po śniegu


Mężczyznę oskarżono o zastrzelenie z wiatrówki psa rasy yorkshire terrier, co zostało zakwalifikowane jako przestępstwo zabicia zwierzęcia (art. 35 ust. 1 UOZ).

Sąd I instancji uznał sprawcę winnym zarzucanego czynu i skazał go na pół roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, 1000 złotych grzywny i 500 złotych nawiązki na schronisko dla bezdomnych zwierząt oraz zobowiązał do zapłacenia poszkodowanej właścicielce 3000 złotych odszkodowania.

art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt
Kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów art. 6 ust. 1, art. 33 lub art. 34 ust. 1-4
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Jednak sprawcę uniewinniono w apelacji — bo obrońca oskarżonego przekonał sąd, że śrut zrykoszetował, zatem nie ma podstaw do uznania, iżby sprawca działał umyślnie, w celu zabicia lub okaleczenia psa.

art. 5 kpk
§ 1. Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem.
§ 2. Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.

Rozpoznając kasację SN zauważył, że sąd II instancji w sposób nieprawidłowy zastosował zasadę rozstrzygania na korzyść oskarżonego wątpliwości co do możliwości przypisania mu zamiaru popełnienia przestępstwa.

Mianowicie z faktu, że przestępstwo z art. 35 ust. 1 UOZ może być popełnione wyłącznie umyślnie, nie sposób wywodzić, iż na założenie umyślności (tak postąpił sąd, który uznał sprawcę winnego przestępstwa) można odpowiedzieć założeniem nieumyślności. 

W uzasadnieniu wyroku uniewinniającego przeprowadzono wnioskowanie, iż „skoro przeprowadzone postępowanie nie wykazało, iż oskarżony umyślnie zabił psa (…) należało go uniewinnić” — tymczasem obowiązujący w czasie wyrokowania art. 5 par. 2 kpk nie zwalnia sądu z obowiązku wszechstronnego wyjaśnienia okoliczności istotnych dla sprawy — zaś zasada in dubio pro reo może być zastosowana dopiero po prawidłowym postępowaniu dowodowym.

W przełożeniu na okoliczności sprawy oznacza to, że sąd powinien przeprowadzić dowód z badania śrutu wydobytego z ciała zabitego psa — dzięki czemu być może uda się ustalić czy doszło do bezpośredniego postrzału, czy też faktycznie miał miejsce nieszczęśliwe zrykoszetowanie.

52 comments for “Czy zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego zwalnia sąd z obowiązku zbadania okoliczności sprawy?

  1. b52t
    26 stycznia 2017 at 08:22
    • 26 stycznia 2017 at 10:29

      Jednocześnie jest też dobra wiadomość (zapowiedź) dla przyjaciół zwierząt:

      Łańcuch jako polska tradycja… nigdy nie wiem kiedy Polak powie, że lepszy jest od innych, a kiedy uznaje, że lepiej mu w łachach…

      • b52t
        26 stycznia 2017 at 11:19

        Polak lubi (krótki) łańcuch. Człowiek wschodu.

        • 26 stycznia 2017 at 11:32

          Nie każdy Polak lubi taki łańcuch. Polak-Europejczyk lubi elegancką, leciutką, wykonaną z ekologicznych produktów smycz automatyczną.

          • b52t
            26 stycznia 2017 at 11:52

            No tak, ale to dalej mentalność Człowieka wschodu. Człowiek dzikiego zachodu woli narzucać swoją wolę, ujarzmiać, zdobywać i tłamsić. Ot, różnica.

            • Borek
              26 stycznia 2017 at 12:04

              I kogo by taki człowiek dzikiego zachodu ujarzmiał, zdobywał i tłamsił gdyby nie było człowieka wschodu? Ot, symbioza. ;)

              • 26 stycznia 2017 at 12:10

                Kogo by się bał ów człowiek zachodu, kim by straszył dziatki swe, kim by pogardzał i nad kim by się pochylał — gdyby nie było człowieka-Polaka-wschodu?

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 12:23

                Kim by Człowiek wschodu straszył jak nie Człowiekiem zachodu?

              • 26 stycznia 2017 at 12:45

                Człowiek zachodu nie jest straszny dla człowieka wschodu — on jest raczej słaby i śmieszny.

                Straszne są przemiany, które niesie westernizacja — zmiana obyczajowości, utratę dawnych obyczajów — w naszej cywilizacji takie zjawiska zawsze wiąże się z prądami Zachodu (BTW ciekawe co o tym powiedzieliby Indianie?).

                Ot takie łańcuchy u psów: Polak od czasów Piasta Kołodzieja trzymał psa na łańcuchu — owszem, w malarstwie (tak od XVII do XIX wieku) widzimy panów i hetmanów na czele psich sfor, ale nie zapominajmy, że nawet jeśli Polak uważa, że polska kultura przesiąknięta jest kulturą szlachecką — to z gminnego ludu Polak pochodzi, gdzie nie było czasu na gonitwy z psami, na podbijanie deliji.

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 13:09

                To w sumie prawda, człowiek zachodu jest zabiegany, zastraszony, że straci to na co ciuła. Człek wschodu bidny i stłamszony, ma „tylko”.

                Jakby tak patrzeć, to KAŻDE społeczeństwo z gminu pochodzi. Człeka poczciwego zawsze jest więcej niż panów. Ale to panowie mieli pieniądze, to panowie byli (i są) na szczycie, to o panach się słyszy, to za panów się ginie.

                >>”Bujać – to my, panowie szlachta!”<<

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 13:10

                się mi zjadło: życie w: Człek wschodu bidny i stłamszony, ma „tylko”.

              • 26 stycznia 2017 at 13:15

                Gorzej jeśli uznaje się to za przyzwolenie do równania w dół.

                Niedawno rzuciło mi się w oczy, że 40 lat temu nawet sprzątaczki nuciły Osiecką i czytały „Przekrój” (wypowiedź jakieś starszej daty artystki, nie pomnę). Dziś, w ramach obowiązkowego zdziczenia, jest to niedopuszczalne.

              • Borek
                26 stycznia 2017 at 13:23

                Znaczy co, przykładowe sprzątaczki są piętnowane jeżeli wykazują jakieś zainteresowanie kulturą i sztuką? Czy po prostu nie wykazują takiego zainteresowania, co jest nieprawdą?

              • 26 stycznia 2017 at 13:35

                Komentarz mój należy rozumieć felietonistycznie. Wyłożę go następująco:

                – tzw. kultura masowa coraz mniej z kulturą ma wspólnego (jeśli już to w ujęciu materialnym),
                – osoby zainteresowane nią uważa się niekiedy jako dziwaków, ekscentryków (tudzież niezainteresowane kulturą celebrytów i całego neo-szajsu),
                – co za tym idzie nie jest już dziś w złym tonie nie znać się.

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 13:38

                Właściwie, to całą powyższą wypowiedź dałoby się streścić w jednym słowie: postmodernizm.
                Dziadostwo jest szkaradne nawet w architekturze (vide: Solpol).

              • Mike
                26 stycznia 2017 at 20:05

                Pozwolę się sobie nie zgodzić … ponieważ na końcu wszystko jest kulturą…. dzisiaj oglądając np. pałac-muzem w Łańcucie widzimy kulturą ichniego wieku, a dla nich to była codzienność.
                Jak dla mnie Picasso to zwykłe bohomazy, a o tzw. „sztuce” nowoczesnej nawet nie wspomnę. Albo i wspomnę: wydumane, wysrane (czasem dosłownie!), nie wiadomo co i po co, poza szokowaniem publiczności zachwycającej się nowoczesnością.

                To ja już jednak wolę „uwielbiać ją” w porównaniu. ;-)

                Jak dla mnie kultura czy to masowa czy wydumana nowoczesna ma tyle samo wspólnego z kulturą tzw. wysoką. Przyczyną oczywiście jest praktyczne usunięcie prywatnego mecenatu. Tfurcy albo użerają się z ZAIKSami albo żebrają o granty z ministerstwa.
                Na moje to jak ludzie nie chcą płacić to powinni się wziąć za zwykłą robotę.

              • 27 stycznia 2017 at 09:53

                dzisiaj oglądając np. pałac-muzem w Łańcucie widzimy kulturą ichniego wieku, a dla nich to była codzienność.

                Pałac w Łańcucie był codziennością?

                Wszystkie tego typu dworki i pałacyki to oczywiście wpływ kultury szlacheckiej, czyli ówczesnej kultury wysokiej. Nawet jeśli prawdą jest, że Rzplita była narodem (w ówczesnym tego słowa znaczeniu) wyjątkowo upolitycznionym (w ówczesnym tego słowa znaczeniu) — to nie da się ukryć, że dworki i pałacyki są przejawem kultury wysokiej (szlacheckiej, dworskiej, magnackiej).

              • ajax
                27 stycznia 2017 at 23:33

                „Pałac w Łańcucie był codziennością?” – dla Pana z Potoka jak najbardziej

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 13:31

                Też nie czytam Przekroju. ;-) A też jestem robotnikiem biurowo-umysłowym. Uważałbym z takim generalizowaniem, bo jakby się cofnąć, to pewnie nie okazałoby się to aż tak różowe jak się o tym dzisiaj pisze. A jeszcze inna sprawa, to porównanie tego co było dostępne wtedy, a co jest dzisiaj.

                Ogólnie, to raczej widać, że ludzie coś tam poczytują, bo to zaobserowować nawet w środkach komunikacji zbiorowej, choć jak dla mnie zaskakująco mało. Wiedząc, że mam przed sobą jakiś 20 min. podróży, zawsze zabieram knigę, bo i po co tępo się patrzyć przez okno.

                A z uczestnictwem w kulturze. No cóż. No cóż. Ostatnio zdaje się disco polo wchodzi znów śmiało.

                Problemem jest raczej, to, że każdy zasklepia się świecie swoich idei, tego co umacnia go w jego wizji świata. Ludzie anty-PIS nie oglądają „Wiadomości”, bo to straszne, i kłamią. Ano, kłamią, naginają (jak i TVN), ale oglądać trzeba, żeby wiedzieć, co i jakim językiem, w przeciwnym razie skazujemy siebie na przekaz medialny via GW czy właśnie TVN lub via wSiecie, GPC, czy właśnie Wiadomości. Jedni drugich przetrawiają, interpretują po swojemu i tym karmią swoich, a nikt nie czyta, nie słucha, nie ogląda.

              • 26 stycznia 2017 at 13:40

                Ten „Przekrój” to tylko przykład (i nawet nie pamiętam czy było w tej wypowiedzi) — podobnie jak Osiecka… która tyle napisała, że mało kto wie co jej a co nie jej.

                Ale np. zapewne zestawienie Kabaretu Starszych Panów (znam go tylko z YT) z dzisiejszymi śmiechulcami.

                A ten nowy „Przekrój” — mam, na razie przeczytałem 1/2. Imponująco wydany — rzadko mi się zdarza pomyśleć warte papieru, na którym zostało wydrukowane — ale też nie o to chodzi.

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 14:03

                Wiem przecież. Tym bardziej, że (do tematu) Przekrój zniknął z rynku i dopiero co wrócił w bezpiecznej formie, choć ze swoim sukcesem, bo robią drugi dodruk (w liczbach ponad 130 tys.).
                A starszych panów poznałem niedawno. Na DVD wszystkie dostępne programy. ;-)
                Tak, dzisiejsze śmiechulce. No cóż, z dzisiejszych i nieco znanych, to tylko Hrabi, bo do 2/5 składu Potem, który, moim zdaniem, był ostatnim dobrym polskim kabaretem. Potemów oglądałem jako berbeć, Monty Python też wtedy oglądałem, podobnie jak inne brytyjskie seriale komediowe. Nie dziwię się sobie, że dzisiejszy humor do mnie nie trafia.

              • 26 stycznia 2017 at 16:45

                40 lat temu sprzątaczki nie bardzo miały alternatywę.

                Gdyby dzisiaj wyłączyć wszystkie kanały poza TVP Kultura, to zamiast „ty mi to zrobiłeś” oglądałyby „piknik pod wiszącą skałą”.

              • 26 stycznia 2017 at 16:51

                Czyli dochodzimy do trudnego momentu w dyskusji — plusy dodatnie opresyjnego systemu totalitarnego ;-)

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 18:46

                Zasygnalizowałem go delikatnie wcześniej ;-)

              • 26 stycznia 2017 at 16:40

                sądząc po tym linku i apelu na końcu, to nie jest tylko polska specyfika. https://www.youtube.com/watch?v=09lds08PYN0

              • 26 stycznia 2017 at 16:50

                Czyli posłowie PSL kłamią — zawłaszczając dziedzictwo ludzkości.

              • b52t
                26 stycznia 2017 at 12:11

                się wie, jeden bierny, drugi aktywny, jeden bierze co jest, drugi próbuje walczyć o przyszłość, żeby wyrwać się z pęt (wpada w inne, ale przynajmniej chce coś tworzyć).

      • Mike
        26 stycznia 2017 at 20:09

        To naprawdę aż taka różnica jest czy pies lata na łańcuchu czy na lince czy smyczy? Wszystkie tak samo ograniczają jego swobodę. Na moje to złe traktowanie nie zależy akurat od narzędzia do uwiązania.

        • 26 stycznia 2017 at 20:17

          Samo w sobie uwiązanie jest złe. Jednak nawet obecna ustawa zakazuje wiązania psów na dłużej niż 12 godzin na dobę (to i tak masakra).

          Łańcuch jest gorszy od sznura z oczywistych względów: cięższy, zimą zimny, czasem kaleczący.

        • 27 stycznia 2017 at 00:07

          Rzecz w tym że na łańcuchu nie lata. Ma swoje pi*r^2 gdzie r to jest około 3m i tyle. A na lince czy smyczy ma spacery do kilku, a u niektórych hardkorów i kilkunastu kilometrów.

          • 27 stycznia 2017 at 09:13

            Ja już miałem na myśli wiązanie psa u budy — łańcuch vs. sznur. Spacerów na łańcuchu w ogóle sobie nie wyobrażam :)

            art. 9 ust. 2 UOZ:
            Zabrania się trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godzin w ciągu doby lub powodujący u nich uszkodzenie ciała lub cierpienie oraz niezapewniający możliwości niezbędnego ruchu. Długość uwięzi nie może być krótsza niż 3 m.

          • Mike
            27 stycznia 2017 at 19:31

            Tzn. pies ginie z pola widzenia? A co z przeszkodami, o które linka zahaczy czy się zapętli?
            Znaczy się równie dobrze możemy go puścić luzem.

            • 27 stycznia 2017 at 20:14

              Nie, miałem na myśli że pies jest wyprowadzany przez przewodnika.

              • Mike
                27 stycznia 2017 at 22:41

                W takim razie brakuje mi wyobraźni na szmycz/linkę kilkukilometrową. Jak to działa?

              • 27 stycznia 2017 at 22:42

                Nie napisałem o lince kilkukilometrowej, tylko o kilkukilometrowych spacerach na smyczy/lince.

  2. Mike
    26 stycznia 2017 at 20:10

    Co komu szkodzi hodowla zwierząt futerkowych? Że niby lepsiejsze od bydła czy trzody?

    Ach, że niby tylko dla ozdoby się je zabija. To aż taka różnica czy dla ozdoby czy dla mięsa znów? Dla zwierząt z pewnością nie.

    • 26 stycznia 2017 at 20:20

      Jako świeżo upieczony wegetarianin (o prawie 13-miesięcznym stażu) ;-) przyznam, że różnica nie jest zbyt wielka. Jednak zbytkowność vs. względna konieczność przetrwania robi pewną różnicę.

      To troszkę jak z myśliwymi (pamiętam moją rozmowę sprzed lat z amboniarzem…) — jeśli to jest faktycznie taki sport dla twardzielstwa, to proponuję zmierzyć się z dzikiem fejs-tó-fejs.

      BTW parę dni temu widziałem, pierwszy raz w życiu, stadko jeleni (ca. 10 sztuk). Coś pięknego!

      • ajax
        27 stycznia 2017 at 23:26

        „proponuję zmierzyć się z dzikiem fejs-tó-fejs” i z naturalnym „uzbrojeniem” – ludzkie zęby vs dzicze szable. Wtedy to będzie sport dla prawdziwych twardzieli.
        Mam w rodzinie wielu leśników i w większości polują. Praktycznie zawsze w ramach gospodarki leśnej – odstrzał nadmiernego pogłowia, tzw selektów itp. Ale nie przypominam sobie, aby któreś z nich nazywało polowanie sportem

        • 28 stycznia 2017 at 08:34

          Mam w rodzinie wielu leśników i w większości polują. Praktycznie zawsze w ramach gospodarki leśnej – odstrzał nadmiernego pogłowia, tzw selektów itp.

          Człek zachwiał naturą, wytępił naturalnych wrogów niektórych gatunków — i poszło to tak daleko, że sam musi stać się ich największym wrogiem…

          • b52t
            28 stycznia 2017 at 09:21

            Człek to pasożyt, człek to szarańcza.

            • ajax
              29 stycznia 2017 at 12:54

              gorszy. Szarańcza jeno rośliny pożera. Człek wszystko. Szarańcza sie nie morduje. Człek tak. I nawet jak morduje sie na skalę przemysłową to nie zjada ofiar. Przynajmniej nie powszechnie

              • b52t
                31 stycznia 2017 at 07:10

                Miałem na myśli, to co pozostaje po działalności człowieka. Nawet jeśli przeobraża pustynie, stepy i nieużytki pod pola uprawne.

          • ajax
            29 stycznia 2017 at 12:52

            A jeszcze – dla mnie corrida nie ma nic wspólnego ze sportem. To jakiś „rytualny ubój” byka. Ale mogłaby być sportem jeśli:
            matador byłby z gołymi rękami a byk z gołymi rogami.
            Ten kto wygrywa ma sławę i prawo do zjedzenia przegrywającego

            • 29 stycznia 2017 at 16:03

              To nie byłoby założenie fair — byk nie jest mięsożerny.

              Matador niechaj ma nawet tę szpadę — ale staje do walki jeden-na-jednego — bez asysty pikadorów, kapeadorów, etc.

              • ajax
                30 stycznia 2017 at 23:47

                ” byk nie jest mięsożerny.” – nie chce, niech nie je.
                „Manie” prawa nie obowiązuje do korzystania z niego
                Co do reszty – czemu fory matadorom dawać?

              • 31 stycznia 2017 at 09:34

                Rzecz w tym, że do zwierząt nie docierają opowieści o stylu życia, modzie, etc. — jedzą to co jedzą, nie to, co im reklama wmawia :)

              • b52t
                31 stycznia 2017 at 09:55

                Jedzą co ich właścicielom reklama wmawia.
                Wyjątek do zwierzęta żyjące dziko, a i tu są wyjątki – misio nie pogardzi, tym co znajdzie u człowieka, szop pracz też. Inne stworzenia również. ;-)

    • b52t
      27 stycznia 2017 at 09:02

      Czyli w związku z tym, że dla zwierząt nie ma mieć różnicy, czy są hodowane dla mięsa czy dla futerka powinniśmy mieć prawo (jako super-predator) do chowania zwierzęcia w jakich bądź warunkach pod jakim bądź celem?
      Czy może jednak pomoc w powoływaniu do życia istot, które nie przydają człowiekowi nic więcej niż blichtr, to jednak, coś co dzisiaj nie powinno mieć miejsce, bo jednak człowiek wyemancypował się od całkiem niezłej ilość warunków zewnętrznych (futro, skórę, można zastąpić innymi materiałami).

      Wiem, wiem, naturalne futerko jest naturalne, a co naturalne jest bliższe naturze, milsze naturze.

      p.s. po prawdzie, w ramach utylitaryzmu rozumiem sens dzielenia skóry na zwierzętach hodowanych na mięso, choć pewnie zwierzę na skór, to nie to samo, co zwierzę na mięso.

      • 27 stycznia 2017 at 09:16

        Na porannym spacerze przyszły mi do głowy psy ratownicze (jeszcze bardziej od czapy z lisa, ale zawsze zwierzę): hodujemy i szkolimy tylko po to, żeby nadstawiały za nas głowę i wspierały w tych wszystkich rozpadlinach, lawiniskach, gruzowiskach, etc.

        I psach służbowych-służbowych, które w ogóle często mają za zadanie wziąć na siebie pierwsze ryzyko starcia z bandziorem.

        • b52t
          27 stycznia 2017 at 09:46

          Są jeszcze psy w służbach celnych.
          Gołębie w czasie wielkiej wojny.
          W armii czerwonej, jak wiadomo, były psy obłożone materiałami wybuchowi służące za żywe miny przeciwpancerne.
          Wcześniej kanarki w kopalniach.
          Wierzę, że w miarę postępu technicznego i technologicznemu, że psy ratownicy będą zastępowani przez maszyny (już są w pewnych aspektach).

      • Mike
        27 stycznia 2017 at 19:26

        Generalnie nie mam wyrobionego jednoznacznego zdania w tym temacie, tzn. czy powinno się mieć możliwość hodowli jakichkolwiek zwierząt, w jakimkolwiek celu, w jakichkolwiek warunkach, choć przychylam się do tak na pierwsze dwa. Ostatnia kwestia jest w zasadzie prosta, zwierzęta powinny być hodowane w warunkach zbliżonych do naturalnych na ile to możliwe. Z tego np. względu uważam trzymanie psa w blokach mieszkalnych za kretynizm. Choć niby takie kanapowce to nic, ale kłóci mi się to z naturą psa.

        A tak w drugą stronę to nie wiem czy mięso zwierząt futerkowych jest jadane. Jadalne raczej tak, acz może się po prostu nie opłaca przetwarzać/sprzedawać albo i przepisy zabraniają.

        • 27 stycznia 2017 at 20:05

          zwierzęta powinny być hodowane w warunkach zbliżonych do naturalnych na ile to możliwe. Z tego np. względu uważam trzymanie psa w blokach mieszkalnych za kretynizm

          Ale przecież pies jest zwierzęciem domowym — wyszedł od wilka ale dość dawno temu — gdzie ma mieszkać w warunkach naturalnych, jeśli nie pod jednym dachem z człowiekiem?

Dodaj komentarz