Czy o osobie „znanej i popularnej” można pisać wszystko — także o jej życiu prywatnym?

Stare i dobre pytanie: czy o osobach popularnych i powszechnie znanych (z telewizji, z mediów) można powiedzieć wszystko — tylko dlatego, że są znane i popularne? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak prywatność osoby publicznej — a może z racji wystawienia się na ciekawskie spojrzenia należy godzić się z daleko posuniętą ingerencją w sferę życia prywatnego? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 14 kwietnia 2016 r., sygn. akt VI ACa 1847/14).

Sprawy miały się następująco: w plotkarskim portalu internetowym napisali o popularnym i rozpoznawalnym prezenterze telewizyjnym (festiwale, promocje, bankiety, konferansjerka, rozmowy w talk-show, wcześniej słynny wywiad z Marianem Krzaklewskim), że ma specyficzny sposób na podryw: „lubi podszywać się pod młodych chłopców (często Mulatów), by umawiać się z dwudziestoletnimi dziewczynami. Swoją tożsamość zdradza im telefonicznie na kilka minut przed spotkaniem”. W dodatku wobec zaczepianych dziewczyn potrafi być niemiły i wulgarny. Publikacje były zilustrowane fotografiami mężczyzny w towarzystwie młodych dziewczyn.

Z artykułów wynikało, że prezenter to w ogóle trudna osoba: jeden z tych, co zatrzymuje auto by pouczać rowerzystów o przepisach ruchu drogowego, a że lont ma krótki, szybko przechodzi do konkretów („(…)używając przy tym słów, których raczej nie mógłby powiedzieć na antenie radia i telewizji. Aby podkreślić wagę wypowiedzi, stłukł lampkę w rowerze oponenta (…) powód wrzucił wsteczny i zniszczył rower, a jego samego [rowerzystę] poważnie poturbował. Powód używał wobec rowerzysty wulgarnych słów. Po tym wszystkim odjechał. (…) powód strącił lampkę przymocowaną do kierownicy roweru. Kiedy świadek próbował odjechać, wtedy powód wrzucił wsteczny bieg i zaczął cofnąć wprost na świadka. Gdy świadek chciał minąć samochód powoda, samochód skręcił, uderzył w rower na wysokości siodełka, skrzywił koło rowerowe. Następnie powód odjechał z miejsca zdarzenia. Świadek zadzwonił na policję, aby zgłosić zdarzenie. Kiedy oczekiwał na policję, powód pojawił się ponownie. Kiedy podszedł do świadka zachowywał się wulgarnie zapytał: „czy mam Ci teraz przypier…?”).

Pod tekstami pojawiło się szereg komentarzy, złośliwości nie szczędziły zwłaszcza internautki: w nieprzyjemnych, często wulgarnych komentarzach pisano o nim jako o osobie natarczywej w kontaktach z kobietami, wykorzystującej młody wiek i naiwność spotkanych dziewcząt.

Mężczyzna zażądał usunięcia artykułów i komentarzy, a także wniósł prywatny akt oskarżenia z art. 212 par. 2 kk przeciwko członkom zarządu wydawcy portalu (sprawa skończyła się uniewinnieniem). A następnie skierował pozew o ochronę dóbr osobistych żądając m.in. publikacji przeprosin za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji naruszających jego cześć i dobre imię, a dotyczących jego życia prywatnego oraz publikację jego zdjęć — oraz 200 tys. złotych zadośćuczynienia za naruszenie prawa do prywatności.

W pierwszym podejściu sąd nakazał opublikowanie przeprosin i zasądził 50 tys. złotych zadośćuczynienia, jednak rozpoznając sprawę ponownie (po apelacji) sąd I instancji oddalił powództwo: działania pozwanego wydawcy satyryczno-sensacyjno-plotkarskiego portalu nie były bezprawne, a ponadto nie naruszyły dóbr osobistych w postaci prawa do wizerunku, prywatności, czci i dobrego imienia. Publikacje umieszczane w takich mediach mają zupełnie inny charakter niż teksty informacyjne pojawiające się w opiniotwórczych tytułach, a ich język musi być dostosowany do czytelników. Złośliwe komentarze dotyczące światka show-biznesu prezentują osobisty punkt widzenia autorów felietonów — zaś korzystanie z formy twórczości jaką jest felieton pozwala na posługiwanie się satyrą — która mieści się w graniach wolności słowa.

Sąd wskazał także, iż dziennikarz telewizyjny — osoba powszechnie rozpoznawalna, popularna, chętnie opowiadająca o swoim życiu prywatnym — służy celowi publicznemu jakim jest urzeczywistnianie praw obywateli do informacji publicznej, jako taki jest zawodem zaufania publicznego. Stąd też powód powinien stanowić wzór do naśladowania dla innych — zatem piętnowanie ich niewłaściwych zachowań należy do podstawowych obowiązków mediów. Jako osoba publicznie znana powód musi akceptować istotne ograniczenia w zakresie jego prawa do prywatności; stąd też poczynania powoda mogą być przedmiotem zainteresowania mediów oraz ich czytelników — a także krytyki.

Ba, strona pozwana zweryfikowała informacje o powodzie u osób, z którymi powód stykał się w przeszłości (m.in. opisany jest ciekawy wątek dziewczyny, którą los dwukrotnie zetknął z powodem), potwierdzając prawdziwość opublikowanych informacji i wynikających stąd ocen. Natomiast w każdym przypadku należy pamiętać, że celem publikacji było skrytykowanie niewłaściwego zachowania powoda — osoby publicznej — w miejscach publicznych, w tym agresji wobec rowerzystów — oraz podkreślenie, że nawet celebryta podlega napiętnowaniu jeśli przekracza określone normy społeczne. Prawo do krytyki takich zjawisk — w tym przestrzegania młodych kobiet przed wdawaniem się w przelotne znajomości z przypadkowo poznanymi mężczyznami — leży w interesie społecznym.

Nietrafne były także żądania powoda w zakresie ochrony jego wizerunku, albowiem publikacja nastąpiła na warunkach określonych art. 81 pr.aut. — zaś art. 14 ust. 6 prawa prasowego zezwala prasie na publikację informacji z życia prywatnego, jeśli wiąże się to bezpośrednio z działalnością publicznej osoby.

Powód wniósł apelację od wyroku, a sąd II instancji ocenił sprawę nieco inaczej. Owszem, prawdziwe są informacje, iż powód nawiązywał przez internet znajomości z młodymi kobietami, które szybko zmierzały do kontaktów intymnych, jednak strona pozwana nie wykazała, by uprawnione były niektóre oceny dotyczące powoda (iż jest „seryjnym podrywaczem i traktuje kobiety przedmiotowo” lub że „obserwował towar”).

Jednak niezależnie od tego, iż informacje o przybieraniu fałszywej tożsamości na potrzeby internetowego podrywu były prawdziwe, żadne zachowania dziennikarza nie dawały przyczyny do podawania tak daleko idących informacji i takich ocen osoby powoda — zaś jeśli za publikacją miałby przemawiać interes społeczny w postaci przestrzegania młodych dziewcząt przed zawieraniem znajomości z byle kim, to oczywiście nie wymagało to ujawniania tożsamości powoda, który nie jest osobą niebezpieczną, by trzeba było przed nim przestrzegać inne osoby.
Powód nie prowadzi „działalności publicznej” w rozumieniu art. 14 ust. 6 prawa prasowego — powód jest wyłącznie „osobą publiczną”, czyli znaną publicznie, z racji różnych form swojej aktywności — zatem nie zaistniała żadna z przesłanek dla tak głębokiej ingerencji w jego prywatność — a przynajmniej strona pozwana nie wykazała związku pomiędzy publiczną aktywnością dziennikarza telewizyjnego a opisywanymi zdarzeniami (chociaż zachowania takie mogły nie licować z etyką dziennikarza).

Artykuły naruszyły także cześć i dobre imię powoda oraz jego godność przedstawiając go jako „starego” podrywacza, za którym „unosi się zatęchły zapach poprzedniej epoki” — zaś część informacji o agresywnym zachowaniu na drodze okazała się nieścisła (opisana scysja z rowerzystą w rzeczywistości wyglądała nieco inaczej, zatem portal nie dochował należytej staranności w rozumieniu art. 12 ust. 1 prawa prasowego).

W ocenie sądu doszło także do naruszenia wizerunku powoda — opublikowane zdjęcia nie dotyczyły działalności publicznej prowadzonej przez powoda, lecz jego życia prywatnego, a przecież art. 81 ust. 2 pkt 1 pr.aut. uprawnia do rozpowszechniania wizerunku wykonanego „w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych”.

Stąd też sąd II instancji zaskarżony wyrok zmienił nakazując wydawcy portalu opublikowanie oświadczenia o określonej treści, jednak wyłącznie w portalu. Żądaniu publikacji przeprosin w wydaniu papierowym gazety, albowiem naruszenie dóbr osobistych nastąpiło wyłącznie w internecie, zatem oświadczenie „w odpowiedniej formie” (art. 24 par. 1 kc) oznacza „w internecie”.

Spółka (…) przeprasza Pana P. G. za bezprawne rozpowszechnianie na portalu (…) informacji z jego życia prywatnego oraz przedstawiających go zdjęć. Ponadto przeprasza za publikowanie niepotwierdzonych informacji naruszających jego cześć i dobre imię na portalu (…), w tym informacji ukazujących Pana P. G. w sposób krzywdzący. Przeprosiny publikowane są w wyniku przegranego procesu sądowego.

Aby uniknąć perypetii ze sposobem publikacji przeprosin, sąd określił także jak owo oświadczenie ma wyglądać:

przy czym oświadczenie winno być opublikowane w ramce o rozmiarze nie mniejszym niż 500×500 pikseli czarn pogrubioną czcionką Times New Roman 18 wraz z wyróżnionym tytułem zapisanym pogrubioną czcionką w kolorze czerwonym, w formacie identycznym do stosowanego w sąsiadującymi z nim artykułami serwisu (…), na białym tle, w sposób niewykraczający poza zwartą strukturę pozostałej części layoutu serwisu (…), w sposób uniemożliwiający zniknięcie oświadczenia po „kliknięciu” przez czytelnika serwisu (…) w ogłoszenie lub w specjalnie w tym celu wydzielony na nich napis „zamknij” oraz uniemożliwiający wpisywanie przez użytkowników komentarzy pod tym oświadczeniem;

Powód nie otrzyma jednak zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, albowiem zdaniem sądu ochrona niemajątkowa jest w tej sprawie całkowicie wystarczająca, zwłaszcza, że kilkunastotysięczne kwoty były zasądzane we wcześniejszych postępowaniach.

Tytułem komentarza: niewątpliwie niektórzy hasło „prywatność osoby publicznej” traktują jak oksymoron — wychodząc z założenia, że żyjąc z upubliczniania swego wizerunku wchodzi się w pewne oczywiste emploi. Osobiście nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że nawet najbardziej publiczna z publicznych osób — czy to głowa państwa, czy to niekwestionowane gwiazdy mass-mediów — mają prawo do ochrony tego, co uważają za godne ochrony.

W tej jednak konkretnej sytuacji można mieć pewne wątpliwości — czy aby rzeczywiście sąd słusznie dał aż tak daleko idącą ochronę prywatności osoby, co do której zachowania faktycznie można mieć pewne wątpliwości? Czy niekwestionowany interes społeczny usprawiedliwiający publikację artykułów, w których młode osoby przestrzega się przed przypadkowymi znajomościami nie może obejmować ujawnienia tożsamości osób, które wydają się — okoliczność ta nie była w sprawie sporna — korzystać z owej naiwności?

  • b52t

    Niech RedNacz przyzna, kontra do wyroku nie wynika z ochrony młodych osób, ale o to jak został potraktowany pedalista. ;-)

  • Się wie: noga nogę myje ;-)

  • b52t

    łańcuch łańcuch smaruje.