Czy z prawdziwego następstwa zdarzenia można błędnie wnioskować co do jego przyczyny?

Dwa łyki logiki: czy wnioskowanie redukcyjne — uprawdopodobnienie następstwa w oparciu o istniejące przesłanki — może zaprowadzić na manowce — czyli czy reguła cui prodest zawsze prowadzi do prawidłowych wniosków? (wyrok Sądu Najwyższego z 30 września 2015 r. (II KK 115/15).


wnioskowanie redukcyjne

Jak pada deszcz to pies jest mokry. Znaczy się skoro pies jest mokry, to musiał padać deszcz. Wnioskowanie redukcyjne może wyprowadzić nas na takie manowce (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Mężczyzna został prawomocnie uznany winnym szeregu przestępstw, w tym trzykrotne włamanie na konto poczty elektronicznej swojego przełożonego w celu wysłania podrobionych listeli — do siebie samego (art. 268a par. 1 kk).
We wniesionej do SN kasacji obrona wskazywała, że oskarżony się nie przyznał, nie ma żadnego dowodu na fakt rzekomego włamania i wysyłki wiadomości, zatem zgodnie z zasadą in dubio pro reo powinien zostać uniewinniony.

Rozpatrując kasację Sąd Najwyższy ocenił, iż przedstawione przez sądy niższych instancji argumentacja (oparta na wnioskowaniu redukcyjnym) wyglądała następująco: rzekomo wysłane przez pracodawcę do pracownika wiadomości były korzystne dla pracownika, bo mógł je przedstawić przed sądem pracy, w toczącym się postępowaniu z jego powództwa. Niezależnie zatem od tego, że nawet biegły nie mógł ustalić kto był abonentem usługi, przy użyciu której inkryminowane listele były wysłane (udało mu się wykazać wyłącznie to, że wiadomości wysłano z trzech różnych adresów IP) — nic nie stało na przeszkodzie przesądzeniu, iż to oskarżony był sprawcą włamania i wysłania fałszywych wiadomości — bo liczy się zasada cui prodest. 

Tymczasem wnioskowanie redukcyjne może prowadzić do błędnych wyników — istnieje przecież możliwość, że z prawdziwego następstwa dojdziemy do fałszywych przesłanek zdarzenia — zatem można ją stosować wyłącznie jako uprawdopodobnienie faktów, co do których istnieje przekonanie, że nie istnieje scenariusz alternatywny. Owszem, sąd upoważniony jest do dojścia do prawdy obiektywnej nie tylko w oparciu o dowody bezpośrednie, ale i prawidłowym logicznie rozumowaniem — jednak wyłącznie wówczas, gdy prawidłowa koncepcja myślowa będzie prowadziła do wniosków eliminujących inne scenariusze.

Tymczasem w zaskarżonym wyroku przyjęto, że to na pewno oskarżony dopuścił się przestępstwa bazując na następujących przesłankach:

1) z faktu, że wysłano maile, do czego nie przyznał się posiadacz adresu mailowego nadawcy — uznano, że zrobił to ktoś inny,
2) jeżeli sporządził i wysłał je ktoś inny — musiał uprzednio uzyskać dostęp do skrzynki nadawczej (względnie aplikacji pocztowej),
3) brak autoryzacji dostępu do niej przez uprawniony podmiot implikować musiało konieczność włamania (przełamania zabezpieczeń),
4) identyfikacja sprawcy polegała już tylko i wyłącznie na sprawdzeniu, kto miałby interes w otrzymaniu/wysłaniu korespondencji określonej treści.

Zdaniem SN ocena, że włamania na skrzynkę pracodawcy i spreparowania wiadomości musiał dopuścić się oskarżony — bo jemu na rękę była ich treść — ma charakter dowolny, bo przecież w miejsce każdej z powyższych przesłanek można wstawić inną — dochodząc do przekonania o sprawstwie innej osoby. W tym przypadku wnioskowanie redukcyjne okazało się zatem zawodne, albowiem doprowadziło do uznania oskarżonego winnym, chociaż żaden inny dowód, choćby pośrednio, nie przekonuje o jego sprawstwie.

SN wskazał, że nie zajęto się także okolicznościami rzekomego przełamania zabezpieczeń skrzynki poczty elektronicznej pokrzywdzonego, a przecież istotą zarzucanego czynu jest wysłanie fałszywych listeli — po włamaniu na jego konto. Takie zdarzenie powinno pozostawić ślad w infrastrukturze teleinformatycznej, czym jednak w ogóle się nie zajęto.

Co więcej SN zauważył być może niewłaściwą kwalifikację czynu: art. 268a par. 1 kk zakazuje m.in. niszczenia, uszkadzania, zmiany lub utrudniania dostępu do danych informatycznych oraz zakłócania, uniemożliwiania przetwarzania, gromadzenia lub przekazywania danych informatycznych — tymczasem nie jest jasne które dokładnie znamię czynu zabronionego wypełnia napisanie wiadomości przez osobę nieuprawnioną (po włamaniu do konta poczty elektronicznej). Oskarżonemu nie zarzucono ani skasowania lub innej ingerencji w zgromadzoną korespondencję, ani istotnego zakłócenia przekazywania danych — stąd też zaskarżony wyrok uchylono, a sprawa wraca do prawidłowego wyjaśnienia przez sąd II instancji.

Q.E.D.

  • Adam314

    Jako informatyk nie mogę pozostawić bez komentarza i próby przełożenia z języka prawniczego na ludzki (tj informatyczny) dla szeregowych czytelników. Rozumowanie redukcyjne jest błędne ponieważ wygląda tak:

    1. Każdy Polak to złodziej
    2. Pan X jest złodziejem
    3. Zatem Pan X jest Polakiem.

    Nieco bardziej wyrafinowaną wersję tego rozumowania mamy w powyższym artykule:

    1. Oskarżony skorzystałby z włamania i wysłania maili.
    2. Ktoś się włamał i wysłał maile
    3. Zatem musiał to zrobić oskarżony.

    Oczywiście rozpatrywanie kto skorzystał jest pewną wskazówką w szukaniu winnych ale nie jest żadnym dowodem.

  • b52t

    Jest jedynie poszlaką. Logika nie jest przydana jedynie informatyką. Choć języki programowania, to nic więcej jak logika podana w innej formie.

  • b52t

    Ło szmatko. Ło szmatko bosa. „Informatyką”. Sromota. Hańba.

  • Ja to zawsze przedstawiam następująco: skoro co czwarty człowiek jest Chińczykiem, to odliczamy: raz — dwa — trzy — Chińczyk!

  • Ponoć tak jest bardziej elegancko — ą,ę…

  • Adam314

    No i tu bym polemizował. O ile języki programowania są bardzo logiczne to projektowanie obiektowe bardziej przypomina praktycznie zastosowaną filozofię. Człowiek (programista) zastanawia się nad naturą rzeczy oraz jak ją opisać. :)

  • b52t

    I się człek czegoś dowiedział. Dziękować.