Czy „pies wyskoczył z kojca” zwalnia z odpowiedzialności karnej za pogryzienie człowieka przez psa?

Jakkolwiek kwestia odpowiedzialności karnej za brak nadzoru nad psem zwykle kończy się na wykroczeniu z art. 77 kw, zawsze trzeba pamiętać, że odpowiedzialność karna za pogryzienie przez psa nie sprowadza się do konkretnego przepisu i konkretnej sytuacji (np. celowego poszczucia człowieka psem) — zaś kwalifikacja czynu przewodnika zwierzęcia będzie zależała m.in. od poniesionych przez ofiarę obrażeń, od środków, jakie właściciel psa przedsięwziął w celu uniknięcia zdarzenia.

Dziś zatem postaramy się odpowiedzieć na parę trudniejszych pytań: czy można mówić o okoliczności łagodzącej (względnie przesłance do uniewinnienia) jeśli „pies wyskoczył z kojca”? czy ma znaczenie czy pies jest w ogóle agresywny? czy kojec dla agresywnego psa musi mieć określoną prawem wysokość? czy jeśli właściciel posesji nie zapewnił bezpieczeństwa otoczeniu, można mówić o zaniechaniu skutkującym odpowiedzialnością karną? (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 27 grudnia 2016 r., sygn. akt V Ka 1138/16).


odpowiedzialność karna za pogryzienie przez psa

Obrazek czysto ilustracyjny (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Właściciel mieszańców w typie owczarka niemieckiego został oskarżony o nieumyślne nienależyte zabezpieczenie kojca, przez co psy przeskoczyły przez płot posesji i zaatakowały przechodzącą kobietę. Wskutek pogryzienia kobieta odniosła liczne obrażenia (liczne rany szarpane głowy, kończyn górnych i dolnych z ubytkami skóry, uszkodzenie tętnic promieniowych obu kończyn górnych, złamanie nasady dalszej kości promieniowej lewej, wstrząs krwotoczny, wymagający podawania krwi i osocza). Zdaniem oskarżenia czyn taki stanowił przestępstwo spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu stanowiącego chorobę realnie zagrażającą jej życiu oraz trwałego, istotnego zeszpecenia ciała (art. 156 par. 1 pkt 2 kk w zw. z art. 156 par. 2 kk). Co gorsza miesiąc wcześniej jego psy zaatakowały inną osobę, której obrażenia sprowadzały się do obrażeń ciała w postaci podbiegnięcia krwawego okolicy łokcia lewego, przedramienia lewego i lędźwiowej lewej, które spowodowały naruszenie czynności ciała pokrzywdzonej na czas nie przekraczający dni siedmiu (art. 157 par. 2 kk w zw. z art. 157 par. 3 kk).

Sąd uznał sprawcę winnym zarzucanych mu przestępstw, za co wymierzono mu karę łączną 1 rok 4 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz zasądzono 12 tys. złotych odszkodowania na rzecz pierwszej ofiary i 2,1 tys. złotych dla drugiej pokrzywdzonej.

Od wyroku apelowała pierwsza z pokrzywdzonych, zarzucając m.in. rażącą niewspółmierność sankcji w stosunku do stopnia społecznej szkodliwości czynu — jego zdaniem sąd powinien wymierzyć karę w górnej granicy zagrożenia. Ponadto domagał się 10 tys. złotych zadośćuczynienia dla pokrzywdzonej.
Natomiast obrońca oskarżonego wskazywał na szereg uchybień procesowych i z zakresu prawa materialnego, m.in. odmowę powołania biegłego z zakresu kynologii i zachowań behawioralnych zwierząt na okoliczność zachowania psów oskarżonego (agresji), a także na okoliczność zabezpieczenia posesji (wysokości ogrodzenia, kojców). Co więcej nie wykazano, iż to właśnie psy pogryzły kobiety — a skoro mogły to zrobić inne psy, to doszło do skazania na podstawie poszlaki.

Sąd II instancji uznał apelację obrony za bezzasadną. Nawet w prywatnej opinii przedstawionej przez obronę podkreślono, iż z faktu, że psy były spokojne po zdarzeniu, nie można wywodzić, iż nie mogły być agresywne chwilę wcześniej. Agresywne zachowania psów mogą być spowodowane różnymi okolicznościami — obroną terytorium, samoobroną, potrzebą obrony zdobyczy — stąd też nie było konieczności dowodzić czy psy oskarżonego bywają agresywne i z jakich przyczyn.

Nie ma też przepisów (i nie musi być, jak postulowała apelacja) mówiących o wymaganej wysokości ogrodzenia lub kojca („odnośnie budowy kojca jaki powinien być przygotowany dla zwierząt tej wielkości to oczywistym jest, że taki z którego psy nie wydostałyby się”). Oskarżony trzymał psy w kojcu o wysokości 137 cm — a skoro (pomocniczo stosowane) rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 20 stycznia 2004 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymywania poszczególnych gatunków zwierząt wykorzystywanych do celów rozrywkowych, widowiskowych, filmowych, sportowych i specjalnych (Dz.U. Dz.U. 2004 nr 16 poz. 166) mówi, że pomieszczenie dla jednego zwierzęcia powinno mieć rozmiary 2,5 m (długość) na 2,5 m (szerokość) na 2,5 m (wysokość), to jest oczywiste, że oskarżony nie zabezpieczył groźnych psów w sposób właściwy (także ze względu na 28-cm prześwit pod bramą).

Oskarżony nie może także powoływać się na możliwość przeprowadzenia zabiegów u pokrzywdzonej z NFZ, co pozwoliłoby zmniejszyć wysokość odszkodowania z 12 tys. złotych (składały się na to konsultacje psychologiczne, koszty akcesoriów związanych z leczeniem i rehabilitacją, koszty pobytu w sanatorium, koszty fizjoterapii i konsultacji plastycznych). Zdaniem sądu nawet gdyby pokrzywdzona mogła liczyć na przeprowadzenie badań z NFZ, to nie miała obowiązku czekać na kolejkę w sanatorium — a skoro zobowiązany do naprawienia szkody (art. 431 kc) ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, to trzeba mieć na uwadze, że to pogryzienie przez psy spowodowało obrażenia, które skutkowały koniecznością poniesienia wydatków — wydatki te były celowe i ekonomicznie uzasadnione, a żaden przepis nie nakłada obowiązku wyboru formy leczenia korzystniejszej dla sprawcy.

Nietrafne były także zarzuty odnoszące się do nieprawidłowo przeprowadzonych badań genetycznych psów: w sporządzonej opinii wzięto pod uwagę 6 markerów DNA, przez co prawdopodobieństwo wystąpienia takiego samego profilu genetycznego może się powtórzyć raz na 1 milion osobników. Takie prawdopodobieństwo pozwala na wykluczenie, iż to inne psy pogryzły pokrzywdzone, zwłaszcza, że na odzieży lub ciele kobiet nie odkryto śladów pochodzących od innych psów.

W sprawie przeprowadzono także dowód z okazania psów: świadek zdarzenia został zaprowadzony na posesję oskarżonego, gdzie okazano mu 4 zwierzęta (z których miał wybrać dwa); niezależnie od tego, że sposób przeprowadzenia dowodu nie wykluczał zasugerowania — okazanie powinno odbyć się poza terenem zamieszkania psów — to psy zostały także prawidłowo rozpoznane przez wezwanego na miejsce weterynarza.

Odpowiedzialności nie wyłącza także to, że oskarżonemu nie sposób przypisać niedbalstwa: odpowiedzialność cywilna z art. 431 kc oparta jest na zasadzie ryzyka, natomiast kodeks karny pozwala na ukaranie sprawcy czynu popełnionego nieumyślnie — tj. jeśli sprawca nie działał z zamiarem dopuszczenia się czynu, ale wskutek niezachowania ostrożności dopuścił do skutku, którego możliwość przewidywał lub mógł przewidzieć. Skoro zatem istnieje związek przyczynowy między zaniechaniem oskarżonego (brak zabezpieczenia psów) a pogryzieniem pokrzywdzonych, zaś przestępstwo skutkowe przez zaniechanie można popełnić o tyle, o ile sprawca nie sprostał prawnemu, szczególnemu obowiązkowi zapobiegnięcia skutkowi (art. 2 kk), to odpowiedzialność karna za pogryzienie przez psa wynika z niesprostania obowiązku zabezpieczenia psów.

W przeważającej części zasadna natomiast okazała się apelacja wniesiona przez pokrzywdzoną: skoro sąd mógł orzec od 1 do 3 lat pozbawienia wolności, to orzeczona kara (1 rok) jest niska, ale nie rażąco niska, zwłaszcza, że oskarżony nie był wcześniej karany, a czyn ma charakter nieumyślny. Oskarżony nie sprostał jednak obowiązkowi prawidłowego zabezpieczenia kojca, zaś jego naruszenie w tym zakresie było „ogromne” — skoro psy miesiąc po miesiącu potrafiły dotkliwie pogryźć dwie osoby, to oznacza, że ich właściciel nie podjął niezwłocznie niezbędnych kroków dla zapewnienia bezpieczeństwa otoczeniu — zatem okres probacji powinien być najdłuższy możliwy (3 lata), równocześnie pokrzywdzonej przyznano zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. złotych.

 Q.E.D.