Powiedział co wiedział #48: „Polska odzyskuje podmiotowość” — Jarosław Kaczyński cieszy się z wyboru Polaka i drwi z przegranej Polaka

„Nie jesteśmy pochyłą wierzbą, na którą każda koza może wskoczyć i o tym już wszyscy w Europie wiedzą. (…) Polska odzyskuje podmiotowość”Jarosław Kaczyński radośnie o wyborze Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej

Skoro mogą być fejkowe niusy, to zobaczmy czy może być fejkowy komentarz.
Jarosław Kaczyński, ten wytrawny lis polskiej polityki, potrafi przekuć każdą porażkę swego otoczenia we własne zwycięstwo. Nie udało się przeforsować rządowi PiS własnego kandydata z odzysku na godne stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej? To nic: przecież Polska odzyskuje podmiotowość — nie może być inaczej skoro w całej EU nie było lepszych kandydatów niż dwóch Polaków związanych w bratobójczym uścisku.

Polska odzyskuje podmiotowość — to słuszne hasło nie może budzić wątpliwości, nawet jeśli dostrzeżemy w nim przytyk pod adresem rządu Beaty Szydło: po co było ryzykować stawaniem okoniem wbrew woli większości, skoro nec Hercules contra plures? Czy zaprawdę zawsze musi być tak, że Polska odzyskuje podmiotowość wbrew polskiemu MSZ? (W radiu właśnie powiedzieli, że minister Waszczykowski nie zamierza podać się do dymisji — zatem Polacy, nic się nie stało, nic się nie stało?)

Jasne, Polska stałaby tu gdzie stoi, niezależnie od tego, który z polskich kandydatów zostałby wybrany — ten taktyczny wybieg można i należy oczywiście zapisać na plus genialnemu Jarosławowi Kaczyńskiemu — bo przecież psy szczekają a Polska odzyskuje podmiotowość!

Ostatni akapit nieco bardziej na poważnie (ale tylko nieco): jak można ględzić, że Polska odzyskuje podmiotowość, skoro oto właśnie polski rząd został dokładnie wycyckany? — owszem, można się zarzekać, że oto przepolski kandydat na istotne stanowisko został zdradziecko pokonany przez zjednoczony front międzynarodowych sił interwencyjnych (zaraz zrobią z tego opowieść o Stanisławie Leszczyńskim) — ale… niezależnie od tego co myśleć o Donaldzie Tusku polskim polityku i jak oceniać rolę Donalda Tuska jako szefa Rady — warto wreszcie zapamiętać, że w Polsce rządy (i przyjaciele) się zmieniają, ale Polska ma stałe interesy.

PS niniejszy tekst ma numer 1500.

  • b52t

    Polacy, nic się nie stało, nic się nie stało, dokładnie to samo mi przyszło na myśl. W pracy zmieniono Polacy na Beato i też pasuje.

    Zastraszające jest to jak bardzo PISrząd jest w stanie odizolować Polskę od polityki zagranicznej, jak bardzo zrazić w imię wstawania z kolan.

    Było wczoraj zobaczyć Dziennik Telewizyjny, co tam się działo Polska obnażyła unijne standardy demokracji
    wiadomosci.tvp.pl/8219089/polska-obnazyla-unijne-standardy-demokracji

  • Jak rozumiem to nie jest tak, że Saryusz-Wolski dostał 1 głos — właściwie nie był on w ogóle kandydatem… Wtopa po całości.

  • b52t

    Dokładnie tak było. A dzisiaj grożą, straszą, dziecinada. Polityka prowadzona przez rozwydrzonego bachora jak chce, i to teraz, i to już! .
    I jeszcze Saryuisz- Wolski, który dał się wcisnąć w historyczną prasę.

  • Mike

    mistrz intrygi jak zwykle potknął się o własne nogi

    swoją drogą to burza w szklance wody… toć Donald nie miał nic do powiedzenia przez całą swoją kadencję i nadal nie będzie miał… ani nie miałby jakikolwiek inny kandydat bez konsultacji z Berlinem

    a ludzie się znowu rajcują jakby było o czym

  • Akurat tutaj jest czym. I nie chodzi o to czy Tusk czy Wolski — chodzi o to, że wyszło na to, że nasz rząd nic nie rozumie; nawet jeśli ma rację, to nie rozumie, że nic z tego nie będzie.

  • Mike

    Ja tam uważam, że rząd wiedział, ale grał swoje do końca na pokazuchę jak to Unia nie respektuje woli państw członkowskich.
    Skądinąd nie respektuje, ale też nie o to chodzi. Jedyną wygraną (?) jest tutaj kanclerz Niemiec, która pokazała, że jak ktoś podskakuje to zostaje sam i nie ma nic do gadania..

  • Ale ta zgodność jest ciekawa…
    Czyżby podejrzenia, że PiS może zafundować wojenkę się upowszechniły?
    .
    Bo skoro prawdziwy generał tak mówi…
    “A jeśli nie zrozumieją – armia będzie się upolityczniać, przemysł nasycać „Misiewiczami”, zaś w polityce zagranicznej górę weźmie hałaśliwe kozaczenie? Czy NATO nas zostawi?
    – Myślę, że NATO nie pozwoli nam na krytyczną awanturę. Zwłaszcza Amerykanie, którzy – jak wynika z coraz liczniejszych deklaracji Trumpa – chcą się skupić na Azji, a w Europie mieć spokój. Jeśli przegniemy, z brutalną konsekwencją pokażą nam, gdzie jest nasze miejsce w szeregu.”

  • b52t

    tylko, ostatecznie, po co to jest robione? Oczywiście, że nie Polexit, bo plan Morawieckiego by runął, bo PISrząd wie, że jeszcze nie uda się zyskać poparcia społecznego, ale maszyna propagandowa działa.
    A kwestia tego, czy to Merkel pokazała, czy PISMSZ jest tak nieskuteczny, że udało im się przekonać nawet Orbana czy May do chociażby wstrzymania się od głosu, tylko zależy od poglądów.

  • Mike

    Nie wiem czy i na ile w ogóle polski rząd z kimkolwiek to konsultował/negocjował, w szczególności z teoretycznymi sojusznikami jak UK, Słowacja czy Węgry. Także mogło się tu zgrać nieudacznictwo (brak sensownej oferty?) z planami Niemiec. Ale to i nie pierwszy rząd, który działa bez planu, ładu i składu.

  • Nic nie wskazuje, żeby Merkel jak ten Metternich jakimś sprytem lub przemocą wymusiła na innych rządach poparcie dla germańskiego kandydata z Freie Stadt Danzig.

    A pokazówka pt. „patrzcie jak nas łatwo wydymać, sami chętnie się podstawimy”, to by nawet było zgodne z polską konwencją opiewania klęsk i sycenia się niepowodzeniami.

  • Mike

    Nic nie wskazuje, bo i nic nie widać co mogłoby…. co nie znaczy, że nie miało miejsca. :-)
    Jest to co widać i to czego nie widać… ale ludzie jakoś traktują to ostatnie jako „na pewno nie”. Na zasadzie: fotka albo się nie zdarzyło. ;-)

  • Mam wrażenie, że coś w tym jest:
    http://natemat.pl/203293,to-bylo-przemyslane-i-zaplanowane-byly-wiceprezes-pis-wyjasnia-nam-na-czym-polega-pis-owska-logika-w-sprawie-tuska
    .
    Od dawna uważam, że ustawienie się w roli Obrońcy Polski Przed Germańskim Naporem było by dla PiSu korzystne.

  • Myślę, że gdyby tak było, to nasz „Beck” (ale nie Jeff Beck) by się dowiedział i zrobił taki raban, że poszłoby spadkobiercom Bismarcka w pięty.

  • Czas pomścić Jaśka z Kopanicy. Jarosław Kaczyński będzie mścicielem!

    (jak to brzmi…)

  • Mike

    (jak to brzmi…) … to będzie taki nasz swojski Duck Jorris?

  • Mike

    RedNacz raczy kpić jak rozumiem….

    przecież polscy ministrowie na forach międzynarodowych mogą sobie co najwyżej (nomen omen) pogdakać

  • mall

    Czy to była gra pokazowa? Moim zdaniem nie. Dlaczego? Wystarczy zobaczyć wkurwioną minę prezesa po całym zajściu (a także jego przydu… osób towarzyszących). Jest niezdolny do kontroli swoich skrajnie negatywnych emocji (wniosek na podstawie wielu lat obserwacji) co sugeruje, że raczej wierzył w sukces swojej operacji niż grał na podpuchę.

  • Art

    Zdenerwowanie prezesa może wynikać z innych okoliczności. Ja podejrzewam, że PiS spodziewał się przegrać głosowanie w Radzie większością co najwyżej 26:2. Dlaczego to takie istotne? Bo o ile przewodniczącego rady wybrać można niejednomyślnie, o tyle ukarać Polskę za łamanie własnego prawa można tylko przy jednomyślności wszystkich pozostałych państw. Głosowanie 27:1 pokazało, że jeżeli Niemcy lub Francja zechcą przekupić Orbana to im się to uda.

  • mall

    Gdyby to o karę dla Polski chodziło to jaki był sens całego manewru z kontrkandydatem wobec Donalda Tuska? Kontrkandydat zwiększał szansę na uzyskanie jednomyślności pozostałych państw szczytu.

  • Art

    Kontrkandydat był dla polskiej publiki, ponieważ PiS wielokrotnie w przeszłości powtarzał jak mantrę, że zawsze będą popierać Polaków na stanowiska międzynarodowe, mówił tak nawet sam prezes. No wiec poparli Polaka na to stanowisko, tyle że nie Tuska, którego jeszcze na wszelki wypadek uczynili Niemcem. Był to test sojuszu z Węgrami. Jak się okazało Węgry test oblały i to rzeczywiście jest powód do zmartwień dla Kaczyńskiego dużo większy od zwycięstwa Tuska.

  • mall

    Ach. Więc hucpą z kontrkandydatem dla polskiej publiki ryzykowano przyjęciem kar dla Polski po to by sprawdzić, czy można ufać Orbanowi? Brzmi zupełnie jak finta w fincie a w tej fincie finta. Tyle, że finty były w książce science-fiction i ja nie kupuję tego wyjaśnienia. A jeżeli jest ono prawdziwe to dowodzi tylko jednego: niekompetencji prezesa.

  • b52t

    Ten, mówiąc o tym stuleciu zdaje się, że wiedzie prym. Jakoś to będzie.

  • Więc tym bardziej nie powinni udowadniać, że nikt z nimi się nie liczy…

  • Sądzę, że to dorabianie teorii do nieudanej gry — nie chodziło o wybór Wolskiego, chodziło o utrącenie kandydatury Tuska. Kaczyński prędzej przełknąłby jakiegoś Niemca niż Tuska na tej posadzie.

  • b52t

    E tam, wojenkę. Wojenkę, to mogą zafundować państwa, które się zbroją, a nie, które zapowiadają, że chcę się zbroić.
    Tutaj chodzi o tą jego – Kaczyńskiego – podmiotowość, w swojej książce („Polska naszych marzeń”), pisze o tej podmiotowości, o tym, jak to PO w 2007-2011 miało nie mieć żadnej polityki zagranicznej, żadnej wizji, miało nie mieć przygotowanych scenariuszy na możliwe wydarzenia, widać sam woli realizować własne wizje, wymyślać śmiało plany je realizować. Problem polega na tym, że te scenariusze już zaczął realizować w 2005-2007. Znamy je. Mamy ambicje na bycie ważnym państwem w Unii Europejskiej, a przez to ważnym państwem na świecie (tak to, mniej więcej, idzie we wspomnianej książce). Oczy-wiście, ani słowa o tym jak to chce zrobić (ok, będąc uczciwym coś tam ględzi o strategicznym sojuszu z US of A, budowie gazoportu i dywersyfikacji dostaw paliw, ale to i tak jest polityka jedynie wobec Rosji).

  • Gruzja, panie, Gruzja…
    .
    Kto powiedział, że celem ma być *wygrana* wojna?
    Wojna jak najbardziej może być przegrana z założenia – jeżeli jej celem jest realizowanie *amerykańskich* interesów. Bo jej celem nie byłaby korzyść Polski, tylko strata Rosji…

  • b52t

    Ach, Gruzja, no tak, cyniczna polityka wystawiania „sojusznika”, licząc na to, że inny „sojusznik” będzie walczył z naszym „wrogiem”.
    Polska jest w takim do d położeniu geograficznym, że jedyne co może robić, to rozwijać potajemnie broń masowego rażenia, żeby mieć realną siłę odstraszającą, bo coś wątpię, żeby komukolwiek chciało się tak na prawdę przekroczyć linię Odry, żeby nas bronić.

  • “komukolwiek chciało się tak na prawdę przekroczyć linię Odry, żeby nas bronić.”
    .
    Nie sądzę, by Niemcy zgodzili się na utratę swojej własności ;)

  • b52t

    Dobrze wiemy, o której stornie Odry mowa (dobrze też wiemy, że jeśli będzie okazja to Cieszyn wróci do Czech, a Stettin i Breslau do Niemiec).

  • Chodziło mi o to, że gospodarczo Polska jest częścią Niemiec.

  • b52t

    A-cha. Cichy wasal.

  • gospodarczo Polska jest częścią Niemiec.

    Byłoby całkiem miło, ale nie dostrzegam.

  • b52t

    A te fabryki? A te montownie? A te oddziały? A te centra ałtsorsingu?

  • Bo właśnie na tym polega korzyść z niezależności Polski – pracownicy są tańsi :)

  • No to jesteśmy niezależni czy jesteśmy częścią Niemiec? Czy właśnie status owej części polega na tym, że Niemcy zmuszają nas do suwerennego zapewnienia tańszej siły roboczej?

  • Jesteśmy niezależną częścią gospodarki Niemiec ;)
    Niemcy nas nie zmuszają, to my sami tak chcemy…

  • Czyli historia zatoczyła wielkie koło gdzieś tak do okolic 1830, 1848 czy 1870 roku — jeszcze nie wiemy jakie państwa wejdą w skład nowego Cesarstwa, ale już wiemy, że Polenland znów będzie w unii z Saksonią :)

  • b52t

    Z Brandenburgią.

  • Analogie historyczne raczej się nie sprawdzą, teraz dzieje się inaczej… Jeden diabeł wie, co z tego wyjdzie…

  • Och, mnie od razu się Konstytucja 3 Maja zamarzyła ;-)

  • Mike

    obawiam się, że taniość pracowników sie kończy (a może zmienia narodowość?), w mojej okolicy dziesiątkami ściąga się i zatrudnia Ukraińców, a Polacy wyjeżdżają na Zachód jak tylko mogą.

    A tu jest raczej północna część Polski.

  • Art

    Ta nieudana gra posiada znamiona celowego spaprania. Tego typu negocjacje międzyrządowe należy zaczynać na kilka miesięcy przed szczytem. Zamiast tego nasz rząd zaczął konsultować sprawę na ostatnią chwilę gdy wszystkie pozostałe rządy były już dawno dogadane odnośnie reelekcji Tuska.

    Tu chodzi oczywiście o wybory prezydenckie w 2020 roku, a konkretnie o prawo weta prezydenta po wyborach parlamentarnych w 2019. Pytanie brzmi czy Tusk będzie miał większe szanse na zwycięstwo wyborcze jeżeli zostanie w Brukseli czy jeżeli wróci do Polski? Moim zdaniem brak obowiązków przewodniczącego RE pozwoliłby Tuskowi stanąć na czele opozycji w kraju, a to znacznie ułatwiłoby mu zdobywanie poparcia wyborców.

    Podejrzewam nawet, że PiS planuje wykorzystać prokuraturę do walki z Tuskiem. Według doniesień medialnych sprzed miesiąca Jarosław Kaczyński w
    prywatnej rozmowie z Angelą Merkel wprost stwierdził, że Tuskowi mogą
    zostać postawione zarzuty. Jeżeli prokuratura zdecyduje się prowadzić sprawę przeciwko Tuskowi to utrudni mu to wykonywanie obowiązków przewodniczącego RE. W tej sytuacji rząd będzie mógł twierdzić, że przecież ostrzegał inne kraje przed Tuskiem i odradzał jego wybór. Nie jest to podawane jako oficjalny argument tylko dlatego, że oficjalnie politycy nie wpływają na pracę prokuratorów. Poniżej artykuł

    Andrzeja Stankiewicza, który potwierdza moje podejrzenia:

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polowanie-na-tuska/e2rqwn5

  • Moim zdaniem brak obowiązków przewodniczącego RE pozwoliłby Tuskowi stanąć na czele opozycji w kraju, a to znacznie ułatwiłoby mu zdobywanie poparcia wyborców.

    Wydaje mi się, że w polskim półświatku politycznym trudno byłoby prowadzić kampanię — w dodatku być „liderem opozycji” — spoza ław parlamentarnych. Nawet jako przewodniczący PO (jakim cudem?) miałby z tym problem.

    IMHO jeśli Tusk miałby chęć pomyśleć o wyborach, to szansą dla niego jest jakiś Wielki Sukces Europejski — sam nie wiem jaki :)

    Poza tym nie wiem czy chciałby kandydować — 2005 r. może go nadal boleć. Ale znów być może górę weźmie odpowiedzialność.