Ojciec zatrudnił własną (ciężarną) córkę — czy to oznacza, że umowa o pracę jest pozorna?

Pozorność zatrudnienia kobiety w ciąży — czyli pytanie czy można dać pracę dziewczynie spodziewającej się dziecka — wraca na łamy „Czasopisma” w różnych wątkach i konfiguracjach (por. „Czy umowa o pracę zawarta z kobietą w ciąży jest „pozorna”?”).

Dziś powracamy do tematu z ciekawym wątkiem: czy ojciec, który zatrudnił córkę o znikomym doświadczeniu zawodowym ale zaawansowanej ciąży — i dał jej 9 tys. złotych wynagrodzenia na początek, a spytany przez sąd nie wiedział za bardzo czym córa w pracy się zajmowała i na którą przychodziła do roboty — zawarł umowę o pracę dla pozoru, wyłącznie w celu uzyskania dla córki świadczenia? (wyrok Sądu Najwyższego z 6 grudnia 2016 r., II UK 439/15).

Młoda dziewczyna zaraz po ukończeniu technikum zarejestrowała się jako bezrobotna, ale pół roku później zatrudnił ją jej własny ojciec (na stanowisku specjalista d/s biurowych — pracownik fizyczny i za wynagrodzeniem 9 tys. złotych miesięcznie). Pracodawca nie zatrudniał wcześniej nikogo na tym stanowisku, zaś dziewczyna pracowała tylko przy zbieraniu ziemniaków i truskawek w Niemczech. Przed zatrudnieniem lekarz dopuścił ją do pracy na tym stanowisku — ale miesiąc później kobieta poszła na zwolnienie związane z ciążą.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zakwestionował umowę o pracę zawartą z kobietą — ponieważ jej celem było „jedynie uzyskanie uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych, a nie faktyczne wykonywanie pracy”. Umowa o pracę zawarta dla pozoru nie może być podstawą objęcia obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym.

Sąd I instancji podzielił stanowisko ZUS: skoro kobieta była w tak zaawansowanej ciąży, umowa na pewno nie została zawarta w celu wykonywania pracy, lecz dla uzyskania statusu pracownika i uzyskania świadczeń. Potwierdzili to sami zainteresowani: ojciec zatrudnił córkę, bo była w ciąży i planowała emigrację, on jednak chciał by została w kraju. W dodatku jego przedsiębiorstwo (skup i sprzedaż używanych samochodów, usługi holowania, etc.) przynosiło straty, zatem 9 tys. złotych pensji nie tylko uszczuplało jego oszczędności ale i nie odpowiadało rodzajowi pracy i kwalifikacjom pracownika (art. 78 par. 1 kp).
W dodatku nie było wiadomo w jakich godzinach córka przychodziła do pracy i co właściwie w tej pracy robiła — zdaniem sądu oznaczało to, że brak było podporządkowania pracowniczego, co oznacza, że na gruncie art. 22 par. 1 kp nie doszło do powstania stosunku pracy.

Odmiennie sprawę ocenił sąd II instancji: skoro pracownik podjął pracę i wykonywał wynikające z umowy czynności, nawet jeśli sytuacja taka trwała bardzo krótko, nie można uznać jej ani za pozorną (art. 83 kc), ani za obejście prawa (art. 58 par. 1 kc). A jeśli ZUS uważa, że pracownik nie wykonywał swoich obowiązków, to na nim właśnie spoczywa obowiązek udowodnienia tej okoliczności (art. 6 kc). Nie ma znaczenia sytuacja finansowa pracodawcy — przedmiotem sporu nie była wysokość podstawy wymiaru składek, a poza tym strata podatkowa nie musi oznaczać trudnej sytuacji finansowej przedsiębiorcy. Żaden przepis prawa nie zakazuje zatrudniania własnych dzieci, zarazem więzy rodzinne nie wykluczają podporządkowania pracowniczego.

Od takiego wyroku skargę kasacyjną wniósł ZUS, jednak Sąd Najwyższy uznał ją za całkowicie niezasadną, wytykając jej m.in. brak precyzji w zakreśleniu zarzutów (np. po sformułowaniu zarzutu błędnej wykładni art. 22 kp skupiono się na zakwestionowaniu subsumpcji tego przepisu — czyli kwalifikacji prawnej normy w przełożeniu na sytuację jednostkową).

Niezależnie od powyższego SN podkreślił, że w zaistniałym stanie faktycznym kwestionowanie zawartej umowy o pracę było bezpodstawne. Dla ustalenia czy doszło do zawarcia umowy o pracę nie jest kluczowym podpisanie papierów, lecz rzeczywiste realizowanie obowiązków pracowniczych pod kierownictwem pracodawcy. Podporządkowanie pracownicze jest jedną z najważniejszych cech stosunku pracy, zatem brak podporządkowania może wystarczać do uznania, że wykonywane czynności nie mają charakteru pracowniczego.
Jednak nawet w warunkach podporządkowania pracodawcy pracownik może mieć możliwość pewnej swobody co do sposobu realizacji obowiązków. Należy też pamiętać, że ewolucja pojęcia podporządkowania pozwala na przyjęcie, iż odchodzi się od ścisłego, zhierarchizowanej struktury na rzecz podporządkowania autonomicznego (pracodawca wyznacza zadania ale nie ingeruje w sposób ich wykonywania).

Nie można także budować zarzutu pozorności umowy o pracę patrząc na brak regularności godzin świadczenia pracy: kodeks pracy wprost pozwala na różne godziny rozpoczynania pracy, a nawet pozwala na pozostawienie pracownikowi decyzji o godzinie rozpoczęcia pracy (art. 140(1) kp).

SN przypomniał, iż dla przyjęcia pozorności umowy (art. 83 kc) wymaga się ustalenia, iż doszło do symulowania złożenia oświadczeń woli: strony próbują wywołać u obserwatorów fałszywe przeświadczenie, że ich zamiarem jest wywołanie skutków prawnych, jednak dodatkowe tajne porozumienie wyklucza rzeczywiste zaistnienie tego skutku. Pozorności zatrudnienia kobiety w ciąży nie można jednak wywodzić z przywołania fałszywych pobudek, wadliwe nazwanie umowy, niewłaściwe zakreślenie obowiązków.
Skoro więc córka faktycznie wykonywała pracę, a ojciec faktycznie wypłacał jej wynagrodzenie, to nie można uznać, iż strony od początku zamierzały zawrzeć pozorną umowę o pracę, a tylko w takim przypadku ZUS uprawniony do jej zakwestionowania.

Reasumując: dozwolone jest zatrudnienie kobiety w ciąży, nawet przez ojca, który chce pomóc córce — nawet taka motywacja nie czyni umowy o pracę pozorną — a nie trzeba rodzinnej firmy, żeby przełożony mógł nie wiedzieć w jakich dokładnie godzinach pracują i czym dokładnie zajmują się jego pracownicy…
…wychodzi na to, że czasem w Sądzie Najwyższym więcej wiedzą o życiu niż w ZUS-ie!

  • Tyler

    Jeśli sąd nie widzi w takiej sytuacji próby wyłudzenia świadczeń to jest sprawa conajmniej śmierdząca i jest to jedna z tych spraw która nie działa na korzyść polskich sądów które poraz kolejny stracą na wiarygodności w opinii publicznej bo niby materiał dowodowy jest niewystarczający ale chyba trudno sobie wyobrazić sobie lepszy dowód niż przyznanie się do winy ojca dziewczyny (bo w końcu trudno byłoby mówić w takiej sprawie o fałszywym samooskarżeniu). Nie żebym był jakimś obrońcą instytucji jaką jest ZUS ale trzeba pamiętać że ta instytucja przecież działa za pieniądze podatników czyli de facto każdego z nas. To chyba kolejny przykład na to że ZUS stal się instytucją nieskuteczną i archaiczną która nie potrafi zadbać o nasze pieniądze.

  • Ale sąd wyraźnie powiedział, że ZUS źle strzelił — zamiast czepiać się pozornej umowy powinien zakwestionować samą wysokość wynagrodzenia.

    Natomiast „chyba na pewno” nie ma ani zakazu zatrudniania rodziny, ani zakazu zatrudniania kobiet w zaawansowanej ciąży, ani zakazu płacenia dużo na początek, ani nakazu, że pracodawca musi zna godziny pracy pracownika ;-)

    Zatem jeśli ZUS chciał kwestionować 9 tys. złotych miesięcznie dla niedoświadczonej córeczki, to trzeba było skupić się na tym wątku.

  • gordon.shumway

    ZUS źle „strzelił”, ale strzelał w konsekwencji wyroku zapadłego w II instancji, który zrobił kurtyzanę z logiki zmieniając wyrok z I instancji (tak, wiem, zmieniły się okoliczności bo córka wróciła do pracy po porodzie – ciekawa jak długo pracowała po wyroku II instancji).
    Z drugiej strony ustawodawca ma pełną swobodę aby załatać taką możliwość wyprowadzania pieniędzy z ZUS’u np. poprzez uzależnienie wysokości świadczeń od okresu zatrudnienia (sumy zapłaconych składek).
    Pytanie, czy na pewno luka istnieje i w jaki sposób przy dobrym „strzale” określana byłaby akceptowalne wysokość wynagrodzenia. A to zapewne materiał na kilka lat rozbieżnego orzecznictwa SN i jego stopniowego ujednolicania.

  • Adam314

    Pozorność umowy i wyłudzenie świadczeń to dwie różne rzeczy.

    Zastanawia mnie taka sytuacja: Córka przedsiębiorcy zna branżę, jest wykształcona i kumata. Przedsiębiorca zatrudnia ją na wysokim i odpowiedzialnym stanowisku gdzie faktycznie pracuje – podpisuje umowy z klientami, uczestniczy w targach branżowych itp. Generalnie wszędzie jej pełno i praca wre. Za tą pracę dostaje słuszne 9 tys zł. Jednocześnie jest w ciąży i po miesiącu idzie na zwolnienie.

    Praca nie była pozorna ale mimo to do wyłudzenia mogło dojść i to chyba zupełnie legalnie.

  • Myślę, że w II instancji nie tyle był problem z logiką ile zaskutkowała reguła, że orzeka się wg stanu z dnia zamknięcia rozprawy.

    Uzależnienie świadczeń od wpłaconych składek byłoby racjonalne, ale wydaje mi się, że z przyczyn politycznych nic by z tego nie było — zawsze się mówi, że w naszym systemie nie liczy się ile się uzbierało…

  • mall

    Ale gdzie tu wyłudzenie?

  • Problem wynika właśnie z tej źle pojętej solidarności: ludzie uważają, że skoro każdemu się należy nie według składek, lecz według sprawiedliwości, to jest niesprawiedliwym szarpanie systemu na duże wypłaty przy niskich wpłatach.

    A moim prawicowym zdaniem to jest właśnie jedna z tych bolączek socjalizmu, którą musimy bohatersko znosić. No ale przecież powiązanie wysokości wypłat ze składkami… brrrr… ;-)

    (BTW: OFE było co najwyżej prawicawe, tj. w tej części w jakiej *każdy* był *zmuszony* do odprowadzania *tylko części* jego składki do prywatnego funduszu. Prawicowość zawierała się w prywatności, cała reszta — przymus, określony procent, to składniki lewicowe ;-)

  • mall

    Lewicowe podejście sugerowałoby nie wprowadzać OFE i trzymać się solidaryzmu międzypokoleniowego z poprawieniem systemu w postaci np.: identyczne minimum dla każdego plus fiskalna promocja wieloletniego oszczędzania.

    OFE to był stricte hmmm kapitalistyczny przymus (prywatne zyski, społeczne straty- te wkrótce zaczniemy płacić). A czy on prawicowy, czy zamordystyczny? Co za różnica!

    Ludzie uważają różne rzeczy i często się mylą. Stąd było moje pytanie: gdzie tu faktyczne wyłudzenie? Podany przez Adama314 przykład to dobry obowiązkowy i obrotny pracownik. Gdzie tu wyłudzenie?

  • Ale przecież wprowadzenie *cząstkowej* emerytury kapitałowej nie skasowało obowiązkowej wpłaty (i być może wypłaty) ze wspólnego gara?

  • mall

    No przecież musiał istnieć okres przejściowy dla osób objętych wcześniej działającym systemem, nieprawdaż? Niemniej jednak z czasem kolejni pracownicy byli obejmowani w całości kapitałowym systemem i zgodnie z założeniami „tyle wyjmiesz ile włożysz” („i ile ci zabierzemy bo możemy”- dopisek właścicieli OFE).

  • Proszę? W całości do OFE??! Przecież nawet „stare” OFE nie wyłączało obowiązkowego I filaru.

  • mall

    Przecież to naturalna konsekwencja zmiany systemów emerytalnych. Z czasem zniknęliby ci pobierający emerytury wg starego systemu i zostałaby wyłącznie stricte kapitałowa emerytura. Ale tu nie mamy co się spierać o OFE bo to niewiele zmienia. Arbitralnie narzucony system został arbitralnymi decyzjami rozmontowany. To nie ma nic wspólnego z lewicowością za to bardzo wiele z arbitralnością i realizacją zwykłych interesów. Ani lewicowych, ani prawicowych tylko zwykłych kapitałowych.

  • Przecież to naturalna konsekwencja zmiany systemów emerytalnych. Z czasem zniknęliby ci pobierający emerytury wg starego systemu i zostałaby wyłącznie stricte kapitałowa emerytura.

    Być może różnimy się na poziomie definicji: nawet moje składki, a także zaczynających pracę powiedzmy w 2012 r., szły w części na OFE, w części na ZUS. Niezależnie od tego jaki szacher-macher miał nastąpić w ZUS, nie uważam, by ta część składki (tzw. I filar) mogła być nazywana „kapitałową”.

    Częścią kapitałową przymusowego ubezpieczenia emerytalnego jest (obecnie wykastrowany) II filar czyli OFE.

  • mall

    Być może się nieco zapędziłem. Niemniej jednak docelowo I filar istniał wyłącznie dlatego, że niezbędne było sfinansowanie emerytur dla osób z wcześniejszego systemu, który to filar by zniknął wraz z naturalnym odejściem osób z wcześniejszego filaru.

    Niemniej jednak to OFE nie miało wiele wspólnego z lewicowością, za to cholernie dużo z arbitralnym przeniesieniem gigantycznych zysków do prywatnej kieszeni (10% opłaty za zarządzanie to coś jak 15x więcej niż opłaty za zarządzanie w bardziej inkluzywnych krajach) za .. nic/niewiele?

  • Niemniej jednak docelowo I filar istniał wyłącznie dlatego, że niezbędne było sfinansowanie emerytur dla osób z wcześniejszego systemu, który to filar by zniknął wraz z naturalnym odejściem osób z wcześniejszego filaru.

    Druga część zdania jest nieprawdziwa — po pierwsze nikt o tym nie mówił, po drugie *skoro płaciłem, to nie mogli mi zniknąć ZUS*.

    Do pierwszej części nikt Ci się oficjalnie nie przyzna — tj. w publicystyce oczywiście była mowa, że to konsekwencja konieczności reanimowania trupa.

  • mall

    Myślę, że nie ma tu sensu wchodzić dalej w jakiś spór.

  • I tym się właśnie różni lewica od prawicy ;-)

    Ja bym po prostu przeklikał dalej. Lewicowiec musi wydać dyrektywę!

    ;-)

  • b52t

    Zastanawia mnie to metkowanie? To jakoś pomaga?

  • mall

    Każdy musi, tylko niektórzy to wypierają :P

  • Mike

    Tak, dla rozróżnienia i uporządkowania semantyki. :-)

    „Niemniej jednak to OFE nie miało wiele wspólnego z lewicowością”
    miało taki jeden ważki szczegół – było przymusowe. Generalnie czym się różni prawica od lewicy? Prawica chce aby każdy wydawał swoje pieniądze na swoje potrzeby, a lewica chce ludziom „dogadzać” za ich pieniądze niezależnie od woli i potrzeb.

    Oczywiście żadne OFE nie miało na celu jakichkolwiek emerytur, tylko wyprowadzenie kasy dla banksterów z pominięciem budżetu. Takie rozliczenie za przyjęcie do NATO czy może coś innego? Cholera wie.

    A w sumie któż może przewidzieć co będzie za 30-40 lat? Co mi przypomina pewną anegdotę o dziadku, któremu w młodości składki pobierał Jego Cesarska Mość, później sanacja, a emeryturę od biedy dostawał od PRLu. ;-)