Prasa ma obowiązek wyraźne oddzielać informacje od komentarza

A skoro parę dni temu było o tym, że fejkowe opowieści Jarosława Kaczyńskiego nie naruszają dóbr osobistych Polaków — to dziś parę akapitów o tym czy zaangażowana publicystyka może polegać na polegać na formułowaniu zarzutów, które nie dają się obronić w kategoriach prawdy i fałszu — oraz czym różni się artykuł informacyjny od publicystyki (wyrok Sądu z dnia 29 listopada 2016 r., I CSK 715/15).

Adam Michnik pozwał wydawcę „Gazety Polskiej” i jej redaktora naczelnego żądając przeprosin za opublikowany w 2005 r. tekst, w którym napisano „oczywiście można powiedzieć, że redaktor Michnik w niespodziewanym napadzie uczciwości postanowił zlikwidować w Polsce korupcję, którą poprzednio usprawiedliwiał, jeżeli korzystali na niej komuniści” oraz zapłaty 30 tys. złotych na Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi.

Sąd I instancji powództwo uwzględnił, zobowiązując pozwanych do opublikowania żądanego oświadczenia: wypowiedź miała charakter informacji o faktach, zatem podlega weryfikacji według kryteriów prawda/fałsz, zatem na pozwanych ciążył obowiązek wykazania prawdziwości zarzutu popierania korupcji. Nieprawdziwy zarzut godzi w dobra osobiste, jest obraźliwy i zniesławiający, a swoboda wypowiedzi nie usprawiedliwia rozpowszechniania informacji niezgodnych z rzeczywistością i bezpodstawnie krzywdzących ocen. Posłużenie się przez autora tekstu ogólnikiem oznaczało celowe niedochowanie należytej staranności i rzetelności dziennikarskiej — nie chodziło o rzeczową krytykę lecz o postawienie zarzutu ad personam.

art. 12 ust. 1 prawa prasowego
Dziennikarz jest obowiązany:
1) zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło,
2) chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie,
3) dbać o poprawność języka i unikać używania wulgaryzmów.

Apelacja pozwanych okazała się skuteczna, albowiem sąd II instancji odmiennie ocenił charakter wypowiedzi: nie była to informacja co do faktów, lecz sąd wartościujący, co do którego nie jest możliwe przeprowadzenie dowodu prawdziwości, zaś próba nałożenia obowiązku wykazania prawdziwości oceny godziłaby w istotę swobody wypowiedzi. Wypowiedzi poczynione w toku debaty politycznej nie podlegają oceny z perspektywy podstawy faktycznej, zatem artykuł, w którym opisano scenę polityczną — niezależnie od tego czy wizja taka może budzić sprzeciw ze względu na jej uproszczenie i schematyzm (a nawet oderwanie od rzeczywistości) — może być oceniany jako prawda lub fałsz. Co więcej pozwani przytoczyli wypowiedzi powoda, które ich zdaniem uzasadniały zarzut usprawiedliwiania korupcji (np. uwłaszczania nomenklatury).

Sąd Najwyższy, badając skargę kasacyjną Adama Michnika zauważył, że każda wypowiedź dziennikarska może być albo informacją albo opinią (wyrażeniem poglądów, komentarzem do rzeczywistości). Inkryminowany cytat poinformował czytelników tym, że powód usprawiedliwiał korupcję jeśli korzystali z niej komuniści — wypowiedź umieszczono wprawdzie w tekście niewątpliwie publicystycznym, ale przecież forma publicystyczna wypowiedzi prasowej nie wyklucza podania treści informacyjnych — a jednak konstrukcja tekstu nie pozwala na przyjęcie, czy autor sformułował własną opinię czy jednak zaserwował odbiorcom istotną informację.

Materiał prasowy powinien być tak sformułowany by odbiorca w prosty sposób, mógł odróżnić gdzie kończy się informacja, a zaczyna komentarz.

Nie jest to trudne biorąc pod uwagę bogactwo języka polskiego oraz wymogi profesjonalnego dziennikarstwa; nie można zatem aprobować przedstawiania interpretacji rzeczywistości (oceny) w pod pozorem wypowiedzi opisowej (odnoszącej się do faktów) i zmuszać czytelnika do rozbioru logicznego tekstu.
W przypadku niedochowania tego obowiązku odpowiedzialność za brak precyzji ponosi autor oraz podmioty, które zdecydowały o publikacji wypowiedzi naruszającej dobra osobiste.

„Gazeta Polska” ma prawo przedstawiać własną ocenę faktów — sprowadzać politykę do walki dwóch obozów postkomunistycznych i wskazywać na powiązania służb specjalnych — natomiast wplatanie w taką wypowiedź stwierdzenia, w którym zarzuca się komuś konkretne działania podlega ocenie w kategorii prawdziwości lub fałszywości, zatem pozwani powinni wykazać prawdziwość zarzutu dla obalenia bezprawności.

Wolność prasy jest jedną z podstaw funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa, aczkolwiek swoboda ta nie jest absolutna i nieograniczona — a ograniczają ją m.in. dobre imię i prawa innych osób. Prasa ma obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk (art. 6 ust. 1 pr. prasowego) i weryfikacji uzyskanych informacji (art. 12 ust. 1 pkt 1 pr. prasowego) — zarazem niedopuszczalne jest zastępowanie prawdy obiektywnej prawdą subiektywną, wywodzącą się z wyobrażeń lub poglądów dziennikarza.

Nie sposób, zatem przyjąć jakoby społeczeństwo miało odnieść korzyść z wolności słowa rozumianej, jako aprobata dla rozpowszechniania informacji nieprawdziwych, czy interpretacji zniekształcających rzeczywistość (…) Społeczeństwo nie odnosi, bowiem, żadnej korzyści z wprowadzania go w błąd, dezinformacji i instrumentalnego traktowania. 

Nieporozumieniem jest zatem powoływanie się na wolność słowa przez podmioty rozpowszechniające fałszywe informacje pod pozorem stwierdzenia faktów — taka wypowiedź zawsze ma większą siłę przekonywania niż wypowiedź ocenna, która zawsze może być poddawana w wątpliwość.

Słowem: o faktach się nie dyskutuje, zatem sprawa wraca do II instancji.