Víno Podivín Zweigeltrebe — takie sobie wino z taaaaką historią

Po krótkim przerywniku przy polskim białym winie wytrawnym z Winnic Jaworek czas powrócić na nieco częściej uczęszczane szlaki. Dziś zatem czas na Víno Podivín Zweigeltrebe — w dużym skrócie: bezrocznikowe czerwone wytrawne wino morawskie… a że to już grali?


Víno Podivín Zweigeltrebe

Spożywanie trunków takich jak wino Podivín Zweigeltrebe to przyjemność od początku do końca: już sam zakup wiąże się z jakąś miłą wycieczką (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Víno Podivín Zweigeltrebe to przykład jeszcze jednego całkiem przyzwoitego i niedrogiego (zapłaciłem za nie circa 90 koron) wina kupionego u naszych południowych sąsiadów. Cóż, w smaku niewątpliwie nie jest aż tak charakterne jak choćby Habánské Sklepy Zweigeltrebe — może ciut za bardzo czuć je dosładzanym sokiem wiśniowym, ale przynajmniej nie atakuje nieznośnym alkoholem.
Cóż, nie przesadzę przecież jeśli powiem, że wina produkowane na Morawach może nie są wybitne, ale w tej cenie stanowią bardzo ciekawą ofertę na co dzień — nie powalają na kolana, ale i nie odrzucają ze wstrętem.

Każda butelka morawskiego wina ma jednak, przynajmniej u mnie, drugie dno. Nie wywyższając się: zawsze zaczyna się od jakiejś wycieczki w góry; ten genius loci czuć w każdym łyku — Veterný vrch to Matyšák Frankovka modráBroumovské stěny wiążą się z winem Templářské sklepy Modrý Portugal, natomiast po lipcowym wypadzie w Góry Suche najlepiej się schłodzić lampką jakiegoś białego wytrawnego… niech będzie Habánské Sklepy Veltlínské zelené.

Sęk w tym, że być może nie ma złego wina, tylko dobrej historii czasem brak?

  • b52t

    Wróciłem wczoraj ze stolicy Czechi, jak oni pięknie dbają o swoje produkty, specjalnie wlazłem do sklepu z alkoholami, żeby zobaczyć czy są w sprzedaży ichniejsze wina – są, i to w dużej ilości.

  • O proszę, ładnych parę lat w Praze już nie byłem (zastępczo w weekend była koleżanka, bardzo zmokła i zmarzła) — ale dla odmiany już od piątku będę na pograniczu :)

  • b52t

    Było ciepło, było sucho, chociaż mówili co innego.

    Wstyd napisać, ale to była moja pierwsza wizyta tam, choć przecież mamy tak bezczelnie blisko. No nic, nie żałuję, choć nie wiedzieć czemu dopiero wczoraj były dzikie tłumy na starym mieście.

    Szybkie, jednak pobieżne, spostrzeżenie: Czesi bardzo ładnie nauczyli się jak sprzedawać swoje opowieści, zrobić historie, stworzyć masę, masę gadżetów. A przy okazji jak kroić turystów. Liczą sobie 500 koron za wejście do obiektów w dzielnicy żydowskiej, 240 koron za wejście na Hradczany (a to i tak nie maksymalny pakiet, ten jest za 350 koron). Ale jednak wszystko jest bardzo dobrze utrzymane, widać, że rozwijane, z jakimś pomysłem. Szczytem za to było 240 koron (czyli ok. 40 zł) za liche muzeum Muchy.

  • A kiedyś Hradczany były za darmo (ponoć zaczęli trzepać przy wejściu), to samo dzielnica żydowska. Złotą Uliczkę za kratkami widziałem już naście lat temu, koszmar.

    Zabawne, że sporo tam jest rzeczy dorobionych, Czesi sami się kiedyś śmiali, że wartownicy, ich mundury i zmiana wart została wymyślona na początku l. 90-tych — dla turystów.

    Fajne były dzielnice robotnicze, Żiżkov, Karlin. Ale Petrinske Sady też mi się podobały :)

  • b52t

    Słyszałem, i to nie aż tak dawno temu na Hradczany. Tak, widać, że cześć jest dorobiona. Akurat nam się trafiła zmiana warty ino od strony dziedzińca pałacowego, więc było więcej słuchać niż widać. I tak, słyszałem, że to dla turystów. Ale jak napisałem, widać, że to jest rozwijane dla turystów i pod turystów. Piękne jest wykorzystanie Kafki, mały przemysł na nim powstał.

    To był wyjazd dla dumb turisten. Na zasadzie: odhaczyć „must see” a przyszłe podróże poświęcić na inne tematy.