Notki po konferencji „Przemoc wobec zwierząt” (Koło Naukowe Praw Zwierząt WPAiE UWr)

Z mniejszym opóźnieniem niż rok temu: 25 kwietnia 2017 r. mieliśmy przyjemność wziąć udział w ogólnopolskiej konferencji naukowej „Przemoc wobec zwierząt” zorganizowanej przez Koło Naukowe Praw Zwierząt WPAiE UWr (to już trzecia edycja, rok temu tematem konferencji była „Przyszłość prawnej ochrony zwierząt w Polsce”).


konferencja Przemoc wobec zwierząt

Kuata na konferencji nie była, ale pytała mnie czy aby nie ma projektu wprowadzającego ochronę praw patyków (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Nie tylko z kronikarskiego obowiązku sygnalizuję kilka ciekawych wątków, na które zwrócili uwagę prelegenci (albo ja zwróciłem uwagę w ich wystąpieniach):

  • choćbyśmy nie wiem jak się starali pojęcie znęcania się nad zwierzętami (i okrucieństwa wobec zwierząt) może być rozumiane wielorako, a punktami zapalnymi są przeciwstawne wartości: czy w przypadku zwierzęcia liczy się bezpieczeństwo czy swoboda? wyżej przedkładać należy interes zwierzęcia czy człowieka? a jeśli człowieka, to którego człowieka? czy na sposób utrzymania zwierzęcia może wpływać światopogląd przewodnika? czy mięsożercę można karmić wegańsko — czy jest to znęcanie się nad zwierzęciem? czy organizacje społeczne, które statutowo zajmują się ochroną zwierząt mogą dopuścić się, czasem wskutek „przereagowania”, znęcania się nad zwierzętami? Ba, ocena czym jest znęcanie się nad zwierzętami różni się w czasie — to co kiedyś było dozwolone, dziś jest surowo zakazane (Ewa Niemiec, WPAiE, UWr, „Okrucieństwo czyli co? O problemach oceny zjawiska”);
  • mocne i być może nieco kontrowersyjne tezy usłyszeliśmy w referacie poświęconym myśliwym: polowanie, które nie jest podyktowane potrzebą uzyskania pożywienia, jest skrajną formą okrucieństwa wobec zwierząt. Myśliwymi kieruje atawizm, brak im empatii, w polowaniu chodzi o możliwość zaspokojenia potrzeby bezkarnego zabójstwa (dr hab. prof. UP Dorota Probucka, Uniwersytet Pedagogiczny Kraków, „Myślistwo jako jedna z form skrajnej przemocy wobec zwierząt”);
  • ciekawie brzmiały tezy wystąpienia poświęconego różnicom w podejściu do zwierząt wynikającym z wyznawanej religii — zwierzęta były traktowane wyjątkowo w religiach przedchrześcijańskich, jednak rzymski katolicyzm z definicji stawia człowieka w opozycji do przyrody — przyroda jest cielesna, a przecież istotą wiary jest zbawienie duszy. Inaczej ma być wśród prawosławnych, ale… cóż, jak usłyszeliśmy w dyskusji „taka jest teoria, a praktyka jest inna” (Natalia Zacharek, Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych, UWr, „Pies to tylko pies. Filozoficzny status zwierząt według Kościoła i Cerkwi”);
  • na ciekawy paradoks — dowód niechlujstwa ustawodawcy — zwróciła uwagę dr Agnieszka Bielska-Brodziak z UŚ w Katowicach: otóż literalnie rzecz ujmując art. 6 ust. 2 pkt 18 uoz (ten o rybach) nakazuje ich duszenie („Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności: (…) transport żywych ryb lub ich przetrzymywanie w celu sprzedaży bez dostatecznej ilości wody uniemożliwiającej oddychanie”) — co ciekawe absurdalnego paradoksu nie zauważył nawet SN — co pozwoliło prelegentce na skierowanie postulatu nowelizacji przepisu (nb. projekt już jest od paru miesięcy, por. „Zaostrzenie kar dla znęcających się nad zwierzętami (projekt nowelizacji art. 35 UOZ” oraz projekt ustawy — druk nr 1509);
  • własne przemyślenia mam i ja, stąd też uwielbiam wystąpienia praktyków: definicja znęcania się nad zwierzętami jest na tyle inna niż definicja znęcania się nad człowiekiem (art. 207 kk), że… lepiej nie próbować opierać wykładni na orzecznictwie odnoszącym się do kodeksu karnego. Prelegenci zwrócili uwagę m.in. na okoliczność, iż przestępstwo znęcania się nad zwierzętami może polegać na pojedynczym czynie, podczas gdy art. 207 kk wymaga wieloczynowości — różnic jest tak dużo, że zdecydowanie art. 6 ust. 2 uoz jest korzystniejszy dla zwierząt (dr Anna Zientara, adw. Grzegorz Wrona, WPiA, Uniwersytet Warszawski, „Podobieństwa i różnice w wykładni pojęcia znęcania wobec ludzi i wobec zwierząt. Nieuzasadnione wymienne stosowanie wykładni obu przestępstw”). Na marginesie: moim zdaniem optymizm jest o tyle nieuzasadniony, że wyliczanka w art. 6 ust. 2 uoz zbiorczo nazywa znęcaniem się nad zwierzętami różne zachowania, które w przypadku człowieka niekoniecznie są znęcaniem się — ale przecież niekoniecznie nie są czynami zabronionymi;
  • bardzo ciekawy był wątek historyczny (a jakże!) — dość rzec, że lewica od zawsze jest w awangardzie postępu, zatem nie może dziwić, że pierwsze naprawdę nowoczesne ustawodawstwo odnoszące się do ochrony zwierząt pojawiło się… za Hitlera. I tak już w okolicach 1934 r. można było wylądować w obozie koncentracyjnym za dręczenie zwierząt, wprowadzono także zakaz eksperymentowania na zwierzętach. Nie ma co się jednak cieszyć: wegetarianizm Hitlera wynikał zasadniczo z jego antysemityzmu i antychrześcijaństwa (Mateusz Kępa, WPAiE, UWr, „W nowej Rzeszy nie będzie więcej dopuszczalne okrucieństwo wobec zwierząt — Aspekty prawne ochrony zwierząt w III Rzeszy”);
  • z ciekawostek: w ramach dyskusji mini-wykład (w znacznej mierze autotematyczny, „podoba mi się to, co mówię”) wygłosił prof. dr hab. Stanisław Kaźmierczyk… a ja się czułem jakbym cofnął się o ćwierć wieku (i znów znalazł się w sali 318) — i czego by tu nie mówić o tym co miał do powiedzenia, to jasne jest, że mówić trzeba umieć (a najlepiej perorować jak rzymski senator);
  • na krótkie wystąpienie czas znalazł także poseł Michał Jaros (ex-PO, po transferze do .Nowoczesnej), który przyszedł z asystentem (?) oraz własnym fotografem (który równocześnie rejestrował słowa posła na dyktafonie…) — mówił gładko, głównie o tym, że wszyscy posłowie muszą zrobić coś razem, a następnie pilnie notował uwagi o konieczności nowelizacji przepisu zakazującego dręczenia ryb… i poszedł.

Oczywiście to tylko część rzeczy, która została powiedziana — szczupłość miejsca i cierpliwość P.T. Czytelników nie pozwala na streszczenie wszystkich moich notatek, no i nie da się ukryć, że czas naglił, więc w pewnym momencie musieliśmy się oddalić celem wyprowadzenia psa na spacer…

  • b52t

    Jak dla mnie może być i część druga relacji z konferencji.
    Swoją drogą, też mnie wczoraj zastanowiła kwestia weganina, który ma, np., psa – czym karmi, a jeśli nie mięsem, to czy nie jest to za bardzo sprzeczne z jego naturalnymi potrzebami.

  • Słyszałem o przypadkach kiedy weganie próbowali przerobić zwierzaka na swoją modłę. Częściej jednak słyszę „to straszne, ale on tak musi” ;-)

  • b52t

    Lwa sałatą. Psina od biedy może skubnąć marchewkę, buraka, ryż, makaron, ale jako dodatek, a nie główne (i jedyne) danie. To trochę jak zmuszać (dzisiaj) leworęcznego do tego, żeby pisał prawą ręką, bo tak, bo większość jest praworęcznych.

  • Cóż, mięsożerca to mięsożerca, tego nie można wypierać.

  • b52t

    Ano, podobne zdanie mam w kwestii wychowywania dzieci – jasne rodzic może, ma do tego prawo (i to nawet pozytywne prawo), ale to jest trochę jak z religią, lepiej pozostawić to do wyboru, nie wrzucać, nie narzucać, dać poznać i spróbować, tłumaczyć, wyjaśniać. Później i tak zetknie się z lekcją religii i makdonaldem i kebabem.

  • ajax

    My jako gatunek także „trochę musimy” Biologia daje jednoznaczną odpowiedź jaki pokarm jest przeznaczony dla człowieka. Mieszany. I rośliny/owoce i mięso (w tym owadzie) i nabiał. Zacznijmy od początku – uzębienie – mamy tzw. uniwersalne. Nie jest przeznaczone do cięcia i szarpania mięsa (zbyt małe kły, brak ostrych krawędzi trzonowców), ale da sobie z tym radę – jakoś. Nie jest przeznaczone do kruszenia kości (i tu damy radę tylko drobne kostki jakiejś wiewiórki czy niewielkiego ptaka, ale z wołową piszczelą juz sobie nie poradzimy. Trawy czy liści nie pożujemy dość skutecznie, ale nasiona (zboża) czy bulwy (ziemniak, burak) już tak. Do tego – mamy zbyt cienkie szkliwo na trwaojada – trwa zawiera ziemię i piasek działające jak papier ścierny, ale grubsze niż u drapieżnika. Nie pogryziemy drewna jak bobry – nie mamy odpowiednich siekaczy jak gryzonie.
    Idziemy dalej – przełyk mamy dość wąski – nie przełkniemy takich kawałów mięcha jak drapieżnik, trzeba nam każdy kęs pogryźć, pożuć trochę.
    Żołądek – budowa – zbyt prosta aby skutecznie trawić du żą ilość roślinności, ale zbyt rozwinieta na samo mięcho. Podobnie wszelki enzymy trawienne. Mieszanka piorunująca. Rozkładają białka zwierzece (ale nie tak skutecznie jak jelita psa). Ale rozkładają też rośliny (choć znacznie mniej skutecznie niż krowa lub koza). A dodatkowo umiejetność rozkładania białka mlecznego u dorosłych (jedyny taki gatunek). Jelita mamy proporcjonalnie dłuższe niz drapieżnik, ale krótsze od roślinożercy. Jelito cienkie – dość długie ale proporcjonalnie krótsze niż u drapieżnika – tu dochodzi do przyswajania pokarmu zwierzecego. Jelito ślepe – u nas niewielkie choć wyraźne, u roślinożerców duuużżżooo większe – tam bakteryjnie sa rozkładany i przyswajany pokarm roślinny (u nieprzeżuwaczy) u drapieżników jest szczątkowe. Reszta jelita grubego zdecydowanie krótsze niż u typowego trawożernego. Nawet sama budowa odbytu wskazuje na to, że mamy wydalać stolec uformowany „kiełbaskowato” (jak mięsożercy) ale bardziej miękki od mięsożercy, choć zdecydowanie twardszy niż przeżuwacze (krowie placki). Najbardziej podobny do wszystkożernych.
    Nawet kwestie witamin – nie potrafimy syntetyzować wszystkich. Przy tym jak się okazuje nie potrafimy syntetyzować (ale przyswajać z pokarmu juz tak) części tych, które uzyskujemy z roslin ale także i częsci tych ktore zjadamy z mięsem
    Summa summarum – człowiek jest istotą wszystkożerną i potrzebuje zarówno trochę mięsa jak ziaren, owoców i liści. Dieta wegetariańska czy wegańska nie jest dla naszych organizmow optymalna, podobnie jak dieta mięsna, choć na każdej damy radę przeżyć.
    Tygrys na samej sałacie zdechnie, koza bedzie ją sobie chwalić. Ale koza też zdechnie gdy będziemy ja karmic tylko mięchem nie dodając choćby starej brzozowej miotły. A tygrys bedzie sie tylko oblizywał i jeszcze połknie głodną koze na deser.
    Znowu przynudzam, ale JJTM (TTTM forma zwrotna)

  • uzębienie – mamy tzw. uniwersalne. Nie jest przeznaczone do cięcia i szarpania mięsa (zbyt małe kły, brak ostrych krawędzi trzonowców), ale da sobie z tym radę – jakoś

    Ale surowe czy przygotowane? Bo zdaje się nawet Tatarzyn, który uklepywał paski mięsne pod derką, przeżuwał je godzinami.
    To samo z wydalaniem: czy człowiek jedzący surowiznę też by tak ładnie w kibelku wyglądał? ;-)

  • ajax

    Według zgodnych ustaleń zarówno naukowców („naukawców” także) jak i teologów w czasie gdy na świecie pojawił się człowiek kuchni z garnkami oraz łazienek z kibelkami jeszcze nie było. Także raczej surowe i co najwyżej opłukane w strumieniu czy innej kałuży jeśli jakaś była pod ręką (łapą?). Dlatego mięso powinno być dodatkiem mniejszościowym a nie głównym składnikiem naszego pożywienia.
    „…czy człowiek jedzący surowiznę też by tak ładnie w kibelku wyglądał?” – MSZ człowiek jedzacy gotowane i pieczone też nie jest podczas defekacji wzorcem dla Michała Anioła czy innego Dunikowskiego lub Malczewskiego. A wyglądałby pewnie podobnie do nas gdy potrzeba przypili na szlaku pod krzaczkiem ;-D Dość głupio