Czy litościwy opiekun porzuconego psa ponosi odpowiedzialność za pogryzienie?

Krótkie pytanie, krótka odpowiedź: czy odpowiedzialność za pogryzienie przez psa ponosić może tylko i wyłącznie właściciel zwierzęcia? Czy jednak litościwy opiekun, który dał kąt i schronienie porzuconemu czworonogowi, może ponosić konsekwencje szkody wyrządzonej przez psa? (wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu z 2 września 2015 r., sygn. akt I Ca 254/15).


pogryzienie pies

Odpowiedzialność za pogryzienie przez psa (art. 431 kc) ponosi także osoba, która z litości zaopiekowała się porzuconym psem. Kuata tego wszystkiego bardzo nie rozumie, ale jako pacyfistka zgadza się na wszystko (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawy miały się następująco: pies, którym od pewnego czasu — pod nieobecność pana — opiekował się inny mężczyzna pogryzł kobietę. Nieostrożny opiekun został ukarany mandatem za wykroczenie z art. 77 kw, zaś poszkodowana dodatkowo wytoczyła powództwo, żądając 10 tys. złotych zadośćuczynienia (art. 445 par. 1 kc), 210 złotych odszkodowania za zniszczoną odzież oraz 65 złotych za lekarstwa, 48 złotych zwrotu kosztów dojazdu do lekarza (art. 444 kc).
Wysokość zadośćuczynienia powódka uzasadniała m.in. trwałością następstw pogryzienia przez psa: od tamtego czasu cierpi ona na zaburzenia snu, śni się jej napaść, blizny są bardzo szpecące dla 23-letniej dziewczyny (5 blizn na ramieniu oraz kilka na biodrze). Uszczerbek na zdrowiu oceniono na 5%.

Zdaniem pozwanego nie może on ponosić odpowiedzialności za pogryzienie przez psa, albowiem nie jest jego właścicielem. Pozwany prowadzi hotel, psa przygarnął jeden z byłych lokatorów; lokator się wyprowadził i po prostu zostawił psa bez żadnych ustaleń. Przez jakiś czas psa karmiła matka ex-lokatora, ale później nawet ona przestała się nim interesować. Nie można ponosić odpowiedzialności za to, że człowiek ulitował się nad porzuconym psem.

Sąd prawomocnie zasądził na rzecz pokrzywdzonej 4 tys. złotych zadośćuczynienia oraz 65 złotych odszkodowania.

Niezależnie od tego, że zachowanie ex-lokatora było naganne, właściciel hotelu wiedział gdzie on mieszka i miał kontakt z jego matką. Mógł także poprosić o interwencję w sprawie porzuconego psa straż miejską. Skoro jednak tego nie uczynił, a sam zajął się zwierzęciem, przygarnął go, pozwolił mu u siebie mieszkać — a trwało to 4 miesiące — to można mówić o trwałej opiece. Tymczasem odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzę ponosi osoba, pod której pieczą znajduje się owo zwierzę (art. 431 par. 1 kc), nawet jeśli władztwo człowieka nad zwierzęciem nie wynika z żadnego tytułu prawnego.

Zwolnić się od winy w nadzorze można wyłącznie wykazując, że opiekun zwierzęcia sprawował ów nadzór w należycie staranny sposób. Jednak sam pozwany powiedział, że pies generalnie dość swobodnie poruszał się po okolicy, tylko czasem — jak nasilały się skargi sąsiadów — wiązał go do budy.

Zgodnie z art. 431 § 1 kc odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzęta, które nie znajdują się w stanie wolnym, obciąża osobę, która zwierzę to chowa lub się nim posługuje. Pojęcie osób, które zwierzę chowają lub się nim posługują, rozumieć należy szeroko, jako obejmujące wszelkie przypadki władztwa faktycznego nad zwierzęciem. Władztwo to może zarówno wynikać z jakiegoś tytułu prawnego, jak również przybierać taką formę władania, za którym nie stoi żadne uprawnienie. Zwierzę chowa ten, kto przez dłuższy czas, nie zaś doraźnie lub okazjonalnie, sprawuje nad nim pieczę dla własnych celów, nie tylko ekonomicznych, dostarcza mu schronienia i utrzymania. Brak jest przy tym wymogu, by chowający zwierzę był jego właścicielem lub miał do niego jakieś inne prawo.

W przypadku uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia sąd ma prawo przyznać poszkodowanemu odpowiednią kwotę dla złagodzenia doznanych cierpień. Pogryzienie przez psa było dla powódki bardzo bolesne i dotkliwe, jednak nie ograniczają one w sposób trwały jej funkcjonowania w sferze emocjonalnej i społecznej, mimo blizn kobieta układa sobie życie osobiste i zawodowe — stąd też zasądzono na jej rzecz 4 tys. złotych zadośćuczynienia. Przyznano także odszkodowanie za lekarstwa, na które kobieta miała rachunki.

Odmówiono natomiast zasądzenia odszkodowania za odzież i dojazd do lekarza — ta pierwsza została wyłącznie oszacowana, dowodem na koszty dojazdu było tylko oświadczenie o przebytym dystansie oraz potencjalnym zużyciu paliwa — zaś warunkiem naprawienia szkody jest wykazanie, że się ją poniosło.

Q.E.D.