Z psem w górach: Zawory

Dawno nie było nic z cyklu z psem w górach? Nie martwcie się, postaram się szybko nadrobić (z naddatkiem). Dziś więc na tapetę bierzemy kolejne pasmo Gór Stołowych — czyli położone w ich północnej części Zawory.


psem górach zawory

Jeśli ktoś ma wątpliwości czy Zawory są częścią Gór Stołowych — to zdjęcie powinno je skutecznie rozwiać (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Garść suchych faktów: tak jak Góry Stołowe są częścią Sudetów, tak Zawory są częścią Gór Stołowych. Swoją nazwę zawdzięczają temu, że niejako zamykają je od północy; równocześnie przebiega przez nie dział wód Bałtyku i Morza Północnego. Słowem na całe Góry Stołowe można patrzeć jak na przekładaniec — idąc palcem na mapie”od dołu”: Hejszowina, Broumovské stěnyAdršpašsko-teplické skály — i wreszcie Zawory.


psem górach zawory

Północna część Zaworów to strome i usypiste zbocza prowadzące do głęboko wciętych dolin. Na zdjęciu radość po podejściu, po którym było zejście, z którego od razu trzeba było podchodzić (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Granice polityczne nic sobie nie robią z granic geograficznych i geologicznych, zatem z powyższego zestawienia Hejszowina i Zawory położone są w Polsce — zaś pozostała (środkowa) część Gór Stołowych leży w granicach Czeskiej Republiki. Zresztą te tereny od zawsze były aktywne politycznie: na szlakach można znaleźć mnóstwo starych, starszych i nieco nowszych znaków granicznych, a w Broumowskich Ścianach znajdują się wały obronne z okresu trzeciej wojny śląskiej.


psem górach zawory

Główny szlak przez Zawory wiedzie nas wzdłuż granicy (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Obiektywnie przyznać trzeba, że Zawory nie oferują turystom aż takich atrakcji jak pozostałe partie Gór Stołowych: to praktycznie dwa szlaki (zielony górą i niebieski dołem), marsz z przełęczy Strażnicze Naroże (w pobliżu Chełmska Śląskiego) przez Zielonkę (701 m n.p.m.) i Martwiec (668 m n.p.m.) aż ku Bijakowej (553 m n.p.m.), skąd zeszliśmy do Okrzeszyna, aby wrócić niebieskim zajął nam około 6 godzin. Na początku strome, usypiste podejścia, zejścia w głęboko wcięte przełęcze, praktycznie cały czas przez las; dopiero na wysokości Uniemyśla zadrzewienie przerzedza się na tyle, że można rozejrzeć się dookoła i rzucić okiem na Góry Kamienne.


psem górach zawory

Po kilku godzinach marszu udało się nam odnaleźć taką oto miejscówkę z widokiem na Góry Kamienne (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Czy z psem warto pojawić się w takich górach jak Zawory? Pytanie o tyle retoryczne, bo przecież psa powinno zabierać się w każde góry; w Zaworach warto jednak pamiętać o tym, że na szlaku nie znajdziecie dużo wody (na zielonym jest jedno mini-jeziorko; my mieliśmy to szczęście, że tydzień temu było dość chłodno i utrzymywał się śnieg). Niewątpliwym plusem natomiast jest brak zakazów (nb. Zawory nie są objęte parkiem narodowym) oraz pustki na szlaku.


 **********************************************************************************************************


A teraz krótka przestroga: mało brakowało, a w tym miejscu urywałaby się opowieść o przemierzaniu gór z psem… Nazajutrz plany obejmowały szybkie przejście z Karłowa w większy labirynt Brumowskich Ścian. Niestety, kilkaset metrów po minięciu Pasterki Kuata została ukąszona — w sam nos! — przez żmiję.

Szczęście w nieszczęściu: psinka jest duża (35 kg), zdarzenie miało miejsce kilkaset metrów od schroniska Pasterka, a dzięki nieocenionej pomocy ekipy (zwłaszcza kierowniczki Beaty, która odwiozła nas do Karłowa) udało się błyskawicznie — jak na warunki — dotrzeć do weterynarza. Obyło się bez surowicy (nb. sposób wytwarzania surowicy końskiej mógłby być ciekawym przyczynkiem rozważań o ochronie zwierząt…); niemniej już wieczorem było znacznie lepiej, a dzień później…
… o tym co było dzień później przeczytacie jutro :-)


pies żmija

Dwie czerwone kropki na czubku nosa to ślad po ukąszeniu. Na zdjęciu: po dotarciu do schroniska Pasterka (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Słowem: góry są piękne, ale nawet najłatwiejsze z nich bywają niebezpieczne, zaś wybierając się tam trzeba brać pod uwagę i takie zagrożenia.

  • ajax

    Mam nadzieję że kuaci nos ma się już dobrze.
    Nawet niezła nazwa, gdyby to była jakaś polanka: „Polana Kuaci nos”. Przypomina parę innych nazw geograficznych na rosyjskich mapach, choc tam chodzi o przylądki

  • Najsamprzód napuchła tak, że jej pysk przypominał jakiegoś sharpeia. Nawet po zastrzyku przeciwhistaminowym miała problem z położeniem łba, tak ją bolało. Na szczęście już po ok. 6-7 godzinach od zdarzenia mogła wyjść na sikundę (i nawet nieco pohasać), a dzień później… byliśmy na szlaku.

    Dziś już właściwie nie ma śladu, może dwie maluśkie dziurki na nosie, jak się dobrze przyjrzeć.

  • Uff, to dobrze. Ale swoją droga niezłe szczęście mieliście.
    Pozdrowienia!
    ps. na majówce byłem w Wielkiej Fatrze – też polecam do połażenia :)

  • O kurtka, Fatra (W. i M.) oraz Niżne Tatry to plan na wakacje :) Mapy już mam!

  • Mała F. jest dość popularna, za to Wielka już mniej. Jeśli wolicie spacerować w ciszy i przy znikomej ilości turystów to Wielka jest lepsza pod tym względem.
    My byliśmy w Liptowskich Revucach, jest tam kilka fajnych szlaków i dróg – ale też dość trudnych, przy 20km mieliśmy 1000-1200 m przewyższenia w górę.
    Pozostała część WF i Niże Tatry obowiązkowo też chcemy :)

  • Jeśli popularność M.F. jest — tak na czuja — mniejsza od słowackich Tatr Zachodnich to raczej nie mam się czego obawiać. Tak zupełnie bezludne szlaki bywają fajne, ale na dłuższą metę obawiałbym się, że może źle trafiłem ;-)