Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké — suché wino, to i suchar będzie

A skoro kilka dni temu było o primaaprilisowej w duchu uchwale Sejmu RP (w intencji zwiększenia troski o trzeźwość Narodu), to sobota 1 kwietnia jest chyba niezłą okazją na krótką recenzję wina Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké.


Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké

Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké to jeszcze jeden przykład dobrej morawskiej roboty winiarskiej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na początek garść suchych (bo i wino jest suché) faktów: Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké to czerwone wytrawne wino morawskie, nierocznikowe, o klasycznej w przypadku wyrobów zza naszej południowej granicy zawartości alkoholu 12%. Kupiłem je za 120 koron w pierwszym z brzegu sieciowym spożywczaku (do którego drogę dobrze znam) w Broumovie.

Subiektywnie wino jest naprawdę bardzo smaczne: dość cierpkie i gorzkawe, ale mimo to bardzo rekreacyjne, a na pewno dalekie od tego bym rozglądał się za kawałkiem hermelína do przegryzienia. Może to siła dobrych skojarzeń, ale jakoś tak się kiedyś porobiło, że mój pierwszy kontakt z „czeskim winem” zawdzięczam właśnie jakiejś butelczynie z napisem Svatovavřinecké. Inna sprawa, że w byle czeskim sklepiku jest taka moc ich własnych wyrobów…

A skoro to Prima Aprilis, to czas chyba na dowcip; będzie suchar:

Wchodzi dwóch Niemców do winiarni w Londynie, zamawiają wino: „please wine”. Kelner grzecznie pyta „dry?” — a Niemcy na to „nein! zwei!!”

(A o tym co robiliśmy w Broumovie i okolicach — już wkrótce, najsamprzód muszę dobrze przejrzeć zdjęcia.)