Czy wysokość odszkodowania za opublikowanie fotografii można liczyć według własnego cennika autora?

Ten wątek to istny neverending: roszczenia znanej fotografki przeciwko osobom, które — nie zawsze w sposób zgodny z prawem — rozpowszechniają jej autorstwa portrety znanych Polaków. Dziś zatem szukamy odpowiedzi na następujące pytania: czy wysokość odszkodowania za opublikowanie fotografii może być liczona według własnego cennika autora? Czy jednak należy odnieść się do kwot wynagrodzenia uzyskiwanego z umów licencyjnych? A jeśli żaden z wątków nie prowadzi do sensownych wniosków — czy sąd może poprzestać na konstatacji, iż nie jest w stanie wyliczyć odszkodowania należnego twórcy? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 20 grudnia 2016 r., sygn. akt I ACa 960/16).


wysokość odszkodowania opublikowanie fotografii

Dla jasności: jako autor zdjęcia mam do niego prawa, zatem mogę puścić je na licencji CC, zaś Kuata wyraża nieodwoływalną zgodę — co tam zgodę! chęć! — na wykorzystanie jej wizerunku w dalszych publikacjach! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Autorka fotografii — portretu Czesława Miłosza — zażądała od autora tekstu (z pozostawionych okruszków wnoszę, że chodzi o blog prowadzony w serwisie radiownet.pl — m.in. mowa jest o usługodawcy, który zwolnił się z odpowiedzialności bodajże na podstawie art. 14 ust. 1 uośude) zilustrowanego zdjęciem przedstawiającym poetę kwoty 7 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia za naruszenie autorskich praw osobistych oraz 5 tys. złotych odszkodowania za naruszenie autorskich praw majątkowych.

Sąd I instancji odmówił uwzględnienia roszczeń fotografki: pozwany nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie praw autorki zdjęcia, albowiem nie wykazano, że to on umieścił przy swoim tekście sporną fotografię. Powódka tej okoliczności nie wykazała, zaś pozwany zaprzeczył, iżby posiadał umiejętności pozwalające mu na dodawanie grafik do internetowych publikacji. Odpowiedzialności pozwanego nie można także wywodzić z zaprzeczenia administratora serwisu, który w niepodpisanym listelu zaprzeczył, iżby to właściciel domeny zamieścił utwór — bo to nie dowodzi, że zrobił to autor tekstu.

Gdyby jednak powódka wykazała, że zdjęcie umieścił pozwany, to:

  • opublikowanie fotografii bez nazwiska autorki (okresie od 2010 r. do marca 2015 r.) stanowiłoby naruszenie autorskich praw osobistych, za co należałoby się 500 zł zadośćuczynienia;
  • wykorzystanie utworu naruszałoby wyłączne prawo autorki do korzystania z utworu i rozporządzania utworem — taki sposób korzystania z utworu nie mieści się w pojęciu dozwolonego użytku — zatem powódka miałaby prawo do odszkodowania w wysokości dwukrotności wynagrodzenia, które sąd wycenił na 900 złotych (bo powódka wykazała, że zawarła dwie umowy, w jednej wynagrodzenie wynosiło 0,92 złotych miesięcznie, w drugiej 17,08 złotych miesięcznie).

Apelację od wyroku wniosła fotografka, zaś sąd II instancji w znacznej mierze przyznał jej rację: nie można odmawiać mocy dowodowej wiadomości email tylko dlatego, że nie jest ona podpisana — raz, że dowód taki jest dopuszczalny na podstawie art. 309 kpc, dwa, że po nowelizacji kodeksu cywilnego dokumentem jest każdy nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią (art. 77(2)-77(3) kc). Skoro zatem z wiadomości przesłanej przez wydawcę portalu wynikało, że zdjęcie zamieścił użytkownik zarejestrowany pod imieniem i nazwiskiem powoda, to przyjąć należy, iż ta logiczna informacja jest prawdziwa.
Co więcej pośrednio faktu tego dowodzi powiązanie zdjęcia z materiałem tekstowym — taka kompozycja opublikowanego materiału wskazuje jednoznacznie kto umieścił zdjęcie Czesława Miłosza. W takim przypadku same zaprzeczenia pozwanego nie wystarczą dla przyjęcia, iż nie jego była decyzja o umieszczeniu portretu noblisty — powódka wywiązała się z ciężaru dowodowego (art. 6 kc), zatem to pozwany powinien był wykazać, że nie on zamieścił zdjęcie.

art. 322 kpc
Jeżeli w sprawie o naprawienie szkody, o dochody, zwrot bezpodstawnego wzbogacenia lub o świadczenie z umowy o dożywocie sąd uzna, że ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nader utrudnione, może w wyroku zasądzić odpowiednią sumę według swej oceny, opartej na rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy.

Stąd też zasadne są roszczenia fotografki wobec blogera: sporna fotografia jest utworem w rozumieniu art. 1 pr.aut. Skoro zdjęcie zostało opublikowane bez podpisu powódce należy się zadośćuczynienie w kwocie 1 tys. złotych — mało, bo przez przeszło 4 lata publikację wyświetliło 991 użytkowników serwisu.

Powódce należy się także odszkodowanie za naruszenie praw majątkowych, z tym, że podstawą do obliczenia jego wysokości nie może być ani cennik opublikowany na stronie internetowej fotografki (podana tam stawka 2,5 tys. jest wyłącznie zaproszeniem do składania ofert). Nie można jednak też wyliczać wynagrodzenia w sposób przedstawiony przez sąd I instancji — powódka jest uznaną artystką, jej zdjęcia mają walor artystyczny, spotykają się z zasłużonym uznaniem. I chociaż nie ma możliwości ścisłego wyliczenia wysokości należnego odszkodowania, brać należy pod uwagę przedstawiane przez fotografkę inne umowy licencyjne oraz zawierane ugody, zaś sąd ma prawo zasądzić odpowiednią kwotę według swojej oceny (art. 322 kpc).

Stąd sąd doszedł do wniosku, iż wynagrodzenie fotografki za jedno zdjęcie wynosi przeciętnie… 2,5 tys. złotych, zatem jego dwukrotność to 5 tys. złotych — zatem łącznie pozwany musi zapłacić autorce zdjęcia Czesława Miłosza 6 tys. złotych.

Q.E.D.