„Ceaușescu. Piekło na ziemi”, Thomas Kunze — tak skończył Drakula Karpat

Czy zło jest ciekawsze od dobra? Czy też po prostu ciekawiej się czyta książki (ogląda film) o złych ludziach? Wydaje mi się, że uczciwa odpowiedź byłaby nieco niepolityczna, niemniej biorąc pod uwagę moją predylekcję do biografii totalitarnych dyktatorów i ich poputczików — chyba coś w tym jest…

Jednak po lekturze książki „Ceaușescu. Piekło na ziemi” autorstwa Thomasa Kunze muszę dodać, że dyktator dyktatorowi nierówny…


Ceausescu Piekło na ziemi Kunze

„Ceaușescu. Piekło na ziemi”, Thomas Kunze — biografia „Drakuli Karpat”


Stawiając sprawę jasno: dlaczego książka o Ceaușescu jest nieco nudnawa? Ano dlatego, że przy tym pomocniku szewca z Scornicești taki dr Goebbels wydaje się być tuzem intelektualnym. Tymczasem Stalin nie lubił przybocznych, którzy mogli wyróżnić się rozumem, więc przyboczni Stalina nie lubili takich swoich przybocznych — toteż Gheorghiu-Dej bezpiecznie postawił na prymitywnego prostaka, dla którego najważniejsza było otrzymywanie drogich podarków (w nich lubowała się zwłaszcza Elena, żona Drakuli), budowa pałaców i polowania.

Książka obala kilka obrośniętych mitów: że Rumuni są potomkami Daków, że bliżej im do kultury rzymskiej niż wołosko-tureckiej (dla podkreślenia związków z Rzymem Ceaușescu zdecydował zmienić nazwę państwa z Romînia na România); że dyktator prowadził rzeczywiście anty-moskiewską, bliską liberalizmowi politykę (na sprzeciw wobec interwencji w Czechosłowacji nabrały się zachodnie rządy) — w rzeczywistości najbardziej przeciwny koncepcjom sowieckim Ceaușescu stał się… za Gorbaczowa (podobnie jak rumuńscy komuniści zaraz po odwilży 1956 r.).

Co zgubiło Nicolae Ceaușescu? Po pierwsze bieda wywołana wielkimi planami przebudowy państwa — jak każdy lewicowiec miał on wielkie ambicje zmieniania świata, akcja niszczenia wsi skończyła się krachem żywnościowym. Po drugie pierestrojka, która oznaczała zdjęcie kurateli radzieckiej — dwa miesiące po ogłoszeniu „doktryny Sinatry” było już po Ceaușescu.
Domek z kart posypał się w kilka dni, małżeństwu Ceaușesców urządzono „proces”, po którym raz-dwa trafili pod ścianę…

To wszystko jest już historią, która ponoć lubi się powtarzać — ale ja wolę sobie po prostu o niej poczytać, do czego P.T. Czytelników serdecznie zachęcam, bo czytanie o przeszłości ma przyszłość ;-)

  • Adam314

    Odniosę się do pierwszego akapitu – stworzenie dzieła, które przedstawi dobro w ciekawy sposób jest o tyle trudne, że zarówno stabilnych psychicznie artystów jak i wielkich postaci jest nieporównywalnie mniej. Statystycznie więc mają mniejsze szanse na bycie zauważonymi. Podobine jest z czytelnikami, gdzie spora część społeczeństwa woli coś, co wywoła emocje niż zainspiruje.

  • Mam nadzieję, że tamten komentarz, który właśnie wywlokłem ze spamiarki (dlaczego tam się znalazł, nie wiem), się tu pojawi…