„Strefa” w Teatrze Capitol — bo satyra musi być na ostro!

Publicystyka ma to do siebie, że jest dobra albo zła — a jest dobra lub zła nie przez to, że się z nią zgadzamy lub nie zgadzamy, lecz przez to, że… jest dobra albo zła. Spektakl „Strefa” w Teatrze Capitol ma to do siebie, że jest świetny — bo jest kawałkiem świetnie opowiedzianej historii.


Strefa Teatr Capitol recenzja

„Strefa” w Teatrze Capitol — świetnie, dynamicznie opowiedziana satyra na fabrykę Toyoty w Wałbrzyskiej SSE (fot. Filip Zawada)


Na początek garść faktów: w Teatrze Capitol otwarto nową, trzecią scenę (Scena Restauracja — bo miała być restauracja, ale jak przekonuje ekipa Capitolu „dziś, bardziej niż elegancka restauracja, potrzebna nam kolejna scena”). No i jest troszkę jak u Hitchcocka: na otwarciu nowej sceny było ostro, mocno i do przodu — i teraz musi być tylko lepiej.

„Strefa” to ostra satyra na wałbrzyską SSE, a zwłaszcza na tamtejszą fabrykę Toyoty, na stosunki społeczno-gospodarcze w tym (ponoć już nieco mniej) upadłym mieście — ponoć tak ostra, że chociaż opowieścią zainteresowała się TVP, reportaż nie poszedł na antenie, a spektakl miał iść w wałbrzyskim teatrze — ale nie poszedł, bo ubodłoby to lokalnych dobrodziejów (z WSSE rzecz jasna).
Tego wszystkiego (i więcej…) dowiadujemy się ze sceny, z ust „lidera” (naprawdę świetny Paweł Palcat, dziś towarzyszyła mu świetna ekipa z wrocławskiej PWST: Adrianna Jendroszek, Aleksandra Pałka i Michał Surówka). A wszystko to w rytmie ostrego punka (Dezerter, z taśmy).

Teraz (mój) disklajmer: autorem „Strefy” jest Adrian Hyrsz, o którym do sobotniego wieczoru nic nie wiedziałem, a teraz już wiem, że w 2015 r. kandydował do parlamentu z listy Partii Razem. Stąd rzecz cały czas idzie mocno lewicowo (m.in. o zakładaniu związków zawodowych w Toyocie) — ale kończy się mocną krytyką lewicowych pomysłów obecnej władzy („jesteśmy Armią Pięćset Plus”)… Czy „Strefa” dotknięta jest „ukąszeniem Kapuścińskiego„, czy fakty przegrywają z ich interpretacją? Tego nie wiem — i szczerze mówiąc niespecjalnie mnie to interesuje, albowiem nawet jeśli tak jest, to prawem artysty jest manipulować — a obowiązkiem odbiorcy jest filtrować i wnioskować.

Tak czy inaczej: „Strefę” we wrocławskim Teatrze Capitol naprawdę bardzo polecam (zabawne — dziś, dzień po premierze, było kilkanaście miejsc wolnych), bo bije na głowę chyba wszystko co widzieliśmy na Scenie Ciśnień… Można się nie zgadzać, można polemizować (nie wiem czy się nie zgadzam, ale wiem, że polemizuję) — ale warto zobaczyć i się zastanowić.

PS już w poniedziałek rano będzie coś ciekawego o związkach zawodowych ;-) stay tuned!