Czy sąd uzna racje rowerzysty, który „dla bezpieczeństwa” — nie wygody — nie jedzie DDR?

Ciągnąc dalej ciekawe tematy okołorowerowe dziś kilka zdań o tym czy naruszenie obowiązku jazdy drogą dla rowerów może być wyjaśnione poczuciem bezpieczeństwa — czyli czy „trzymanie się litery prawa jest ważniejsze od zagrożenia życia? (nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy z 6 lutego 2017 r., sygn. akt V W 4392/16).


naruszenie obowiązku jazdy drogą dla rowerów

Ujęcie czysto ilustracyjne (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rowerzysta (posiadacz karty rowerowej wydanej w 1967 r.) został obwiniony o to, że podczas jazdy naruszył obowiązek korzystania z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów i jechał po jezdni (art. 97 kw w zw. z art. 33 ust. 1 pord), a w dodatku uczynił to przejeżdżając na skrzyżowaniu na czerwonym świetle (art. 92 par. 1 kw w zw. z par. 95 ust. 1 pkt 3 rozporządzenia MSWiA w sprawie znaków i sygnałów drogowych). Obwiniony zdecydował się na jazdę po jezdni, bo było to dlań wygodniejsze — pedałując drogą dla rowerów musiałby okrążyć skrzyżowanie i trzy razy zatrzymać się pod sygnalizatorem, zaś na wybranej trasie sygnalizator był tylko jeden.

Zdaniem rowerzysty nie jest winien zarzucanego wykroczenia: „nieprzestrzeganie przepisów prawa ruchu drogowego nie zawsze skutkuje stworzeniem zagrożenia, zaś ich przestrzeganie nie zawsze skutkuje uniknięciem zagrożenia”. Błędy rowerzystów i pieszych bardziej zagrażają im samym, stąd wybór innej taktyki poruszania się — „kierowcy pojazdów mechanicznych bardziej unikają stworzenia zagrożenia, zaś rowerzyści i piesi bardziej unikają samego zagrożenia niż jego stworzenia. Dążenie rowerzysty, żeby na drodze przebywać jak najkrótszy czas, jest środkiem, który chroni jego życie. Przebywanie na drodze dłuższy czas stanowi dla rowerzysty bardzo wysokie zagrożenie. Nie jest bezpieczniej jechać według przepisów, które nie ochronią życia, lecz lepiej jest postąpić niezgodnie z prawem, ale żyć”.

Wybór oznaczał, że zamiast jechać długo i ryzykownie, pojechał szybko i bezpiecznie — nie łamiąc przy tym przepisów, bo przecież jechał jezdnią. Obwiniony był potrącony przez samochód kilka razy, zawsze jak jechał zgodnie z przepisami, ale nigdy nikt go nie potrącił jak jechał niezgodnie z przepisami — dlatego stosuje się do zasad ruchu drogowego jeśli są dla niego bezpieczne.

Sąd uznał rowerzystę winnego zarzucanych wykroczeń i ukarał go grzywną w wysokości 200 złotych. Rowerzysta ma obowiązek korzystać z drogi dla rowerów jeśli prowadzi w kierunku, w którym zamierza jechać (art. 33 ust. 1 pord), zatem jazda po jezdni z pominięciem DDR jest naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Podobnie należy ocenić wykroczenie polegające na niestosowaniu się do sygnalizatora S-1.

W obszernych rozważaniach sąd odniósł się do bezprawności i społecznej szkodliwości czynu:

  • rowerzysta rażąco zaniechał obowiązku zachowania szczególnej ostrożności  zjechał z drogi dla rowerów na bardzo dużym węźle komunikacyjnym, o dużym natężeniu ruchu, na którym często dochodzi do wypadków — co oznacza, że ;
  • obwiniony działał w zamiarze bezpośrednim i z niskich pobudek — obwiniony chciał po prostu szybciej przejechać przez skrzyżowanie, nie bacząc na bezpieczeństwo innych użytkowników ruchu;
  • działanie było zawinione — rowerzysta nie ma możliwości decydowania czy wybierze jezdnię czy drogę dla rowerów, chyba że DDR jest uszkodzona, remontowana, etc.;
  • przywołane przez obwinionego okoliczności nie wyłączają winy, w szczególności przedstawiona argumentacja nie stanowi kontratypu — naruszenie obowiązku jazdy drogą dla rowerów nie może być podyktowane poczuciem rzekomego bezpieczeństwa, norma art. 33 ust. 1 pord jest obowiązująca bezwzględnie.

Q.E.D.

  • Borek

    Ciekawa to logika – chcę jechać bezpiecznie, więc pojadę tam gdzie ciężkie samochody i to na czerwonym.

    Krótki czas uczestnictwa w ruchu nijak nie może być jedynym ani nawet decydującym czynnikiem decydującym o bezpieczeństwie. Porównanie trochę kosmiczne, ale wolałbym siedzieć dwie godziny na ciepłym piecu niż żeby mi w ręku eksplodował granat. ;)

  • b52t

    W tytule, w drugim słowie braku litery „d” na końcu. Alternatywnie słowo „uzna” jest zbędne.

  • Słuszna racyja, dzięki!

  • mall

    Cóż. A logika kopnie szczególnie fajnie fanów rowerów szosowych i DDR-ów zrobionych z kostki :D

  • Jeśli już to z baumy (bo przecież nie z granitu).

    DDR z kostki może być lepsza niż asfaltowa, zwłaszcza po deszczu — asfalt relatywnie długo jest mokry, człowiek się chlapie. Na baumie szybko robi się sucho (woda ścieka w te szczelinki).

  • RYBY

    Typowy przedstawiciel cyklistów ;-)
    Najważniejsza jest JEGO wygoda.
    Dlatego też:
    – jedzie po jezdni, bo DDR brukowana;
    – jedzie przez trawnik, bo nie będzie nadkładać drogi;
    – jedzie chodnikiem, bo duży ruch na jezdni;
    – przejeżdża przez przejście dla pieszych, bo przecież nie będzie schodzić z roweru;
    – przy skręcie na skrzyżowaniu przeskakuje z jezdni na chodnik lub odwrotnie, bo nie będzie czekać na czerwonym świetle;
    – …. (można dopisywać kolejne)

  • Ach widzę zazdrość — ten wiatr we włosach, ta (prawie) nieskrępowana wolność… ;)

  • RYBY

    No, nie całkiem. Chyba, że o włosy ;-)
    Jak zdarza mi się jechać czasami na rowerze, to też nie zawsze przeprowadzam przez przejście. Za to dzieci uczę, że tak należy robić. Innych przewinień z listy nie popełniam, bo skoro mnie wkurzają, to czemu sam mam wkurzać innych.

  • b52t

    Dobrze, że widzicie tą belkę w swoim oku, jako i ja widzę ją w swoim.

  • Przyznam, że chodnik (bardzo bardzo rzadko uczęszczany, jak ktoś idzie to zjeżdżam na… trawnik (a może na łąkę?) wybieram na odcinku, gdzie jezdnia jest w stanie przed-nazistowskim:

    https://goo.gl/maps/aqoRhy67Qhx

    DDR z kostki baumy lubię (acz ogólnie wolę pasy dla rowerów, uważam, że są bezpieczniejsze).

  • Borek

    Niedaleko mnie przed zimą wymalowano takie pasy – co mnie bawiło, bo czemu przed zimą? Zwłaszcza że pługi i tak ledwo zawadzały o te pasy, generalnie były zaśnieżone ;). Ale te pasy są tam przydatne, to jest długi łuk drogi zawijający pełne 180 stopni więc różnie tam jest z manewrami.

    Przyszła jednak wiosna, ba, nawet lato przyszło i pasy są w użyciu. To znaczy byłyby, gdyby rowerzyści chcieli z nich korzystać. Dzisiaj pierwszy raz widziałem takiego – starszy pan na również niemłodym klasycznym rowerze jechał sobie elegancko swoim pasem. Poza nim wszyscy rowerzyści, a jeździ ich wielu, zasuwają normalnym pasem ruchu tak jakby ten dla rowerów nie istniał.

    Co wprawia mnie w jeszcze większe zdziwienie – gdy tych pasów jeszcze nie było to rowerzyści jeździli tam gdzie teraz są pasy bez żadnego problemu. O co więc może chodzić?

  • Tomasz

    Pozostaje jedna kwestia. Czy i jak pogonić zarządców dróg za czasami debilnie zaprojektowane rozwiązania.

  • patchworked

    Na drodze woda szybko spływa do studzienki, na kostce ułożonej na odwal kałuża będzie się w różnych nieckach zbierała na długie godziny.

    No i co mnie tam kałuże, od tego mam błotniki, za to nierówności kostki doskwierają 24/7/365, niezależnie od pogody ;)

  • mall

    Jak to o co? Polska to taki kraj, gdzie przepis pokazuje jak robić nie należy. Mogliby taki KC uchwalić „wbrew” i nie wiem czy aby by to nie działało ze złośliwości :D

  • Między nieckami można — wężykiem! wężykiem! — jakoś przejechać.
    Ale to głównie mój ból — slicki (Schwalbe Kojak) bardzo ponoszą całe błoto, dlatego wolę jechać po podsuszonym.

    Błotniki… prawdziwi hardkorowcy nie używają błotników, ot co! ;-)

  • Ostatnio słyszałem (w radiu) jak policjant mówił, że zarządca też może dostać mandat.

    Ale wątpię. Chociaż nieprawidłowa (niezgodna z przepisami) organizacja ruchu na pewno nie jest niepenalizowana.

  • patchworked

    A co z obowiązkiem poruszania się przy prawej krawędzi, hę? ;) Wężykowanie jest w tym momencie wykluczone.
    Udam, że nie przeczytałem tego jawnego nakłaniania czytleników do łamania przepisów.

  • Borek

    Masz jechać „możliwie blisko prawej krawędzi”, a nie „przy prawej krawędzi”. Znaj różnicę mocium panie. ;)

  • Mike

    odpowiedzialny powinien za karę jeździć po zaprojektowanym przez siebie odcinku przez 8 godzin w kółko, ot co ;-)

    Zupełnie nawiasem mówiąc, tyczy się też to często inżynierów-projektantów/konstruktorów… niechby spróbowali złożyć swój projekt wg własnego rysunku technicznego… ha.