Pies i góry — czyli o czym pamiętać wybierając się z czworonogiem na szlak

Siedmiomilowymi krokami zbliżają się wakacje — czas, który z niejasnych przyczyn uchodzi za bardzo trudny dla zwierząt domowych, a zwłaszcza psów. Przyszło mi na myśl, że może dobrze będzie spróbować rozwiać część wątpliwości; w punktach, bo tak może będzie łatwiej — co ze sobą zabrać, o czym pamiętać i jak się przygotować do wyjazdu z psem w góry?


pies góry

Pies i góry to wyborna mieszanka: na zdjęciu nasza mała ekipa drapie się na 2000 m w Tatrach (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na początek jednak akapit wprowadzający: psów w Polsce jest ponoć 7 milionów; niech średnio na jeża przypada półtora pieska na jedno gospodarstwo rolne (1,4 mln), okazuje się, że w miastach może żyć 4,9 mln psów. Statystycznie na wakacje jeździ co drugi Polak — czyli 2,5 mln najlepszych przyjaciół może spędzać lato w domu ze swoim panem lub panią — co oznacza, że kolejne 2,5 mln psów ma szansę wyjechać na wakacje ze swoim przewodnikiem… sporo (pieski wiejskie pomijam w moich rozważaniach, aczkolwiek nie dlatego, iżbym odmawiał prawa do wypoczynku rolnikom).

I teraz wypunktowanie łopatologiczne:

  • trawestując hasło z kampanii Billa Clintona — psy-chologia, głupcze! Najtrudniej chyba się przemóc, uwierzyć, że pies na wakacjach nie jest kłodą u nogi, lecz świetnym kompanem wędrówek i wspólnie spędzanego czasu;
  • psy pływają pod żaglami, uczestniczą w kajakowych spływach, psy zasuwają za rowerami, psy zdobywają góry — to nie są jakieś niesamowite psy na dopingu, to są zwykłe psiaki, nawet takie za 35 złotych;
  • nie ma co się tłumaczyć, że „mój piesek jest mało aktywny i nie potrzebuje” — właściwie nie ma czegoś takiego jak aktywny/nieaktywny pies, bo pies się dostosuje do pańskiej aktywności;

Pies góry

Nie nazwę się przecierającym szlaki górskiej turystyki psiej, ale przez te wszystkie lata poprzedzieraliśmy się przez różne góry i doliny (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • przewodnik oszpejony, a pies z kulawą nogą? już nie te czasy: obroża monitorująca aktywność psa, jego puls i tętno oraz umożliwiająca lokalizację zwierzaka via GPS to must-have…
  • no dobra, pies by się uśmiał — jeśli chodzi o sprzęt to pies dużo nie potrzebuje, natomiast w trudniejszym terenie zawsze przydają się szelki, i to najlepiej takie, które są stworzone z myślą o psich aktywnościach; smycz nieco dłuższa niż zwykła (my najczęściej używamy 4-metrowego kawałka liny wspinaczkowej); amortyzator i pas biodrowy — niektórzy używają i chwalą (o tym pierwszym przypominam sobie na szlaku, później zapominam…);
  • furorę wydają się robić buty dla psów (na podeszwie Vibram!) — no nie wiem, nie wiem… może gdybyśmy planowali dwumiesięczny trekking, ale okazjonalne dwa tygodnie przez granity i piaskowce poprzetykane glebą chyba nie stawiają aż takich wymagań psim łapkom;
  • psie żarcie: to oczywista oczywistość, że solidny wysiłek wymaga odpowiedniego posiłku, toteż nie dość, że nasza psinka dostaje karmę wysokoenergetyczną, to jeszcze zawsze zabieram dodatkową porcję na szlak. Po kilku godzinach wędrowania zawsze dobrze jest zrobić dłuższy odpoczynek, wtedy jest micha, która daje siły na dalszą wędrówkę;

pies góry

Myślę, że psy w polskich górach czasem traktuje się jak zło konieczne. W Skalnym Mieście pies kupuje bilet, dostaje torebkę — i nikt się nie dziwi, że idzie zwiedzać (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • woda dla psa: od późniejszej jesieni do późniejszej wiosny właściwie nie ma problemu — jest chłodniej, a zwierzę zawsze sobie coś znajdzie. Jednak jeśli temperatury sięgają 20 stopni trzeba pamiętać o tym, że nasz futrzasty towarzysz drogi ma swoje potrzeby. Dlatego w plecaku zawsze mam 1,5 litra wody dla psa, w przypadku 35-kg sztuki to minimalna ilość na 5-7 godzin marszu — licząc, że coś trafi się po drodze. Stąd zawsze staram się tak zaplanować trasę, by przebiegała wzdłuż potoków i strumieni — nie dość, że pies się napije, to i może ochłodzić z zewnątrz;
  • planowanie trasy to nie tylko wybór ścieżki przy strumieniu — nawet jeśli w Tatrach Słowackich psu wolno wszędzie, to przecież nie ma co marzyć, by udało mu się przejść każdy szlak (to samo tyczy się pięknych via ferrata). Płochliwy pies będzie miał kłopot z tłumami ludzkimi, dlatego lepiej mu oszczędzić takich atrakcji. Każdy przewodnik powinien znać swoje zwierzę na tyle dobrze by mieć jasność z jakiego rodzaju traską będą problemy;
  • jeśli Wasz szlak przebiega przez park narodowy, warto sprawdzić czy pies jest tam mile widziany; w Polsce pojęcie ochrony przyrody czasem stoi na głowie (chodzi o przekonanie, że 1 pies czyni więcej spustoszenia niż 10 drwali i 10 wycieczek szkolnych…), a szkoda płacić mandat (czasem sprawdzić to za mało, bo regulaminy parków potrafią wprowadzać w błąd);

Pies góry

Staruszek Boss dawał radę zasuwać w górach do samego końca. Na zdjęciu Karkonosze, koniec sierpnia 2013 r. (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • duperele: w plecaku zawsze ląduje też paszport dla psa, bo dla mnie góry zwykle oznaczają granicę, a także książeczka zdrowia i kleszczołapka (im wyżej tym mniejsze ryzyko spotkania tego pajęczaka, ale zawsze); po przygodach ze żmiją będę pamiętał by uprzednio zanotować namiary na okolicznych weterynarzy; zawsze staram się też mieć przy sobie nóż (wnyków na własne oczy nie widziałem, ale nie chciałbym zmierzyć się z nimi gołymi palcami).

I to by chyba było na tyle jeśli chodzi o przygotowanie psa w góry — jeśli coś sobie jeszcze przypomnę, dołożę w komentarzach :-)

Tak czy inaczej zdecydowanie zachęcam: zabierajcie psiaki ze schronisk i biduli, zabierajcie je ze sobą na dłuższe i krótsze wędrówki!

  • Kathy Binks

    Zagubiły się gdzieś te niejasne „powody” z pierwszego zdania :)

    Po ostatnim pobycie w Stołowych rozważam noszenie ze sobą kagańca. Nie dlatego, że pies agresywny (bo nie jest i kagańca w życiu ze mną nie nosił), ale na postrach. Kiedy wydrapaliśmy się żółtym szlakiem z Machowa pod Błędne Skały, tłum piszczących gimnazjalistek na widok mojego psa rzucił się do głaskania. I gromy ciskał (oczami wprawdzie), że na takie rzeczy nie pozwalam i basta. Kaganiec jednak wzbudza coś na kształt respektu, się mi wydaje. Błędne ominęliśmy czerwonym szlakiem, ale niesmak pozostał ;)

  • chwali sie

  • Były tak niejasne, że aż się zagubiły ;-)

    Z głaskającymi pięknie sobie kiedyś poradził ten rudy: dzieci grzecznie spytały czy można, odpowiedziałem, że można spróbować, spróbowały — a po sekundzie były 7 metrów dalej :)

    PS Gorzej, że to może być ostatnia wizyta w Stołowych :( ciągle czekam na potwierdzenie-wyjaśnienie, ale:

    http://www.pngs.com.pl/pl/turystyka/turyst9.html

    (zarządzenie nr 11/2017)

  • Kathy Binks

    Kurcze pióro, ciekawe, co odpowiedzą :(

    Albo potrzebny będzie dodatkowy element wyposażenia – plecak do schowania psa w razie czego. Nie wiem tylko, co na to czworonożny zainteresowany ;)

  • Adam314

    Pod zdjęciami brakuje mi informacji która postać to pies, np. pierwszy z lewej (na pierwszym zdjęciu). Nie każdy jest kynologiem. :P

  • Tak naprawdę wówczas obowiązkowy będzie paszport — i myk przez granicę.

  • Kathy Binks

    Właśnie. Szkoda.

    A propos, czy pozwalasz Kuacie biegać luzem w lesie po czeskiej stronie? Ja raczej nie spuszczam mojego psa ze smyczy, nawet jeśli wolno, bo ma bardzo silny instynkt łowiecki. Już parę razy poszedł za zwierzyną, koło domu bażanty wystawia (a ja głupia nawet procy nie noszę ;)), raz dzika z krzaków wypłoszył. Gdyby się w jakieś wnyki złapał, byłaby bieda.

  • Generalnie pozwalam :) Tj. w CHKO Broumovsko tak pół-na-pół, w trudniejszych miejscach wolę puścić, bo jak pociągnę to się zwalę.

    Taka ciekawostka (niedługo chcę o tym napisać nieco sprytniejszy tekst): u nich nie ma generalnych nakazów prowadzenia psów na smyczy, nawet w obszarach objętych ochroną przyrodniczą. Są lokalne zakazy, ale co ciekawe miasta muszą (?) wyznaczyć miejsca, w których psy latają luzem.

    W Pradze psom nie wolno luzem dopiero od tego roku

    http://praha.idnes.cz/psi-vyhlaska-magistrat-psi-na-voditku-pohyb-psu-po-meste-pe2

  • Co do biegania za zwierzyną to jest różnie, tj. troszkę pogoni (ale jak szybko i konkretnie zawołam to wraca), natomiast zabawnie jest jak np. sarenka się zatrzyma.

    Ostatnio „osaczyła” kota, rychło się okazało, że „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma” ;-)

  • Kathy Binks

    W sumie nie dziwię się ;) Kot się potrafi postawić.

    Mój pies goni prawie do upadłego, po czym zawsze wraca, zziajany, ale przeszczęśliwy. Trzeba tylko stać w miejscu i wołać. A kiedy pierwszy raz zobaczył stado owiec, ledwie go utrzymałam, tak chciał zaganiać.

  • Kathy Binks

    Mój odwieczny dylemat, kurtka na wacie, bo wiadomo, że i mnie, i psu smycz przeszkadza.

    Generalnie w Stołowych po polskiej stronie nie spotkałam jeszcze turystów z psami. Po czeskiej, i owszem, i wszystkie szły luzem, a jeden york na rękach opiekunki. I teraz myślę, że może się dziwili, czemu mój na smyczy szedł, że może agresor jakiś.

  • Z tym rudym mieliśmy już swój kod, tj. on miał, a ja go znałem ;-)

    Jak słyszałem hau…………. hau…………..hau……….. to jedyna prawidłowa odpowiedź brzmiała: TUUUUUTAJ!

    Jeśli szło „hau!hau!hau!!hau!!hau!!!!!!hau!!!!!!hau!!!!!!hau!!!!!!hau!!!!!! to wiedziałem, że sarna — ale nie dzik, bo jak widział dzika, to udawał, że go nie w ogóle tutaj nie ma.

    Jeśli natomiast było hau! … hau! … hauuuuu!…. to było jasne, że w pogoni spotkał jakiegoś faceta, który mu się przyglądał ;-)

    .
    .
    .
    Młoda nie robi takich numerów. Tamten kot nawet nie próbował się odgryźć, po prostu jednak chciał uciec, a najbliżej było mu w jej stronę — zwiała z piskiem i podkulonym ogonem.

  • Myślę, że to będzie jak z rowerami albo bieganiem w polskich górach powiedzmy 12 lat temu — Czesi, Czesi, Czesi… Minęło troszkę czasu, pojawili się i nasi.

    2 tygodnie temu w Broumovskich 3/4 ekip (na palcach jednej ręki policzyć można…) to byli Polacy, ale z 2 psami — Czesi.

    http://czasopismo.legeartis.org/2017/05/gory-stolowe-czeska-strona.html

  • Kathy Binks

    Jeśli mój ma podobny system powiadamiania, to zawsze była to sarna, no, może łania. Przed dzikiem spieprzał z tak niepsim wrzaskiem, że myślałam już, że łapa we wnykach i trzeba będzie amputować.

    Dobrze, że Twoja psica słucha. Mój, gdy złapie górny wiatr, a jest luzem, nie ma zmiłuj.

  • Cóż, coś w tym jest, że suki są wierniejsze. Z daleka mylą z wyżłem niemieckim (niektórzy mylą nawet z bliska), ale z wyżła ona właściwie nie ma nic prócz paru łatek ;-)

  • Kathy Binks

    Coś w tym jest, bo nawet po polskiej stronie Stołowych na rowerach tylko Czesi. Albo mam pecha i nie spotkałam innych ;)

    Chcę się jeszcze wybrać zimą na biegówki, rzecz jasna z psem, ale jeśli mi każą psu kaganiec nałożyć, to mam w nosie polskie Stołowe.

  • Kathy Binks

    Te łatki coś z wyżłem mają wspólnego, ale po zdjęciach wnioskuję, że owczarek australijski to chyba najbliżej :) Plus uszy nietoperza ;)

    Mój wygląda jak klasyczny Szarik w wersji medium.

  • Jak Australijski Cattle Dog — ale na sterydach. Albo jak australijski Koolie (kiedyś nawet udało mi się nabrać ludzi na wystawie — „wystawiałbym, ale rasa nieuznawana w Polsce” ;-)

  • Kathy Binks

    :D

    Mnie się nawet nie udało przekonać straży miejskiej, że mój to nie ON, tylko mieszaniec. No i mam na koncie pouczenie za puszczanie psa rasy-że-niby-niebezpiecznej luzem. Ot pech.

    Btw, chyba się tu rozsiądę na dłużej, bo widzę, że czytania sporo – o psach, górach, winie i nawet o piórach wiecznych (!).

  • … o bzdetach… ;-)

  • przeszczęśliwy, ale czy zwierzyna goniona jest też przeszczęśliwa? Ponoć pies potrafi taką sarenkę zagonić na śmierć.

  • W to zagonienie jakoś nie wierzę (tj. na pewno nieprzeciętnie zaparty albo dziki pies, może tak) — w zagryzienie i owszem, ale to spotyka głównie młodziutkie sarenki, które nie są w stanie uciekać :(

  • Kathy Binks

    Zapewne nie, dlatego pies zazwyczaj jest na smyczy, mimo że mógłby biegać luzem.

  • Aneta Szczepaniak

    Czy wybierając się w takie trasy zabezpieczacie Państwo czymś psa p-ko kleszczom? Czy są to obrożę, tabletki czy spot-ony typu fiprex? Dziękuję za odp

  • W górach kleszczy zwykle nie ma (powiedzmy powyżej 700 m), niemniej suńka jest zawsze zabezpieczona (na ile Foresto się naprawdę sprawdza, to inna para kaloszy).