Prawo do prywatności ex-posła

Znacie historię ex-posła na Sejm RP, któremu udało się przekonać sąd, że publikacja w prasie relacji parlamentarnych, w których pada jego nazwisko narusza jego prawo do prywatności („Czy podanie danych osobowych ex-posła w relacji prasowej z parlamentu może naruszać jego prywatność?”)? Tego samego, którego zdaniem nawet urzędowy portal może być zakwalifikowany jako prasa („Czy ministerialny serwis internetowy — publikujący różne przemyślenia polityków — jest prasą?”).

Znacie? To poczytajcie — dziś kilka akapitów o tym czy prywatność byłego posła narusza publikacja w biuletynie sejmowym jego danych osobowych, a cytowane wypowiedzi parlamentarzystów odnoszące się do jego osoby mogą naruszać dobra osobiste ex-polityka? (wyrok Sądu Najwyższego z 13 kwietnia 2017 r., I CSK 289/16).

Jedna ze spraw zaczęła się poniekąd od posiedzenia Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich z 2013 r., na którym zajmowano się uchyleniem immunitetu poselskiego jednemu z parlamentarzystów (immunitet chronił pewnego posła, przeciwko któremu ów ex-poseł chciał wnieść prywatny akt oskarżenia). W biuletynie przytoczono wypowiedzi posłów, w których mówiono o ex-pośle jako o osobie będącej na bakier z prawem, składającej nieprawdziwe zeznania, niewiarygodnej, używającej wulgarnego języka i budzącej wiele kontrowersji (m.in. określono go jako „być może największego pieniacza w historii polskiego sądownictwa”) — zaś zaś jego adwersarz podał, że w rozmowie z dziennikarzem określił go „słowem rozpoczynającym się literą „s”, a kończącym się zbitką „syn””.
(Nb. autor tych słów chyba nadal jest tymczasowo aresztowany pod bardzo poważnymi zarzutami natury kryminalnej.)

Zdaniem ex-posła opublikowane protokoły naruszały jego dobra osobiste, a ponadto nie wyrażał zgody na publikację swoich danych osobowych, zatem zażądał usunięcia jego nazwiska. Jednak zdaniem Marszałka parlament był uprawniony do podania danych wnioskodawcy — a podstawę do przetwarzania danych osobowych stanowi art. 133 ust. 6 Regulaminu Sejmu RP.

Sprawa trafiła do sądu, który ocenił, że publikacja naruszyła dobra osobiste ex-posła w postaci jego prawa do prywatności, niezależnie od tego, że krytyczne wypowiedzi pochodziły z ust posłów. Powód od 15 lat nie prowadzi działalności publicznej, przeto ujawnienie danych osobowych nie może być podyktowane realizacją prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji RP w zw. z art. 23 ust. 1 pkt 2 uoodo) — albowiem prawo to podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej (art. 5 ust. 2 udip).
Przepisy regulaminu izby nie mogą stanowić podstawy do ujawnienia tożsamości osób, bo jest to akt o wewnętrznym charakterze, usytuowany w hierarchii źródeł prawa poniżej ustawy. Zarazem publikacja nazwiska powoda nie spełniała warunku konieczności — albowiem nie było niezbędne ujawnianie nazwiska osoby, która złożyła wniosek o uchylenie immunitetu. Sejm nie może także powoływać się na brak przepisów zobowiązujących go do anonimizacji danych osobowych w publikowanych materiałach — choćby dlatego, że obowiązek taki wynika właśnie z przepisów o dostępie do informacji publicznej i z ustawy o ochronie danych osobowych.
Dlatego nakazano zamianę imienia i nazwiska na inicjały, publikację przeprosin w serwisie internetowym Sejmu oraz 5 tys. złotych zadośćuczynienia.

Od wyroku apelowały obie strony, jednak sąd II instancji uwzględnił w znacznej części apelację ex-posła — podwyższając kwotę zadośćuczynienia do 15 tys. złotych (a to ze względu na fakt, że jego informacje były udostępniane przez 2 lata) oraz wydłużył czas publikacji przeprosin do 3 miesięcy.

art. 5 ust. 2 udip
Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy. Ograniczenie to nie dotyczy informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji, w tym o warunkach powierzenia i wykonywania funkcji, oraz przypadku, gdy osoba fizyczna lub przedsiębiorca rezygnują z przysługującego im prawa.

W skardze kasacyjnej Sejmu wskazano m.in., iż publiczne udostępnienie w biuletynie nazwiska ex-posła wynikało z przepisu nakładającego obowiązek protokołowania obrad, a poza tym składając wniosek o uchylenie immunitetu trzeba liczyć się z jego upublicznieniem — co wyłącza bezprawność ewentualnego naruszenia dóbr osobistych.

Sąd Najwyższy oddalił kasację: udostępnienie danych jednostki w biuletynie sejmowym jest przetwarzaniem danych osobowych w rozumieniu art. 7 ust. 2 uoodo, zaś takie przetwarzanie jest dopuszczalne jeśli jest to niezbędne dla zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa (art. 23 ust. 1 pkt 2 uoodo). Zarazem przepisy regulaminu, na które powołuje się strona pozwana, odnoszą się do aspektów udzielania informacji publicznej, zatem nie mogą być uznane jako samodzielna podstawa obowiązku w rozumieniu przepisów o ochronie danych osobowych — zwłaszcza, że zgodnie z art. 51 ust. 1 Konstytucji RP przetwarzanie danych osobowych wymaga podstawy ustawowej.

Oznacza to, że przetwarzanie danych ex-posła byłoby dopuszczalne gdyby był on osobą pełniącą funkcję publiczną, a informacja była związana z tą funkcją, albo gdyby zrezygnował z prawa do prywatności (art. 5 ust. 2 udip). Tymczasem wniesienie prywatnego aktu oskarżenia przeciwko sprawującemu mandat posłowi lub wniosku o uchylenie immunitetu parlamentarnego nie może być oceniane jako rezygnacja z przysługującego prawa do prywatności.

Nie ma też znaczenia czy ex-poseł — osoba, która w przeszłości pełniła funkcję publiczną — może być odbierana jako osoba publiczna: art. 5 ust. 2 udip wyraźnie mówi o osobach pełniących funkcje publiczne, co jest określeniem węższym, stawiającym nacisk nie na rozpoznawalność, lecz realizowanie zadań publicznych.

Nie sposób także powoływać się na przepis, w myśl którego wniosek o uchylenie immunitetu poselskiego musi zawierać oznaczenie wnioskodawcy (art. 7b ust. 4 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora) — nie można bowiem wnioskować, że skoro wnioskodawca dane takie musi podać, to Sejm ma prawo przetwarzać je w dowolny sposób, a zwłaszcza upubliczniać na szeroką skalę w internecie (naruszenie zasad celowości i adekwatności przetwarzania danych osobowych). Także w tym przypadku ma zastosowanie nakaz ograniczenia dostępu do informacji publicznej ze względu na prywatność byłego posła jako osoby fizycznej, która nie sprawuje funkcji publicznej.

Bezprawności naruszenia dóbr osobistych nie wyłącza fakt, że cytowana wypowiedź posła była objęta immunitetem poselskim materialnym — spór nie dotyczy bowiem odpowiedzialności posła za wypowiedź naruszającą dobra osobiste, lecz odpowiedzialności parlamentu za udostępnienie informacji dotyczących jednostki. (Tu SN zauważył, że immunitet nie chroni przed odpowiedzialnością — poseł może odpowiadać za naruszenie dóbr osobistych, właśnie po jego uchyleniu.)

Reasumując: na pierwszy rzut oka mam mieszane uczucia — zwłaszcza, że o ex-pośle naprawdę można mówić jako o postaci mocno kontrowersyjnej — jednak wgryzając się w temat nie sposób przyznać orzeczeniu racji. Cóż bowiem z tego, że mowa o byłym pośle, skoro wycofał się on z życia publicznego? Czy rzeczywiście prywatność byłego posła może być ograniczona ze względu na wykonywanie przezeń jego procesowych kompetencji? Czy każdy, kto wejdzie w negatywne relacje z parlamentarzystami, miałby być swobodnie traktowany wulgarnym słowem w urzędowym biuletynie parlamentu?

  • b52t

    (…)zaś zaś jego adwersarz podał, że w rozmowie z dziennikarzem (…)
    A poza tym, zgadzam się z poglądem RedNacza

  • Cóż, używanie mowy zależnej jako wytrychu nie jest niczym nadzwyczajnym ;-)

  • b52t

    tak tak. ;-)