„Nikogo bowiem nie dziwi to, że jedne psy atakują drugie, jeśli mają ku temu sposobność”

A skoro w upływającym tygodniu Sąd Najwyższy — wbrew ostrzeżeniom posłów PiS — wydał uchwałę, w której stwierdził, że rolnicze OC pokrywa także szkody wyrządzone przez psa używanego w gospodarstwie (III CZP 114/16), to dziś będzie o tym czy ukaranym za wykroczenie z art. 77 kw można być wówczas jeśli pies jest permanentnie niebezpieczny dla całego otoczenia — czy wystarczy jeden wybryk? (wyrok Sądu Rejonowego w Wałbrzychu z 22 stycznia 2015 r., sygn. akt III W 228/14).


wykroczenie art. 77 kw

„Nikogo bowiem nie dziwi to, że jedne psy atakują drugie, jeśli mają ku temu sposobność” — na zdjęciu przyczajony tygrys, ukryty smok (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa dotyczyła odpowiedzialności za niezachowanie środków ostrożności przy trzymaniu psów. Obwinione małżeństwo, właściciele dwóch dużych psów (rasa zanonimizowana, ale z opisu wychodzi na to, że uchodząca za groźną), mieli w zwyczaju wychodzić z nimi na spacer bez smyczy lub kagańca (zwykle w kierunku lasu, łąk, nieużytków). Sąsiedzi prosili wielokrotnie, by prowadzili psy na otoku, jednak zdaniem małżeństwa psy są szkolone, więc posłuszne. Któregoś dnia jednak psy nie posłuchały i pogryzły suczkę sąsiadów, co skończyło się grzywną dla męża w wysokości 200 złotych (w okresie wrzesień-październik 2013 r.).

Wyrok niczego małżeństwa nie nauczył, psy nadal hasały jak chciały, nadal ganiały inne psy, a po kolejnym zdarzeniu, kiedy udało się je odpędzić dopiero przy użyciu gazu pieprzowego sprawa znów trafiła do sądu.

Tym razem sąd był wymierzył najwyższy wymiar kary (por. „Grzywna za brak smyczy to maksymalnie 250 złotych”) — i ukarał każdego z małżonków grzywną w wysokości 250 złotych.

Sąd zwrócił uwagę, że odpowiedzialność za wykroczenie z art. 77 kodeksu wykroczeń nie wymaga by psy atakowały cały czas i wszystkich — wystarczy jednorazowe zaniedbanie przewodnika, wskutek czego dojdzie do agresywnego zachowania psa.

Co więcej obwinieni naruszyli środki ostrożności nakazane stosowną uchwałą rady gminy, która nakłada obowiązek wyprowadzania psów — na terenie ogólnodostępnym — na smyczy lub w kagańcu, a psów ras uznawanych za niebezpieczną — równocześnie na smyczy i w kagańcu (przy czym inkryminowane psy nie są żadnej z tzw. ras agresywnych).

Stąd też, skoro nie poskutkowała wcześniejsza kara, sąd zdecydował się wymierzyć grzywnę w maksymalnej dopuszczalnej prawem wysokości — czyli 250 złotych — i to dla każdego z małżonków. (Dla jasności: w sprawach o wykroczenia nie ma czegoś takiego jak recydywa.)

Niezależnie od rozsądnego wyroku w jego uzasadnieniu pojawiają się niewątpliwe „kwiatki”, które dla mnie są przyczynkiem do dyskusji: czy sąd powinien orzekać o tym co ma w aktach, czy może o tym co mu się wydaje?

Moim ulubionym cytatem jest to zdanie:

Nikogo bowiem nie dziwi to, że jedne psy atakują drugie, jeśli mają ku temu sposobność.

które nie dość, że jest boleśnie nieprawdziwe — psy mają sposobność atakować się praktycznie non-stop, a jednak psy, podobnie jak ludzie, mają różne charaktery — to równie populistyczne jak stwierdzenie (o nadzwyczajnej kaście ludzi), że skoro jeden sędzia kradł pendraki, to na pewno każdy ma jakąś kradzież na sumieniu.

Jeśli zatem tak ma wyglądać owo „doświadczenie życiowe” (art. 7 kpk, do którego odsyła art. 8 kpsw), to myślę, że sędzia ma prawo zajmować się publicystyką prawną, ale w uzasadnieniach ograniczać się do faktów i ocen odnoszących się do faktów — nie publicystyką i psy-chologią.

  • sjs

    > Dla jasności: w sprawach o wykroczenia nie ma czegoś takiego jak recydywa.

    Kodeks wykroczeń:
    Art. 33. § 4. Jako okoliczności obciążające uwzględnia się w szczególności:
    5) uprzednie ukaranie sprawcy za podobne przestępstwo lub wykroczenie;

  • Nie jestem karnistą, niemniej jest to jedna z tzw. dyrektyw wymiaru kary.

    Oczywiście karnista powie, że „recydywa” to pojęcie publicystyczne, a poza tym jest co najwyżej powrót skazanego do przestępstwa.