Czy pracodawca odpowiada za obsmarowanie pracownika — przez kolegów z pracy — w intranecie?

Sprawa świeżutka, tekst też jeszcze gorący: czy pracodawca ponosi odpowiedzialność za komentarze w wewnętrznej sieci intranet — komentarze, w których koledzy z pracy wyzłośliwiali się nad innym pracownikiem? I czy zwolnić się z odpowiedzialności można poprzez wprowadzenie mechanizmu moderacji forum internetowego? (nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 1 czerwca 2017 r., sygn. akt VIII P 44/15).


odpowiedzialność pracodawcy komentarze intranet

„Ciasteczkowy potwór”… dawno nie jechałem pociągiem, ale z tego co pamiętam kiedyś taka prowokacja była na każdym kroku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Proces dotyczył odpowiedzialności pracodawcy za obraźliwe wpisy o jednym z pracowników publikowane na wewnętrznym forum w intranecie. Pracownik przewoźnika kolejowego odpowiedzialny m.in. za kontrolę pociągów zastosował prowokację — pokruszył ciastka by sprawdzić czy zostaną posprzątane (tzw. „czyszczenie w biegu”). Zdarzenie zauważyli podróżni, którzy powiadomili obsługę pociągu. Po jakimś czasie w intranecie pojawiły się negatywne i obraźliwe komentarze poświęcone osobie kontrolera („chwast”, „kanalia”, „chłystek”, „obłudny, zimny cynik”, „Puszek Okruszek”, „ciasteczkowy potwór”).

Po zgłoszeniu problemu pracodawcy część wpisów była usuwana, jeden z wątków został skasowany w całości — jednak temat cały czas powracał na forum, a autor skasowanego wątku zgłaszał zastrzeżenia co do usuwania postów. Kontrolerowi wymierzono karę porządkową nagany (powołując się na naruszenie art. 100 par. 2 pkt 4 kp) — zapewne za to, że posłużył się prowokacją, która nie była zalecana przez pracodawcę (ale też i nie była zakazana) jednak sąd pracy prawomocnie karę uchylił. Pracownika przesunięto też do wykonywania prac biurowo-administracyjnych.
Dopiero po kilku miesiącach wprowadzono możliwość moderowania wpisów na forum (wymagało to odrębnego zlecenia w firmie będącej twórcą oprogramowania). Na czarną listę trafiły m.in. wyrazy „kanalia”, „chwast”, „chłystek” oraz parę wątków.

Powód wystąpił z żądaniem zapłacenia przez pracodawcę 25 tys. złotych zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, tj. dobrego imienia, czci i godności osobistej, a także nakazanie pozwanej usunięcia skutków naruszenia poprzez usunięcie obraźliwych komentarzy z intranetu.

Sąd uwzględnił powództwo i zasądził na rzecz powoda 5 tys. złotych zadośćuczynienia: pozwany pracodawca mógłby się zwolnić z odpowiedzialności za bezprawne treści na podstawie art. 14 ust. 1 uośude — pod warunkiem, że… wykaże, iż nie wiedział o bezprawnych komentarzach w intranecie

Pracodawca dowiedział o komentarzach w intranecie bezpośrednio od zainteresowanego już w kilka dni po ich pojawieniu się, powód cały czas informował przełożonych o obraźliwych i krzywdzących go opiniach. Oznacza to, że strona pozwana wiedziała o bezprawnych treściach, jednak nie przejawiła żadnej determinacji w ich usuwaniu — a możliwość pełnej moderacji wpisów pojawiła się dopiero po przeszło pół roku. Obowiązkiem pozwanego pracodawcy było zatem wprowadzenie mechanizmu moderacji komentarzy tak, by nie było już możliwe obrażanie powoda.

Niezależnie od tego sąd uwzględnił roszczenie pieniężne tylko w części (5 tys. złotych) — a to dlatego, iż krąg odbiorców wpisów był ograniczony z racji tego, że było to zamknięte forum wewnętrzne — zarazem:

Powód doznał krzywdy, ale — choć to argument raczej zdroworozsądkowy, niż prawniczo wyszukany — zapewne było tak, że gorliwie śledząc wszystkie wpisy jego dotyczące, powód mimowolnie powiększał odczuwaną przez siebie przykrość, a gorączkowo inspirując działania, celem usuwania wpisów, dodatkowo zachęcał swoich krytyków do eskalowania działań.

Zamiast komentarza: to kolejny przykład (moim zdaniem) trzeźwego rozstrzygnięcia, w którego uzasadnieniu sąd momentami popłynął. Nie dość, że pojawia się passus o udowadnianiu, że się czegoś nie wiedziało (por. „Roman Giertych vs. Fakt.pl (czyli o co chodziło z tym udowadnianiem, że nie wiedziało się o chamskich komentarzach)”), to jeszcze kwestię odpowiedzialności za nieusunięte komentarze wiąże się — całkowicie błędnie — z odpowiedzialnością za brak moderacji (tak przynajmniej rozumiem myśl, że dopiero wprowadzenie mechanizmu pozwalającego na moderację doprowadził do stanu zgodnego z prawem).
Tymczasem przecież art. 15 uośude wyraźnie mówi, że usługodawca nie ma obowiązku sprawdzać (moderować) danych — a zatem nie można czynić zarzutu, iż mechanizmu moderacji nie było.

  • Popatrzmy:
    – kontroler kontroluje wykonanie pracy innych pracowników,
    – tamci go za to obrażają , co kierownictwo faktycznie akceptuje,
    – kierownictwo niesłusznie karze kontrolera, aprobując w ten sposób działanie tamtych.
    .
    Co powinno zrobić kierownictwo? Zakończyć sprawę, parę opr – i koniec.
    .
    Kierownictwo robi inaczej. Dlaczego? Stawiam na to, że robi lewe interesy (czy też po prosty kradnie), i pojawienie się kogoś kto ma ochotę kontrolować serio jest mu wyjątkowo nie na rękę.

  • Albo po prostu nie lubi „ptaka co własne gniazdo kala”, bo liczy się „solidarność kolejarska”.

    Albo po prostu mają wszystko w rzyci.

  • Przecież raport by poszedł drogą służbową…
    Wariant 2 jak najbardziej prawdopodobny :), ale tym samym oznacza przyzwolenie na różne prywatne działania, a to prowadzi do mojego wniosku :)

  • Prowokacja mogą być zabronione bo są np. niebezpieczne

  • Jaka znowu ‘prowokacja’? (Swoją drogą, ciekawe kto pierwszy użył tego określenia w tej sprawie…)

  • Dnia 26 kwietnia 2015 r. powód wykonując monitoring usługi „czyszczenia w biegu” zastosował prowokację – pokruszył ciasteczka, w celu sprawdzenia sprawności sprzątania. Zdarzenie zauważyli podróżni, którzy zawiadomili o tym fakcie obsługę pociągu.

    Oczywiście czy ów kontroler nazywał to prowokacją, nie wiadomo.

  • Czyli: albo kierownictwo, albo sąd.