Jechał rowerem po ulicy choć miał DDR po lewej stronie — i go uniewinnili

Na specjalne życzenie P.T. Czytelników krótka rozkminka wyroku, który można zatytułować Jechał Rowerem Ulicą mimo Drogi dla Rowerów, ale go złapali, ale się nie dał i go uniewinnili — i czy to oznacza, że sąd orzekł, że można jeździć rowerem po ulicy jeśli DDR jest po lewej stronie? (nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy z 27 lipca 2016 r., sygn. akt V W 2067/16).


rowerem ulicą mimo drogi dla rowerów

Rowerem ulicą mimo drogi dla rowerów, która jest i po prawej, i po lewej stronie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa wyglądała następująco: kwietniowym porankiem rowerzysta jechał trzypasmówką (trzy pasy na każdej z jedni, po środku torowisko tramwajowe, po obu stronach chodniki za pasem zieleni) przy prawej krawędzi prawego pasa. Po przeciwnej („lewej”) stronie drogi poprowadzona była droga dla rowerów, jednak cyklista ani nie miał jak do niej zjechać (a nawet jeśli miałby jak zjechać, to nie wiedział, że DDR jest tam daleko po lewej).

Rowerzystę zatrzymał do kontroli policjant na motocyklu, którego zdaniem doszło do naruszenia obowiązku jazdy drogą dla rowerów — tą położoną daleko po lewej — jednak sprawca rzekomego wykroczenia odmówił przyjęcia mandatu, zatem sprawa trafiła do sądu.

Zdaniem obwinionego poruszał się on zgodnie z zasadami ruchu prawostronnego: prawym pasem, przy prawej krawędzi (art. 16 pord). Miał prawo tak jechać, bo po jego prawej nie było żadnej drogi dla rowerów, nie było znaku drogowego B-9 (zakaz wjazdu rowerów), zatem prowadzący rower może nawet nie wiedzieć, że po przeciwnej stronie jest jakaś ścieżka rowerowa (do której i tak nie miałby jak dojechać).

Sąd uniewinnił rowerzystę: na jezdni, z której korzystał obwiniony, nie było zakazu ruchu rowerów, a osoba jadąca skrajnie z prawej strony nie ma szans dostrzec drogi dla rowerów po lewej. Poza tym nikt nie ma obowiązku obserwować znaków drogowych przeznaczonych dla przeciwnego kierunku ruchu.

Rowerzysta ma obowiązek korzystać z drogi dla rowerów jeśli jest ona wyznaczona dla kierunku, w którym się porusza (lub zamierza jechać), zaś jako pełnoprawny uczestnik ruchu ma obowiązek jeździć zgodnie z zasadami ruchu prawostronnego — jednak skoro przy „jego” pasie nie było informacji, że DDR jest po przeciwnej (lewej) stronie, to tym bardziej nie mógł przejechać na przeciwną stronę po przejściu dla pieszych.

Dlaczego jednak ten — chyba słuszny i sprawiedliwy — wyrok uważam za miejscami błędny i niemiarodajny dla analizy całego sporu?

  • zacznijmy od smaczków: obwinionemu zarzucono jazdę rowerem ulicą mimo drogi dla rowerów (obowiązek ten wynika z art. 33 ust. 1 pord) — ale w opisie zarzutu pojawia się… art. 45 ust. 2 pkt 1 pord… czyli korzystnie z telefonu podczas jazdy;
  • nie wiadomo na jaką okoliczność słuchany był ów policjant — w uzasadnieniu pojawia się zdanie sąd uznał za niemiarodajną tę część zeznań świadka [policjanta], w której świadek przedstawił swoją interpretację oznakowania wskazując, że pomimo tego, że znak informujący o drodze dla rowerzystów znajdował się po przeciwległej stronie jezdni, to ten znak również obowiązywał osoby, które poruszały się po prawej stronie jezdni w kierunku przeciwnym (tj. obwinionego)” — a przecież rolą świadka nie jest analiza przepisów ruchu drogowego (od tego właśnie jest sąd), lecz przedstawianie faktów;
  • wątpliwy jest akapit, w którym mówi się, że zdaniem policjanta obwiniony wiedział, że ma DDR po przeciwnej stronie, bo codziennie jeździ tą drogą do pracy — tu sąd odparował, że „zarządzający drogą może zmienić występujące w danym miejscu oznakowanie drogowe, a także zdarza się również, że poszczególne części drogi, w tym również ścieżki rowerowe, poddawane są modernizacji, w czasie której wyłączany jest na nich wszelki ruch” — cóż, sąd uległ dość typowej pokusie rozważań teoretycznych, a przecież powinien oceniać fakty: czy w tamtym dniu „ścieżka rowerowa” była wyłączona z ruchu? — zaś rozważania, że „zdarza się” remont są bez znaczenia dla istoty sprawy;
  • uważam także, że sąd nieprawidłowo ocenił czym w istocie jest ruch prawostronny: prawostronność „liczy się” w obrębie jezdni, nie drogi czy jakiegoś układu drogowego, a z art. 16 ust. 1-4 pord nie wynika, że wszystko musi jeździć z prawej (i mijać się z lewej), bo gdyby tak było, to każda droga dla rowerów musiałaby być jednokierunkowa (natomiast owszem, ruch prawostronny oznacza, że rowerzyści na DDR mijają się od lewej);
  • czy zatem brak znaku B-9 oznacza, że rowerzysta ma prawo jechać jezdnią (zwłaszcza jeśli gdzieś obok jest droga dla rowerów)? innymi słowy czy rowerzysta powinien korzystać z DDR dlatego, że ona jest — czy też dlatego, że na jezdni będzie miał znak zakazu wjazdu rowerów?
  • odpowiedź jest wieloczłonowa: po pierwsze każdy uczestnik ruchu musi wiedzieć, że część obowiązków lub zakazów, które zwykle wynikają ze znaków — może jednak wynikać bezpośrednio z norm (por. rozważania o parkowaniu ciężkich aut na chodniku, o wjeżdżaniu samochodem do lasu, o parkowaniu w strefie zamieszkania — czasem jest jakiś znak, który „zawiera w sobie” zakaz parkowania, czasem w ogóle nie ma żadnego znaku — po prostu trzeba znać zasady. Moim zdaniem oznacza to, że rowerzysta ma obowiązek jechać po drodze dla rowerów (art. 33 ust. 1 pord) dlatego, że ona jest — a nie dlatego, że na przylegającej jezdni jest znak B-9;
  • wgłębiając się w temat: jeśli istotny jest znak B-9, to przecież mógłbym w ten sposób tłumaczyć jazdę rowerem po każdej ulicy, także tuż przy DDR („bo tu nie ma znaku B-9, panie władzo!”);
  • owszem, w opisie znaku B-9 jest dyrektywa, której realizacji akurat prawie nie widuję („Ponadto znak B-9 stosuje się na drogach, w obrębie których lub w pobliżu których wyznaczono drogę dla rowerów, a znak nakazujący korzystanie z tej drogi może nie być widoczny dla kierujących rowerami. Na odcinku drogi poprzedzającym miejsce umieszczenia znaku B-9 stosuje się odpowiedni znak (np. F-5, F-6) w celu poinformowania kierujących rowerem, że wjazd rowerów jest zabroniony, i poprowadzenia tych uczestników ruchu na część drogi przeznaczoną dla rowerów”, pkt 3.2.10 w rozporządzeniu ws. szczegółowych warunków technicznych dla znaków drogowych) — ale przecież art. 33 ust. 1 pord jest, jakby nie patrzeć, nadrzędny (przy okazji zauważyłem: „Znak B-9 „zakaz wjazdu rowerów” (rys. 3.2.10.1), wyrażający zakaz ruchu rowerów (…)” — prawodawca myli zakaz wjazdu z zakazem ruchu…);

Dlaczego zatem uważam, że wyrok jest co do zasady — mimo tych uchybień — prawidłowy?

  • po pierwsze impossibilium nulla obligatio est — a jazda rowerem ulicą mimo drogi dla rowerów będzie jedynym rozwiązaniem jeśli konstrukcja skrzyżowania, którym obwiniony wjechał na tę jezdnię uniemożliwia przejazd ku DDR (i wątpię by dało się wymuszać przeprowadzenie roweru po zebrze);
  • stąd oczywistym absurdem jest oczekiwanie, by w tamtym miejscu stał znak B-9 — zakaz wjazdu rowerów przy braku alternatywy oznacza, jakby na to nie patrzeć, dyskryminację pewnej kategorii ruchu drogowego;
  • po drugie oczywiście jeśli obiektywnie nie można dostrzec (zza łącznie 6 pasów i podwójnego torowiska), że po przeciwnej stronie jest wyznaczona DDR, to… impossibilium nulla obligatio est;
  • sumarycznie oznacza to, że moim zdaniem wyrok byłny prawidłowy o ile obwiniony nie miał możliwości bezpiecznego wjechania na drogę dla rowerów, która była po lewej (czyli poruszał się jezdnią do pierwszego wjazdu);
  • jednak wyrok jest nieprawidłowy jeśli rowerzysta miał możliwość skręcić na obowiązującą go drogę dla rowerów — bo sąd niewłaściwie zinterpretował pojęcie ruchu prawostronnego oraz pominął okoliczność, że obwiniony miał świadomość, że DDR jest po lewej stronie.

Tych okoliczności jednak sąd I instancji nie ustalił, zatem orzeczenie — o ile jest apelacja — powinno zostać uchylone, a sprawa zwrócona do ponownego rozpoznania.

Q.E.D.

  • Tomasz

    Niezmiernie cieszy mnie to rozstrzygnięcie. W mojej okolicy podczas jazdy do pracy mam jeszcze większą zagadkę. Sytuacja podobna, ale aby dojechać do DDR musiałbym jechać chodnikiem albo jezdnią pod prąd i analogicznie zjeżdżając z DDR (Bydgoszcz, ul Focha od Mostów solidarności do Multikina). Swoją drogą zarządców to powinni na latarniach wieszać za nie powiem co.

  • patchworked

    wątpliwy jest akapit, w którym mówi się, że zdaniem policjanta obwiniony wiedział, że ma DDR po przeciwnej stronie, bo codziennie jeździ tą drogą do pracy — tu sąd odparował, że „zarządzający drogą może zmienić występujące w danym miejscu oznakowanie drogowe, a także zdarza się również, że poszczególne części drogi, w tym również ścieżki rowerowe, poddawane są modernizacji, w czasie której wyłączany jest na nich wszelki ruch” — cóż, sąd uległ dość typowej pokusie rozważań teoretycznych, a przecież powinien oceniać fakty: czy w tamtym dniu „ścieżka rowerowa” była wyłączona z ruchu? — zaś rozważania, że „zdarza się” remont są bez znaczenia dla istoty sprawy;

    Ale jakie w ogóle ma znaczenie, czy jestem świadom czy nie, że ścieżka znajduje się tam gdzie się znajduje? Mówimy tu o przepisach i ich interpretacji, albo wolno mi jechać jak bohater tego wpisu, albo nie wolno. Rozpatrywanie tego względnie, w zależnośći od stanu mojej wiedzy o infrastrukturze w danym mieście jest, moim zdaniem, kompletnym absurdem, Albo jakiś znak mnie obowiązuje w miejscu w którym się znajduję, albo nie.
    Odpowiedź „to zależy…”, jest odpowiedzią błędną ;)

  • Deadmaker

    Rozstrzygnięcie oczywiście słuszne, obwiniony ma 200% racji, natomiast uzasadnienie nie do końca zadowalające. Wystarczyłoby podać, iż DDR nie prowadziła w kierunku, w którym poruszał się rowerzysta, dodatkowo znajdując się po jego lewej stronie. Każda z tych okoliczności, jak powszechnie wiadomo zgodnie z prawem polskim i logiką, wyłącza obowiązek poruszania się DDR. Szkoda, że sąd pochylał się nad oznakowaniem i wątpliwej jakości przemyśleniami policjanta, marnowanie czasu na bzdury niezbyt licuje z powagą sądu.

  • Przepis jest jasny, jednak sądy na szczęście rzadko oceniają abstrakcyjne konstrukcje prawne (tak wyłącznie Trybunał Konstytucyjny), lecz zachowania osób (motywację, etc.).

  • Wystarczyłoby podać, iż DDR nie prowadziła w kierunku, w którym poruszał się rowerzysta, dodatkowo znajdując się po jego lewej stronie. Każda z tych okoliczności, jak powszechnie wiadomo zgodnie z prawem polskim i logiką, wyłącza obowiązek poruszania się DDR.

    Albowiem? Po czym poznać w którym kierunku prowadzi droga dla rowerów?

  • patchworked

    Zależy, czy termin kierunek traktujesz z precyzją matematyczną czy też jako formę potoczną.
    W tym pierwszym przypadku, jadąc po ulicy na północ, poruszasz się po drodze o kierunku północ-południe, więc scieżka, nawet po lewej stronie, prowadzi w kierunku, w którym się poruszasz ;)

  • mall

    … za nie projektowanie pasów rowerowych :D

  • Borek

    Pewnie chodzi o te jednokierunkowe DDR, które rzadko ale jednak się zdarzają. Nie do każdego dociera, że zwyczajna dwukierunkowa DDR może znajdować się tylko po jednej stronie drogi – dokładnie tak samo jak wydzielone torowisko tramwajowe, które wcale nie musi podążać środkiem drogi. I jak najbardziej rower powinien taką drogą podążać w obu kierunkach.

  • Ba, podobnie jak dwukierunkowe DDR mogą być zbudowane po obu stronach drogi :) lub iść środkiem.

  • yaros

    Po tym, że określenie „w kierunku” przy ruchu prawostronnym oznacza „po prawej stronie”.

  • Oczywiście, co oznacza, że jak jadę rowerem po DDR, to jadę po jej prawej stronie.

    Natomiast „nie prowadzi w kierunku” oznacza, że DDR jest jednokierunkowa. Zdarzają się takie ale niezbyt często.

  • RG

    Jak można się cieszyć z tak wadliwych i niechlujnych rozstrzygnięć ?
    Tylko dlatego, że w ramach dużego pokładu frywolności i pobłażliwości sędziego, pedalarz został uniewinniony należy cieszyć się z wyroku, który były rzetelniej napisany na I roku studiów ?

    LITOŚCI !

  • patchworked

    Głównie chodzi zapewne o kontrapasy – jadąc ulicą jednokierunkową poruszasz sie tak jak inne pojazdy, jadąć „pod prąd” poruszasz się wydzielonym pasem rowerowym. W innych przypadkach rzadko kiedy występują jednokierunkowe DDRy, choć pewnie sporadycznie się zdarzają.

  • Gdyby ktoś nie rozróżniał kontrapasów od DDR, nie powinien wyjeżdżać poza plac zabaw ;-)

    Jednokierunkowe DDR to rzadkość, ale jednak:

    http://czasopismo.legeartis.org/2017/05/jednokierunkowa-droga-dla-rowerow.html

  • patchworked

    To jak już wykazałem się ignorancją, to nie zrobi różnicy, gdy zrobię to drugi raz ;)

    Olgierdzie, czy droga rowerowa+przejazd tworzą z ulicą skrzyżowanie równorzędne (wyłącznie prosta ulica bez skrzyżowania z innymi ulicami, i prostopadła do niej DDR)? Czy jest to traktowane podobnie do przejścia dla pieszych?

  • Jeśli przejazd dla rowerów przecina ulicę („na krzyż”), to mamy ten idiotyczny paradoks, że jest inaczej, niż gdyby ulica skręcała (art. 27 ust. 1-3 pord):

    1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.
    1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić.
    3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.

    http://olgierd.bblog.pl/wpis,o;pierwszenstwie;przejazdu;na;przykladzie;z;zycia;wzietym,55545.html
    http://czasopismo.legeartis.org/2015/10/przejscie-piesi-droga-rowerowa.html

  • patchworked

    1a. jest jasny i oczywisty.
    Tylko 1. mnie dręczy – jak wyżej, prosta droga i prostopały do niej przejazd, jadę 15 km/h, do przejazdu mam kilka(naście) metrów, jestem z samochodem na kursie kolizyjnym (wjedziemy na przejazd w tym samym momencie) – kto ma pierwszeństwo, kto komu powinien ustąpić, kto jest winny kolizji?

  • Zapewne jak zawsze — decydują ułamki, wrażenie, to czy policjant (sędzia) dobrze posłodził herbatę… Natomiast raczej jest tak, że przed przejazdem nie masz pierwszeństwa, obowiązek zachowania szczególnej ostrożności dotyczy także rowerzysty — wychodzi na to, że wszyscy na siebie uważają i jakoś to rozwiązują w locie (i nie obowiązuje zasada prawej ręki, która może byłaby tu na miejscu).

    Wcześniej zabrakło jeszcze tego linka:

    http://czasopismo.legeartis.org/2016/01/ustapienie-pierwszenstwa-rowerzyscie.html

  • patchworked

    No to w takim razie na kilku łódzkich drogach jest istna dżungla, bo zmienia się strona drogi po której są poprowadzone DDRy, przejazdy są bez sygnalizacji a ludzie rowerzyści wjeżdzają na nie tak jakby mieli pierwszeństwo ;)

    Dzięki za informację :)

  • Przejazd bez sygnalizacji to raczej nic nowego (we Wrocławiu sygnalizacja się trafia, ale nieczęsto), a to, że rowerzyści wjeżdżają jak chcą… to przecież norma! ;-)

  • yaros

    Art. 33 ust.1 ma chyba w założeniu umożliwić stwierdzenie rowerzyście czy może jechać jezdnią, czy musi skorzystać z DDR/pasa dla rowerów? Przy Pana interpretacji sformułowania „jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić” nie spełnia tego zadania. Bo przy takiej interpretacji to można w zasadzie żądać od rowerzysty jazdy DDR/pasem dla rowerów ulicą równoległą do tej, którą się poruszamy ale przecznicę czy dwie dalej (skoro można żądać od niego wypatrywania znaków oddalonych o kilkadziesiąt metrów to można i znajomości topografii obszaru, po którym się porusza) – o ile tylko są tam DDRy/pasy dla rowerów prowadzące w kierunku jazdy. Wg mnie jest to po prostu nielogiczne i wtedy można wyrzucić cały ten fragment „Kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić.”, bo nie wnosi on nic nowego do przepisów ogólnych – to że nie musimy jechać w lewo lub prawo, kiedy potrzebujemy poruszać się na wprost jest raczej oczywiste…
    Co w przypadku interpretacji sformułowania „jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić” jako prawej strony (w stosunku do położenia rowerzysty)? Wszystko staje się jasne, proste i logiczne ;) Intersują nas tylko DDRy/pasy dla rowerów, które są w zasięgu wzroku rowerzysty i nie powinien on mieć problemów z dostrzeżeniem odpowiednich znaków o nich informujących. I ja się będę trzymał tej wersji – w nadziei, że prawodawca chciał stworzyć przepisy proste i logiczne. W najgorszym przypadku skończę jak przytoczony w artykule rowerzysta – w sądzie. Mam nadzieję, że wtedy wyrok będzie się opierał na prostej interpretacji przepisu a nie gdybaniu czy kierujący rowerem powinien być wróżką czy nie ;)

  • Art. 33 ust.1 ma chyba w założeniu umożliwić stwierdzenie rowerzyście czy może jechać jezdnią, czy musi skorzystać z DDR/pasa dla rowerów?

    W żadnym wypadku, ten przepis nie daje żadnej alternatywy (czy „może” czy „musi”).

    Rozważania o drodze równoległej są bez sensu, bo „kierunek” nie oznacza „azymutu”, lecz konkretne miejsce, jeśli będę poruszał się po przeciwległych prostych (jak po kwadracie) to wyląduję w innym punkcie.

    Oczywiście rowerzysta nie musi się domyślać czy 40 metrów dalej jest DDR, jeśli jej nie widać, to jej nie widać i z głowy, ale nie można dać się wkręcać (i wkręcać innych) w absurdalną interpretację ruchu prawostronnego.

    Gdyby kierowcy aut tak interpretowali ruch prawostronny, jak mieliby jechać tutaj? Zawsze prawą?

    http://bi.gazeta.pl/im/6/8142/z8142226V,Plac-Spoleczny-we-Wroclawiu.jpg

  • Chociaż może niektórzy się nasłuchali i tak próbują ;-)

    https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/6b/88/560bcfeee7a5a_o,size,933×0,q,70,h,5854e2.jpg

  • yaros

    Czyli wg Ciebie mam obowiązek bycia wróżką ;) Skoro muszę korzystać z DDR, która nie jest w widoczny sposób oznakowana ani widoczna i znajduje się kilkanaście metrów od miejsca w którym się znajduję (czasem jeszcze oddzielona pasem zieleni i płotem). Spoko – pozostanę przy swojej (i nie tylko mojej) interpretacji.

    Najpierw piszesz, że „w kierunku” oznacza, że muszę mieć możliwość poruszania się tą drogą pożądanym kierunku, teraz piszesz, że nie chodzi o „azymut” a poruszanie się drogami równoległymi nie ma sensu… Tylko, że DDR po lewej stronie to w sumie jest właśnie taka droga równoległa – muszę pojechać w lewo i skręcić w prawo, później poruszać się równolegle do poprzedniego kierunku jazdy i często później wrócić na prawą stronę – czyli tym razem w prawo i znowu w lewo… Bez sensu jak dla mnie. I to wszystko oczywiście bez żadnego widocznego oznakowania mam zrobić – muszę się domyślić albo być wróżką.

    W temacie zdjęcia to nie widzę żadnego związku z opisywanym przypadkiem (czy jest gdzieś na zdjęciu rowerzysta, który nie wie czy ma obowiązek korzystać z DDR? w sumie nieważne – nie widzę też na zdjęciu DDR ;) ). I tutaj nic do rzeczy nie ma interpretacja ruchu prawostronnego – jak wiemy gdzie chcemy jechać to wystarczy obserwować znaki, które są umieszczone z prawej strony drogi lub nad odpowiednimi pasami ruchu.

  • To jeszcze raz przeczytaj mój poprzedni komentarz, a później zastanów się czy masz rację pisząc „Czyli wg Ciebie mam obowiązek bycia wróżką ;) Skoro muszę korzystać z DDR, która nie jest w widoczny sposób oznakowana ani widoczna i znajduje się kilkanaście metrów (…)”

    BTW jeśli nie widzisz na kilkanaście metrów to może powinieneś pomyśleć o okularach. To jest zaledwie szerokość przeciętnego skrzyżowania, przekątna zwykle bywa większa — jeśli chcesz (nawet rowerem) przejechać takie skrzyżowanie, lepiej widzieć co tam czyha.

    DDR poprowadzona po lewej stronie drogi nie jest drogą równoległą.

    I cieszę się, że już nie ma znaczenia kwestia „ruch prawostronny a DDR (w ujęciu Konwencji Wiedeńskiej)”, bo to jest klasyczne „nie jedźcie tą drogą” ;-)

  • Borek

    Rozważasz kolizję, a przecież wystarczy że tylko jeden (którykolwiek) kierowca ma naprawdę choćby ździebko oleju w głowie i do żadnego konfliktu nie dojdzie…

  • yaros

    Odnoszę się nie tylko do poprzedniego komentarza – w dyskusji pod wcześniejszym artykułem ważne było dla Ciebie istnienie DDR po drugiej stronie, nieważne natomiast było czy rowerzysta ma jakiekolwiek szanse na jej dostrzeżenie.

    BTW jeżeli tak samo uważnie obserwujesz obszar za lewą nitką drogi dwujezdniowej jak swoją jezdnię to gratuluję podzielności uwagi… Problemów ze wzrokiem nie mam ale dziękuję za troskę.

    Co do równoległości… żeby pojechać prosto muszę dwukrotnie skręcić w lewo i dwukrotnie w prawo. Ja tu nie widzę zbytniej różnicy w stosunku do przypadku konieczności jazdy równoległą przecznicą.

    Nadal nie widzę analogii między ruchem prawostronnym, art. 33 ust.1 PORD i wklejonym zdjęciem – chyba za dużo skrótów myślowych.

    Z mojej strony to już EOT – odnoszę wrażenie, że nie jestem w stanie wyjaśnić swojego punktu widzenia na piśmie w taki sposób aby spotkać się ze zrozumieniem z Twojej strony. Myślę, że w rozmowie fejs tu fejs było by łatwiejsze. Pewnie i tak nie doszlibyśmy do wspólnych wniosków ale myślę, że udało by mi się osiągnąć wrażenie, że jestem prawidłowo rozumiany ;) Także pozdrawiam i życzę miłego dnia. I być może do „spisania” w jakichś innych komentarzach :D

  • mall

    Czy aby przejazd to nie jest ta część DDR znajdująca się bezpośrednio na jezdni? Czyli, kolokwialnie, od krawężnika do krawężnika?

  • BTW jeżeli tak samo uważnie obserwujesz obszar za lewą nitką drogi dwujezdniowej jak swoją jezdnię to gratuluję podzielności uwagi… Problemów ze wzrokiem nie mam ale dziękuję za troskę.

    Na skrzyżowaniu, owszem, skupiam się i na tym — ale przecież poza skrzyżowaniem (bez którego i tak nie wskoczę na DDR) nie interesuje mnie przeciwna strona.

    Nigdy nie napisałem, że nie ma znaczenia czy rowerzysta ma szansę czy nie ma szansy dostrzec DDR (i wjechać na nią). To jest zupełnie poza istotą sporu o to czy art. 33 ust. 1 pord ma coś wspólnego z (błędnie pojmowaną) regułą ruchu prawostronnego.

    Natomiast argumenty niektórych cyklistów właśnie są takie — jak nie z mańki, to z bańki: „nie widzę tam nic po lewej, a w dodatku Konwencja Wiedeńska” etc. etc.

    Dla mnie też EOT, zwłaszcza, że na szczęście nie czuję się zobligowany nikogo z P.T. Czytelników przekonywać do czegokolwiek — natomiast oczywiście mogę przestrzec przed konsekwencjami nieprawidłowego rozumienia norm.

  • patchworked

    Przecież mnie nie o kolizję jako taką chodzi, tylko o ustalenie kto ma pierwszeństwo.

  • patchworked

    No jest, co w związku z tym?

  • Borek

    To w związku, że kierowca ustępuje rowerzyście znajdującemu się na przejeździe – a nie przed nim. ;)

    Pieszych obowiązuje jeszcze taka ładna konstrukcja, że nie wolno im nawet na przejście wejść bezpośrednio przed jadący pojazd. W przypadku przejazdów rowerowych nie wiadomo czemu tego nie ma, a jest tu jeszcze bardziej potrzebne takie coś – albo nie wolno rowerzyście przed tuż przed pojazd, albo nie wolno pojazdowi jeżeli do przejazdu dojeżdża rowerzysta. W obecnym stanie prawnym sędzia może rzucić monetą i kto nią dostanie w czoło ten przegrał.

  • I to jest smętna prawda…

  • patchworked

    Ano, ubrałeś w słowa wszystkie moje wątpliwości związane z przejazdami rowerowymi.
    Albo niech to będzie normalne skrzyżowanie (równorzędne lub ze znakami) albo przejazd, tak opisany w przepisach, żeby było jasne kto kogo ma przepuszczać, i w jakich sytuacjach.
    W tej chwili człowiekowi serce zamiera, gdy widzi niemal codziennie rowerzystów bezrefleksyjnie wjeżdzających na drogę tak, jakby to oni mieli bezwzględne pierwszeństwo przejazdu.

  • Jak to w kolarstwie — liczy się być o dwie szprychy wcześniej i się wygrywa ;-)

  • mall

    To oznacza, że w sumie nie ma dylematu „kto ma pierwszeństwo”. W momencie wjazdu na przejazd rowerzysta to pierwszeństwo wymusi (analogia do pieszego co wtargnął na jezdnię) bo wcześniej go nie miał (nie mam na myśli przypadku z DDR z uprzywilejowaniem oczywiście).

    No a poza tym: cóż za różnica kto miałby rację jak mający rację rowerzysta mógłby się tym więcej nie pochwalić.

  • Deadmaker

    Oczywiście jako definicję legalną zawartą w Konwencji Wiedeńskiej :)

  • patchworked

    W momencie wjazdu na przejazd rowerzysta to pierwszeństwo wymusi(…) bo wcześniej go nie miał

    Ale na czym opierasz swoją pewność, że nie miał, skoro w przepisach nie jest jasno określone kto pierwszeństwo ma? Analogii nie ma, bo w przypadku przejść dla pieszych masz konkretny paragraf zabraniający wchodzenia komuś przed maskę.

    Dorzuć do tego znak D-6a/b, i masz niezły bigos z tymi przepisami ;)

  • Czego definicję mamy brać z konwencji?

  • Andrzej

    Moim zdaniem to nie skrzyżowanie, bo do jego zaistnienia potrzebne są dwie drogi mające jezdnie – DDR nie ma jezdni.
    Poza tym, gdyby to było skrzyżowanie, niepotrzebny byłby przejazd dla rowerów.

  • Czy DDR nie ma jezdni? Na dwoje babka wróżyła:

    Jezdnia – część drogi przeznaczoną do ruchu pojazdów (…); rower na pewno jest pojazdem, ale czy droga dla rowerów jest drogą… Oto jest pytanie.

    Poza tym oczywiście, że tak — to nie jest skrzyżowanie.

  • Krzysztof Witaszewski

    Z zakładając, że mam sokoli wzrok i widzę przez 5 pasów ruchów i pas zieleni, że po drugiej stronie jest śmieszka rowerowa, ale widzę też, że ma mniej niż 2m szerokości wymagane dla dwukierunkowej śmieszki rowerowej… to czy muszę się nie poruszać?

  • Ależ w pord nie ma nic o 2 metrach. A obowiązek jest.

  • Krzysztof Witaszewski

    W warunkach technicznych dla dróg rowerowych jest jak najbardziej 2m

  • sjs
  • mall

    Może jest w Projekcie Wykonawczym?

  • b52t

    przecież to nie jest DDR. Mogą się poruszać piesi i rowerzyście, ale piesi mają „przywilej”.

  • b52t

    Tak dokładnie.
    Znak kompilacji C-13 i C-16 oznacza drogę, na której dopuszcza się tylko ruch pieszych i rowerów.

    Ruch pieszych i rowerzystów odbywa się odpowiednio po stronach drogi wskazanych na znaku, jeżeli symbole oddzielone są kreską pionową.
    Myliłem się co do „przywilejów”.

  • mall

    Nawiązałem do zdarzających się rozbieżności na linii dokumentacja-rzeczywistość :D

  • sjs

    Przywilej dla pieszych jest przy kresce poziomej i pieszych na górze znaku.

  • b52t

    poprawiłem siebie niżej.

  • Albo mieli tylko takie tablice pod ręką, albo się komuś pomyliło. Gorzej, że to tak czy inaczej wygląda po prostu na jezdnię — ale patrząc na znak powiedziałbym, że auta po lewej są na nielegalu, i to nie tylko wskutek tego X-ksa.