Czy nagrywając prywatne porno godzimy się na jego upublicznienie?

Na niedzielny lipcowy wieczór adekwatna zagadka: czy upublicznienie filmiku erotycznego — zarejestrowanego za zgodą „aktora”, ale rozpowszechnionego bez jego zgody, dla poniżenia i pognębienia tej osoby — stanowi naruszenie dóbr osobistych? Czy też godząc się na prywatne porno musimy brać pod uwagę konsekwencje niefrasobliwości? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 9 grudnia 2015 r., sygn. akt VI ACa 1772/14).

Sprawa jest zdecydowanie z tych przykrych: rozwiedziona kobieta, chcąc nawiązać nowe znajomości, została aktywnym użytkownikiem społecznościowych serwisów internetowych o profilu towarzyskim. W 2008 r. kobieta pojechała do USA na zaproszenie poznanego via sieć mężczyzny — doszło nawet do kilku zbliżeń, które zostały przez kochanków sfilmowane. Zdaniem kobiety sprawa rokowała na przyszłość, próbowała więc kontynuować znajomość, jednak mężczyzna nie chciał się wiązać — zatem namówił znajomą, by udawała związek z nim.

Niestety, taki obrót sprawy wywołał u kobiety zazdrość, doszło do konfliktu z rzekomą partnerką — a skoro nie wystarczały wzajemne wulgarne epitety w sieci, „partnerka” opublikowała w internecie podesłany przez mężczyznę filmik pokazujący stosunek seksualny, podsyłając następnie linka do znajomych i rodziny kobiety.

Do sądu trafił prywatny akt oskarżenia (z art. 212 par. 2 kk), jednak oskarżona została uniewinniona („nie stanowi karalnego zniesławienia rozpowszechnienie prawdziwego filmu (lub linka do filmu), w którym nie dokonano fotomontażu, przeróbek, zmian co do tożsamości danej osoby uwiecznionej na tym filmie lub fragmentów jej ciała” (sic!)).
Tematem zainteresowały się media, poświęcono mu nawet program w telewizji.

Kobieta zdecydowała się wnieść także powództwo o ochronę dóbr osobistych żądając m.in. opublikowania w internecie przeprosin, 30 tys. złotych zadośćuczynienia oraz zasądzenia 10 tys. złotych na fundację.

Sąd w znacznej części uwzględnił roszczenia, zobowiązując pozwaną do opublikowania w internecie przeprosin („za to, że (…) przez wprowadzenie do sieci internetowej, bez jej wiedzy i zgody amatorskiego filmu z jej udziałem oraz przesyłanie innym osobom linków do portalu, na którym film ten wcześniej umieściłam, działając z niskich pobudek naruszyłam bezprawnie jej dobra osobiste, w szczególności jej godność osobistą i dobre imię, prawo do ochrony wizerunku, a także prawo do poszanowania i zachowania w tajemnicy szczegółów życia osobistego. Z powodu swojego nagannego postępowania wyrażam głębokie ubolewanie”) oraz zasądził zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. złotych.
Nie uwzględniono żądania w zakresie zakazu naruszania dóbr osobistych w przyszłości, albowiem powódka nie wykazała, iżby pozwana miała rzeczywisty zamiar do dalszego rozpowszechniania filmu (art. 24 par. 1 kc).

W ocenie sądu niezależnie od tego, że sfilmowanie stosunku seksualnego nastąpiło za zgodą powódki, która dotyczyła wyłącznie prywatnego użytku przez mężczyznę — upublicznienie filmiku erotycznego nie było zgodą tą objęte. Działanie takie podyktowane było wyłącznie złośliwością, co potwierdza także podejmowanie usilnych prób w celu skłonienia znajomych i rodziny powódki do jego obejrzenia. Doszło w ten sposób do naruszenia godności osobistą i prywatność kobiety, a skoro pozwana zrobiła wszystko, by filmik zobaczyła jej rodzina, działanie to godziło w podlegające ochronie życie rodzinne.

Owszem, do powstania filmu doszło za zgodą powódki, która wykazała się pewnego rodzaju niefrasobliwością — pozostawienie nagrania w rękach przygodnie poznanego mężczyzny spowodowało obniżenie wysokości zasądzonego zadośćuczynienia — zaś samo upublicznienie filmiku erotycznego nastąpiło w warunkach konfliktu, w którym obie panie przerzucały się wyzwiskami. Oznacza to, że udostępnienie filmiku stanowiła odpowiedź — bezprawną i nieadekwatną, albowiem wulgarne słowa powódki nie eliminują odpowiedzialności z tytułu naruszenia dóbr osobistych — ale jednak odpowiedź na prowokacyjne zachowanie zazdrosnej kobiety.

  • Tyler

    Wydaje mi si się że kobieta która była tutaj pokrzywdzona powołała się na zły przepis prawny co jest skutkiem takiego a nie innego wyroku, bo zamiast powoływać się na art 212 § 2 kk (zniesławienie) powinna powołać się na Art. 191a gdzie wprost jest mowa o utrwalaniu lub rozpowszechnianiu wizerunku osoby nagiej lub w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody.

    Przy zniesławieniu musi dojść do przekłamania rzeczywistości, co słusznie sąd zauważył tutaj nie wystąpiło tj. nagranie było autentyczne.

    A przy utrwalaniu lub rozpowszechnianiu wizerunku nagiej osoby musi być jedynie spełniona przesłanka aby sprawca nie posiadał naszej zgody na publikację takiego nagrania.

    Wtedy Pani pozwanej mogłoby grozić nawet 5 lat za taki „akt złośliwości”. Choć roszczenie pieniężne też musiało ową Panią zaboleć :)

  • Uwaga trafna (dzięki za zwrócenie uwagi na przepis, który jakoś dotąd pomijałem).

    Jednak kobieta nie mogła z niego skorzystać — udostępnienie filmu miało miejsce jesienią 2009 r., a przepis pojawił się w kk pół roku później. Może nawet pod wpływem takich zdarzeń :)

  • b52t

    Sąd zastosował ciekawe przyczynienie, być może powinna była postarać się o to, że mieć oryginał nagrania, ale czy to dałoby pewność, że kopia nie zostanie i tak rozpowszechniona, to inna sprawa.