Norman Davies, „Orzeł biały, czerwona gwiazda” — recenzja

To ciekawe: każdego 15 sierpnia świętujemy dzień, który jest bardziej rzeczywisty niż największe przecież święto Rzplitej (por. „11 Listopada 1918 — dzień, którego dziś nie było” — bo tak jak można mieć uzasadnione wątpliwości czy 11 listopada 1918 r. Polska niepodległość odzyskała, to nie można wątpić, że w okolicach 15 sierpnia 1920 r. niepodległość obroniła.

O tym jak wyglądały — historyczne, militarne oraz polityczne — niuanse i okoliczności wojny z bolszewikami można poczytać w książce Normana Daviesa pt. „Orzeł biały, czerwona gwiazda”.


Davies Orzeł biały czerwona gwiazda recenzja


Patrząc na realia lat 1919-20 przez pryzmat dzisiejszych czasów można się jednak nieźle pogubić: owszem, Rzeczpospolita Polska już istniała, acz przyjmując dzisiejsze kryteria państwowości (określona ludność, terytorium, władza), to przecież okazuje się, że najstabilniejszym elementem łamigłówki była — niestabilna, określona nader lakoniczną „Małą Konstytucją” — władza. Na wschodzie Ober-Ost (Davies zauważa, że starcie polsko-bolszewickie miało przyczynę w próżni powstałej po wycofaniu wojsk niemieckich — w próżnię tę siłą rzeczy przeć zaczęto z państwo ościennych) oraz upadająca i podnosząca się Ukraina, na zachodzie (być może przejściowo przy Polsce) Wielkopolska, na południu niejasności śląskie i cieszyńskie…

Na to wszystko nakładająca się osobowość Józefa Piłsudskiego — marzenia o federacji w stylu Jagiellonów (razem z odezwą do mieszkańców „byłego W. Księstwa Litewskiego”), brak zaufania do polityków endeckich (serdecznie odwzajemniany brak zaufania), stawianie na Petlurę. Zatem wojna! — najpierw gwałtowne pasmo sukcesów, tryumfalne zajęcie Kijowa — później równie gwałtowny odwrót pod naporem Konarmii Budionnego oraz zagonów Kawkoru.

Najciekawsze oczywiście są rozważania traktujące o polityce — także o tej, która kształtuje nas do dziś. Po pierwsze, że bolszewikom właśnie wówczas zaczęło świtać, że kłamliwa propaganda, że wystarczy ogłosić agresję obroną uciśnionych, a czyn rewolucyjny zmiecie burżuazyjne rządy, na nic się nie zda. Albo ta, że rządowi brytyjskiemu niewątpliwie nie było po drodze z Leninem, a jednak Lloyd George z bliżej niejasnych przyczyn wywierał na Polskę naciski w celu przyjęcia rosyjskich warunków (być może jedyną przyczyną była chęć uniknięcia ewentualnego zaangażowania militarnego tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny). No i osławiony telegram wyznaczający „linię Curzona” — coś co miało wyznaczać tymczasową granicę na linii zawieszenia broni, w niejasny sposób przenosiło Lwów w obszar wpływów bolszewików — po 1921 r. udało się to odkręcić, ale dwadzieścia lat później już nie… (Ciekawie też brzmią konkluzje Davisa o tym, że największym zwycięzcą wojny okazał się… Lloyd George i Weygand, który wrócił do Francji w glorii bohatera (inna sprawa, że oczywiście część sprawstwa tzw. „Cudu nad Wisłą” przypisała mu endecka prasa).

Wracając na koniec do dzisiejszego dnia — niewątpliwie chociaż nie można było jeszcze w sierpniu 1920 r. powiedzieć jak niepodległa Rzeczpospolita ma wyglądać — bez dwóch zdań bez Bitwy Warszawskiej i odrzucenia sowieckiej nawały parę rzeczy wyglądałyby inaczej do dziś. (A po resztę rozważań odsyłam do felietonu sprzed 8 lat — „Refleksje o rocznicy 17 września 1939 r.”).

  • kjonca

    Hm. Przy poprzednich Twoich recenzjach nie miałem generalnie wątpliwości czy polecasz czy nie. A tu jakby nic o ksiązce :)

  • P.O.L.E.C.A.M.!

    ;-)

    Acz książka nie jest dla każdego.

  • kjonca

    No! Czytałem wersję „multimedialną”, ale ta multimedialność ograniczyła się do animacji na 1 czy 2 mapach i nie widzę jej wyraźnej przewagi nad wersją „niemultimedialną” (chyba, że tu wejdziemy w subtelne rozważania na temat tego co czytnik/laptop/oprogramowanie zepsuło)

    Samą książkę też zdecydowanie polecam.