Prasa może pisać o niemoralnym prowadzeniu się osób publicznych — ale nie może naruszać prywatności osoby postronnej

Każdy medal ma dwie strony — prasa może (czasem) wałkować pikantne szczegóły z życia polityków (por. „Interes publiczny może uzasadniać ingerencję w życie prywatne polityków”) — ale przecież ów polityk może ma romans z kimś nie ze świecznika. Jak zatem wygląda ryzyko naruszenia prywatności w publikacji prasowej odnoszącej się do życia osoby niepublicznej (nie będącej funkcjonariuszem publicznym), jeśli owo życie (ponoć) „nakłada się” na niemoralne życie polityka? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 października 2016 r., sygn. akt VI ACa 775/15).

W jakiejś plotkarskiej gazecie napisali, że podwładna posła do parlamentu europejskiego ma romans z przełożonym, dzięki czemu ona i jej mąż załatwili sobie dobre miejsca pracy (ona jako pracownik sekretariatu, on jako asystent europosła, który w dodatku „dzieli się” żoną z szefem).

Małżeństwo wniosło do sądu powództwo o ochronę dóbr osobistych wskazując, że informacje są nieprawdziwe, zaś świadome, publiczne i bezpodstawne zarzucanie niewłaściwego zachowania godziło w godność i dobre imię małżonków, stawiając ich w złym świetle. Zdaniem powodów wskutek publikacji doszło do naruszenia prawa do prywatności, dobra osobistego w postaci ochrony relacji rodzinnych, prawa do spokojnego życia i szczęśliwego małżeństwa. Szczególnie dotkliwe były tytuły artykułów, które w sposób krzykliwy — wyróżnioną czcionką, kolorem, sensacyjną treścią — miały na celu przyciągnięcie uwagi czytelników.
Żądanie powodów obejmowało: publikację przeprosin w wydaniu papierowym i w serwisie internetowym („w ramce pojawiającej się na środku viewportu (widocznego na ekranie obszaru) wielkości 50% x 50% w przypadku urządzeń o przekątnej ekranu większej niż 7.9 cala oraz wielkości 75% x 75% na urządzeniach po przekątnej ekranu mniejszej niż 7/9 cala (które to parametry odpowiadają ramce wielkości ½ powierzchni strony internetowej), widocznej także wówczas gdy użytkownik ma zainstalowane oprogramowanie blokujące reklamy, stworzonej bez zastosowania technologii flash”) oraz zadośćuczynienie po 200 tys. złotych dla kobiety i 100 tys. złotych dla jej męża.

Zdaniem pozwanego wydawcy powództwo powinno być oddalone: po pierwsze artykuły dotyczyły nagannego zachowania europarlamentarzysty, negatywna ocena dotyczyła spożywania alkoholu pomiędzy debatami i oglądaniem transmisji piłkarskiej w czasie debat w europarlamencie, zaś publikacje przedstawiały małżeństwo jako ofiary działania polityka.

Sąd I instancji częściowo uwzględnił roszczenia powodów nakazując opublikowanie przez wydawcę oświadczenia oraz zapłatę 100 tys. złotych dla pokrzywdzonej kobiety i 10 tys. złotych dla mężczyzny.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością przeprasza (…) za to że naruszyła ich dobra osobiste w ten sposób, że opublikowała w wydaniu Gazety (…) w dniach od 11-16 kwietnia 2014 r. oraz w prowadzonym przez siebie serwisie internetowym (…) nieprawdziwe informacje, jakoby (..) była kochanką Pana (…) i dzięki temu dostała pracę w (…), a jej mąż dzięki temu został zatrudniony jako asystent (…) wykonującego obowiązki (…). Powyższe oświadczenie publikowane jest w wyniku przegranego procesu sądowego.

Niezależnie od tego, że w artykułach nie podano pełnych danych osobowych kobiety (wyłącznie jej imię i inicjał nazwiska) i niektóre informacje nie pokrywały się z przebiegiem kariery zawodowej i stylu życia powódki, a także, że kobieta rzeczywiście czasem spotykała się z przełożonym na gruncie prywatnym, to jednak — wsparta zapikselizowanymi zdjęciami powódki — sugestia zachowań nieetycznych naruszała dobra osobiste małżeństwa. Nawet jeśli zdaniem dziennikarzy osoba powódki została przedstawiona na zdjęciach wyłącznie „jako tło” europosła (bo siedziała obok niego), to skoro w tekstach kłamliwie omawiano aspekty z jej życia prywatnego, teza taka jest nieuprawniona.

Stąd też, mimo tego, że publikacje mogły być rzeczywiście poświęcone osobie europosła, doszło do naruszenia dóbr osobistych kobiety, która nie była ani osobą publiczną ani powszechnie znaną, zaś dziennikarze naruszyli obowiązek zachowania należytej staranności i rzetelności przy zbieraniu i weryfikowaniu informacji (art. 12 ust. 1 prawa prasowego). Działanie dziennikarzy zostało ocenione jako intencjonalne, miało na celu wywołanie zainteresowania tematem poprzez tworzenie nieprawdziwego obrazu kobiety  — potwierdza to okoliczność, że nie zwrócono się o ustosunkowanie się do zebranych informacji samym zainteresowanym.

Artykułu nie miały na celu ochrony społecznie uzasadnionego interesu — nawet jeśli sposób wykonywania mandatu przez europosła (alkohol, oglądanie meczu w czasie pracy) mógł być piętnowany, nie uzasadniało to ingerencji w prywatność powódki.

art. 14 ust. 6 ustawy prawo prasowe
Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby.

Sąd zwrócił uwagę na szczególnie ostre w formie i treści tytuły artykułów: dopuszczalny jest pewny margines przesady jeśli chodzi o tytuły lub nagłówki publikowanych materiałów, jednak nie zwalnia to wydawcy z obowiązków wynikających z prawa prasowego, zwłaszcza, że wielu odbiorców ogranicza się do rzutu oka na tytuły — bez wgryzania się w treść.
Publikacje miały bardzo negatywne odbicie na życiu i zdrowiu powódki, która poszła na wielotygodniowe zwolnienie lekarskie, zaczęła korzystać z porad psychiatry, a także utraciła pokarm (w tamtym czasie była matką 4-miesięcznego dziecka). W takim przypadku zadośćuczynienie w kwocie 100 tys. złotych stanowi adekwatną formę rekompensaty majątkowej za poniesioną szkodę niemajątkową; rodzaj i intensywność przeżyć męża kobiety został wyceniony natomiast na 10 tys. złotych.

Od orzeczenia wpłynęły dwie apelacje — pozwanego wydawcy, którego zdaniem wyrok godził w wolność słowa, a także męża kobiety, którego zdaniem zadośćuczynienie powinno być podwyższone o 15 tys. złotych.

Sąd II instancji częściowo uwzględnił apelację gazety: niewątpliwie powódka mogła doznać istotnych negatywnych skutków opublikowanych informacji, ale w żaden sposób nie udowodniła związku przyczynowego pomiędzy szkalującymi artykułami a cukrzycą, zaburzeniami psychicznymi i utratą pokarmu. Okoliczności te zostały potwierdzone kopiami dokumentów, ale nie zostały potwierdzone opiniami biegłych lekarzy — bo powódka nawet nie wnosiła o przeprowadzenie takiego dowodu. Skoro zatem konsekwencje zdrowotne nie zostały skutecznie wykazane, kwota zadośćuczynienia powinna być obniżona do 50 tys. złotych.

Skuteczna natomiast okazała się apelacja męża kobiety — sąd podzielił jego stanowisko, że przedstawienie go jako męża, który aprobuje romans własnej żony z przełożonym dla doraźnych korzyści, co przełożyło się na niewybredne komentarze otoczenia (że „zawadza rogami o drzwi”) uzasadnia podwyższenie zadośćuczynienia do 25 tys. złotych.

  • a ten romans w końcu był czy nie?

  • Z punktu widzenia sprawy jest to nieistotne.
    Niemniej z kontekstu wynika, że informacja była nieprawdziwa — zatem nie było.