Publikowanie otrzymanych listów bez zgody nadawcy

Listy najczęściej kojarzą się nam z czymś maksymalnie prywatnym, nieprzypadkowo wszakże mówi się o tajemnicy korespondencji. Jednak nie dziwią przecież publikowane książki, na które składają się listy, z których poznajemy życie i przemyślenia znanych osób. Publikacja listów nie może być zatem obojętna prawu; nie ma problemu jeśli z inicjatywa spotyka się z akceptacją nadawcy i adresata — gorzej jeśli zgody tej nie ma. Idąc dalej: czy list może być utworem w rozumieniu prawa autorskiego? Kto właściwie może decydować o publikacji listów? Czy ochrona prywatności może obejmować zdarzenia, o których możemy dowiedzieć się z upublicznionych życiorysów? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 16 lutego 2017 r., sygn. akt VI ACa 1875/15).

Spór dotyczył prawa do publikacji prywatnych listów w książce (pozostawione w uzasadnieniu okruszki pozwalają mi przypuszczać, że chodzi o książkę Remigiusza Grzeli „Wybór Ireny”, por. informacja o procesie w rp.pl). Listy do kobiety napisał powód w czasie wojny; w 2014 r. córka adresatki powiadomiła autora o zamiarach i nawet otrzymała jego zgodę na włączenie listów do książki. Jednak po jakimś czasie mężczyzna zmienił zdanie, a wychodząc z założenia, że zgody na pewno nie uzyskał ani wydawca ani autor książki, zaś ujawnienie prywatnej korespondencji oznaczało naruszenie przysługujących mu praw do jego własnych utworów (listów).
Stąd pozew przeciwko wydawcy książki i żądanie m.in. zaniechanie naruszenia autorskich praw majątkowych i osobistych oraz dóbr osobistych poprzez zakazanie korzystania, drukowania, rozpowszechniania i promocji książki; wycofania z obrotu oraz zniszczenia bezprawnie wydanych egzemplarzy książki oraz przeprosin.

Sąd I instancji powództwo oddalił: listy od wieków należą do domeny publicznej, brak im oryginalności formy, zatem listy powoda do kobiety nie są utworami w rozumieniu art. 1 pr.aut. i nie podlegają ochronie należnej utworom. Treść listów objęta jest tajemnicą korespondencji, a zatem podlega ochronie na zasadach art. 23 kc, aczkolwiek praktycznie nieograniczone prawo do dysponowania korespondencją przysługuje adresatowi, a po jego śmierci — następcom prawnym (art. 82 pr.aut.).

art. 82 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Jeżeli osoba, do której korespondencja jest skierowana, nie wyraziła innej woli, rozpowszechnianie korespondencji, w okresie dwudziestu lat od jej śmierci, wymaga zezwolenia małżonka, a w jego braku kolejno zstępnych, rodziców lub rodzeństwa.

Prawo to ulega ograniczeniu gdyby treść listów zawierała tajemnice podlegające ochronie na podstawie przepisów prawa (np. tajemnicę przedsiębiorstwa, bankową, skarbową, handlową, zawodową, służbową, medyczną) — skoro jednak treść listów nie zawierała tego rodzaju informacji, wyłącznie uprawniona do dysponowania korespondencją jest córka adresatki.
Nie można przy tym powoływać się na ochronę prywatności, albowiem listy dotyczyły informacji, które były publicznie ujawnione w życiorysach mężczyzny i kobiety — zaś informacje upublicznione siłą rzeczy nie są prywatne (art. 14 ust. 6 prawa prasowego).

Skuteczny okazał się jednak wyrażony w apelacji zarzut dowolnej oceny dowodów (art. 233 par. 1 kpc): nie można powiedzieć, iżby powód zgodził się na upublicznienie napisanych listów, skoro nawet z zeznania autora książki wynika, że mężczyzna nawet nie wiedział o odnalezieniu jego korespondencji. Powód spotkał się z dziennikarzem, opowiadał o swoich relacjach z adresatką listów, identyfikował osoby na zdjęciach — ale nawet wymiana listeli z autorem książki nie mogła oznaczać zgody na publikację listów, o których nic mu nie powiedziano. Autor książki, który chciał uzyskać zgodę rozmówcy na upublicznienie korespondencji w książki, powinien był mu wprost wyjaśnić, że listy zostały odnalezione.
Stąd nie można powiedzieć, że powód zgodził się na publikację napisanych listów — aby następnie ze zgody tej się wycofać.

Niedopuszczalne było także arbitralne założenie, że listy nie mogą stanowić utworów w rozumieniu prawa autorskiego, ponieważ należą do domeny publicznej. List może być utworem, aczkolwiek aby to stwierdzić należy dokonać analizy jego treści, czego sąd I instancji nie uczynił.

Nie można także wywodzić wyłącznego prawa do dysponowania korespondencją z przepisu, który może być wyłącznie rozumiany jako ochrona interesu adresata po jego śmierci — i to tylko przez okres 20 lat (art. 82 pr.aut.). Tymczasem zgody na publikację listu może nie wyrazić zarówno jego autor jak odbiorca, powołując się na ochronę dóbr osobistych (tajemnicę korespondencji, ochronę prywatności, czci); zaś po upływie 20 lat rodzina adresata może powołać się wyłącznie na ochronę ich własnych dóbr osobistych.

Niedopuszczalne było także przyjęcie, że w przypadku osób, których biogramy są dostępne w internecie wyłączona jest ochrona prywatności: raz, że książka nie jest prasą, zatem nie mają do niej zastosowanie przepisy prawa prasowego; dwa, że listy dotyczyły innego okresu i innych spraw, niż opisane w bohaterskim życiorysie powoda.

Stąd też sąd I instancji powinien zmierzać do ustalenia czy publikacja listów naruszyła prawa autorskie powoda oraz czy ujawnienie korespondencji doprowadziło do naruszenia dóbr osobistych.

Zamiast komentarza: oczywiście nie umiem odpowiedzieć dlaczego sąd I instancji stwierdził, że listy na pewno nie są utworami, a przez to wchodzą do domeny publicznej. Definicja utworu jest tak szeroka — „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od (…) sposobu wyrażenia” — zaś wyłączenia tak szczegółowe (art. 4 pr.aut.) — że łatwo można sobie wyobrazić list spełniający warunki do zakwalifikowania go jako utwór.

Nie umiem natomiast podzielić stanowiska sądu II instancji odnoszącego się do kwestii zgody na publikację listów. Owszem, art. 82 pr.aut. nie grzeszy precyzją, ale osobiście zwykłem go interpretować następująco: każdy list jest „własnością” jego adresata, aż do jego śmierci — chyba że „właściciel” postanowi list upublicznić lub „zamknąć” na zawsze („…nie wyraziła innej woli…”). Jeśli owej „innej woli” nie ma, przez kolejne 20 lat „właścicielami” listu są wskazani tam członkowie rodziny adresata. Po upływie 20 lat list — o ile nie jest utworem — „uwalnia się”. (Zawsze jednak publikacja treści listu może naruszać dobra osobiste innych osób, w tym także nadawcy.)
Inna sprawa, że — uzasadnienie jest tu dość lakoniczne — nie wiadomo jak wyglądały relacje pomiędzy córką adresatki a wydawcą książki; warto mieć bowiem na uwadze, że chociaż przepis nie mówi o „publikowaniu przez małżonka lub zstępnych” lecz o „zezwoleniu” małżonka lub zstępnych —

  • Usher

    sąd I instancji stwierdził, że listy na pewno nie są utworami

    Bo niektóre nie są. W szczególności dotyczy to informacji publicznej.

  • To jest potencjalnie następny problem — czy raporty Andersa pisane do Sikorskiego wchodzą w zakres informacji publicznej? ;-)

  • sjs

    Pytanie trochę obok. Czy autor będący np pisarzem może sam opublikować swoje listy jeśli z ich treści jasno nie wynika kim jest adresat?

  • Uważam, że nie — właśnie dlatego, że moim zdaniem art. 82 pr.aut. oznacza coś innego, niż powyżej — chociaż myślę, że pisarze czasem się dogadują ;-)

  • Usher

    Tu się robi wiele problemów naraz, w szczególności:
    * Czy listem jest wszystko, co się przesyła jako korespondencję w kopercie?
    * Czy korespondencja służbowa może mieć charakter utworu?
    * Co ma wspólnego tajemnica korespondencji z tajemnicą państwową czy służbową?
    * Czy raport-ekspertyza jest utworem?

  • Część odpowiedzi wydaje się nietrudna:

    – „list” to jeden z rodzajów korespondencji (obok np. listu otwartego, podania, wniosku, wezwania, etc. etc.),
    – nie każda przesyłka jest „korespondencją” (paczka, przekaz), nie każda korespondencja jest przesyłką (korespondencję, w tym także list, można dostarczyć osobiście, nawet bez koperty),
    – pisma służbowe mogą być napisane jak utwór (ale art. 4 pr.aut. „kasuje” ich ochronę),
    – ekspertyza może być utworem, ale jeśli to ekspertyza urzędowa, to art. 4 pr.aut.

    Weź pod uwagę jeszcze kwestie związane z upływem czasu oraz — skoro zagaiłeś o informację publiczną — wątpliwości czy ustawę można stosować do zdarzeń (dokumentów) historycznych, czyli np. korespondencji Wł. Sikorskiego, etc.

  • Usher

    Jak widać z przytaczanego uzasadnienia (jakoby listy nie były utworami), nie są to pytania oczywiste nawet dla sędziów.
    W kwestii dokumentu historycznego zabrakło uściślenia, że chodzi o ochronę współczesną, ale też nie wyjaśniono kwestii możliwego naruszenia tajemnicy państwowej (bez wnikania w szczegóły raport nie jest listem prywatnym, tylko pismem służbowym, które mogło być jednak opatrzone stosowną klauzulą tajności).

  • Usher

    Zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz z uzasadnienia:

    Niedopuszczalne było także przyjęcie, że w przypadku osób, których biogramy są dostępne w internecie wyłączona jest ochrona prywatności:
    raz, że książka nie jest prasą, zatem nie mają do niej zastosowanie przepisy prawa prasowego;
    dwa, że listy dotyczyły innego okresu i innych spraw, niż opisane w bohaterskim życiorysie powoda.

    A co, jeśli:
    1. Fakty z biografii były już ujawnione w innej książce?
    2. Książka obejmowała całe życie, a sprawę ujawnił w niej sam autor – nadawca listów, bo to był jego dziennik?
    Czy w takich okolicznościach nadawca lub jego spadkobierca mogą się powoływać na ochronę prywatności?

  • Bo spór o list nie jest sporem o zasadę lecz o konkretny przedmiot sporu („ten” list).

  • Usher

    Zatem czy ten list (raport Andersa do Sikorskiego) jest objęty tajemnicą państwową?

  • Jeśli list jest utworem, to oczywiście uwalnia się dopiero po 70 latach od śmierci autora. Ale być może jego publikacja dopuszczalna jest wyłącznie za zgodą odbiorcy (w sumie można podjąć niezłą gdybologię nt. relacji między art. 82 pr.aut. i art. 16-17 pr.aut.).

    Poza tym:
    ad 1) IMHO nie ma naruszenia prywatności jeśli fakty są już jawne (bez względu na to kto je ujawnił),
    ad 2) j.w.,

    i wówczas rzecz jasna nadawca-autor nie może powoływać się na ochronę swojej prywatności („mnie o tym wolno pisać, ale nie Tobie”), a spadkobiercy — być może, ale tylko o ile dotyczy to bezpośrednio spadkobierców.

  • Wiadomo, że nawet stare dokumenty mogą być objęte tajemnicą państwową — wiadomo, że Brytyjczycy mają tu swoje ciekawe regulacje „za 50 lat”, a po upływie tego okresu „przedłużamy do 100 lat”.

    Czy rząd JKM może odmówić ujawnienia takich dokumentów? Uważam, że powinien je przekazać albo do muzeum, albo do archiwum polskiego — a wówczas niech władze polskie o tym decydują.