Usługodawco, któryś wymoderował choćby jeden komentarz…

 

Założenie jest proste: serwis internetowy nie ponosi odpowiedzialności za wpisy internautów, dopóki nie ma wiedzy o bezprawnych komentarzach. Wyłączenie odpowiedzialności kończy się w momencie, w którym usługodawca dowiaduje się o opiniach naruszających dobra osobiste (od zainteresowanego lub od moderatora).
Czy można jednak zakładać, że wiedza o bezprawnych komentarzach dotyczy wyłącznie tych opinii, które zostały zgłoszone do moderatora — czy też wymoderowanie części wpisów na forum pozwala na założenie, że usługodawca wiedział o pozostałych wpisach, na które po prostu nie zareagował? (wyrok Sądu Najwyższego z 10 stycznia 2014 r., I CSK 128/13)

Spór dotyczył odpowiedzialności wydawcy portalu internetowego za komentarze internautów pod opublikowanym artykułem. Zdaniem powoda usługodawca przez dłuższy czas tolerował obraźliwe komentarze (m.in. „tatuś […] wcześniej właził do tyłka komunie — stąd nie dziwi nic. A. ty po…ny kałmuku zamknij ryj raz na zawsze” lub „Wygląda jak typowy rusek. Liże dupy gdzie popadnie. Wygonić tego idiotę ze stolicy razem z idiotami z […]” — sam tekst dotyczył wniosku o uchylenie immunitetu parlamentarnego) przez co doszło do naruszenia dóbr osobistych, zatem zażądał przeprosin oraz zadośćuczynienia.
(Okruszki wskazują, że pozwanym wydawcą była spółka RASP sp. z o.o.)

Pozwany wskazał na art. 14 ust. 1 uośude, zwalniający go z odpowiedzialności za bezprawne komentarze internautów — treść opinii poznał dopiero z odpisu pozwu i dwa dni później usunął je.

Sąd prawomocnie oddalił powództwo: niezależnie, iż komentarze naruszały cześć, godność, dobre imię powoda, to wydawca portalu nie może ponosić za nie odpowiedzialności. Internauci nie są dziennikarzami, ich komentarze nie stanowią przejawu działalności dziennikarskiej (nie są materiałami prasowymi). Część redakcyjna portalu jest oddzielona od forum internetowego, nawet jeśli treść opinii wyrażanych na tym forum ma związek z opublikowanymi artykułami. Niezależnie od tego, że wydawca zastrzegł w regulaminie uprawnienie do kontrolowania wpisów internautów (i zatrudniał kilku moderatorów), nie ponosi on odpowiedzialności za treści, o których nie wie (art. 14 ust. 1 uośude), zaś do samej moderacji nie jest zobowiązany (art. 15 uośude) — zaś ciężar dowodu (o tym, że portal wie o bezprawnych komentarzach) obciąża powoda.
Wydawca nie ponosi także odpowiedzialności na zasadzie pomocnictwa (art. 422 kc), bo nie można pozwanej zarzucać, iż godziła się na umieszczenie bezprawnych treści.

Rozpatrując skargę kasacyjną Sąd Najwyższy zauważył, że kluczowa w sprawie jest postmoderacja opublikowanych komentarzy: jeśli moderator usunął choćby pojedynczy komentarz zamieszczony pod tekstem, to można domniemywać, że miał wiedzę o innych obrażających powoda wpisach.

Owszem, serwis internetowy nie ma obowiązku sprawdzania treści wpisywanych przez internautów — ale jeśli decyduje się na ich moderację (choćby poprzez stosowanie systemów automatycznie wychwytujących wulgaryzmy), należy przyjąć, iż nie można skutecznie powołać się na brak wiedzy o bezprawnych komentarzach (w rozumieniu art. 14 ust. 1 uośude).

Tej okoliczności jednak sąd II instancji nie ustalił (głównie wskutek nieprawidłowo zleconej opinii biegłego informatyka), zatem zaskarżony wyrok został uchylony, a sprawa wróciła do ponownego rozpoznania.

  • Usher

    spółka RASP sp. z o.o.

    Błąd. Chodzi chyba o firmę Ringier Axel Springer Polska (Grupa Onet-RAS Polska, RAS PL, RASP) i fakt.pl, co przecież samo się podlinkowało jako podobne:
    http://czasopismo.legeartis.org/2016/11/roman-giertych-fakt-pl-wyrok.html

    Swoją drogą zacytowany fragment („jeśli moderator usunął choćby pojedynczy komentarz zamieszczony pod tekstem, to można domniemywać, że miał wiedzę o innych obrażających powoda wpisach”) może wyjaśniać, dlaczego moderatorzy na portalach gazeta.pl i wyborcza.pl kasują wszystkie komentarze danej osoby pod określonym artykułem, jeśli tam zgłoszono do skasowania choćby jeden komentarz tej osoby.

    Dla odmiany uzasadnienie, że zachodzi „stosowanie systemów automatycznie wychwytujących wulgaryzmy”, może być chybione, gdyż te systemy z reguły działają na zasadzie premoderacji i po prostu odrzucają takie komentarze ze stosownym komunikatem błędu.

  • Magic

    A nie można domniemywać, że dalej nie doczytał, bo mu się dziń pracy skończył?
    A skąt miał mieć wiedzę, że dany wpis jest obrażający? Przecież to kwestia subiektywna- jak powód poinformuje że ten a ten wpis jest obrażający – to wtedy można domniemywać, że rzeczywiście taki jest.
    BTW. Mam nadzieję, że nikogo tym wpisem nie obaziłem.

  • Usher

    Najpierw na temat obrazy. Chyba sam się obraziłeś na słowo pisane, bo nie przeczytałeś ze
    zrozumieniem ani tego artykułu, ani artykułu wcześniejszego, który
    podlinkowałem, a tam przecież są wyjaśnienia. Poza tym obraziłeś się też chyba na słownik, który w końcu powinieneś wyciągnąć z kątowni…

    Teraz trochę wyjaśnień.

    1. Nie można domniemać. Moderator powinien swoją pracę wykonywać rzetelnie, czyli rozpatrzyć zgłoszenie w całości lub przekazać je do rozpatrzenia następnej zmianie. Szczegóły niżej, w części „Jak to działa?”
    2. W uproszczeniu – powód zgłosił do usunięcia obraźliwe opinie umieszczone pod tekstem, cytując stosowne fragmenty niektórych z nich, pozwany zaś stwierdził, że o nich nie wiedział, choć wiedzieć powinien, bo korzysta z postmoderacji.

    Jak to działa?

    Przy każdym komentarzu jest menu pozwalające dokonać zgłoszenia, które trafiają do systemu obsługi i są później przeglądane przez moderatorów. RedNacz nie zaznaczył, czy za „pozostałe wpisy” uważa komentarze dostępne w chwili zgłoszenia, w chwili reakcji moderatora, czy wszystkie wysłane do dziś(!), ale cokolwiek się działo, powinien pozostać po tym ślad w systemie obsługi zgłoszeń. Zatem samo „nie wiedziałem” to za mało bez poparcia tego stwierdzenia stosownymi logami z systemu.
    Z drugiej strony zgłaszający powinien się liczyć z tym, że reakcja nie będzie natychmiastowa (podobnie jak w przypadku korespondencji pocztowej), a opóźnienie i rzeczowość reakcji zależy od tego, jaką drogą i w jakiej formie dokonano zgłoszenia. Jeśli zatem nikt w tym przypadku nie skorzystał ze standardowych procedur zgłaszania nadużyć w Internecie (menu przy komentarzu, formularz kontaktowy na stronie portalu, wiadomości na adres emailowy abuse(at)nazwa.portalu.pl), to trudno oczekiwać jakiejkolwiek sensownej reakcji poza stwierdzeniem „Nie dostaliśmy żadnych zgłoszeń”.

    Jak widać, brak wyjaśnienia kwestii technicznych prowadzi do korowodów, z których pewną korzyść mają tylko sędziowie (bo prawnicy jako strony już niekoniecznie).