Współautorstwo fotografii („na dupie se zrób”)

Współautorstwo fotografii — czy to w ogóle możliwe, skoro aparat fotograficzny wydaje się być urządzeniem jednoosobowym? I sprawa druga: czy przerabiając cudze zdjęcie bez zgody twórcy — oraz osoby sportretowanej — można zasłużyć na zarzut naruszenia dóbr osobistych?


współautorstwo fotografii

Kuatusi jest milusio jak może się poczuć współautorką jej własnego portretu („o, pokaż jeszcze tę łatkę, ładną ją mam!”), (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 30 maja 2017 r. (sygn. akt I ACa 107/17)
O współtwórczości fotograficznej możemy mówić wtedy, gdy wyboru składników obrazu dokonały nie mniej, niż dwie osoby fizyczne, a dotyczy to wypadku, gdy wszystkie składniki stanowią efekt wspólnego wyboru (jednoczesnego uzgadniania), jak też wyboru poszczególnych składników przez różne osoby, oraz gdy między tymi osobami istniało porozumienie obejmujące co najmniej wspólne, akceptowane przez wszystkich założenia, a także gotowość do dostosowania swojego wkładu do wkładu pozostałych osób, przy czym porozumienie to może zostać zawarte także w sposób dorozumiany. 

Spór dotyczył dość nietypowej sytuacji: tatuażysta przerobił, w celach reklamowych, bez zgody autorki i modelki, fotografię, dodając na pośladku tatuażu oraz wykonujących go dłoni oraz napisu „na dupie se zrób”. Zdjęcie pobrał z internetu, nie interesując się jego autorstwem — nie przypuszczał, że fotografia może być wykonana przez polskiego twórcę.

Kobiety, które znalazły „reklamę” tatuażysty uznały, że publikacja przerobionej fotografii naruszyła prawa autorskie, zatem wniosły o zasądzenie od tatuażysty kwoty 2 tys. złotych z tytułu naruszenia autorskich prawa majątkowych i osobistych (wskazując, że wynagrodzenie za wykorzystanie zdjęcia wynosiłoby 1 tys. złotych). Modelka zażądała ponadto 5 tys. złotych zadośćuczynienia za naruszenie praw do wizerunku oraz — poprzez dodanie wulgarnego napisu — godności, a także zamieszczenia przeprosin pod zdjęciem.

Sąd prawomocnie uwzględnił roszczenia finansowe powódek w całości: pozwanego nie zwalnia z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych modelki fakt, że dziewczyna kilka lat wcześniej — w młodości — używała wulgarnych słów w prywatnych rozmowach ze znajomymi w internecie. Publikacja przerobionego zdjęcia prezentującego wizerunek modelki naraziła na szwank wizerunek (moim zdaniem rozumiany raczej jako emploi, nie w rozumieniu art. 81 pr.aut.) kreowany w sposób przemyślany — a to poprzez wulgarne i wyzywające przedstawienie osoby. Nikt, oprócz samej modelki, nie ma prawa kreowania jej wizerunku.

Nie można także kwestionować współautorstwa fotografii (na co pozwany zwrócił uwagę w apelacji), zwłaszcza, że między powódkami nie było co do tego sporu — nigdzie nie jest powiedziane, że modelka „występująca” na zdjęciu nie może być współtwórczynią (kreacji, oświetlenia, scenariusza etc. — niekoniecznie autorem jest ten tylko, kto trzymał aparat fotograficzny i zrobił „pstryk”). Współautorstwo fotografii wymaga tylko i aż porozumienia współtwórców — wspólnego dążenia do osiągnięcia jednakiego celu, także w przypadku utworu fotograficznego.

Oznacza to, że publikując zdjęcie bez zgody autorek pozwany naruszył przysługujące im prawa autorskie, zatem przyjmując, że należne byłoby wynagrodzenie w wysokości 1 tys. złotych, odszkodowanie w podwójnej wysokości będzie adekwatne (ale podzielone na pół, czyli po 1 tys. złotych dla każdej ze współautorek).

Skoro jednak zdjęcie zostało usunięte już po otrzymaniu przedsądowego wezwania, sąd nie mógł uwzględnić żądania zamieszczenia pod nim stosownego oświadczenia.