„The Square” — to nie jest komedia dla wszystkich ludzi

Sam nie wiem jak to jest, ale wychodząc z kina po filmie pokroju „The Square” — reklamowanym przez dystrybutora jako najśmieszniejszy film nagrodzony Złotą Palmą od czasu… „Pulp Fiction” — zawsze dumam nad losem recenzentów, którzy musząc zapracować na wierszówkę, muszą tedy zdobyć się na recenzję i tego dzieła.
Po prostu mnie jest chyba o tyle łatwiej, że: (i) bilety kupiłem za własne pieniądze, więc nikomu nie jestem nic winien; (ii) recenzję mogę napisać, ale nie muszę, a jak tego nie zrobię, nikt nawet nie zauważy (bo i tak moje zdanie się nie liczy).


film the square recenzja

„The Square” — satyra na współczesną, niszową sztukę może być… zbyt niszowa


„The Square” to dość kąśliwa satyra na świat nowoczesnej sztuki — tej, którą sprzątający może niechcący naruszyć (i nawet nie zauważyć swojego faux pas), ale na szczęście żwir z odkurzacza da się wyciągnąć i uzupełnić instalację. Tej, o której pisze się w sposób wyglądający jak własna parodia (świetna scena wywiadu dziennikarki z dyrektorem muzeum).
Film (w niespecjalnie odkrywczy przecież) sposób pokazuje także banał współczesności — owa sztuka nie będzie zauważona, jeśli nie będzie wsparta możliwie niedorzecznym, ale wystarczająco szokującym przekazem public relations — albo filmikiem na YT, albo udziwnionym performancem odegranym ku uciesze wyfraczonej śmietanki towarzyskiej (ejże, czyżby naprawdę mniej liczyła się treść, a dobrze sprzedawał banał filmik wrzucony na YouTube? (Niewiarygodnym passusem jest oburzenie prasy, która na kilku szpaltach pisze o muzeum sztuki nowoczesnej — oraz gorszy się drastycznym przekazem filmiku; czy naprawdę w Szwecji gazety nie mają o czym pisać, więc biorą się za krytykę kampanii marketingowych galerii sztuki?)

Dla jasności: chociaż film „The Square” został zaliczony do gatunku „komedia”, mam pewne wątpliwości. Nie to, żeby brakowało naprawdę śmiesznych momentów — rzecz jest całościowo zabawna, chociaż w dość nieoczywisty sposób (chociaż 140 minut to też lekka przesada). Słowem: jeśli podobał się Wam „Toni Erdmann”, śmiało można wyskoczyć do kina na „The Square” — jeśli jednak preferujecie „Siedmiu wspaniałych”, lepiej zostańcie w domu.