„Kingsman: Złoty krąg” — nie wejdziesz dwa razy do tego samego krawca

Nie wejdziesz dwa razy do tego samego krawca — przyszło mi do głowy po obejrzeniu filmu „Kingsman: Złoty krąg. I to nie tylko przez to, że zakład krawiecki przy Savile Row legł w gruzach, zbombardowany przez podstępną kobietę.


Kingsman Złoty krąg recenzja

„Kingsman: Złoty krąg” — nie jest tak dobrze jak mogło być…


Jeszcze pamiętam jakim „Kingsman: tajne służby” był dla mnie rewelacją — świetny pomysł, niezłe wykonanie, sporo autoironii, momentami mocny absurd, zaskoczenie. Idąc do kina (kina z popcornem i prawie dwoma kwadransami reklam, taka dystrybucja) na nową opowieść o przygodach Eggsy’ego miałem zatem rozbudowane oczekiwania…

Pomysł znów jest niezły, wykonanie mocno gorsze. Bez palenia: trzęsąca światowym narkobiznesem Poppy (Julianne Moore) postanawia wyjść z buszu, w tym celu infekuje swój towar, śmiertelna trucizna grozi setkom milionów mieszkańców całej planety. Obiecuje udostępnić antidotum pod warunkiem, że prezydent U.S.A. podpisze dekret legalizujący dragi i gwarantujący jej nietykalność. W to wszystko angażują się pozostali przy życiu (po serii zamachów) agenci Kingsman oraz „kuzyni” z Kentucky, czyli agencja Statesman.

W filmie nie brak niezłych efektów i scen walki, lecz niestety — brak mu jest tej lekkości, dowcipu i szaleństwa jak w dziele sprzed trzech prawie lat. Szkoda potencjału jakim była rola Eltona Johna (który i tak robi co może), zaś finałowa scena walki — mająca być nawiązaniem do kultowej rzezi w kościele — chociaż okraszona genialnym „Saturday Night’s Alright for Fighting”… aż taka genialna nie jest.



Reasumując: stara reguła podpowiada, że sequel rzadko jest lepszy od oryginalnego dzieła, niestety i tym razem reguła ta bierze górę. „Kingsman: Złoty krąg”, chociaż momentami błyszczy, w ogólności jest filmem mocno średnim (z tych lepszych w swej średniości, ale jednak).

PS za dwa tygodnie do kin wchodzi „Blade Runner 2049”, mam nadzieję, że nie będę płakał…

  • Magic

    Genialna jest scena składania propozycji businessowej prezydentowi – jakbym widział high management jakiegoś (mojego?) korpo na sponsorowanej konferencji.
    I błyskawiczna reakcja mediów.
    Drift na początku filmu – udany.
    Sceny walki – powtórka z części pierwszej – gdybym tamtych nie widział – tymi bym się zachwycił.
    I dylemat moralny z którym zmierzył się Prezydent – do refleksji.
    Natomiast – poza Merlinem – agenci wypadli słabo.

  • robal_pl

    Zgadzam się z opinią. Trochę fajny, trochę robiony tylko po to aby nakręcić sceny wyłącznie dla efektów 3D, co bardzo razi (oglądałem wersję 2D).

  • Tak, smaczków parę jest (także akcja z podkładaniem pluskwy ;-) IMHO te przekalkowane sceny też się nawet bronią (bitka w knajpie).

    Co do postaci, to najsłabszym punktem jest główny bohater, przez niego mam wątpliwość czy to aby nie jest kino dla nastolatków.

  • b52t

    Wczoraj, po raz pierwszy oglądnąłem Kingsmena (teraz: „jedynkę”). Ubawiłem się przednio, film ma wiele ciekawych i pastiszowych kawałków. No i to kolejna mordo-strzelanka w której krwi na ekranie uświadczysz tyle co wyciśniesz z pięciu komarów. Kościół, scena po aktywacji czipów. Akcja tak wartka, że nawet polsatowskie przerwy reklamowe jej nie zmąciły. A śmiechu, że aż miło, w sam raz przed snem.

  • Krwi tam jak u Tarantiniego prawie, to fakt.

    W telewizji puścili? nono :)

  • b52t

    No właśnie same w sobie krwi, jako płynu mało, a za to trup ścieli się gęsto.

  • b52t

    Odnośnie Bladego Biegacza 2049: film ma bardzo pozytywne recenzje (bez zagłębiania się w treść, bo nie chce sobie psuć) – 95% pozytywnych (za rottentomatoes).
    Zaczął się sezon na dobre filmy. ;-)

  • Recenzja będzie w sobotę wieczorem :)

  • b52t

    Poczekam aż przejdą największe tłumy. ;-)