Potrącenie rowerzysty na chodniku

Potrącenie rowerzysty na chodniku to chyba dobry asumpt do krótkiego tekstu o odpowiedzialności kierowcy za kolizję z rowerzystą, który naruszył obowiązek z art. 33 ust. 5 pord (nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej z 31 marca 2017 r., sygn. akt VII W 2842/16).


potrącenie rowerzysty chodniku

Niniejszy obrazek dedykuję tym, którzy uważają, że pogięte jedno koło w rowerze uniemożliwia dalszą jazdę. Są tacy, którzy nigdy nie widzieli dwóch kółek — i się tym wcale nie przejmują! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Kierujący samochodem został obwiniony o to, że podczas skrętu w lewo — wjeżdżając pomaluśku na stację paliw — nie zachował należytej ostrożności i nie upewnił się czy ktoś porusza się chodnikiem, przez co potrącił jadącego chodnikiem rowerzystę (art. 86 par. 1 kw). Po zderzeniu poszkodowany (16-latek jadący do szkoły) podniósł się i pomachał, że nic mu się nie stało, ale ze względu na pogięte koło rower musiał dalej prowadzić. Na to wszystko nadjechała (samochodem) matka chłopaka i zażądała zwrotu kosztów naprawy, jednak kierowca odmówił, wskazując, że nie jest winny.

Zdarzenie zgłosił na policję sam kierowca — nawet nie dlatego, że w jego aucie „uszkodzona została przednia lampa (odprysk na szkle), przednia szyba (odprysk na szkle) oraz porysowana została powłoka lakiernicza na przedniej masce, przednim zderzaku i lewym przednim błotniku” — ale dlatego, że nie czuł się winny. (O ile dobrze rozumiem właśnie owo auto-da-fé dało asumpt do wniesienia o ukaranie.)

Sąd uniewinnił obwinionego od zarzutów: biegły wykazał (m.in. na podstawie zapisów z monitoringu), że chociaż samochód poruszał się bardzo powoli, kierowca nie mógł zauważyć roweru jadącego chodnikiem — nie było więc możliwe uniknięcie kolizji. Zachowanie prowadzącego samochód przed zdarzeniem było prawidłowe (art. 22 pord): nie tylko miał on prawo, ale i obowiązek wykonać ten skręt, oczywiście po upewnieniu się, że nie zagraża innym pojazdom, ale nie miał obowiązku zakładać, że jakiś rower będzie poruszał się chodnikiem, na którym nie było drogi dla rowerów (por. „Ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście”).

Niezależnie od tego, że w ocenie poszkodowanego gęsty ruch na jezdni usprawiedliwiał jazdę chodnikiem, w rzeczywistości przepisy ruchu drogowego mówią coś innego (por. „Rowerem po chodniku”) — chłopak miał prawo prowadzić rower, ale nie jechać wzdłuż chodnika.

Oznacza to, że feralne potrącenie rowerzysty na chodniku było następstwem nieprawidłowego zachowania samego poszkodowanego, za co obwiniony nie może ponosić odpowiedzialności.

Zamiast komentarza: ucieszonym, że sąd orzekł, że można rozjeżdżać źle przechodzące babcie (tak sobie uproszczę, na potrzeby publicystyki, spotykany czasem w dyskusji pogląd) przypominam, że obowiązuje jeszcze zasada ograniczonego zaufania, zatem czasem może się okazać, że owszem, poszkodowany sam sobie winien, ale to nie oznacza, że przytomny uczestnik ruchu nie powinien był tego przewidzieć — dostrzec — reagować.

  • A jakby pieszego – biegnącego – nie zauważył?

  • patchworked

    Rozumiem (poniekąd…), czemu ktoś woli jechać chodnikiem, ale niech podczas takiej jazdy ma oczy dookoła głowy, rękę ciągle na hamulcu (najlepej na obu) a prędkość rozsądnie niską :/. Nawet na przejazdach rowerowych zasadę ograniczonego zaufania trzeba traktować, nomen omen, śmiertelnie poważnie, a co dopiero jadąc nielegalnie po chodniku. 16-latek to już przecież nie jest małe dziecko i powinien mieć trochę oleju w głowie.

  • To ja tak – być może przewrotnie – zapytam: czy sąd jest pewien swojego stanowiska? Wydaje się ono tak bez sensu, że aż mnie zęby bolą – jak duża w widoczności jest różnica pomiędzy jadącym na rowerze rowerzystą, a pieszym (również jadącym na rowerze)?

  • Albo „pieszego” (ta sama osoba, jadąca z tą samą prędkością, tyle że za nią jedzie dziecko lat 8, którym się ta osoba opiekuje).

  • Borek

    O bez sensie piszesz, a jednocześnie masz pieszego jadącego na rowerze – nie gryzie Ci się to? ;)

    Ponieważ nie było tam DDR ani przejazdu, dlatego sytuację można swobodnie porównać do takiej, gdzie po chodniku jedzie samochód. Tu już wątpliwości mieć nie będziesz, prawda? Poza tym widoczność zależy nie tylko od aury oraz sylwetki celu (wielu przegapia rowerzystów na prostej drodze), ale też od kształtu drogi i przydrożnych obiektów. Z jakiegoś powodu biegły orzekł, że dokładnie „nie mógł zauważyć roweru poruszającego się chodnikiem”. Pewnie właśnie taka sytuacja zaszła, jakiś krzak czy murek zasłania chodnik i tyle. Gdyby jechał jezdnią to może byłby widoczny z większej odległości, a i kierowca dojeżdżając do jezdni zakłada że coś po niej jedzie szybko – jak mu coś widok zasłania to wyjeżdża ostrożniej. Co więcej, opinia biegłego wskazuje na to że nawet gdyby kierowca ostrożnie ocenił sytuację na chodniku i podjechał do jezdni by zrobić to samo, to nadal wypadający zza krzaka rowerzysta mógłby być zaskoczony samochodem stojącym mu na drodze i uderzyłby w jego drzwi.

    A co do zasady ograniczonego zaufania to warto pamiętać, że wywodzi się ona z art. 4 PoRD brzmiącego tak:
    Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.

    Czyli w pierwszej kolejności mamy założenie że każdy korzysta z dróg przepisowo, a dopiero potem wyjątek – pod warunkiem jednak że „okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania”. Krzak przy chodniku to nie jest okoliczność wskazująca na to że ktoś się za nim czai, to nie paranoja ani Monty Python („How not to be seen”).

  • gordon.shumway

    Odnośnie „zasady ograniczonego zaufania” – to właśnie użycie takiej potocznej, skrótowej nazwy wprowadza właśnie w błąd odnośnie jej sensu.
    Bo zgodnie z art 4 PoRD jest to raczej „zasada zaufania, które nie może być jednak nieograniczone”.
    No ale wiedza większości uczestników ruchu pochodzi od instruktorów prawa jazdy, którzy kultywują i krzewią taka specyficzną wersję PoRD wynikającą raczej z nawarstwiania się interpretacji i przekazów ustnych niż literalnego brzmienia przepisów.
    I jak ktoś słyszy o „zasadzie ograniczonego zaufania” to włącza mu się tryb „przede wszystkim nikomu nie ufać”…

  • Moim zdaniem nie można porównać, bo przepisy są dość jasne i osoba jadąca samochodem nie będzie nigdy pieszym. Natomiast rzeczą względnie normalną jest pieszy jadący rowerem – co wynika z PoRD i definicji pieszego (w szczególności: „osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej”). Dlatego należy się spodziewać, że na chodniku może się znaleźć szybko jadący rower. Tak samo jak ulicą jednokierunkową pod prąd może jechać pojazd uprzywilejowany, z żółtymi migającymi światłami, na wstecznym, czy rowerzysta (jeśli dopuszczono ruch rowerowy pod prąd, a prędkość maksymalna na odcinku nie przekracza 30 km/h)… i dowolny uczestnik ruchu powinien to wiedzieć – np. przechodząc przez pasy. Dlatego nawet przechodząc przez przejście dla pieszych przez jednokierunkową należy spojrzeć w obie strony – nawet jeśli potrąci nas nieprawidłowo jadąc pod prąd wariat to my, jako pieszy – powinniśmy byli się upewnić, czy ktoś nie jedzie pod prąd, bo równie dobrze mógłby to być jadący całkowicie przepisowo niepełnosprawny. Z wyroku w tej sprawie wynika mi z grubsza tyle, że kierujący samochodem nie był winny, bo nie mógł zauważyć owego roweru i dlatego nie ponosi winy za wypadek; to jest równoważne z tym, że mógł zupełnie bezkarnie potrącić przepisowo jadącego chodnikiem 10-latka pod opieką osoby dorosłej tylko dlatego, że nie mógł go widzieć… czyli de facto priorytetem dla sądu nie było to, że rowerzysta poruszał się przepisowo. Problem w tym, że do tej pory „kurcze, nie zauważyłem go” nie zrzucało winy ze sprawcy wypadku, a tu mamy dokładnie taki przykład, gdzie jest to *jedyny* powód uniewinnienia. Drugą ewentualnością jest założenie sądu, że kierowcy po prostu nie znają przepisów i wymaganie ich znajomości jest bez sensu – dlatego pojawiło się kuriozalne jak dla mnie zdanie „nie miał obowiązku zakładać, że jakiś rower będzie poruszał się chodnikiem” (przypominam raz jeszcze definicję pieszego).

  • cxrewzre crexzexz

    wczoraj mialem taka sytuacje, auto na chodniku, lewe kola na krawezniku rozdzielajacym chodnik od sciezki rowerowej, prawe drzwi pasazera otwarte na pelna szerokosc co w sumie wyzerowalo szerokosc chodnika dostepna pieszym, wystarczylo wyjecie telefonu aby kierowca mial pretekst do wszczecia awantury, przeciez robil dostawe do sklepu, oczywiscie majac wizje fotograficznej dokumentacji szybko wskoczyl do auta i odjechal calkiem szybko, i tu smaczek, mozliwy zjazd z chodnika mial na skrzyzowaniu 2 bloki dalej, ktos moze podpowiedziec jakie paragrafy zostaly zlamane?

  • Borek

    Ale to nie jest „nie zauważył go” tylko „nie mógł go zauważyć”. Młody człowiek na rowerze będący pod opieką osoby dorosłej nie ma natomiast legalnego sposobu by jechać szybko chodnikiem – opiekun musi poruszać się albo pieszo, albo jadąc rowerem po chodniku musi to robić powoli i ostrożnie bo znajduje się na chodniku, a do tego opiekuje się drugą osobą. No nie da się odpowiedzialnie i bezpiecznie sprawować nad kimś opieki jadąc rowerem 30km/h po niesprzyjającym terenie, bo chodniki są zawsze wyboiste i nieprzyjazne rowerom – tak przynajmniej twierdzą rowerzyści. ;)

    Sorry, rowerzysta to nie jest najświętsza osoba na drodze, też ma oczy i rozum i powinien ich używać. Jeśli nie potrafi, a chce być równorzędny z kierującymi innymi pojazdami na drodze to niech ponosi konsekwencje swoich niedopatrzeń. Proste? Wiadomo że proste.

  • Pieszo może i się nie da ale „pieszo” (hulajnoga, rolki etc.) już tak. Jak dla mnie sprawa jest oczywista (nie mówię tu o wyroku sądy tylko zdrowym rozsądku) – nie tylko osoba na rowerze może się przemieszczać legalnie po chodniku ale i czymś pospolitym (choć nagannym i niezgodnym z prawem) jest jazda rowerzystów wzdłuż po chodniku i przejściach dla pieszych. Dlatego wydaje mi się słuszne założenie, że chodnikiem/przejściem może pomykać rowerzysta, a co za tym idzie kierujący samochodem powinien był upewnić się (a nawet zatrzymać i wysiąść z samochodu, jeśli ma takie problemy ze wzrokiem – tak, jak ma to miejsce w przypadku przejazdów kolejowych), że nie spowoduje wypadku. Nie ma opcji, że „nie mógł go zauważyć” – najzwyczajniej w świecie nie sprawdził dostatecznie dobrze przejazdu i okolic. Równie dobrze zamiast rowerzysty mógłby to być opiekun z dzieckiem na rowerze – ja za moim dzieciakiem latam spokojnie 15-20 km/h, a nie sądzę żeby ten z wypadku jechał więcej niż 20 km/h. Że rowerzysta był winny w tym wypadku nie ulega wątpliwości ale, jak dla mnie, nie mniejsza wina leży po stronie kierowcy samochodu.

  • Niestety (przynajmniej tu) sąd nie pisze, czy jednak nie było przesłanek legalizujących jazdę po chodniku.

    Inna sprawa, jeśli coś ograniczało widoczność, np. szyldy stacji (ostatnio dość mocno stawiają parawany z promocjami), to czy takie działanie stacji nie przyczyniło się do zdarzenia.

  • Mariusz Herich

    Niezależnie od decyzji sądu uważam, że rowerzysta, jadąc wbrew przepisom, powinien mieć oczy dookoła głowy, tym bardziej, że widoczność z roweru jest niewspółmiernie większa niż z samochodu, a i samochód można usłyszeć, a kierowca rowerzysty, nawet zipiejącego, nie usłyszy. Tak na zdrowy rozsądek.

  • Borek

    W skrócie: z jednej strony wymagasz by ktoś nie tylko przestrzegał prawa co do joty, ale nawet aby zrzekł się swoich uprawnień i wyszedł poza ustawowe obowiązki w imię ostrożności, z drugiej – by ktoś inny mógł łamać to samo prawo i być zwolnionym z ponoszenia związanych z tym konsekwencji, w dodatku bez żadnego rozsądnego uzasadnienia. Twoje propozycje w mojej opinii są kompletnie sprzeczne z obowiązującą nas ustawą zasadnicza, zgodnie z którą prawo wobec każdego obywatela należy stosować w taki sam sposób.

    W związku z powyższym nie ma możliwości abym mógł się z Tobą zgodzić, przykro mi.

  • Borek

    Dwa miejsca, w których życie uczy nie oczekiwać zdrowego rozsądku to publiczna droga i budynek parlamentu. ;)

  • Kompletnie błędna interpretacja mojej wypowiedzi. Wyraźnie zaznaczam, że rowerzysta w tym konkretnym przypadku był winny (co nie oznacza, że inni są niewinni). Nie ja wymagam i nie ostrożności – wymaga ustawa (PoRD), a wymaga w tym konkretnym przypadku szczególnej ostrożności. Ta sama ustawa dopuszcza sytuację, aby osoba na rowerze znajdowała się całkowicie zgodnie z przepisami na tym chodniku, a jedyną różnicą jest wiek jadącego i bycie pod opieką osoby dorosłej. Tymczasem sąd orzeka kompletnie bez sensu: owszem, są wyjątki od reguły… ale kierowca o tych wyjątkach nie musi wiedzieć i może z góry założyć, że taki nie zaistnieje na drodze… a nawet jak zaistnieje i dojdzie z tego powodu do wypadku, to nie będzie to wina kierowcy – wszak nieznajomość prawa zwalnia z odpowiedzialności.

  • robal_pl

    Popieram wyrok. Generalnie bardzo mnie dziwi to usilne dawanie pierwszeństwa rowerzystom na drogach tylko dla rowerów. Ani to bezpieczne ani ekologiczne ani tanie. Widoczność z samochodu „w prawo do tyłu” jest praktycznie zerowa, szczególnie że im nowszy samochód to ma mniejsze okna. Dodatkowo takie zatrzymywanie się samochodów aby puścić rowerzystów jest mało ekologiczne bo zużywa niepotrzebnie energię na ponowne ruszenie, a uruchomienie roweru to dużo mniejsza masa a więc i energia potrzebna do nabrania prędkości. A rowerzysta patrzy do przodu, nie ma widoczności ograniczonej słupkami i dużo łatwiej mu zauważyć przed sobą samochód. Innymi słowy ze względów bezpieczeństwa to rowerzyści powinni ustępować samochodom!

  • maho

    Ej no przecież wyrażnie stanowiskiem J.B jest to że nieprawdą jest stanowisko sądu że nie można od obwinionego wymagać żeby się spodziewał tam roweru, skoro są przypadki kiedy rower może tam legalnie jechać.

    Nawet jak rower jedzie 10km/h, a przypomnę że na tym blogu są tacy którzy twierdzą że przy tej prędkości nie można nawet utrzymać równowagi, może być uczestnikiem kolizji i może być niezauważony nawet na prostej drodze.

  • Mike

    zaraz, zaraz, przecież wjazd na stację raczej nie jest chodnikiem, więc pieszy czy rowerzysta powinien zachować ostrożność, a co więcej rowerzysta powinien rower przeprowadzić a nie nań przejeżdżać (co się tyczy również pasów)….

  • patchworked

    Dodatkowo takie zatrzymywanie się samochodów aby puścić rowerzystów jest
    mało ekologiczne bo zużywa niepotrzebnie energię na ponowne ruszenie, a
    uruchomienie roweru to dużo mniejsza masa a więc i energia potrzebna do
    nabrania prędkości.

    Rower w mieśćie to środek transportu a nie zabawa w kolarstwo – ciekawe kto się bardziej spoci od tego zatrzymania i ruszenia, kierowca czy rowerzysta ;)

    Kierowca (każdego pojazdu) ma uważać na rowerzystów, pieszych, rolkarzy, deskorolkarzy i generalnie każdego komu przecina drogę na oznakowanym przejśćiu/przejeździe. Tyle i aż tyle.
    Ekologiczne byłby całkowity zakaz poruszania się samochodami w dużej części miasta, więć powoływanie się na ekologię w kontekśćie kto i komu powinien ustępować pierwszeństwa, jest niepoważne.

    Argument bezpieczeństwa częśćiowo do mnie przemawia, ale co do zasady nie wiem czemu miałbym być traktowany jako gorszy uczestnik ruchu i miałbym ustępować komuś kto przecina moją drogę z pierwszeństwem – o to, żeby mieć względną pewność że kierowca mnie widzi, zadbam we własnym zakresie (nigdy nie wjeżdżam na pewniaka na takie przejazdy), ale konieczność zatrzymywania się co 50-100 metrów sprowadziłaby taką podróż do absurdu.

  • Korzystam z wiedzy z artykuły „przez co potrącił jadącego chodnikiem rowerzystę”.

  • Myślę, że gdyby były przyczyny po temu, sąd dałby temu wyraz. Byłoby jasne, że jechał po chodniku, bo mógł, a kierowca nie wziął tego pod uwagę i go puknął.

  • mall

    Dokładnie tak: kierowca auta może doprowadzić do katastrofalnego uszczerbku na zdrowiu niezależnie od tego czy spowodował kolizję czy też nie. W związku z tym to w jego interesie jest wyjście poza ustawowe obowiązki.

  • Generalnie to brzmi jak pomysł na zakazanie poruszania się autami po mieście — nic nie widać, ciężko skręcać… prawie jak karabin w rękach szaleńca…

  • Gorzej, że nierzadko mam sytuację następującą:

    – wjazd na stację paliw,
    – przecinający drogę dla rowerów (fakt, że taką za chodnikiem),
    – auto zwalnia przed przecięciem,
    – więc zwolniwszy początkowo, śmiało jadę — a w tym momencie auto gwałtownie przyspiesza….

  • Właściwie to masz rację, ale nie bierzesz pod uwagę jednego — uzasadnienie orzeczenia to nie wypracowanie, które musi wyczerpać zadany temat, lecz musi odnosić się do istniejącego stanu rzeczy.

    Mnie np. denerwują uzasadnienia, w których sąd odnosi się do innych (niezwiązanych ze stanem faktycznym) ocen — „gdyby, gdyby”. Bo gdyby było inaczej, to sąd by pewnie inaczej sprawę ocenił.

  • Biorąc pod uwagę definicję pieszego i pojazdu (art. 2 pkt 18 pord) mam coraz większe wątpliwości czy jadący hulajnogą (tudzież na rolkach) jest pieszym. Ba, nawet definicja pojazdu coraz bardziej mi pasuje — że to są pojazdy (hulajnoga na 99%, rolki powiedzmy na 50%).

    Bo jeśli nie to czym są te różne elektro-wynalazki, które coraz częściej widujemy na chodnikach?

  • Katarzyna Kamińska

    takie przypadki zdarzają się bardzo często i uważam, że wina leży po obu stronach.

  • Ja te wątpliwości mam od dawna i obecnie chyba jedynym argumentem przeciw uznaniu tych pojazdów za rowery jest odpowiedź na interpelację poselską w tej sprawie. Elementem tego argumentu jest stwierdzenie, że przecież hulajnogi mają inne przeznaczenie niż rower – czyli służą rekreacji lub do sportu… z czego mi z kolei wynika, że np. BMX nie jest rowerem.

  • Ani rower górski, ani szosowy, bo te generalnie też służą rekreacji i uprawianiu sportu :)

    Ból w tym, że ustawodawca zauważył rower i go powpisywał do kodeksu drogowego, ale całej reszty możliwości nie zauważył — i teraz można co najwyżej dywagować czy mu bliżej do pojazdu, czy jednak do pieszego, który ma na nogach „coś”.

  • Co zaś się tyczy uzasadnienia orzeczenia – dla mnie i tak pozostanie absurdem, że wina kierowcy samochodu została w nim niejako uzależniona od wieku potrąconego (bo gdyby doszło do identycznego wypadku, tylko z udziałem 6 lat młodszego obywatela, okazałoby się, że kierowca miał jednak prawo spodziewać się roweru w tym miejscu… albo może właśnie nie – będzie wypadek bez winnych :) )

  • Nie, brak winy kierowcy wynikał nie z tego, że nie mógł się tam spodziewać roweru, ile z faktu, że ten rowerzysta nie miał prawa tamtędy jechać.

    Postaram się poszukać orzeczenia o potrąceniu pieszych na pasach — i uniewinnieniu kierowcy. Zobaczymy czy to też jest takie proste jak się wydaje :)

  • b52t

    Argument-samobij. ;-)
    Nie ten, kto może realnie stworzyć większą szkodę, ale ten, kto jest większy powinien mieć łatwiej. Wychodzi z tego, że narzekanie na kierowców TIR-ów (bez przyczepiania się formalnego, kolokwializm zrozumiały przez wszystkich), jest bezcelowe, bo są więksi, ich przejazd ma większą wartość niż jeżdżenie jedynie do pracy, z dziećmi, na zakupy.

  • Nie mówiąc o zakazie wyprzedzania TIR-em na A4 (odcinek z Wrocławia ku Bolesławcowi)… Wczoraj widziałem jak wygląda desuetudo w praktyce.

  • robal_pl

    Prawie. generalnie bardziej powinien uważać ten, kto może ponieść większą szkodę w razie wypadku. Czyli nie wymuszasz pierwszeństwa samochodem osobowym na TIRze, a rowerem na samochodach TIRem na pociągach.
    Piękny przykład jest tu:

    https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,zjezdzalem-ze-skrzyzowania-rower-pojawil-sie-nagle,242632.html
    Czy na prawdę na nagrobkach musi być napisane ” Miał pierwszeństwo…”

  • Pytanie czy przepis ma sankcjonować takie podejście do zdrowego rozsądku?

  • b52t

    Oczywiście, że powinien. ale jaką paranoją jest sytuacja, gdy mając do przejechania 1200 km najbardziej obawiałem się ostatnich (albo pierwszych) 200 km w Polsce. U na drogach jest taki poziom chamstwa, agresywności, braku uwagi i działania wbrew zdrowemu rozsądkowi, że jest to stresujące. O ile zawsze trzeba mieć na uwadze, że coś może pójść nie tak, to jeżdżąc wspomnianą niżej A4 mam nerwa zanim wsiądę.

  • robal_pl

    Z tym się zgadzam. Pojechałem motorem na wycieczkę do Włoch. Jechałem przez Czechy, Austrię, Włochy oczywiście, Niemcy. Najbardziej nieprzyjemny był powrót w Polsce na S8 z Wrocławia do Warszawy. Jakoś tak było dziwnie i nie czułem się bezpiecznie. Mimo że ruch w sumie nie był duży bo było akurat święto.

  • robal_pl

    Przepis działający wbrew zdrowemu rozsądkowi nie powinien w ogóle być uchwalony ! Kto najlepiej zadba o swoje własne dobro ? Kierowca o rowerzystę czy rowerzysta o siebie ?

    Osobiście uważam, że na skrzyżowaniu drogi dla rowerów i jezdni to rower powinien zawsze ustępować pierwszeństwa. SZCZEGÓLNIE jeżeli ma to miejsce na skrzyżowaniu gdzie samochody skręcają i przecinają wtedy DdR.
    Ludzie czytają przepisy wybiórczo. Albo w ogóle nie czytają tylko coś tam usłyszeli w radiu. A rowerzyści , niestety, nie muszą znać żadnych przepisów ruchu drogowego. Także usłyszy taki, że ma pierwszeństwo i będzie pełnym gazem wjeżdżał pod samochody, które powinny się teleportować gdzie indziej aby mu ustąpić. Bo ma pierwszeństwo. Co z tego, że jeszcze nie wynaleziono teleportacji…

  • robal_pl

    I jeszcze niesamowicie obrzydliwy jest wynalazek chwilowej drogi dla rowerów czyli np. jest chodnik mieszany pieszo-rowerowy ale przed wjazdem na stację benzynową, przecinającym tenże chodnik, zostaje wydzielona droga dla rowerów na odcinku 10 metrów przed wjazdem. Co za złośliwy i nienawidzący rowerzystów urzędnik mógł coś takiego wymyślić ? Czyli rowerzysta jedzie sobie ostrożnie po mieszanym chodniku ale gdy ma przejazd, którym jeżdżą samochody może przyspieszyć i na nic nie zważać bo ma kawałek drogi dla rowerów. A kierowca znowu musi okazać się jasnowidzem …

  • b52t

    Kuraki, to niepotrzebna generalizacja. Znów, zdrowo rozsądkowy człek, wie, że z samochodem, motorem czy nawet skuterem (osobne tematy) nie ma szans, więc powinien mieć osiem oczu dookoła głowy. Nie będzie jeździł przez przejazdy dla rowerów z poczuciem wyższości i pewności wynikającej z ustawowego pierwszeństwa, ale nie może też być sytuacji absurdalnej, że jednak mając pierwszeństwo będzie czapkował kierowcy, bo ten jest przecież większy i może mu zrobić krzywdę. Ta logika powinna doprowadzić do sytuacji, że babuleńki, chuderlak na widok przypadkowanego dresa powinni bez pytani, groźby czy spojrzenia wyskakiwać z kasy.
    Wszystkich uczestników ruchu obowiązują określone zasady, jeśli nie podobają się, to mogą oglądać ulice i chodniki na gugiel street view.

  • mall

    Może w trakcie jazdy kierowcy powinni zacząć patrzeć na drogę a nie tylko na jezdnię? Wystarczy więc „widzenie” a nie „jasnowidzenie”.

  • Paczpan, a jadę 2 dni temu przez ten DDR i noga sama na środkowy pedał chodzi, jak tylko pieszy — byle Kurt czy inna Helga, żaden Zyklisten nawet! — podejdzie do zebry… Myślę, że Niemiec głupi nie jest, reparacji nie zapłacił i nie zapłaci, a pierwszeństwo — od nich przecież i Herr Diesel, i Herr Benz (a nawet Fraulen Mercedes) pochodzą — mają we krwi…

  • b52t

    Gorzej jest pod tym względem w Helwecji.

  • maho

    w przepisach dot poruszania się jednostek pływających, jest zasada (niech mnie poprawi ktoś kto się jachtuje, znam to tylko ze słyszenia i czytania) że pierwszeństwo ustępuje ten któremu łatwiej wymanewrować. Czyli kajak żaglówce, żaglówka statkowi wycieczkowemu, statek barce itd….

    To nie jest taka głupia zasada i miałaby sens w ruchu drogowym. Mi jako rowerzyście, z wielu względów, dużo łatwiej zauważyć samochód niż samochodowi zauważyć rower. Więc na chłopski rozum, powinno być tak że albo ja schodzę z prędkością do pieszego, wtedy kierowca mnie doskonale widzi i wtedy ja mam pierwszeństwo, albo nie mam takiego obowiązku żeby zejść z prędkością, ale mam ja dbać o swoje bezpieczeństwo. Obecna sytuacja to jest posiadanie ciastka i jedzenie ciastka. Nie da się.

  • Znajomy się przeprowadził parę lat temu, opowiadał:

    – wracasz tramwajem z pracy i pijesz piwo — keine problem,
    – wyrzucasz butelkę do kontenera (a jest po 17.00) — przejeżdżający patrol zatrzymuje się i poucza, że za późno na takie hałasy (bo śmieci wolno wyrzucać w określonych godzinach).

  • b52t

    Inna sprawa to znaki w Niemczech, Szwajcarii i Austrii – między 22:00 a 6:00 ograniczenie prędkości, żeby nie hałasować w strefach zamieszkania. Nie do pomyślenia w Polsce. Mentalnie nie do przejścia przez kolejne dekady (pokolenia).

  • Wynika to zapewne z tego, że prawo morza jest dość stare.

    Prawo lądu kiedyś było dość podobne — kasztelan ustępował orszakowi królewskiemu, poczet rycerski kasztelańskiemu, kmieć rycerzowi…

  • mall

    Piękne odwołanie ale w takim razie pytanie:
    – jak rowerzysta ma zadbać o siebie w sytuacji, gdy ze strachu przed autami jedzie chodnikiem i MIMO TO na zakręcie auto wjeżdża na chodnik i niemal rozjeżdża rowerzystę? Przypadek z 2 ręki- jakiś chuj niemal mi tak mamę rozjechał.

  • Jak widać — tak czy inaczej wina Tuska ;-)

  • maho

    no ale tutaj mamy (za https://sailbook.pl/artykul/6754-przepisy-srodladowe-prawo-drogi-w-pigulce ) sytuację kiedy byle ciura na barce spławiającej drzewo, ma pierwszeństwo przed kasztelańskim synem na jachcie. A ten znowu ustępuje orszakowi królewskiemu płynącemu na motorówkach, chyba że te płyną na sygnale.

  • maho

    errata: a temu znowu ustępuje orszak królewski ….

  • Przeczytałeś tekst do końca? Bo odnoszę wrażenie, że nie dość, że sprawa jest bardziej skomplikowana, to jeszcze lokaj kniazia na ślizgaczu ustępuje królewskiemu jachtowi, który znów ma pierwszeństwo przed motorówką cesarza ;-)