Czy tylko programista może napisać program komputerowy w ramach stosunku pracy?

Nie święci garnki lepią, nie tylko programiści programy piszą. Niezależnie od tego, że nie budzi już dziś wątpliwości, że program komputerowy może być utworem (przypominam sobie, że w okolicach 1994 r. zdanie to było dość wyraźnie kontestowane), sam ustawodawca wprowadził pewne odrębności, dzięki którym przepisy o oprogramowaniu stanowią lex specialis względem innych utworów.
Wśród licznych wątpliwości jak echo powraca pytanie następujące: czy program komputerowy może wykonać — w ramach stosunku pracy — wyłącznie programista? Czy jeśli pracownik etatowy, w którego obowiązkach nie leży pisanie oprogramowania, wyłączony jest spod regulacji art. 74 ust. 3 pr.aut. — a może stosuje się doń art. 12 ust. 1 pr.aut.? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 11 lipca 2013 r., sygn. akt I ACa 600/13).


program komputerowy wykonany ramach stosunku pracy

Program komputerowy wykonany w ramach stosunku pracy to nie tylko domena programistów


Ex-pracownik zażądał od swego byłego pracodawcy 30 tys. złotych za korzystanie z sześciu programów komputerowych jego autorstwa. Powód nie był programistą i chociaż przy pracy posługiwał się komputerem, do jego obowiązków nie należało pisanie oprogramowania. W pewnym momencie firma przechodziła z obsługi papierowej procedur na komputerową, zatem pracownik zaoferował się, iż korzystając z MS Access może stworzyć „sześć aplikacji komputerowych” przeznaczonych do obsługi działu produkcyjnego i magazynowego. Za wykonane bazy danych nie otrzymał ekstra wynagrodzenia.

Po kilku latach pracownik wypowiedział umowę o pracę, równocześnie odwołując zgodę na korzystanie ze napisanego przez siebie oprogramowania. Jednakże ex-chlebodawca nie zaprzestał posługiwania się narzędziami, zatem sprawa trafiła do sądu.

art. 74 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Prawa majątkowe do programu komputerowego stworzonego przez pracownika w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy przysługują pracodawcy, o ile umowa nie stanowi inaczej.

Sąd I instancji uwzględnił roszczenia zasądzając na rzecz powoda 5 tys. złotych: wykonane aplikacje stanową utwory w rozumieniu prawa autorskiego i są programami komputerowymi (art. 74 pr.aut.). Programy nie zostały wykonane w związku z wykonywaniem obowiązków pracowniczych (art. 74 ust. 3 pr.aut.), zatem powód zachował całość praw autorskich do utworów. Udzielona licencja została odwołana przez uprawnionego, skoro jednak pozwany pracodawca nadal korzystał z aplikacji, to doszło do zawinionego naruszenia praw autorskich (ale sąd inaczej ocenił samą wartość programów).

Od orzeczenia wpłynęły apelacje od obu stron — pracodawca twierdził, że powód wykonał programy w ramach obowiązków pracowniczych oraz w godzinach pracy. Powód domagał się podwyższenia odszkodowania.

Sąd II instancji uwzględnił argumentację pozwanego pracodawcy i oddalił całość roszczeń: prawa majątkowe do programu komputerowego stworzonego przez pracownika w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy przysługują pracodawcy, o ile umowa nie stanowi inaczej. Kluczowa jest zatem wola stron — jeśli jednak pracodawca i pracownik nic nie postanowili, prawa do programów przysługują pracodawcy (a wynika to z art. 74 ust. 3 pr.aut., który stanowi lex specialis wobec art. 12 ust. 1 pr.aut.). W takim przypadku pracodawca nie musi składać żadnych dodatkowych oświadczeń, w szczególności o przyjęciu utworu.

Nie można przy tym powiedzieć, iżby wykonanie oprogramowania nie nastąpiło w ramach obowiązków pracowniczych tylko dlatego, że powód nie był zatrudniony jako programista. Obowiązki pracownicze w rozumieniu art. 74 ust. 3 pr.aut. mogą wynikać zarówno z umowy o pracę, jak i m.in. z aktów zakładowego prawa pracy (np. regulaminów organizacyjnych), a nawet poleceń pracodawcy, o ile mieszczą się w ramach umówionego rodzaju pracy.

Do obowiązków powoda należało m.in. organizowanie gospodarki magazynowej surowców i wyrobów gotowych, analizowanie rozliczeń magazynowych surowców pod względem zgodności ich zużycia z wykonywaną produkcją, przegląd zamówień oraz ich ocena w zakresie możliwości realizacji, przygotowywanie i przekazywanie do realizacji zleceń produkcyjnych, nadzór nad sprawną i terminową realizacją zamówień klientów, organizowanie wysyłek towaru. W celu usprawnienia wykonywania tych zadań powód zaproponował, iż może napisać odpowiednie narzędzie — pracodawca się na to zgodził, a w tym celu kupił mu pakiet MS Office (razem z MS Access). Nie ma zatem podstaw do przyjęcia, że programy zostały stworzone przez pracownika poza jego obowiązkami pracowniczymi, wyłącznie przy okazji i przy użyciu narzędzi, środków i infrastruktury pracodawcy, lecz bez związku z wykonywaną pracą i zajmowanym stanowiskiem. Dodatkową okolicznością jest właśnie motywacja powoda, który sam chciał usprawnić pracę swojego działu — to wszystko wchodziło w skład jego obowiązków ze stosunku pracy.

W przeciwnym razie należałoby przyjąć, iż art. 74 ust. 3 pr.aut. ma zastosowanie wyłącznie do profesjonalnych programistów, zaś takie zawężenie jest całkowicie bezpodstawne — kluczowe jest bowiem wykonanie programów komputerowych w wyniku wykonywania obowiązków pracowniczych, które nie muszą bezpośrednio odnosić się do programowania.

  • borek

    Ooo, jaką piękną sprawę wrzuciłeś i w jakim dobrym momencie. Akurat rozważam stworzenie bazy i programu do niej na potrzeby głównie własnych obowiązków, ale korzystaliby z tego i inni pracownicy żeby mi nie musieli zadawać mi tysiąca pytań – niech pytają bazę. No i teraz rozważam znacznie ostrożniej i chyba tylko na własne potrzeby…

  • b52t

    To prawda, takie orzeczenia, przy podobnym stanie faktycznym, powinny skłonić do zastanowienia się nad tym, czy usprawniać i optymalizować pracę pracodawcy.

  • Ale przecież można to zrobić po godzinach. Wtedy to nie jest oprogramowanie wykonane w stosunku pracy, ergo nie przechodzą prawa do niego automatycznie.

    Mylę się?

  • b52t

    Jak zrobisz po godzinach w domu i przyniesiesz, to jest to istotna zmiana, szczególnie, że założyć można, że zrobiło się na własnych programach, na własnym sprzęcie. Kwestia licencji, potrzeby jej udzielania zrobi się ciekawsza. Wygląda na to, że możesz mieć rację. Pytanie kto będzie przesiadywał po pracy, żeby zrobić do dla pracodawcy (nawet jeśli jemu samemu na to usprawnić pracę).

  • Borek

    W ten sposób nie pomyślałem, może dlatego że raczej nie mam możliwości zrobienia tego w godzinach pracy. Oczywiste było dla mnie pisanie w domu, a przedstawiony problem jest nieco odmienny.
    Niemniej i tak otworzył mi oczy. ;)

  • Jeszcze prościej od razu ustalić z chlebodawcą warunki korzystania z oprogramowania — np. jakieś wynagrodzenie za udzielenie licencji lub nawet przeniesienie praw.

  • mall

    Nieco uogólniając: pracownikowi nie opłaca się usprawniać i optymalizować. Gdy to zrobi po miesiącu/kwartale/roku i tak usłyszy o 10-20% wyższe wymagania.

  • Pierwszy wyrok jest doskonałym przykładem, że rozum w pracy sędziego potrzebny nie jest…
    .
    Inną rzeczą są tu szczególne wyobrażenia o pracy biurowej, polegającej najwyraźniej wyłącznie na przekładaniu kartek z jednej kupki na drugą, oraz okazyjnym skopiowaniu którejś z nich :)
    MS Access nie jest narzędziem dla profesjonalistów, tylko właśnie dla kumatych urzędników, pozwalając im tworzyć użyteczne aplikacje, bez posiadania wiedzy informatycznej.
    Podobnie Excel, w którym można tworzyć złożone konstrukcje, także nie będąc programistą.
    .
    (Kłania się stare powiedzenie, że łatwiej nauczyć księgową programowania, niż programistę księgowości :) )

  • b52t

    Tak bez procesu? A z czego mają żyć prawnicy? ;-)

  • Nie znając za bardzo nawet Excella (a już tym bardziej Accessa) nie chciałem wywoływać wcześniej wilka z lasu — ale czy aby na pewno bazy ponapisywane w tych programach zasługują na to, by nosić miano programów komputerowych?

  • Bazy to bazy, ale zestaw arkuszy Excela bogato wyposażony w makra to bez wątpienia *technicznie* program.
    Baza a Accessie, tzn. różne formatki plus reguły to też *technicznie* program.
    Tak jak nikt nie ma wątpliwości, że:
    #include
    int main()
    {
    printf(„Hello worldn”);
    return 0;
    }
    jest programem.
    .
    A jak to może wyglądać dla prawnika, to ja nie wiem… :)
    Przypomnę, jak to sędzia oszołomił microsoftowców, usuwając IE poprzez usunięcie skrótu na pulpicie :)

  • Wydaje mi się że większość. Robienie programów dla pracodawcy wykraczające poza stosunek pracy zazwyczaj dzieje się w domu.

  • Magic

    Czy ktoś jeszcze- oprócz kodera wklepującego linijki kodu- jest wspólny autorem programu? Analityk spisujący wymagania? Project Manager? Tester spawdzający zgodność utworu zbeymaganiami i zgłaszający błędy?
    Są na to jakieś przepisy/ wyroki sądów?

  • Orzeczeń nie znam, ale przykładając miarę innych utworów — każdy, kto przyłożył rękę do procesu twórczego, np. projektant użytych elementów (np. grafiki). Myślę, że w pewnych sytuacjach nawet *zastosowany* projekt UI (nie ograniczający się do makiety) będzie częścią tego programu.

    PM, jeśli jego rola ogranicza się do „zrób tak a tak” — zdecydowanie nie, nawet jeśli rysuje jakieś funkcjonalności (algorytm, metoda pracy, nie są utworem).

  • Magic

    PM to tak jak reżyser. Też mówi zagraj tak a tak.
    A problem jest raczej teoretyczny – w praktyce w it wszelkie prawa przenosi się z góry na producenta.

  • Mike

    o, to, to
    po zrobieniu fajnego „samograja” w Excelu dowiedziałem się, że teraz to już prawie nic nie robię….
    z jednej strony to racja, bo pewnych czynności nie muszę już robić, ale z drugiej nie po to ulepszyłem sobie, żeby teraz mieć dołożone 2x więcej bez podwyżki :p

    Skądinąd prawdą jest, że człowiek ulepsza z lenistwa… cała cywilizacja się w sporej części na tym opiera (w pozostałej części na wojnach).

  • Mariusz Herich

    Warto tutaj odróżnić program komputerowy czyli utwór pisany w danym języku komputerowym (pascal, C#, C++, Assembler, .Net, Java i wiele innych) i działający niezależnie od danego programu, w którym został napisany (wymaga systemu operacyjnego) od skryptu pisanego w języku skryptowym (Bash, AHK, PHP chyba też, Java Script, itp.), który wymaga obecności interpretera (a nie kompilatora) do pracy, czyli bez np. Excela nie ruszy.
    Makra w Excelu/Accessie trudno nazwać programem, raczej są to skrypty i to w języku skryptowym (Visual Basic) stworzonym na potrzeby samego pakietu Office. A już na 100% nie są to aplikacje, czyli osobne, niezależne programy. A jeśli zaoferował napisanie aplikacji, a napisał skrypty to pracodawca może nie być z tego zadowolony.
    Jak wiadomo nie święci garnki lepią, ale nie każdy ulepek jest garnkiem.

  • ale dlaczego warto odróżnić? Przecież programy napisane w językach skryptowych rządzą się takimi samymi prawami jak programy napisane w językach kompilowanych.

  • Mariusz Herich

    Czemu algorytm nie jest utworem, skoro czasami zajmuje większą część czasu budowy systemu komputerowego?!? Jest tak samo osobnym bytem jak scenariusz, który utworem przecież jest, nie tylko film.

  • Mariusz Herich

    Prawa niby te same, chociaż według mnie łatwiej jest ustalić autorstwo programu – programiście niż osobie, która przedstawia 10 linijek skryptu, który z drobnymi zmianami można znaleźć na dowolnej stronie z przykładami. Np. trudno jest znaleźć kod zamkniętego systemu operacyjnego, ale skryptów sortowania jest multum – trudno zatem przypisać autorstwo osobie, która, nawet pisząc od zera, stworzyła coś, co jest identyczne z utworami już przez kogoś stworzonymi. A języki skryptowe są na tyle rozpowszechnione, że można z powodzeniem założyć, że część kodu już ktoś napisał.

    Poza tym – osoba miała napisać aplikację, a nie skrypt, chociaż dla sądu pewnie to wszystko jedno.

  • mall

    Złożenie czegoś z dostępnych cegiełek wciąż może być utworem. Jedno nie wyklucza drugiego.
    Idąc tym tropem należałoby uznać, że tylko wąska grupka osób powinna mieć prawo do algorytmów, bowiem program nie twórczość- w końcu to jedynie użycie dostępnych narzędzi wg sztywnych reguł podczas gdy to stworzenie algorytmu wymaga pracy i iskry twórczej.

    Ale podoba mi się to rozróżnienie. Tak czysto hipotetycznie: pięknie by wyglądała mina jakiegoś korpo IT jak by ktoś im w sądzie wywiódł, że nie mają prawa nazywać się innowatorami skoro ich programistyczna robota to tylko puzzle z cegiełek nie wymagającego jakiegoś szczególnego błysku.

    I niezłe by były konsekwencje tego dla rynku IT. No bo jaka by była wtedy ideologiczna/moralna podstawa dla stosowania licencji? Ot programy nagle stałyby się prostymi produktami i trudno by było wybronić zakaz np. odsprzedaży.

  • Bo tak mówi ustawa. Zapewne dlatego, że algorytm jest funkcją matematyczną, a nie można „zawładnąć” ani 2+2=4 ani innym obszarem matematyki.

  • I znów: ustawa mówi o „programie komputerowym”, nie definiując czym właściwie on jest.
    Myślę, że akurat te podziały branżowe niekoniecznie muszą się przekładać.

  • Mariusz Herich

    Podejrzewam, że algorytm matematyczny i informatyczny to dwie odrębne rzeczy.

  • Na szczęście ustawa nie rozróżnia:

    nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne