Czy „cinkciarski kapitał” — o adwersarzu, w polemicznym felietonie — to dozwolona satyra czy podziw dla przedsiębiorczości?

Granice satyry prasowej — czyli na ile w krytyce można posunąć się do ostrych sformułowań, bez obaw zarzutu naruszenia dóbr osobistych — nie od dziś budzą poważne wątpliwości w orzecznictwie. Dziś zatem kilka akapitów o tym czy w polemice z adwersarzami dopuszczalne jest użycie sformułowań o pejoratywnej konotacji — czy też felieton podlega takim samym kryteriom oceny jak każdy inny materiał prasowy? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 6 kwietnia 2017 r., sygn. akt VI ACa 273/17).

Spór dotyczył tekstu na blogu, w którym jeden z dziennikarzy skrytykował skonfliktowanego z nim wydawcę — iż stoi za nim „cinkciarski kapitał”. Zdaniem wydawcy opinia taka naruszała jego dobre imię i godność osobistą, zatem wystąpił przeciwko dziennikarzowi z pozwem o ochronę dóbr osobistych żądając publikacji przeprosin oraz 19 tys. złotych na cel społeczny.

(Okruszki w uzasadnieniu wskazują, że pozwanym był Tomasz Lis i spółka Glob360 sp. z o.o., wydawca portalu NaTemat.pl; po stronie powodowej Michał Lisiecki oraz spółki Platforma Mediowa Point Group S.A. i Orle Pióro sp. z o.o. — a poszło o wpis „Niepokornych walentynkowo ściskam”.)

Przeprosiny. W materiale prasowym pt. „(…)”, opublikowanym 14 lutego 2013 r. na stronie internetowej „(…)”, stwierdziłem, iż za tygodnikiem (…) stoi cinkciarski kapitał. Oświadczam, że było to bezprawne i nieuzasadnione sformułowanie. Przepraszam za nie [powoda] Prezesa Zarządu i głównego akcjonariusza [nazwa spółki] – wydawcę tygodnika (…) oraz [nazwa spółki], która założyła i kieruje holdingiem medialnym, w ramach którego wydawany jest tygodnik (…). 

W pierwszej rundzie sąd I instancji powództwo oddalił: chociaż słowa o „cinkciarskim kapitale” mogły subiektywnie godzić w odczucia powodów, to obiektywnie nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, albowiem polemiczny charakter wypowiedzi dopuszcza używanie przejaskrawionych wypowiedzi (w orzecznictwie dopuszcza się m.in. takie wyrażenia jak „zadufany w sobie dyletant” czy „najszkodliwszy krytyk muzyczny w Polsce”, wyrok SN z 19 września 1968 r., II CR 291/68). Wypowiedź ma charakter polemiczny wobec różnych publikacji tygodników wydawanych przez stronę powodową, przez co nie można przyjąć, iżby przekraczała ramy wzajemnego dyskursu („skoro w periodyku pojawiały się wielokrotnie wypowiedzi krytyczne na temat pozwanego, to nie sposób pozbawić go prawa do odpowiedzenia na nie, nawet jeżeli dyskusja ta nie będzie prowadzona w kanonach eleganckiej wypowiedzi, a odwoływała się do wyrażeń potocznych, nawet negatywnych”).

Jednak sąd II instancji spór dziennikarzy ocenił nieco odmiennie — obiektywna koncepcja ochrony dóbr osobistych oznacza, iż należy odnosić się do poglądów panujących w społeczeństwie. Skoro zatem słowo „cinkciarz” ma konotację „nieuczciwy, oszukańczy”, to „kapitał” oznacza środki uzyskane w sposób nieuczciwy, niejasny, etc. (wyrok SA w Warszawie z 11 września 2015 r., VI ACa 1356/14) Niezależnie zatem od tego czy KNF ukarała spółkę za podanie nierzetelnych informacji o kondycji finansowej tygodnika, a Związek Kontroli Dystrybucji Prasy stwierdził zawyżenie danych o cyrkulacji, to felieton nie może być postrzegany — skoro się do nich nie wprost odnosi — przez pryzmat dawniejszych nieprawidłowości. A skoro tak, to nawet usprawiedliwiona polemika nie pozwala na stawianie nieusprawiedliwionych zarzutów co do finansowania działalności prasowej.
Za naruszenie dóbr osobistych odpowiada także wydawca portalu, którzy nie może zwolnić się z odpowiedzialności na podstawie art. 14 uośude — choćby przez to, że blog jest wyjątkowo promowany w NaTemat.pl.

Niezależnie od tego nie ma potrzeby by każdy z pozwanych osobno przepraszał każdego z powodów (co łącznie dałoby 6 oświadczeń), nie nakazano także usunięcia inkryminowanego tekstu (ale nakazano zamieszczenie przy nim informacji o przeprosinach).

art. 41 ustawy — prawo prasowe
Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu i rad narodowych oraz ich organów, a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury.

Od prawomocnego orzeczenia skargę kasacyjną wnieśli pozwani, zaś Sąd Najwyższy przychylił się do ich zarzutów i zaskarżone orzeczenie uchylił (wyrok SN z 20 stycznia 2017 r., I CSK 99/16). Niezasadne jest wyłącznie takie rozumienie słowa „cinkciarz” jakie nadały mu komunistyczne władze — po pierwsze działalność ta kojarzyła się nie tylko z oszustwem, ale i z przedsiębiorczością, po drugie należało ocenić czy odbiór tego wyrazu nie zmienił się, skoro na rynku z powodzeniem funkcjonuje podmiot o takiej nazwie.
SN zwrócił także uwagę, iż bezprawność naruszenia dóbr osobistych wyłącza — pod warunkiem rzecz jasna zachowania przesłanek wskazanych w art. 41 prawa prasowego — krytyka, która ma postać satyry, jednak sąd niższej instancji w ogóle nie zbadał czy felieton miał postać satyryczną.

W drugim podejściu sąd II instancji zdania nie zmienił: słowo „cinkciarski”, mimo zmian społeczno-gospodarczych, nie nabrało znaczenia pozytywnego. Cinkciarze zajmowali się działalnością nielegalną, bo tego rodzaju obrót walutami był w Polsce przestępstwem, ale w dodatku zdarzały im się przypadki oszustw (podkładanie pociętych gazet zamiast banknotów). Nawet jeśli są przedsiębiorstwa, które w nazwie mają słowo „cinkciarz”, to chodzi wyłącznie o wywołanie szoku marketingowego i zwrócenie uwagi na własną działalność.

Sformułowanie „cinkciarski kapitał” implikuje skojarzenia z podejrzaną, nieuczciwą i nielegalną działalnością. Na ocenę nie ma wpływu jakakolwiek — choćby i sympatyczna — postać filmowa, bo poetyka filmu może wywoływać sympatię widzów nawet po stronie mordercy.

Pozwany autor wpisu, używając sformułowania „cinkciarski kapitał”, przekroczył granice krytyki i satyry. Solidarną odpowiedzialność za naruszenie ponosi także wydawca portalu (art. 38 prawa prasowego), choćby przez to, że platforma blogowa nie ma charakteru otwartego — raczej każdy bloger jest wstępnie weryfikowany, przez co wydawca ma taki sam wpływ na tematykę, jak przy zwykłej działalności redakcyjnej.

Ostatecznie nakazano wydawcy portalu NaTemat.pl oraz samemu Tomaszowi Lisowi 3-dniową publikację (podobnych w treści) przeprosin na stronie głównej portalu, a także przy poście „Niepokornych walentynkowo ściskam” (to już przez cały czas utrzymania go w internecie).

Zamiast komentarza: osobiście mam co najmniej mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że nie każdy lubi krytykę — zwłaszcza taką, w której używa się jednoznacznie negatywnych określeń — z drugiej jednak strony skoro satyra jest formą dziennikarską chronioną prawnie — w zakresie, w jakim służy krytyce społecznej — to luźna w formie i treści polemika nie powinna skutkować obowiązkiem przeproszenia urażonego adwersarza.