Czy czesne za studia zaoczne narusza prawo do bezpłatnej nauki?

1 października to chyba dobry moment na tekst o studentów i dla studentów. Dziś zatem na tapetę bierzemy krótkie pytanie: czy czesne za studia godzi w prawo do bezpłatnej nauki — bo przecież konstytucja mówi, że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna? (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 listopada 2000 r., SK 18/99).


czesne prawo bezpłatnej nauki

Czesne za studia zaoczne na publicznym uniwersytecie nie narusza prawa do bezpłatnej nauki — tak orzekł Trybunał Konstytucyjny w 2000 roku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawy miały się następująco: Jacek B. (ówczesny pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej i zaoczny student prawa — dziś już radca prawny) wniósł do Trybunału Konstytucyjnego skargę konstytucyjną na przepisy będące podstawą wydania przez władze Uniwersytetu Wrocławskiego decyzji określającej wysokość opłaty za studia zaoczne na WPiA. Zdaniem skarżącego pobieranie czesnego przez publiczną uczelnię naruszało konstytucyjne gwarancje bezpłatnej edukacji w szkole publicznej, a także konstytucyjne prawo do nauki (art. 70 ust. 1-2 Konstytucji RP).

art. 70 ust. 2 Konstytucji RP
Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością.

Ponieważ Jacek B. nie zapłacił czesnego, władze uczelni skreśliły go z listy studentów, zatem to TK wpłynęła kolejna skarga konstytucyjna — wskazując, że decyzja o skreśleniu z listy studentów została oparta na zarządzeniu rektora, zaś akty takiej rangi nie mogą być podstawą do decydowania o prawach i obowiązkach obywatela.

Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż artykuł ustawy z 1990 r. o szkolnictwie wyższym „rozumiany jako upoważniający do wprowadzania — dla zapewnienia dostępu do nauki, obok podstawowych w publicznej szkole wyższej studiów bezpłatnych — opłat za studia w zakresie i w wysokości, w jakich niezbędny koszt tych studiów nie znajduje pokrycia w środkach publicznych” nie narusza konstytucyjnego prawa do bezpłatnej nauki.

Trybunał doszedł do takiego przekonania w oparciu o następujące rozważania (w dużym skrócie): podstawą do pobierania opłat za studia przez uczelnie jest konstytucyjna zasada autonomii szkół wyższych (art. 70 ust. 5 Konstytucji RP), która pozwala na regulowania aktami wewnętrznymi zakresu praw i obowiązku studentów, w tym także decydowaniu o skreśleniu z listu studentów, którzy nie zapłacili w terminie umówionego czesnego.

Konstytucyjne prawo do nauki należy rozumieć jako gwarancje dostępności i powszechności edukacji — jednak nie wiąże się ono z bezwzględnym obowiązkiem zapewnienia przez władze publiczne nieodpłatnego kształcenia na każdym poziomie. Istotą tak rozumianego prawa do nauki jest stworzenie jednostce możliwości kształcenia na różnych poziomach, w tym w szkołach wyższych, w tym publicznych (oraz niepublicznych).

Oznacza to, że gwarancje bezpłatnej nauki w szkole publicznej nie mają charakteru absolutnego i nieograniczonego — ustawa zasadnicza nie oznacza złożonego przez ustrojodawcę przyrzeczenia, iż każdemu zapewniona będzie możliwość bezpłatnej edukacji w szkole wyższej, o ile spełnia formalne warunki przyjęcia na studia. Takie rozumienie prawa do nauki godzi wszakże w konstytucyjne regulacje dotyczące wydatkowania środków publicznych i budżetu państwa.
Publiczna szkoła wyższa realizuje swoje zadania z uwzględnieniem dwóch aspektów — ilości środków publicznych przekazanych przez władze oraz istniejącymi możliwościami prowadzeni zajęć przez kadrę. Odpłatne usługi nie mogą zatem dotyczyć tego zakresu, na który uczelnia posiada środki przekazane z budżetu — ale jeśli nadal ma możliwości (kadrowe i organizacyjne), a w społeczeństwie istnieją niezaspokojone potrzeby — można i należy organizować część zajęć odpłatnie.

Sumarycznie oznacza to, że ustawodawca mógł wprowadzić zasadę, że opłaty za zajęcia dydaktyczne nie mogą być pobierane na studiach dziennych — ale mogą na studiach zaocznych, wieczorowych i eksternistycznych — oczywiście w tym zakresie, w jakim środki publiczne nie pozwalają na sfinansowanie tych zajęć (działalność ta nie może mieć charakteru komercyjnego, zarobkowego sensu stricto) — ergo wysokość czesnego nie może przekraczać kosztów ponoszonych przez jednostki edukacyjne.

Pobieranie opłat za naukę od studentów zaocznych nie oznacza natomiast naruszenia zasady równego traktowania (art. 32 Konstytucji RP). Po pierwsze zasada równości odnosi się wyłącznie do osób należących do wspólnej kategorii wyróżnionej według pewnej prawnie relewantnej cechy, istotnej ze względu na badany typ stosunków prawnych lub charakter prawa poddawanego ocenie w konkretnym przypadku — tymczasem status studenta zaocznego (odpłatnego) i dziennego (bezpłatnego) wynika z faktu spełniania obiektywnych kryteriów rekrutacyjnych (w tamtym czasie egzaminu; TK nie zauważył chyba studentów, którzy z własnej woli wybierali studia zaoczne).
Jeśli zatem uczelnia publiczna pobiera opłaty za studia inne niż dzienne wyłącznie w celu zapewnienia dostępu do nauki możliwie największej ilości osób — nie można mówić o dyskryminacji studentów.

Tytułem komentarza: orzeczenie sprzed 17 lat można skwitować następująco: kurczowe trzymanie się dogmatu bezpłatności de facto prowadziłoby do ograniczenia możliwości studiowania. Każdy ma szansę ubiegać się o przyjęcie na studia dzienne, które są bezpłatne — ale jeśli mu się to nie uda, uczelnia ma prawo zaproponować mu odpłatne studia zaoczne.

  • Mariusz Herich

    Ciekawe w takim razie co ze szkołą podstawową i „składkami”. Czy mogę odmówić czy się okaże, że dziecko nie dostanie świadectwa, jak to już kiedyś słyszałem?

  • Patrząc do konstytucyi — nie wolno!

  • gordon.shumway

    Czekam teraz na równie mądry wyrok TK w sprawie możliwości pobierania opłat za ponadstandardową opiekę zdrowotną w zakresie pomocy udzielanej przez GOPR/TOPR turystom, którzy zgubili się na drodze do Morskiego Oka lub którym nie udało się sforsować Orlej Perci w klapkach bądź szpilkach.
    Bo obecnie rzekomo nie można wprowadzić obowiązku posiadania ekstra ubezpieczenia od wypadku w górach bądź wyegzekwować opłaty za interwencję w przypadku braku ubezpieczenia.

  • Z górskim ratownictwem jest o tyle ciekawa sprawa, że to niby zwykłe ratownictwo medyczne, ale i ustawa osobna, i zadania nieco inne.

  • Katarzyna Kamińska

    fajny artykuł, porusza dosyć ciekawą kwestię.

  • b52t

    A zagadnienie tak postawione (zgubili się na drodze do Morskiego Oka lub którym nie udało się sforsować Orlej Perci w klapkach bądź szpilkach) sugeruje raczej działania a la straż pożarna, z gatunku ktoś zawisł na drzewie i nie może zejść, niż ratowanie zdrowia lub życia w wyniku wypadku, a nie swojej małej wyobraźni (jedno drugiego nie wyklucza, ale zakładam, że takie rozdzielenie sytuacji jest czytelne).

  • gordon.shumway

    Podałem tendencyjnie dosyć skrajne przypadki (chociaż niestety z życia wzięte).
    Ale generalnie problem, który chciałem podnieść dotyczy tego, że ratownictwo górskie mogłoby zostać uznane za ponadstandardowe płatne świadczenie w okolicznościach w których świadczeniobiorcy zgodzili się świadomie na ponadstandardowe ryzyko.
    Ubezpieczenie chroniące przed nim zapewne nie byłoby zbyt drogie, miałoby walor wybitnie edukacyjny i przysporzyłoby dodatkowych środków na działanie dla GOPR/TOPR.
    A podobno nie można tego rozwiązania u nas wprowadzić (np. analogicznego do słowackiego) ze względu na zapis w naszej Konstytucji.

  • Albo czy możliwość bycia nieubezpieczonym w NFZ nie narusza konstytucyjnego prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej.