Czy blogerkę lifestylową można sądzić po wyglądzie?

A na piątek ważkie pytania: czy dopuszczalna jest krytyka blogerki lifestylowej, która dotyczy jej wyglądu? Czy jednak opisywanie w mediach stylu życia może naruszać dobra osobiste autorki bloga — bo podważa jej profesjonalny wizerunek? 


krytyka blogerki lifestylowej

Blogerkę lifestylową można sądzić po wyglądzie — bo sama wyglądem tym stara się zainteresować swoich odbiorców


wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 16 czerwca 2016 r. (sygn. akt I ACa 1215/15)
Nie każde niewłaściwe sformułowanie jest równoznaczne z obrazą czci.

O popularnej blogerce prowadzącej blog „lifestylowy” (moda, zdrowie, gotowanie — prawie jakbym o sobie pisał) napisali w popularnym serwisie plotkarskim, że „nie zawsze była, a może nadal nie jest, taka, na jaką kreuje się w wywiadach” — bo „leczyła się na anoreksję/bulimię i kiedyś jadała tylko i wyłącznie słodycze. Kiedy wszyscy w szkole na drugie śniadanie mieli kanapki, to K. same batony – a przy tym była strasznie chuda. I ta nadmierna potliwość — co widać już na wielu zdjęciach — to wynik złego odżywiania”. Tekst, choć oparty na wypowiedziach znajomych blogerki z liceum, został opatrzony informacją, że opinie te są subiektywne, ponieważ mogą wynikać z zazdrości.
Tekst został opublikowany w 2007 r. (wówczas blogerka miała 19 lat), przez kolejne 7 lat pod tekstem pojawiło się 20 komentarzy, z których większość była pozytywna dla blogerki — a tylko kilka odnosiło się do jej figury czy sposobu odżywiania się.

Zdaniem blogerki publikacja naruszyła jej dobra osobiste w postaci czci i godności oraz profesjonalnego wizerunku, zatem w wytoczonym w 2014 r. powództwie zażądała usunięcia artykułu oraz opublikowania przeprosin („za to, że naruszyła jej dobra osobiste, w ten sposób że opublikowała w 2007 r. w prowadzonym przez siebie portalu internetowym (…) w artykule pt. „Czego nie wiecie o [powódce]” bezpodstawne sugestie i nieprawdziwe informacje, jakoby [powódka] leczyła się na anoreksję/bulimię”).
(Pozostawione w uzasadnieniu okruszki pozwalają przypuszczać, że powódką była Katarzyna Tusk, a pozwanym wydawca serwisu Pudelek.pl.)

Sąd prawomocnie oddalił roszczenia: inkryminowany artykuł nie naruszył dóbr osobistych powódki. Opublikowanie krytycznych opinii o blogerce, która pisze o modzie, zdrowym stylu życia i zdrowym odżywianiu się mogło podważać jej wiarygodność, bo z punktu widzenia czytelników bloga istotne jest zaufanie do autorki. Jednakże nie oznacza to automatycznego naruszenia dóbr osobistych, albowiem jako osoba prowadząca bloga lifestylowego musi brać pod uwagę, że będzie wywoływała zainteresowanie opinii publicznej — zwłaszcza, że sama zainteresowanie to stara się wywołać.

Powódka jest osobą publiczną. Tym samy musi się mierzyć z faktem, że jej wygląd, sylwetka, sposób odżywiania się stanowią przedmiot zainteresowania opinii publicznej, a przynajmniej jej części, bowiem sama to zainteresowanie wywołuje, prowadząc blog internetowy.

Ocena czy użyty zwrot miał charakter zniesławiający musi opierać się na rzeczywistym znaczeniu słów w kontekście całej wypowiedzi, zaś ocena powinna mieć charakter obiektywny, należy zatem brać pod uwagę sytuację, adresatów wypowiedzi, sposób prezentacji. Skoro zatem do tekstu dołączono komentarz, że informacje zostały przekazane przez znajomą blogerki z liceum, że być może taka opinia wynika z zazdrości — to oznacza, że sama redakcja dystansuje się od tej opinii, która nie może być oceniana w kategoriach prawdy lub fałszu. Nie sposób zatem zarzucać tekstowi, iżby przedstawiał powódkę jako osobę „borykającą się w przeszłości z dwiema chorobami o podłożu psychicznym”.

Sąd podkreślił, iż naruszenie dóbr osobistych wymaga wykazania, że wypowiedź choćby potencjalnie mogła wywołać negatywną ocenę opisywanej osoby — tymczasem analiza zgromadzonych pod tekstem komentarzy dowodzi czegoś zupełnie odwrotnego. Czytelnicy portalu w ogóle nie zgłębiali tematu bulimii czy anoreksji — zgoła zaprezentowali powódce życzliwość, ocenili bowiem, że koleżanką kierowała wyłącznie zawiść. Pozytywne komentarze dowodzą, że tekst publikacji nie wywołał w nich negatywnej oceny osoby powódki, co skutkuje oddaleniem roszczeń.

Owszem, użycie słów „leczyła się na anoreksję/bulimię” przekraczało ramy rzeczowej potrzeby, bo nawet w portalu plotkarskim krytyka blogerki lifestylowej wymaga oględności słowa i formułowania wypowiedzi w sposób kulturalny.

Skutkiem popularności blogerki jest zainteresowanie odbiorców jej życiem prywatnym — jako osoba powszechnie znana, udzielająca się publicznie, stanowi przecież wzorzec postępowania dla odbiorców — zaś skutkiem tej popularności jest komentowanie faktów z jej życia. Zasięg takiej publicznej debaty nie może być reglamentowany, albowiem rolą prasy nie jest wyłącznie dostarczanie informacji, ale też otwarcie dyskusji w celu wyrobienia przez czytelnika własnej opinii.

Istotnym był także fakt wystąpienia z powództwem po 7 latach od publikacji artykułu. Niezależnie bowiem od tego, że roszczenie niemajątkowe nie ulega przedawnieniu, nie wiadomo jednak dlaczego owe subiektywne uczucia dopiero teraz spowodowały wytoczenie powództwa o ochronę dóbr osobistych. Niewykluczone, że publikacja przeprosin po takim czasie miałaby odwrotny skutek, bo spowodowałaby wzrost zainteresowania tematem sprzed lat (w apelacji podniesiono, że powódka już wcześniej konsultowała rzecz z prawnikiem, który jednak odradzał jej skierowanie sprawy do sądu — jak widać dobry i uczciwy prawnik, skoro odradzał).

Q.E.D.