Czy „złamał świętą zasadę szatni” narusza — czy wywyższa — renomę piłkarza?

A skoro piłkarze znów wybiegną na boiska, i znów wiadomości sportowe pełne będą łamiących newsów o wyczynach naszych herosów („w meczu dnia na szczycie środka drugiej połowy tabeli Strzelcy z Ciecieczy rozgromili Stoczniowców spod Szczecina dwa do zera”) dziś kilka zdań o tym czy waleczność można utożsamiać z agresją — oraz czy artykuł o łamaniu świętej zasady szatni może naruszać dobra osobiste sportowca? (Sąd Apelacyjny w Warszawie z 9 listopada 2016 r., sygn. akt VI ACa 1122/15).


złamał świętą zasadę szatni

Za moją krwawicę: właśnie tutaj jakaś podwórkowa drużyna „gości” inną podwórkową drużynę, z czego żyją m.in. żurnaliści sportowi (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


W artykule prasowym napisano, iż jeden z piłkarzy odmówił treningu z pijanym kolegą („nie będę trenował z pijakami”), a skrytykowany przez ekipę, wdał w szarpaninę z drugim trenerem, wskutek czego stracił miejsce w zespole i rozwiązano z nim kontrakt.
Zdaniem sportowca publikacja była nieprawdziwa, ale poszła fama o konfliktowości i konfidenckiej postawie. Odsunięty za karę od kilku spotkań poniósł wymierne straty finansowe, stąd też wniósł o zasądzenie 60 tys. złotych odszkodowania za utracony zarobek, 20 tys. złotych zadośćuczynienia oraz 10 tys. złotych na cel społeczny.

Pozwany wydawca wniósł o oddalenie powództwa: opisanie niezłomnej postawy jest wypowiedzią pozytywną — czyn zawodnika przedstawiono jako walkę ze źle pojętą solidarnością grupową („złamał świętą zasadę szatni”), zatem nie można mówić o naruszeniu jego dóbr osobistych. Częściowo błędna informacja została sprostowana, opublikowano też przeprosiny, zatem w tym zakresie roszczenia są całkowicie bezpodstawne.
(Pozostawione w orzeczeniu okruszki pozwalają ustalić, że powodem jest Łukasz Gikiewicz, ex-piłkarz Śląska Wrocław, zaś rzecz dotyczył jednego z tekstów opublikowanych w „Przeglądzie Sportowym”).

Sąd prawomocnie uwzględnił część roszczeń zasądzając 10 tys. złotych zadośćuczynienia oraz nakazując wydawcy wpłatę 5 tys. złotych na wskazaną fundację.
Nie narusza dóbr osobistych piłkarza opublikowanie artykułów, w których mówi się o użyciu sformułowań „konfident” i „kabel” przez kolegów z drużyny. Prasa miała prawo opisać fakt przyjścia pijanego zawodnika na trening, reakcję powoda — a także wspomnieć, że inni piłkarze źle się o nim wypowiadali. Nie doszło także poprzez publikacje prasowe do naruszenia wizerunku piłkarza — jest nim „skonkretyzowane ustalenie obrazu fizycznego człowieka, zdatne do zwielokrotniania i do rozpowszechniania”, nie zaś opinia o człowieku (renoma).

Dobra osobiste piłkarza naruszył jednak tekst, w którym napisano o szarpaninie z drugim trenerem drużyny, zwłaszcza, że powiązano rzekome zdarzenie z utratą miejsca w kadrze meczowej. Skutków tego naruszenia nie usunęły opublikowane nazajutrz przeprosiny, które zostały zamieszczone w niekompletnej treści, w małej ramce, małą czcionką i na stronie, która nie odpowiadała żądaniu powoda. („Fakt przeprosin wypełnia więc obowiązek z art. 24 par. 1 zd. 2 kc usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych poprzez przyznanie, że podana publicznie informacja nie była prawdziwa, jednak nie stanowi zadośćuczynienia za krzywdę, jakiej powód doznał”).

Naruszenie dóbr osobistych polegało w tym przypadku na opublikowaniu nieprawdziwej informacji: autor artykułu nie działał w uzasadnionym interesie społecznym i nie dochował zasad rzetelności dziennikarskiej (art. 12 ust. 1 prawa prasowego). Prasa ma prawo piętnować nieprofesjonalne zachowanie piłkarzy i informować opinię o bulwersujących zjawiskach — na przykład o przyjściu pijanego piłkarza na trening — ale nie ma prawa opisywać zdarzeń, które nie miały miejsca (szarpanina).

Opublikowanie niesprawdzonych informacji jest działaniem zawinionym, zatem pokrzywdzonemu przysługuje zadośćuczynienie (art. 448 kc), którego wysokość — biorąc pod uwagę, że naruszenie dóbr osobistych było publiczne, że powoda poniżono w opinii środowiska sportowców i kibiców, że fałszywa informacja miała negatywny wpływ na zaufanie — nie może być symboliczna.

Sąd odmówił jednak uwzględnienia żądań zapłaty odszkodowania, albowiem powód nie wykazał, iżby szkoda majątkowa wynikająca z odsunięcia od spotkań spowodowana została publikacją. Zawodnik został wyrzucony z drużyny ze względu na decyzję sztabu oraz ostracyzm kolegów, które jednak nie wynikały z treści artykułu — zatem między publikacją a szkodą nie zachodzi adekwatny związek przyczynowy (art. 415 kc).

(Wcale nie ma marginesie: w apelacji pozwany wydawca twierdził, że zawodnik w czasie swej kariery uzyskał opinię „normalnego” piłkarza — czyli takiego, który jest skłonny do przesady, dynamiczny, używa mocnego języka i czasem jest skłonny do brutalnych reakcji — zatem odbiór tekstu nie mógł wywołać wśród czytelników gazety szczególnie negatywnej opinii. W odpowiedzi sąd zauważył, że trzeba rozróżniać waleczność, a nawet agresywność na boisku — od zarzutu agresji wobec trenera.)

Słowem: „złamał świętą zasadę szatni” renomy piłkarza rzecz jasna nie podważa — ale choćby najlepsza wymowa artykułu o pozytywnej postawie sportowca nie przykrywa nieprawdziwego zarzutu awanturnictwa.

  • Marcin

    Czy Pan Mecenas nie naraża się publikując nazwiska/nazwy ustalone na podstawie okruszków?

  • Który Pan Mecenas?